Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vako DeMackor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vako DeMackor. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Vi cd Daniela i Lili [do Vako]

Usiadłam koło chłopaka. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest kompletnie zdezorientowany, więc postanowiłam mu to wszystko jeszcze raz powoli wyjaśnić.
- Więc tak: jak tylko twój przyjaciel przyszedł do Lilianne i prosił w twoim imieniu o randkę, od razu zorientowałyśmy się o co chodzi. Dlatego Lili się zgodziła. Uznałyśmy, że skoro wy knujecie takie rzeczy, to my wam w tym z chęcią pomożemy - uśmiechnęłam się lekko. - Lili udawała, że jest w tobie baardzo zakochana, a kiedy ona zaczęła cię całować, ja wparowałam do cukierni. Tak, to wszystko było zaplanowane. Wiem, zabawiłyśmy się troszkę twoim kosztem, ale chyba wyszło dobrze, hm? - uśmiechnęłam się ponownie.
- Raczej tak - Vako również się uśmiechnął. - Ale naprawdę nie chciałem żeby tak wyszło z tą Lili.
- Nie ma sprawy. Może przejdziemy się do Wijącego Tunelu, tak jak za dawnych czasów? - Rozejrzałam się wokoło i dodałam. - Według mnie jest tu za dużo ludzi.
- Jasne, chodźmy.
Cukiernię pozostawiliśmy za sobą, a po paru minutach również Écuelle. Szliśmy po błoniach kierując się w stronę tunelu.
- Tak dla pewności... następnym razem, jeśli będziesz chciał zaprosić mnie na randkę, nie musisz tyle kombinować - spojrzałam na chłopaka. - Przyznam, że to było słodkie, ale wystarczy poprosić, na pewno bym się zgodziła.
- Wiesz jaki jestem, troszkę się przy tobie... zawstydzam. Ale kolejnym razem sam poproszę. Tylko bądź pewna, że tych kolejnych razy będzie więcej niż ci się może wydawać - uśmiechnął się chłopak.
- No mam nadzieję. - zaśmiałam się. Po chwili ciszy poczułam, jak jego ręka delikatnie muska wewnętrzną część mojej dłoni. Bez zastanowienia powoli wplotłam palce w jego dłoń.
W Wijącym Tunelu jak zawsze nie było ani jednej żywej duszy. Byłam tylko ja i on. Vako. Odwróciłam się do chłopaka tak, że staliśmy idealnie zwróceni do siebie. Dzieliło nas może i niecałe piętnaście centymetrów. Czułam jego miarowy oddech.
- Zależy mi na tobie - szepnął.
Spojrzałam w jego cudowne, intensywnie niebieskie oczy. Pod wpływem impulsu wsunęłam palce w szlufki jego spodni i lekko pociągnęłam do siebie. Chłopak zrobił krok w moją stronę i złapał mnie za szyję. Nasze usta nareszcie się spotkały. Uczucie niewyobrażalnie cudowne: delikatny pocałunek, pełen czułości. Rozpływałam się z rozkoszy.

<Vako? :3>

czwartek, 23 kwietnia 2015

Papillonlisse: od Daniela [i Lili] CD Vako

-Sprawa wygląda tak: mój przyjaciel Vako DeMackor jest tobą zainteresowany, ale wrodzona nieśmiałość zakłada mu swego rodzaju blokadę mentalną przed mówieniem o tym otwarcie, dlatego niniejszym w jego imieniu zapraszam cię na ciacho do Ecuelle w najbliższą sobotę.
Blondynka uniosła brwi.
-Chyba...-prędko się obejrzała na Vinylię, wychylającą się na kanapie i patrzącą na nas ciekawie. W oczach Lilianne pojawił się błysk zrozumienia-Chyba się skuszę. Bardzo chętnie. O drugiej? O drugiej. Pa!
Zatrzasnęła nam drzwi przed nosem.
-Jakoś poszło, Vakonie. Jakoś poszło. Zgodziła się-poinformowałem kumpla. Nieprzytomnie pokiwał głową.

[oczami Lilianne]

-Czego chcieli?-spytała od razu Vi. Wzruszyłam ramionami.
-Ten twój Vako właśnie mnie zaprosił na ciastko w sobotę. Dziwne, nie?
-Nie mów, że się zgodziłaś-powiedziała, z gniewem brzmiącym w głosie. Ponownie wzruszyłam ramionami.
-Zgodziłam się.
Rzuciła mi wściekłe spojrzenie. Było wiadome, że Vinylia lubi Vako. A ja nie jestem głupia: chłopcy wymyślili fatalny plan polegający na wzbudzeniu zazdrości. To nie zadziała. Ale niech im będzie.
-Pomimo Luke'a? Już nie pozostajesz mu wierna.
Westchnęłam.
-Vijka, błagam cię. Poważnie, nie domyśliłaś się o co im w tym chodzi?
Wyszczerzyła się.
-Pewnie, że się domyśliłam. Po prostu wczuwałam się w rolę.
Spojrzałam na nią pytająco.
-Oni sobie konspirują, to i my też.-uśmiechnęła się szatańsko i nachyliła mi do ucha, a w miarę jak mówiła mój uśmiech także się poszerzał.

[oczami Daniela]

-Spoko, stary! Jak to się w końcu mówi, do dwóch razy sztuka, a teraz sztuka została wyjątkowo precyzyjnie wybrana! Dasz radę! Będę przy tobie. Ale wiesz, tak z odległości. Dasz se radę!
Klepnąłem go między łopatki i odbiegłem prędziutko.

[oczami Lili]

Uśmiechnęłam się szeroko na widok Vako.
-Cześć. Wchodzimy?-spytałam.
Kiwnął głową niemrawo i weszliśmy do cukierni. Siedliśmy do stolika, zamówiliśmy sobie po kremówce i na mnie spadł obowiązek podtrzymywania rozmowy.
-No... Jesteś Papilonem. Zawsze myślałam, że oni są raczej tępi, a tu się okazuje, że bywają wśród nich wyjątki.
Uśmiechnęłam się słodko.
-Ta... nie tylko ty tak uważałaś-uśmiechnął się krzywo-Luke'a też uważałaś za tępego?
Pominęłam tę uwagę milczeniem, chociaż zapewne w innych okolicznościach wcisnęłabym chłopakowi kremówkę w twarz. Tylko świadomość tego, co go dzisiaj spotka upewniała mnie, że nie warto. Dostanie jeszcze za swoje.
Gadaliśmy jeszcze przez około dziesięć minut. Starałam się jak najbardziej okazywać, że Vako mi się "podoba". Kiedy już stwierdziłam, że starczy powiedziałam:
-Wiesz... może do dziwne, że to mówię dopiero na pierwszym spotkaniu, ale... nigdy nie czułam się tak przy żadnym chłopaku.
Zakrztusił się.
-Taa?
-Tak, no wiesz-zarumieniłam się, starając powstrzymać śmiech-Mam na myśli taka wyjątkowa. Słuchasz mnie tak uważnie, jakby naprawdę interesowało cię to, co mówię. To takie... niezwykłe.
-Taak... chyba faktycznie. Tylko wiesz, to nie do końca...
Nie dałam mu skończyć, bo przycisnęłam swoje usta do jego warg, przewracając wazonik z kwiatami. Na szczęście nie było w nim wody.
Zmusiłam się, żeby trzymać oczy zamknięte. Zaraz miała wejść Vi. Musi wypaść przekonywująco.
W tej chwili weszły Vinylia z Bianką, gadając o czymśtam. Vinylia spojrzała na nas zszokowana i podbiegła do stolika. Oderwałam się od Vako.
-Jak mogłeś!? Jak mogliście oboje!?
Doskonale sfingowane łzy. A może nie sfingowane?
-Naprawdę myślałam, że ci na mnie zależy, a ty się umawiasz z moją przyjaciółką! Wszyscy chłopcy są tacy sami!-chlipnęła i skierowała się do wyjścia. Papilon zerwał się, potykając o nogę stołu. Klienci cukierni spojrzeli na nas. Doskonale.
-Vinyl, zaczekaj! To nie tak! Ta randka jest tylko dla ciebie!-zawołał za Rudą. Teraz moja kolej.
-CO!?-zerwałam się i ja-To całe spotkanie to tylko szopka mająca na celu zwrócenie uwagi Vinylii!? Faktycznie, wszyscy chłopcy są tacy sami!-przywaliłam mu z liścia.
-Co nie!?-zawtórowała mi Vija i ona także podeszła i uderzyła chłopaka. Wyszłyśmy równym krokiem z cukierni.
-Tak profilaktycznie-zwróciła się do chłopaka Biana po czym i ona walnęła Vako.
Kiedy wyszłyśmy, uśmiechnęłyśmy się do siebie i przybiłyśmy potrójną piątkę.
-Długo tego nie zapomni!-wykrztusiłam, trzymając się za brzuch.
-Co prawda, to prawda. Ale nie musiałaś go całować AŻ TAK długo i mocno-zwróciła się do mnie Vinylia, na co roześmiałam się jeszcze głośniej i pocałowałam obie w policzki.
-Chodźcie. Teraz część planu druga: uświadomienie.
Z szerokimi uśmiechami weszłyśmy z powrotem do cukierni, gdzie nadal siedział Vako, z twarzą ukrytą w dłoniach. Podeszłyśmy od niego od tyłu. Piana popukała go lekko w ramię. Zerwał się i zszokowany spojrzał na nas.
-Następnym razem, kiedy będziesz chciał zaprosić dziewczynę na randkę, po prostu ją poproś-zaleciłam grzecznie-A nie kombinuj z zazdrością.
Nadal nie rozumiał.
-Domyśliłyśmy się, o co chodzi-wyjaśniła Piana.-I postanowiłyśmy ci dać nauczkę za tego typu szatańskie sztuczki.
-Jak dla mnie to i tak było słodkie-Vija uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do chłopaka.
-Chodź, Biana. Zostawmy ich samych-powiedziałam do Białej i wyciągnęłam ją z cukierni.

Vako? Vija? default smiley :)

niedziela, 19 kwietnia 2015

Papillonlisse: od Daniela do Vako



-I jak? Jak poszło?
Tutaj wyrzucił z siebie wiązankę przekleństw, o których istnieniu nawet nie wiedziałem.
-Ah... czyli źle?
-Fatalnie! Z początku było nawet OK, ale potem wparował jakiś kolo i, klęcząc przed nią zaczął deklamować poematy o ich miłości, że go porzuciła albo co! Wyobrażasz sobie?
-Oj tak. I musiało to wyglądać źle.
-A żebyś wiedział!-westchnął i klapnął ciężko na kanapę-Może to znak od niebios, że powinienem się odczepić od Vi, bo ktoś inny jest jej pisany?
-Musiało być naprawdę źle, zaraz ty mi tu zaczniesz deklamować-jęknąłem i usiadłem obok kumpla-Czyli Summery nie? Pomyślmy...
-Daj już spokój, Dan! Nie widzisz, że próbuję się załamywać!?-jęknął w odpowiedzi Vako.
-Nie dam spokoju i widzę, że próbujesz, ale usiłuję tego nie dostrzegać! Może w takim razie Lilianne Lavali? Jest przyjaciółką Vinylii, a ja kumplowałem się z jej chłopakiem Zgodzi się udawać zakochaną w tobie, dla szczęścia przyjaciółki...
-Żartujesz!?-prychnął.-Ona jest niezrównoważona psychicznie. One latały pod kołdrami po korytarzu, udając, że to peleryny-niewidki!
-Latały razem z Vinylią-uzupełniłem.
-Pewnie czuła się głupio, ale nie chciała robić przykrości przyjaciółkom.-uciął rozmowę.
-Czyli nie Lilianne?
-Nie Lilianne.
-A może jednaaak...
-Nie.
-No weź, to ma sens, bodziec dla Vinylii będzie mocniejszy, jeśli zaprosisz jej przyjaciółkę...
-Nie-e.
-Nadal sądzę, że to dobry pomysł.
-Nie!
-Eej...
-NIE!!!

Vako? Sam dialog ;-;

sobota, 11 kwietnia 2015

Bellefeuille:Od Summery -c.d. Vako

Spojrzałam na niego i od razu usłyszałam w głowie głos Tymcia "Szopen idzie na randkę? Uuuu co za nowość! Jest ślepy?No dobra żartowałem... Pewnie głuchy." Uśmiechnęłam się do chłopaka w końcu jest papilonem a papiloni to młotki. Jednakże co mi szkoda? 
- Oczywiście -odpowiedziałam. Uważałam że odpowiedź "Ok" czy też "Spoko" jest takie pospolite,a nasz język jest tak piękny że aż szkoda żeby go nie używać. Chłopak podrapał się po karku. Czyżby układał sobie scenariusz ale zapomniał kwestii którą właśnie teraz miał wypowiedzieć.
- Szopen! -gdzieś z dala odezwał się braciszek. Odwróciłam się by spojrzeć jak daleko jest. On i ten jego przyjaciel. Orion zmarszczył brwi widząc swojego brata i podobnie zrobił sam Vako. -Szopuś, kochanie! Co ten młotek od ciebie chce? Czy ci nie mówiłem że papiloni do idioci? Och głupiutki człowieku mój kochany! Przyniosłem babeczki! Ej, gdzie idziesz?! Hildi!
Próbowałam nie dawać po sobie tego iż to wszystko było zwrócone do mnie. Wstałam a dziewczyny za mną. Uniosłam brew pytająco w stronę chłopaka który stał i próbował się nie uśmiechać.
- To jak? Jesteśmy umówieni -skwitował a ja przytaknęłam i trybem incognito zaczęłam iść w stronę szkoły tak żeby Tymuś w końcu dał mi spokój. Lecz to jak marzenie indyka który myślał o niedzieli a któremu w sobotę łeb ścieli. Tymuś dorwał mnie na korytarzu i odciągnął od grupy wsparcia.
- Ej! Co ty kręcisz z papilonem? I to jeszcze z jego bratem! -wskazał na kolegę. -Czy mam ci przypomnieć twoje słowa? Szopuś! Odradzam. Ej pomóż mi! Ona się pcha na stryczek Oruś! W sensie metaforycznym.
- Tymciu skarbie. Jakoś ci nie jojczałam nad uchem kiedy umówiłeś się z papilonką -warknęłam po czym napięcie zaczęłam iść przed siebie.
- Nie Tymcio, Tymoteusz Szopenie. -wyszczerzył się i wziął mnie pod ramię.-Dokąd zmierzasz?
- Idę grać na moim Flecie Picolo. Chcesz posłuchać? -chłopak skrzywił się. Może przypomniał sobie może lekcje nauki kiedy to rozbrzmiewał na cały dom piskliwy dźwięk tego cudownego instrumentu. -A tak naprawdę to idę to Beatrice.
- To jej koleżanka? -spytał Orion a obydwoje zaśmialiśmy się równocześnie. -Co? Nie rozumiem?
- Beatrice to moja wiolonczela -powiedziałam. Chłopak miał dosyć zabawny wyraz twarzy. Według naukowców przywiązujemy się bardziej jeśli nadamy tej rzeczy imię i tak oto przywiązałam się do Beatrice. Jest to instrument wielu smutków i wylanych łez ale chyba nie oddałabym jej teraz.
- No to Szopuś idź graj Chopina ale wpierw babeczka! Specjalnie dla ciebie! Pełna laktozy! -powiedział. Jak dla mnie nie było to zabawne ale ten sobie drwił. Ach... Jakbym zjadła babeczkę albo muffinkę tylko szkoda że moje muszą być z soi jak prawie połowa moich potraf.
- Tymciu stój. -powiedziałam, a braciszek uniósł brew. -Jak przestaniesz się ruszać to łatwiej przywalę ci w nos.Chodź w twoim przypadku paznokcie wystarczą.
Braciszek posłał mi piorunujące spojrzenie po czym wziął gryza babeczki. Odszedł z koleżką a ja mogłam spokojnie ruszyć w swoją stronę lecz wiedziałam że długo nie nacieszę się samotnością. Zwłaszcza że to był Tymuś ,a Tymuś jak to Tymuś kocha mnie tak że już odkąd dowiedziałam się o narzędziach tortur w średniowieczu nie mogę się zdecydować co wybrać
***
- Gdzie tak pędzisz? -powiedziała jedna z moich współlokatorek kiedy miałam zamiar wychodzić z Pokoju wspólnego orlaków. -Pełnymi zdaniami i mam nadzieje, że z idealną składnią, bo inaczej nie puszczę.
- A do czego potrzebna ci ta informacja Susan Roveno Darlson? Czyżbyś zamierzała pisać o mnie biografię? -uśmiechnęłam się do niej. Susi tylko zmarszczyła nos. -Wybieram się na randkę... Z chłopakiem. I to nie jest mój brat! Tak przy okazji mogłabyś go jakoś... Upilnować by tego nie zepsuł? On potrafi wszystko...
- Jasne. Summer masz słowo zwiadowcy. Będę on dla mnie tytanem którego nie wolno przepuścić dalej! Mogę mu coś złamać? -spytała. Susi była tak zwanym mangozjebem podobnie jak Tymuś i zazwyczaj się kłócili o bohaterów i anime jakie oglądali. Jednakże naprawdę niechętnie zaprzeczyłam. Gdyby umarł to babcia przetrzepałaby mi skórę a to nie jest przyjemne.
Ruszyłam niczym tajny ninja tak żeby na pewno nie wpaść na brata do herbaciarni gdzie byłam umówiona z owym chłopakiem. Łatwiej byłoby gdybyśmy się umówili gdzie się spotykamy ale wyszło jak wyszło. Chłopak stał przed herbaciarnią. Próbowałam być poważna by swoją prawdziwą ja nie odstraszyć jego jak to robiłam z poprzednimi chłopakami. Weszliśmy do środka oraz zamówiliśmy każde z nas po daniu. 
- A więc... Jesteś orlakiem? -powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku. -Słyszałem że orlaki są zarozumiałe ale ty chyba taka nie jesteś. Co nie?
- No tak... Jednakże wy też bez skazy nie jesteście. Jak to twierdzi mój brat "Papilloni to głupie, bezmyślne i mało rozgarnięte młotki. Najpierw robią później myślą, o ile znajdzie się taki który potrafi myśleć." -wyrecytowałam dokładnie formułkę którą mówi Tymuś kiedy ktoś go spyta co myśli o papillonach. I chyba to nie było dobre posunięcie. Chłopak chyba się nieco obruszył tym faktem iż jego dom uważany jest za bandę głupków. Ja twierdziłam tak samo ale jakoś musiałam to ratować. -Ja tak nie twierdzę... Znaczy się nie do końca... No bo... Ten... Jakoś dziwnie ociągają te zamówienia. Czyż nie? 
-Taak. -przyznał. Chyba też poczuł że ta sytuacja stała się dosyć niezręczna. -Czym się interesujesz? Oprócz wkówania całymi dniami i siedzenia przed książkami?
- Uczenie się wcale nie jest takie złe... Ale Qudditch. Gram razem z bratem w jednej drużynie ja ścigająca a on to pałkarz. Słyszałam że grasz na obronie -uśmiechnęłam się. Wreszcie jakiś temat który można rozwinąć. -Założę się że podczas meczu po między naszymi domami strzelę w twoją bramkę więcej razy niż wasi w naszą! 
- Ha! Nie jestem co to tego pewien Summer -powiedział uśmiechając się. -No i to wszystko co cię interesuje? U mnie jest jeszcze jazda na desce i wróżbiarstwo.
- Przepraszam że cię poprawię. Deskorolce. Na desce to sobie raczej długo nie pojeździsz -powiedziałam. Jednak orlak pozostanie orlakiem. -Gram na wiolonczeli i ogólnie uwielbiam muzykę. I jeśli powiesz że pewnie słucham tylko klasyki bo tak wyglądam to stwierdzę iż jesteś stereotypowy. Tak samo jak inteligencja zależy od koloru włosów! Rudy się nie dostał, blondynka głupia i nadzieja w brunetach. Stek kłamstw które się utrzymują na porządku dziennym...
- Jak na orlaczkę przystało widzę że lubisz gadać. -uśmiechnął się. Coś czułam, że jednak za dużo gadam i w ten sposób chce zwrócić mi uwagę żebym przestała gadać. Znowu nie wiedziałam co robić na szczęście z opresji uratowała nas kelnerka z zamówieniami. -To mówisz że masz brata?
- Bliźniaka. Nieznośny. Do tego szczyci się tym że jest starszy. Bo się wepchał i urodził 3 minuty przed mną. -prychnęłam. Jednakże nie chciałam rozmawiać tylko o mnie. -A ty... Też masz brata. Oriona. Co nie? Znaczy się jestem pewna że to twój brat jednakże macie mniej więcej takie same relacje a może jest lepiej?
Chłopak otworzył usta żeby coś powiedzieć. I wtedy wszystko poszło nie tak. W drzwiach pojawił się Tymoteusz i odszukał mnie wzrokiem. Chyba gorzej być nie mogło.
[Tymusiu? :3]

piątek, 10 kwietnia 2015

Papillonlisse: Od Vako cd. Daniela [Do Summer]

Siedziałem przez 10 min. na błoniach i...
I właśnie... Można by powiedzieć, że się czaiłem. Na kogo?
Dziewczynę z 2 roku, Summery Thewlis... Czemu?
Ponieważ, osobnik płci męskiej, który znajduje się obok mnie i na siłę
próbuje przekonać bym już podszedł do niej i zaprosił ją na... RANDKĘ!
Czemu? By wzbudzić zazdrość w osobniku [tym razem] płci Pięknej, która siedzi
ze swoimi dwoma przyjaciółkami kawalątek dalej od Summery.
Czemu Summery Thewlis? Ponieważ zna ją mój brat i jej jakiegoś brata, podobno się
z nim przyjaźni, nie wiem i nie obchodzi mnie to, szczerze mówiąc. W końcu nie o jej
brata chodzi, więc nie muszę wiedzieć kim on jest.
- No idź już do niej! VAKO! Wóz albo przewóz!
- Ale, ale!
- Nie ma ale! Ale są dwie, jedna ma kota, a druga nie! - Powiedziała już pod irytowany.
  - Jeśli zaraz tego nie zrobisz to Vinylia sobie pójdzie i będzie kicha!
- No dobra! Już idę, idę! - Powiedziałem i ruszyłem w stronę dziewczyny.
Widziałem jak Vinylia patrzy na mnie, chwilę jej się przyglądałem lecz po chwili spojrzałem
na ładną blondynkę, która siedziała z koleżankami na trawie pod drzewem.
Spojrzała na mnie, a ja się zacząłem denerwować... ''Jesteś Papillonem do Cholery!"
Powtarzałem sobie dla otuchy...
- Cześć.- Uśmiechnąłem się najbardziej czarująco jak tylko potrafiłem. Gdy młodsze
dziewczyny zwróciły na mnie uwagę, od razu zaczęły się ze mną witać. Może nie będzie
tak, źle? W końcu jestem starszy, brzydki wcale też nie jestem... A młodsze zawsze zabiegają
o zainteresowanie starszych chłopaków... Rozluźniłem się i z lekkim uśmiechem spojrzałem
na dziewczynę, która najbardziej mnie w tej chwili interesowała. - Jestem Vako, trzeci rok,
Papillon, a ty zdradzisz mi swoje imię, miła? - Spytałem na co ta lekko się zarumieniła, słodko.
- Summery, drugi z Bellefeuille. Mogę wiedzieć, czemu do nas podszedłeś?
- Ah, tak zapomniałbym o najważniejszym! - Zawołałem z lekkim śmiechem. - Czy zgodziłabyś
się Summy, pójść ze mną.. zjeść jutro obiad Madame Bovary? Zgodzisz się pójść ze mną na Randkę?


<Summery? XD>

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Papillonlisse: od Daniela do Vako

-Uśmiechnęła się do mnie! I zarumieniła, kiedy się odwzajemniłem! Coś powiedziała do przyjaciółek! Kurde, ona jest SUPER!
Mój kumpel opadł na pościel i westchnął głęboko. Jeszcze nigdy nie widziałem go w takim stanie, jednak dobrze go rozumiałem. Zakochał się chłopak.
-Skoro jest taka super, to z łaski swojej weź jej to powiedz, a mnie oszczędź tych wyznań.
-Co ty!?
Vako się poderwał, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie wierzył, że powiedziałem to, co powiedziałem.
-Da mi prztyczka i każe spadać! Ty jej nie znasz! Dałaby mi kosza, a ja bym się już nie pozbierał. Nie znasz kobiecej okrutności! Ona jest super...
Ponownie opadł. Wywróciłem oczami i podszedłem do kumpla.
-Zapewniam, że znam kobiecą okrutność. Dziewczyna mnie na praktycznie rok zostawiła. A co do ciebie, jeśli się wstydzisz Vinylii, to odpuść. W naszym domu też jest dużo fajnych dziewczyn. Taka Amanda...
-Krzywe zęby.-przerwał mi.
-No... tak, ale uśmiecha się urzekająco. OK, nie Amanda to nie Amanda. Dajmy na to... Chelsea z Hero?
-Chelsea mówi z amerykańskim akcentem i ciągle gada o USA-wywrócił oczami.-Poza tym nie chcę żadnej innej dziewczyny. Może się kiedyś zbiorę na odwagę, ale jeszcze nie dziś. Może w przyszłym roku.
Aż mnie zatkało. Podszedłem do kumpla i potrząsnąłem nim za ramiona.
-Facet! Ty jesteś Orlakiem czy Papilonem!? Zamierzasz się schować w bibliotece i popaść w zgłębianie wiedzy wszelakiej! Baczność! Dziewczynę masz do zdobycia i nie pozwalam, żebyś mi się czaił do przyszłego roku. Zrozumiano?
-Tajes-odpowiedział instynktownie.
-Spocznij-kiwnąłem głową.
-To co robimy?-spytał Vako. Z zadowoleniem zauważyłem, że wziął sobie moją mowę do serca i naprawdę postanowił zawalczyć o Vinylię.
-Wypadałoby wzbudzić jej zazdrość. Znasz jakąś dziewczynę, którą można by wtajemniczyć, żeby udawała zakochaną w tobie?

Vako? Krótkie, ale na początek myślę może być :D

niedziela, 15 marca 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Avalone (do Vako)

Pobiegliśmy mrocznym korytarzem do sali eliksirów. Kiedy profesor nas zobaczył, spojrzał na mnie srogo.
-Coaspartoux, spóźnienie. Minus dziesięć punktów dla Papillonlisse. Siadaj.-warknął. Amy spojrzała na mnie bezradnie i usiadła obok jednej ze swoich koleżanek. Skierowałem się smętnie na miejsce obok Vako.
-Gratuluję, kochasiu. Dzięki tobie mamy minus dziesięć na start- burknął.
-I stracicie kolejne dziesięć, jeśli pan De Mackor nie raczy zamknąć jadaczki- zauważył zgryźliwie nauczyciel. Pomyślałem, że ten facet musi mieć słuch absolutny. Jak wąż, lis czy jeszcze inne okropieństwo od Luniaków.
Zamilkliśmy i zabraliśmy się za miażdżenie korzonków. Co chwila zerkałem na drugą stronę klasy, gdzie Luniacy bezkarnie rozmawiali. Wśród nich i luby Kolorowy Łeb, który także raz na jakiś czas zwracał się w moim kierunku. Uśmiechałem się wtedy do niego i wracałem do milczącego i wielce filozoficznego zadania krojenia szczurzych flaków.
~~*~~
-Nie ogarniam tego gościa. Strasznie was faworyzuje.-poskarżyłem się Avalone.
-Łatwo zrozumieć jego motywy. Chce, żebyśmy wygrali Puchar Domów, jak co roku zresztą. Poza tym, reszta nauczycieli to was traktuje ulgowo. Z jakiegoś powodu, Luniacy nie cieszą się ogólnym szacunkiem wśród reszty nauczycieli i uczniów. Craxi nam to rekompensuje, choć nie mówię, że za nim szaleję.
-Mów jak wolisz. Dla mnie Craxi to wredny, stary...
-VAKO!-zawołaliśmy chórem w obawie, że on tu gdzieś jest.
-Co?-wzruszył ramionami.-Kłamię?
-Siedź cicho, młotku!-syknąłem.-Może on tu jest.
-Craxi?-prychnął mój kumpel.-Jest przewredny, ale nie ma mocy pojawiania się znikąd.
-Zdziwiłbyś się, De Mackor.-rozległ się głos profesora tuż nad naszymi głowami. Odwróciliśmy się gwałtownie. Nauczyciel stał za nami i uśmiechał się drwąco, choć oczy miał lodowate.-Cała trójka. Za mną!-warknął i skierował się po schodach na górę, a nam już było wiadomo, że idziemy ku zgubie, bo do gabinetu Madame Maxime.
~~*~~
-I po co gadałeś, ty ciołku?-warknąłem na Vako w gabinecie dyrektorki. Olbrzymka patrzyła na nas z zatroskaniem, wysłuchując zeznań Craxi'ego.
-Och, panie Craxi, nie wierzę, by te słodkie aniołki mogły mówić takie okropne rzeczy o panu!-zaprotestowała.
-Niech pani zatem lepiej uwierzy, madame. W szczególności pan De Mackor, jednak pozostała dwójka nie paliła się, by bronić mego dobrego imienia.
-Nauczyciel potrzebuje, żeby uczniowie mu dobrego imienia bronili?-mruknąłem.
-Coś mówił, Coaspartoux!?-nauczyciel gdyby mógł, zapłonąłby.
-Ja nic, panie profesorze. To znaczy dziwi mnie, że przejmuje się pan, co o panu uczniowie gadają, jakby to miało wpłynąć na pańską osobowość.
"Która zasadniczo jest celnie oceniana przez wracających z eliksirów uczniów" dodałem w myślach, ale tylko w myślach, na szczęście.
-Och, to celne słowa, mój drogi! Mój drogi panie Antonio, ten chłopiec ma rację! Czyżbyś potrzebował zdania swych uczniów do osądu samego siebie? I tak chodzi głównie o to, jak uczysz, a sądząc po obecnych wynikach naszych uczniów, jesteś najlepszy od czasów słynnego Pierre'a Priuscher. Puść te dzieciaczki. Przykładową karą dla nich niech będzie, hmm... po minus jeden punkt dla ich domów. Tak, to rozsądne rozwiązanie.
Au revoir, kochani!
Gestem wygoniła nas za drzwi, a nam nie trzeba było powtarzać, czy przynaglać. Wystrzeliliśmy z gabinetu jak z procy.

Vako? Amy?

środa, 28 stycznia 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Vako

Stałem jak wryty, patrząc na tę całkiem zmienioną, a jednak znajomą i ukochaną twarz. Avalon patrzyła mi w oczy bez wstydu. I już wiedziałem, że nie zawiniła. Podszedłem do niej. Chciałem wykrzyczeć jej swoją złość i swoją radość, czemu zniknęła, i że tęskniłem. Ale nie mogłem. Nie patrząc w jej oczy. Zamiast tego wydusiłem najgorsze z możliwych słów:
-Spóźniłaś się.
Amy się uśmiechnęła.
-Przez ten czas zdążyłeś urosnąć. Ale nadal jesteś tak samo brzydki, jak cię zapamiętałam.
Uśmiechnąłem się.
-Wata cukrowa ci przylgła do głowy.-skomentowałem jej nową fryzurę.
-Nos ci ktoś złamał? Jakiś taki krzywy jest?
-Mnie ktoś nos złamał, a tobie ktoś zwymiotował na głowę!
-Nienawidzę cię!
-To peszek, bo ja cię kocham!
Dookoła nas zebrał się tłumek spragnionych atrakcji uczniów. Avalon spuściła oczy i szepnęła:
-Tak po namyśle... to chyba ja ciebie też.
Uśmiechnąłem się i za podbródek skierowałem jej spojrzenie na siebie.
-Czemu odeszłaś? Gdzie byłaś?
-Na to przyjdzie czas.-powiedziała cicho i pocałowała mnie.
-Mówił ci ktoś, że jesteś okropna?
-Ty, wiele razy.
Jeszcze raz ją pocałowałem i weszliśmy do przedziału. Po chwili wpadł Vako.
-Już mogę?-spytał nieco pretensjonalnym tonem.
Amy podwinęła nogi na fotel i oparła się o moje ramię.
-Jesteście niepojęci.-stwierdził.-Dziewczyna ci znika na pół roku i nagle się pojawia, a ty nie gniewasz się, nie krzyczysz tylko mizdrzysz!
Zaśmiałem się i wskazałem kumplowi miejsce naprzeciw mnie.
-Kazałbym ci siąść po mojej prawej ręce, ale niestety, to miejsce zajęło już okno.
Vako przedrzeźnił mnie, ale usiadł. Po chwili Stefan wypadł z mojej kieszeni i przytulił do szyi Amy.
-Stefcio!-zawołała na widok gekona z ukontentowaniem liżącego się po gałkach ocznych.-Uciekaj, bo Cece jest w pobliżu.
Na dźwięk złowieszczego imienia syjama Amy, gad schował się czym prędzej w jedyną znaną mu oazę- w moją kieszeń.
~~~*~~
Na ceremonii przydziału dołączyło do nas paru pierwszaków, ale ja jakoś nie wiwatowałem z resztą. Siedziałem wpatrzony w stół Luniaków i patrzyłem, jak głowa w kolorze kolorowej waty cukrowej podrywa się przy każdym nowym zielonym. Vako też jakoś odpłynął, ale on patrzył gdzie indziej. A konkretnie na rudowłosą u Orlaków i jej porąbane przyjaciółki. Tak właściwie to wszystkie trzy są porąbane, ale w naszych "męskich rozmowach" porąbane są tylko jasnowłose kumpele, bo Vinylii NIE WOLNO obrazić. Hmm... mam na ten temat swoją teorię i się jej trzymam.
Kiedy uczta się skończyła, od razu pociągnąłem Vako do kolorowej głowy, on z kolei ciągnął do głowy płonącej. Wygrałem, nawiasem mówiąc.
-Co u ciebie, śliczna?-zagadnąłem.
Amy się zaśmiała i, nim porwał ją prąd ludzi w zielonych krawatach, pocałowała mnie w policzek.
-I tak oto odpływa moja dziewczyna.-westchnąłem.

wtorek, 27 stycznia 2015

Papillonlisse: Od Vako Cd. Daniela

- Ja... ja.. - Zająknąłem się i mocno zarumieniłem - Vinylia..
- Ha! Wiedziałem. - Uśmiechnął się triumfalnie - Więccc...?
- Ee... Co więc? - Zapytałem patrząc wszędzie indziej omijając go wzrokiem.
- No czy masz już jakiś plan podboju! - Podekscytował się.
- Eee.. co? Ja.. Nie! Oczywiście, że nie! - Powiedziałem.
- Ale czemu? - Wyglądał na niepocieszonego.
- Bo nie chce takiego czegoś planować... Chcę być szczery i uczciwie a nie
planować na zaś.. Po za tym takie plany często idą w diabli... No i coś mi podpowiada,
żeby robić coś spontanicznie... A tak serio to jeśli coś zaplanuje i będę to wcielał
w życie to.. Mogę mieć wizje.. Jest to bardziej prawdopodobne.. A ja nie chce wiedzieć
co powie, jak zareaguje... Chce mieć tą niepewność.. . - Dodałem ciszej.
Zapadła między nami cisza którą postanowiłem jakoś przerwać.
- Za 2 dni jedziemy do Akademii spakowany już jesteś?
- Taaaa... A ty?
- Muszę tylko dopakować kilka rzeczy i też już wszystko będzie git - Uśmiechnąłem się.
- To dawaj trza coś porobić! - Powiedział Dan - Nie będziemy chyba smutać
przez ostatnie dni wolne od szkoły!?
- Oczywiście, że nie. - Uśmiechnąłem się - Wiesz zawsze można coś wywinąć tym
pustym lalką co siedzą obecnie u mnie w domu lub w ogrodzie - Dodałem uśmiechając
się złośliwie..
- I to ja rozumiem! - Ucieszył się Dan...

~*~

- ORION!
- TO NIE JA PRZYSIĘGAM!
- ZABIJĘ CIĘ!
- ALE TO NIE JA!!
- OCZYWIŚCIE, ŻE NIE TY. GNOMY TO ZROBIŁY!
- PRZYSIĘGAM. TO NIE JA!
- NIE KŁAM! TY MAŁY SKURRrrrrrrrryyy.. eee.. Trrooolluu..? - dokończyłem
uśmiechając niewinnie widząc srogie spojrzenie ojca i matki.
- O co tym razem znowu poszło? - Usłyszałem zdenerwowany głos matki.
Obydwoje ucichliśmy. A zaczęło się od tego że...

~Retrospekcja~

  W pokoju było cicho. Vako właśnie korzystał z ostatnich minut zanim będzie musiał
zejść na dół i razem z rodzicami i bratem na peron. Cieszył się tą ciszą i spokojem
leżąc na łóżku i czytając książkę. Leżał oczywiście w poprzek a głowa zwisała mu lekko
z łóżka. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie... Gdyby oczywiście nie jego super-hiper
braciszek z piekła rodem! A tak właściwie to było to także... Tą ciszę przerwał nagle
świst spadającego... Czegoś, okropny trzask, pękającego drewna, a także chlupot..
Vako zainteresowany co się mogło stać, z wielkim ciążeniem spełzł, z łóżka rzucając
zamkniętą książkę na poduszki. Podszedł do okna i wychylił się patrząc w górę,
oczywiście najpierw szeroko otwierając okno.
  Tak, więc gdy już wyjrzał przez nie, trzymając się parapetu i spojrzał w górę. Śmignęło
mu coś ciemnego, a myśl jaka mu przeszła przez głowę to tylko tyle, że to piętro wyżej
z korytarza obok pokoju jego brata. Vako wzruszył ramionami i już miał się wycofać gdy
nagle jego spojrzenie powiodło w dół.
  W tej ciszy która zapadła na cały dom po tym, trzasku, chlupocie, i świście....
  Następnym zakłócającym wdziękiem zakłócającym ją...
Było głośnie, stanowcze i aż za bardzo nie pożądane przez najmłodszego DeMackor'a
mieszkającego w owym domu..
A konkretniej mówiąc. Wyrażający bezwzględną nienawiść, wściekłość oraz nieokiełznaną
 żądze mordu
- ORION! ZABIJĘ CIĘ TY MAŁY WSTRĘTNY ROBALU CO ZWEM MYM BRATEM!
- ALE TO NIE JA NAPRAWDĘ!
Odpowiedziało Vako przerażony krzyk młodego Oriona.
A w domu już po chwili rozpoczął się wyścig na śmierć i życie.
  Śmierć - Gdy Panicz ''Wkurwiony Starszy Brat" Vako dogoni Młodszego Panicza
"Szykujcie Mi Trumnę" Oriona DeMackor'a.
  Życie - Jeśli Młodszemu Paniczowi "Jestem Za Młody by Umirać" Orionowi, uda się schronić
pod bezpiecznymi skrzydłami rodziców przed Starszym Paniczem "I tak Zginiesz Gadzie" Vako.
Oczywiście nie obyło się bez słów skierowanych do Oriona, niestety by zadbać o wasze
zdrowie psychiczne nie możemy udzielić informacji na temat wymienionych słów.

~ Koniec~

- Matka o coś się zapytała. Jak ktoś pyta, kultura nakazuje odpowiedzieć. - Powiedział
mój ojciec. A ja się gotowałem od środka. By się uspokoić wziąłem głęboki wdech-wydech
zaciskając mocno dłonie w pięści, aż mi knykcie pobielały.
- Ponieważ, wasz młodszy syn, był tak uprzejmy, że stwierdził, że moja deska nie leży tam
gdzie trzeba, jest o ciut za długa i ma nie właściwy kolor. - Zakończyłem. Cały czas mówiłem
przez zaciśnięte zęby, łypiąc groźnie na brata, który aż się kulił wciskając w bok matki...
Która oczywiście stała ciut za ojcem - na wojnie dobre i mocne schronienie to podstawa...
- Nie rozumiem dokładniej mi powiedz. - Odpowiedział zimnym głosem, zaś na twarzy zobaczyłem
nikłą ulgę. No tak ona nigdy nie lubiła, że jeżdżę na desce.. Normalnie wybawienie dla niej...
'Jeszcze kup mu za to medal najlepiej!' pomyślałem zły.
- Otóż to ojcze, że leżę sobie spokojnie na łóżku czytając książkę a nagle świst, trzask i chlupot!
Wychylam się przez okno a TAM CO?!? MOJA DESKOROLKA! ROZTRZASKANA!
W dodatku wpół wpadła, wpół przewróciła tą Pie.... Ee.. Znaczy... ..sszoową.. farbę! Tą różową!
Co mama miała nią pomalować w sypialni waszej, łazienkę i...
- CO?! - Wydarła się matka.. Aż musiałem sobie uszy zatkać zaś Orion od razu odskoczył od
matki i skulił się bliżej ojca jak najdalej od nas... Hehe Punkt dla mnie!
- Cisza! To nie żaden kłopot. O takie coś robicie awantury! Dawaj tą deskę naprawię ci ją
i wyczyszczę a ty się nie denerwuj jak będę wracać to wezmę nową farbę, problem z głowy
a teraz szykować się zaraz będziemy wychodzić!

~*~

- Orion, rusz że dupę swoją przenajświętszą i pośpiesz się! - Zawołałem do niego.
Właśnie wchodziliśmy na peron... No i tu jest pies pogrzebany.. Orion tak się wlekł!
Ojciec już gdy tylko podeszliśmy do peronu pożegnał się z nami i poszedł po farbę dla matki.
Eh.. A ja mam się z tym małym gnojkiem użerać!
- Dobra Ori ty leć do swoich kumpli w swoim przedziale a ja do swoich, to narka!
 Zawołałem i zostawiłem go a sam poszedłem na poszukiwania Daniela.
- DAN! - Zawołałem gdy zobaczyłem go wchodzącego do ekspresu. Pomachałem mu.
- Vako! - Zawołał i też mi pomachał.
Już po chwili przechadzaliśmy się wspólnie między wagonami, szukając wolnego...
Wtedy ni z owego, ni z tamtego drzwi jednego, przy którym szliśmy otworzyły się a z niego...
A z niego wyszła Avalon! TA AVALON! Co złamała serce memu kumplowi znikając od tak
bez pożegnania! Listu! Czego kol wiek!
- Cześć - Bąknąłem gdy stanęliśmy jak wryci... - To ja może pójdę... To ja was może zostawię
samych co? - I wykonałem taktyczny odwrót..

< Dan?? Avalon?? :) aaa i zaraz dodam avalon więc się dan ni bujaj :p>

sobota, 24 stycznia 2015

od Daniela CD Vako

Stałem jakby taki trochę w szoku. Vako zrobił minę, jakbym właśnie podnosił
na niego rękę, żeby mu przywalić.
-Łoooo... Ale jasnowidz, że jasnowidz? Taki jasno widzący nawet, kiedy jest ciemno?
-No... mniej więcej.
-Facet! Ty wiesz jakie to nam daje perspektywy!?
Mój przyjaciel posmutniał.
-Aha... sory.. nie, że chcę cię brutalnie wykorzystywać twoje zdolności, albo co,
po prostu... no wieesz...
-Spoko, rozumiem.-pokiwał głową.
-Ty, a weź, zemścimy się na Zuzi za jej plugawe kłamstwa! Mam nawet pewien pomysł.
Nachyliłem się do ucha Vako i wyszeptałem mu pomysł. Z każdym słowem
chłopak uśmiechał się coraz szerzej.
~~*~~
Oddzieliliśmy Zuzkę od grona jej kumpelek i zaprowadziliśmy na skraj lasu.
-Zuzanno.-odezwałem się oficjalnie.-I ja, i mój druh Vako kochamy cię bezgranicznie,
dlatego urządzimy walkę o twe serce.
Biedna dziewczynka stała rozkojarzona, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego.
-Wybierz sposób walki- zaklęcia czy broń biała?
-Broń biała...-powiedziała słabo. Vako z krzaków wyjął dwie szpady, które znalazł na strychu.
-En garde!-krzyknął i zaczęliśmy z góry ustawioną walkę. W miarę pojedynku
cofaliśmy się w stronę lasu. Za osłoną zieleni zostawiliśmy szpady w krzakach
i wyszliśmy, wesoło rozmawiając.
-Ej, a pamiętasz, jak Raeni zaatakowały te kilogramowe ropuchy!?
Zaśmialiśmy się wychodząc z lasu i mijając zszokowaną Zuzę.
-I co? Kto wygrał?
-Kilogramowe ropuchy, a kto!-prychnąłem-Raeni ma słabe nerwy.
-Ale... w tym pojedynku o mnie... tym na szpady.
-Jaki pojedynek o ciebie? Na szpady?-zdziwił się Vako.-Dziecko, może
ty się przegrzałaś? Chcesz lemoniady?
Dziewczynka pokręciła głową i na sztywnych nogach wróciła do przyjaciółek
podczas gdy my zwijaliśmy się ze śmiechu.
-Jej mina... bezcenna...-wykrztusiłem.
-Jesteś geniuszem!
-Przez grzeczność nie przeczę!
Nawet Stefan, ukryty dotychczas w mej kieszeni dał oznakę życia.
-No... teraz pozostaje unikać gniewu ciotek i pociotków.-stwierdziłem.
~~*~~
-Masz jakąś dziewczynę na oku? No wiesz... odkąd znikła Amy.-spytał
niezręcznie mój kumpel. Na wspomnienie dziewczyny niebezpiecznie zwilgotniały mi oczy.
-Nie ma drugiej takiej.-westchnąłem. Zapadła niezręczna cisza, którą postanowiłem przerwać.
-A ty? czy wdychasz na jakąś?
-No... jest taka jedna, strasznie ładna...
-Hm... nie gadaj.-udałem zdziwienie-Co za jedna? Ta, której dałeś przyspieszony
kurs jazdy na deskorolce? Wiesz, ta płomiennowłosa Orlaczka? Taka prowadzająca
się w glanach?

Vako? Cenię szybkość odpowiedzi :3

czwartek, 22 stycznia 2015

Od Vako Cd. Daniela

-Mówię ci, obaj są we mnie zakochani po uszy! Jak ten Daniel na mnie patrzy,
jakby mnie chciał zjeść, a Vako wcale nie gorzej... Tylko ja nie wiem którego wybrać.
No wiesz, obaj są uroczy, ale wybierając jednego, złamałabym serce drugiemu.
-A to żmija...-mruknął Daniel.
- A czyś nie mówiłem? - Burknąłem.
- Ledwo ją poznałem jakim cudem mam być w niej zakochany???
- A bo ja wiem? Jak ja ją poznałem to już po 10 minutach było gadane przez naszych
rodziców jaką to my piękną parą byśmy nie byli! A ona leciała w moją stronę jak muchy
do gówna! I te teksty booooż.... A ojciec jeszcze....!
- Ekmm.. 
- Eeee.. - Odwróciłem się w stronę.... Ojcaa.
,,No to klops''
- Powiesz mi co zrobiłem synu.? - Spytał jak zawsze surowym głosem, wyprostowany
jak struna... I jeszcze tym surowym spokojem wypisanym na twarzy... Aż mnie ciarki przeszły.
- Niiicccc... Tato. - Podniósł brew. Taaaaa na ogół jest Ojcem, starym.... A kiedy trza go
udobruchać robi się ładne oczka zbitego szczeniaczka i jest wtedy Tatem, Tatusiem...
Żeby to jeszcze na niego działaaało... Nie stop! Działa!
Ale tylko wtedy kiedy robi to Orion....!
Kurde! Co on takiego ma czego ja nie mam, że udaje mu się słodką minką udopruchać tego
starego surowego pryka! Nie żebym go nie kochał, szanował czy coś ale... Ta jego codzienna
postawa... Ta surowość mnie wkuur.... Przyprawia o nagły atak migreny co ma także w skutkach
załamanie psychiczne!
- No ja myślę. - Powiedział po czym zmierzył Daniela srogim, oceniającym.. Krytycznym!
Spojrzeniem po czym odwrócił się i odszedł w stronę mojej babci.
- Mam dość. - Skapitulowałem. Dobrze, że nic nie powiedział tylko popatrzył na niego... 
Eh... Nie powiedział bo dostałby od matki po łbie torebką... 
A wiecie.. 
TO KOBIETA!
A one to chyba tam mają wszystko!
Kosmetyki, nie kosmetyki, jakieś pierdoły, klucze, notatniki, długopisy, coś na przekąskę czy picia
też się znajdzie... Normalnie mini supermarket, biurowiec i salon odnowy pięknej, salon kosmetyczny..!
I to wszystko w jednej małej torebeczce... A moja matka to szczególnie! 
Ona to tam nawet Ren nosi!
Jakby co to Ren to taki mały trzęsidupa... A konkretniej Chihuahua.
Ciekawe czy i cegły tam noszą...?
- To może pójdziemy już do pokoju? - Spytał Dan
- Oczywiście! - Uśmiechnąłem się, ale zaraz mi spełznął z twarzy niemal tak szybko jak się na niej
pojawił - Obiecałem ci przecież wyjaśnić moje 'zacięcia' oraz ciągłe problemy ze snem...

~*~

- No dobra. Jesteśmy kumplami, co nie? - Pokiwał głową. - Ufam, że to co ci powiem nie wyjdzie
za ściany tego pokoju, ok? - Znów pokiwał głową. - Jestem Jasnowidzem.
- Eeee.... .Co? - Zapytał. ,,Chyba zbyt szybko zacząłem... powinienem chyba wszystko po kolei.. ?''
- Znaczy... Ale mi nie przerywaj ok?! Bo widzisz.. Zaczęło się jak byłem mały..
Najpierw to były głupie rzeczy, małe ostrzeżenia czy coś... Przewidywałem sytuacje które się
zdarzały bo nikt nie zważał na słowa małego dziecka... Najpierw od spalonego jedzenia, przez
roztłuczony wazon aż po spadnięcie z miotły. Moja rodzina niby coś podejrzewała ale nigdy
nie była pewna.. Bo ja zawsze tylko po troszku, mówiłem tylko skutki ale z czasem zacząłem
dokładniej mówić nie tylko co się stanie ale także i przez co i kiedy. Co nie znaczy, że zawsze
wiem kiedy, co i gdzie... Byli pewni kiedy przewidziałem co się stanie kuzynowi i ostrzegłem go
dokładnie kiedy, gdzie i przez co a także jaki będzie tego skutek. - Zrobiłem pauzę. Nie wiedziałem
co mam powiedzieć... - Wtedy zaczęło się moje małe piekło. Rodzina, dalsza także wiedziała
o moim darze... Wiesz jak to jest.. Powie się komuś ten ktoś komuś innemu i tak dalej.. .
Często mnie zaczepiano, zagadywano a także rodzina, bliższa czy dalsza, częściej zaczęła mnie
odwiedzała i.. Wszyscy wręcz wymuszali na mnie to.. Przez to zaczynałem wariować. Potrafiłem
zawieszać się na cały boży dzień i siedzieć na kanapie, łóżku czy gdzieś tam i patrzeć tylko w jeden
punkt nie reagując na nic... W między czasie co jakiś czas miałem różne... e...wizje? Wiesz
mój ojciec nie jest fanem mugoli..
- Zdążyłem to zauważyć... - Mruknął, a ja się lekko uśmiechnąłem do niego.
- Taaa... Ale kocha mamę a ona uwielbia waszą technologię. - Powiedziałem i uśmiechnęliśmy się.
- Dlatego od zawsze mieliśmy na przykład telewizor czy radio. I moja moc.. ten dar zaczął
tak jakby szaleć... Gdy tak siedziałem i gapiłem się w jeden punkt te sprzęty wariowały przy
mnie same się włączały i przełączały nic nie dało by je wyłączyć, ani po wyciągnięcie wtyczek
ani nawet to, kiedy mój stary się wkurzył i walnął w niego kilkanaście razy pałką od Quiddicka!
- Zaśmialiśmy się - Przeważnie było na różnych wiadomościach czy coś... Ja miałem wtedy
tak, że wystarczyło, że usłyszę głos prezentera a już miałem wizję o czymś... jakimś sukcesie,
nieszczęściu, to co mu się przytrafi, nocami nie mogłem spać... To było najgorsze kiedy to
wszystko, ten dar stał się przekleństwem i myślałem, że gorzej być nie może.. było..
Pojawiły się nocne sny.. Wiesz mój ojciec był niemieckim aurorem.. Zawsze surowym.
Był tam najlepszy nienawidził siedzieć za biurkiem mimo, iż był szefem biura Aurorów. Został
niestety ranny, jakaś klątwa i nie mógł wrócić do 'czynnej' pracy i teraz siedzi za biurkiem lecz tu
we Francji, w Ministerstwie ale już nie jako auror.. Była w nocy ok. 3 wylądował w szpitalu,
mieli pościg za jakimś czarodziejem. Tej nocy też miałem sen.. TEN sen.. Widziałem jak ojciec,
walczy a potem te chwile kiedy trafia go jedna klątwa a po niej następne, jak ledwo żywy
leży na ziemi... I wtedy to się urwało. Bałem się, byłem przerażony.. Mimo wszystko kocham
go i wiem, że on też kocha nas. Była wtedy około druga w nocy. Krzyczałem, wołałem nawet
uciekłem od matki i ruszyłem do ministerstwa do biura Aurorów, próbowałem im przemówić,
żeby coś zrobili cokolwiek.. Ale no sam wiesz. Kto posłucha.. Dziecka.? Później było znów
gorzej bo ojciec gdy wyzdrowiał musiał im wytłumaczyć to, że wiedziałem co się dokładnie
tam stało, mimo że nawet nie miałem prawa wiedzieć bo niby jak? Mały dzieciak który wie
tylko to, że ojciec ściga złych czarodziei i tylko to co powie tata na dobranoc dziecku... Jakim
cudem..? Czemu..? te pytania i później także w ministerstwie to się rozniosło, że jestem
jasnowidzem i że przewidziałem co się ojcu przytrafi.. Ba! Gdyby nie moja wizja ojciec by
umarł bo to ja im powiedziałem jakimi klątwami i innymi zaklęciami dostał dzięki czemu
zdążyli go uratować. Wiesz wzięli to oznaczono mnie tam jako dobry, korzystny 'zysk'..
Wiesz dziecko co mogłoby im powiedzieć, pomóc w chwytaniu różnych czarodziei.
Za małe by protestować, by stawiać opory tym bardziej że nie wiele mi było wtedy trzeba
to tych moich wizji.. I oni tego chcieli Ale ojciec się wkurzył i wyprowadziliśmy się tu, do Francji
gdzie moja babcia od strony matki też ma ten dar. To ona pomogła mi go 'uspokoić', opanować
i zamaskować. Dała mi ulgę. A rodzice od tamtej pory pilnują by osoby niepożądane się o tym
 nie dowiedziały... Nie chcą powtórki z rozrywki. Wiesz.. Wiedzą tylko nieliczni, moja rodzina,
Dyrektorka, nasz opiekun no i nauczycielka wróżbiarstwa.. No i chyba reszta opiekunów
domów też, no przynajmniej wicedyrektor na pewno.. Ale nie jestem pewien nigdy nie pytałem..
No i oczywiście najbliżsi przyjaciele, ee... A tak właściwie tylko ty.. Nikomu jeszcze nie mówiłem..
 - Dokończyłem, spuszczając wzrok. Trochę to się o tym rozgadałem ale no cóż.. Nie
wiedziałem jak ja mam mu to powiedzieć... Co mam powiedzieć... To było dla mnie trudne..
Zapadła cisza i nie wiedziałem co teraz będzie.. Nie chciałem tracić tej znajomości. Był
moim pierwszym przyjacielem.. No i jedynym.. Mam znajomych, kolegów lecz wszyscy
uważają, że jestem dziwny. Te wszystkie zawiechy no i jestem w drużynie Quidditcha!
Często się obawiają że dostane za wiechy na boisku...  Dlatego dużo osób trzymało mnie...
Na dystans.. Uniosłem głowę i wzrok na Daniela trochę tak jakby z nadzieją...
Teraz to chciałbym mieć wizje.. Tego czy będzie dobrze czy źle...
Trochę się przestraszyłem.
Bo jeżeli uzna mnie za świra?
Albo wyśmieje?
Czy też rozgada i znów będzie 'powtórka z rozrywki'?
Może też być gorzej.. W końcu jeszcze chodzę do szkoły
w tedy nie chodziłem bo byłem za mały..
Jakby na to zareagowali moi rówieśnicy?
No i czemu mam te czarne myśli?
Powinienem mu zaufać, co nie?
To przecież mój przyjaciel..
Najlepszy i jedyny..
Ale moja własna rodzina chciała mnie wykorzystywać...
Czym są przyjaźnie wobec więzów krwi?
Te drugi powinny być mocniejsze prawda?
Chodź życie tego nie pokazuje... Ale jednak prawda?
Skoro rodzina nie była fer to czemu 'obcy' człowiek miałby być?
Zważywszy tylko na to, że obcy znaczy nie powiązany krwią...
Potrząsnąłem głową by wywalić myśli.
Co ma być, to będzie.
- Daniel?


<Daaaaaaniel? XD Boż co mi tu wyszło > 

sobota, 10 stycznia 2015

Od Daniela cd Vako

-Spoko, w końcu jesteśmy kumplami, nie? PAULA! Cho no tu.-zawołałem na siostrunię.
-Idę Danielku!
Mała była rozanielona. Kupiłem jej pufka, uratowałem przed wiedźmami i czarnoksiężnikami, zabrałem ją na lody i do zaczepistego sklepiku z gadżetami. Musiała być kochana.
-Wybrałaś sobie coś?
-TAK!-Paula zrobiła dumną minę i przedstawiła mi fiolkę w kształcie serduszka z bladoróżowym płynem.
-Co to? Eliksir miłosny?-zdziwił się Vako.
-Nooo! Super, nie?-dziewczynka westchnęła.-Wyobrażasz sobie? Tak podać to wszystkim chłopakom i patrzeć, jak się za tobą uganiają...
-Co ty!? Masz nas za zwierzęta, które wessą byle czekoladkę od jakiejś podejrzanej małolaty!?
-Nie. Mam was za niesamowitych łakomczuchów. Poza tym... to nie koniecznie ja muszę im dać... to może być byle soczek przy śniadaniu...
-Oż ty...-ruszyłem w stronę bezczelnie uśmiechniętej blondynki, ale Vako mnie przytrzymał.
-Spokojnie, Dan, ona żartuje.
Paula wystawiła mi język. Wstrętna, ohydna...
-Widzisz go, Ignasiu? To właśnie przykład człowieka niezrównoważonego psychicznie i niebezpiecznego dla otoczenia. Takimi jak on są wypełnione szpitale psychiatryczne.
-Elokwentna.-stwierdził z mimowolnym podziwem Vako.
-Inteligencję ma po mnie.-burknąłem, na co mój "przyjaciel" parsknął śmiechem.
-Ignasia bym posądzał o większą inteligencję niż twoja.
Stefan kwiknął w mojej kieszeni.
-Po czyjej ty niby jesteś stronie, ty gadzie!?-zawołałem do kieszeni. Stefan wystawił łebek i oblizał lewe oko.
-Świat się ode mnie odwrócił...
~~*~~
Oczywiście, rodzice byli zachwyceni, że zaproszono mnie na uroczystość czarodziejów i chcieli, żebym prezentował się jak najlepiej. Dali mi garnitur, tylko tacie udało się wybłagać, żebym nie miał krawatu, tylko "zawadiacko" rozpięty górny guzik. Chcieli też, żebym wziął ze sobą wielki, cudowny bukiet egzotycznych kwiatów i bombonierę Cadbury, ale skończyło się na białej róży i kremowej bombonierce.
Kiedy dotarłem do posesji DeMackorów. W ogrodzie pod dużą willą stała cała oprawa, stoły suto zastawione, girlandy z kwiatami w kształcie serc. Na spotkanie wybiegł mi sam Vako.
-Aleś się, stary, odpicował! Dobrze, że jesteś! Zuzanna już przybyła i mnie torturuje.
-Vako! Vako, gdzie uciekłeś. O? To twój kolega?
Za Vakiem stała dziewczynka w wieku Pauli, może starsza. Wcale nie przypominała morsa, w ogóle nie była szczególnie brzydka. Była... przeciętna. Ale, powiem nieskromnie, że z Paulą równać się nie mogła. Miała przeciętne, brązowe włosy. Żaden dziki kasztan, tylko takie płowe. Przeciętne, szare oczy, nie jak niebo przed letnią burzą.
-Ta... przyjaciel właściwie.
-Jest...?-poruszyła wargami w słowo "czarodziejem"
-Tak, jestem czarodziejem. Dużo o tobie słyszałem.-postanowiłem pognębić kumpla.
-Och?-zarumieniła się i zrobiła ruch głową, jakby próbowała wyglądać uroczo i spojrzała na Vako ze spuszczoną głową, co sprawiło, że wyglądała jak Samara z "The Ring". -A co mówił?
-E, takie tam. Że się znacie długo, dużo czasu spędzacie razem.
Zachichotała i wtedy zrozumiałem, czemu Vako nazwał ją morsem. Podczas śmiania się chrząkała, a z jej ust ciekła ślina.
-Ta... to my pójdziemy, no wiesz... męskie sprawy.-powiedział Vako i popchnął zwijającego się ze śmiechu mnie w stronę domu.
-U-u-urooooczaa...-wydusiłem.
-Tja... chodź, pokażę ci okolice.
Poszliśmy na spacer po lesie, nad strumyk i w ogóle. Kiedy wracaliśmy, wzdłuż gęstego i wysokiego żywopłotu usłyszeliśmy niepowtarzalny głos Zuzanny:
-Mówię ci, obaj są we mnie zakochani po uszy! Jak ten Daniel na mnie patrzy, jakby mnie chciał zjeść, a Vako wcale nie gorzej... Tylko ja nie wiem którego wybrać. No wiesz, obaj są uroczy, ale wybierając jednego, złamałabym serce drugiemu.
-A to żmija...-mruknąłem.

Vakoo? Hahah, a ja dostaję weny podczas pisania xD

Od Vako Cd. Daniela

Przyglądałem się z boku, cóż... Daniel nigdy nie wydawał się taki... Przerażony?
No i zdezorientowany kiedy mała zniknęła tak nagle..
Kiedy zaproponował lody małej poparłem, że to będzie dobry pomysł... Dzieci kochają
lody.. I słodycze nie? Cóż też je niby lubię chodź może tak nie do końca... .
- A może po lodach pójdziemy do Magicznych Dowcipów? - Zapytałem się i uśmiechnąłem
lekko do siostry Daniela. - Jest tam dużo fajnych i śmiesznych w skutkach rzeczy - Dodałem
ale już z zadziornym uśmiechem... O tak! Muszę znowu kupić Zamazywacz siniaków bo przez
deskorolkę sobie znów kilka nabiłem a wystarczy, że matka i tak na moje cudeńko
nie przychylnie patrzy. Wracają do rodzeństwa... Paulina uśmiechnęła się szeroko.
- A co tam takiego jest? - Zapytała
- Oh i wcześniej możemy iść do tego sklepu są tam słodycze różne! Zonek nie?!
 - Przypomniałem sobie, sklep którego szyld widziałem niedaleko dowcipów
- Ale on nie jest przypadkiem w Écuello? - Zapytał Daniel marszcząc brwi.
- Tak! Ale słyszałem od kuzyna że otworzyli drugi na Palcu tu! Można by kupić jakieś
słodycze...
- Hym.. Dobry pomysł - Uśmiechnął się Daniel i przepuścił siostrę w drzwiach ~ Sam się
nie zoriętowałem kiedy właściwie doszliśmy i zaczęliśmy stać przed Lodziarnią
  W Lodziarni spędziliśmy ponad pół godziny, zajadając się lodami aż dziw, że miałem taką
ochotę na nie! Oczywiście spędziliśmy tam długo by móc kupować dokładki najróżniejsze
smaki a i Paula się rozweseliła całkowicie, no przynajmniej tak na pierwszy rzut oka, jakby
zapominając o całym zdarzeniu które miało miejsce jakiś czas temu i znów była dziewczynką
co chce wszystko zobaczyć, pewnie też byłbym ciekawy wszystkiego gdybym jak oni mieszkał
w mugolskim świecie a później nagle wylądował... Tu.
- To idziemy do tych Dowcipów?? - Moje 'błądzenie' w niebieskich migdałach przerwała siostra
Daniela.. Chyba znudziły jej się lody.
- Pewnie! Daniel? Co sobie kupisz.. no i trza też coś wymyślić by mała niektórych rzeczy
nie tykała... Sam rozumiesz.. - mruknąłem w jego stronę bo mimo wszystko są tam różne
dziwactwa i może coś pomylić.. jakieś jedzenie na przykład... - Ja sobie muszę kupić
te zamazywacze siniaków..
- Oh... Co ty nie powiesz? Znudziła ci się twoja kolekcja siniaków nabitych przez deskorolkę?
Uśmiechnął się.
- No niby nie... Ale wystarczy już że matka wstydzi się ze mną pokazać wśród tych jej
koleżaneczek! - Parsknąłem na myśl o przyjęciu jaki ma moja matka zrobić z okazji 20 rocznicy
ślubu jej i ojca... Boże! Może być coś gorszego od tłumu ludzi, rozchichotanych córek przyjaciół
moich rodziców i ich ciągle prychających na wszystko , gardzących wszystkim co uważają
za gorsze od siebie, synów, no i w końcu 'przyjaciółek' matki - Plotkarskie Flądry! 'Przyjaciele'
ojca - ''Grube ryby'' czyli fury kasy, jedni wielkości wielorybów i reszta nafaszerowana eliksirami
by być 'pięknymi i wiecznie młodymi' tylko patrzeć jak się zestarzeją i będą od tego pomarszczeni!
Dopiero będą piękni i młodzi.. Pff.. No i najważniejsza! BRAK MOJEJ DESKI! No i normalnych
ludzi [nie licząc babci... Nooo i po dłuższym zastanowieniu to przy tej zgrai 'przyjaciół moich
rodziców i ich rodzin' + moja rodzina to normalny wydaje się nawet Orion! Ha! On??
On jak najbardziej nie jest normalny a to już wyczyn, że mi w ogóle na myśl przyszedł..]
I tu pojawia się ma piekielna inteligencja i mądrość! Przecie ja powinienem być normalnie
w Bellefeuille z taką inteligencją!
- DANIEL!
- Nie drzyj mi się do ucha Lycor! -Zawołał zatykając uszy Dan.
-Eeee soreczka...? - I wyszczerzyłem się durnie, drapiąc się prawą ręką po potylicy
- Eh... Co ja z tobą mam?? - Zapytał wznosząc ręce do nieba - I widzisz - Powiedział
do siostry wskazując na mnie kciukiem - I ja z nim muszę mieszkać!
- Oh,.. no przestań! Mam do ciebie sprawę! Aee... Paula może pójdziesz... Eee tam za
tym regałem są pióra różne które są samooczyszczające, samoodpowiadające,
samosprawdzające czy też samopiszące! Do wyboru do koloru! Wybierz sobie to ci
kupię jeden - Uśmiechnąłem się a kiedy zostaliśmy sami zapytałem - Chciałbyś do mnie
przyjść za dwa dni na noc? - Spytałem niewinnie...
- Eee.. No wiesz twój ojciec chyba za mną nie przepada.. - Powiedział nie pewnie
Eh.. no tak w końcu, CZYSTA vs MUGOLSKA panie i panowie zapraszam do pierwszego
rzędu! No to klopsss..... - Phiii! Co ty mówisz... To, że rzucił ci kilka nie przyjemnych spojrzeń
gdy żegnaliśmy się na peronie nic nie znaczy! - Chyba go nie przekonałem bo po patrzył się
na mnie litościwie ja na jakieś 5 letnie dziecko które nic nie kuma... - Za to moja mama cię lubi!
Próbowałem się obronić.. Eh... Mój stary to były niemiecki Auror jeszcze zanim się
przeprowadziliśmy był tam szefem i zawsze był.. surowy no ale miał wypadek przy łapaniu
jednego z czanoksiężników i musiał zrezygnować...
A babcia [od strony ojca] zawsze mu mówiła, że się kiedyś doigra! I jaki z tego morał?
Że zawsze trzeba słuchać mamy! No i z akcji łapania tych czarnych męd teraz musi siedzieć
w biurze.. przy stołku, grzecznie, spokojnie... I tylko wyżywać się na biednych pracownikach
biura aurorów... Za to matka z babcią zawsze mówiły, że trzeba być tolerancyjnym bo czarodziej
czy nie to też człowiek, tak samo myśli i czyje - Ojciec że mugole to karaluchy co zatruwają ten
świat. I którego tu rodzica słuchać???
- Ale nie wiem czy to dobry pomysł.. - Przerwał moje rozmyślania.
- Ej... noo! Błaaaagam! Moja matka wyprawia przyjęcie z okazji 20 rocznicy i nie chce być
tam saaaam! Znowu zlecą się te jej przyjaciółeczki ze swoimi syneczkami i córeczkami
i przyjaciele ojca.. A matka mi jeszcze skonfiskowała deskorolkę! cytując; ''Nie będziesz mi
tu latał cały w sińcach i zadrapaniach! I ani mi się śni byś miał jeździć tym czymś na moim przyjęciu!''
 Ja tam zdechnę w męczarniach.. I jeszcze ta Zuzanna!! - Na to Dan się roześmiał... No tak
opowiadałem mu o niej to walnięta córeczka najlepszej psiapsióły mojej mamy...
TO ZŁO WCIELONE! Nie dość że leci do mnie jak ćma do światła, robi wielkie maślane oczy
i myśli, że jest słodka i na nią polecę! W dodatku moja mama z jej matką gadały PRZY NAS
i ojcach że jaką byśmy to nie byli słodką PARĄ!??? To już bym wolał z mopsem się ożenić!
Nawet one przy niej to Najpiękniejsza Miss Świata! Nawet chcieli mnie w randkę wrobić...
- To jaaaak Daaany???? PROOOSZĘ! Zrobię wszystko! Mogę nawet błagać na kolanach tylko
nie zostawiaj mnie na pastwę tego... Morsa!
- Ppf...pHahaha! - Zaczął się śmiać zemnie... Jak to się można śmiać z ludzkiego nieszczęścia???
- Dobra ale...
-DZIĘKI, DZIĘKI! - Przytuliłem go a następnie odsuwając się poklepałem po plecach
- Jesteś The Best!
- Wiem, wiem ale pod jednym warunkiem!
- Eeee.. jakim.?
- Powiesz mi przed, w trakcie, po przyjęciu, nie ważne w którym momencie ale masz mi
powiedzieć czemu zawsze jak się zawieszasz to mam cię chlapać wodą? I dlaczego właściwie
się zawieszasz? No i te wszystkie noce kiedy się co chwila przebudzasz, czemu masz problemy
ze snem? - Tyle pytań a takie... Niewygodne...
- Jaa.. Bo... Nie mogę ci powiedzieć - Powiedziałem spuszczając głowę...
- Czemu? Jesteśmy kumplami nie? Przyjaciółmi...?
- ... - Kurde!
- Spoko rozumiem.. - Powiedział i się odwrócił.. FACK!
- Nie! Stop! Czekaj! Powiem..ci..! Tylko musisz przyrzec, że nikomu nie powiesz i nie zmieni
to relacji między nami! Ani... Ani w ogóle, że będzie tak jak było ok? Powiem ci po tym przyjęciu,
gdy będziemy już w pokoju. - Powiedziałem niepewnie - To przyjdziesz do mnie..?


<Daniel? Miałam wenę.. zn. nie tak miało być - kilka razy dopisywałam bo ciągle mi
ktoś przerywał pisanie i w ogóle miało to być inaczej na początku xD >

niedziela, 4 stycznia 2015

od Daniela do Vako

Plac Horkruksów zawsze wydawał mi się wspaniałym miejscem.
Jednak jego piękno było przyćmione przez moją 11-letnią siostrzyczkę Paulę.


Pomimo oczywistego uroku i urody małej Pauline (jest podobna do mnie, więc
musi być śliczna, nie?) nadal była irytującym dzieckiem, które po prostu paliło
się do Akademii. Taki już mój los, że nasza praprapraprababcia była czarownicą,
wyszła za mugola, a czarodziej w rodzinie zdarza się co któreś tam pokolenie.
Jesteśmy pierwszymi czarodziejami od czasów chwalebnej naszej 4xpra babki
Edelisse Coaspartoux z domu Evrentsen. Myślałem, że czarodziejem będę tylko
ja, a tutaj moja maleńka siostrusia wykazała umiejętności czarodziejskie
objawiające się w regularnym kichaniu płatkami złota i róż. Takie to, dziecko piękna.
Paula ma też dziwny zwyczaj noszenia ciężkich, wełnianych czapek nawet w lecie.
Oprócz nich jest zawsze doskonale i elegancko ubrana, o czym nie omieszkają
się wspominać rodzice.
-Paula! Gdzie ty lecisz, gó... góro złota moja?
-Och, Daniel, Daniel, patrz jakie słodziaki!
Mała podbiegła do witryny magicznej menażerii. Na wystawie było kilka
puchatych zwierzątek we wszystkich odcieniach różu, fioletu i beżu.
-No co? Pufki pigmejskie.
-Och, kup mi takiego, Danielku! Proszę cię, braciszku!
Spojrzała na mnie błagalnym spojrzeniem a'la zbity pies. Mama kazała mi kupić
małej jakieś niezbyt kosztowne zwierzątko i pokazać jej świat, do którego za rok dołączy.
-Ech... OK, ale tylko jednego.-zastrzegłem, bo widziałem bo wyrazie jej twarzy,
że chętnie wybiłaby szybę, wskoczyła tam i przytuliła je wszystkie.
-Ojeju, Danieluś, jesteś najlepszym braciszkiem na świecie!
Maluszek podbiegł do mnie. Ja się schyliłem, a Paula wycałowała oba moje policzki.
-Chodź, chodź, ja sobie kupię takiego kremowego, one są śliczne!
Moja siostrzyczka kocha kremowy i beżowy.
Wszedłem za dziewczynką do sklepu. Nie mogła wybrać zwierzątka, albo po prostu
chciała przedłużyć czas zabawy z nimi, bo cały czas je tuliła, całowała i głaskała,
a kiedy ją poganiałem, odpowiadała, że nie może się zdecydować. W końcu wybrała
kremowego potworka i podeszła z nim do lady.
-To chłopiec czy dziewczynka?-zapytała.
-To chłopczyk, kochanie.-odpowiedziała rozczulona sprzedawczyni.
-Danielku, możesz płacić.-przyzwoliła z miną wielkiej pani. Grr...
Dałem należność za pufka (10 galeonów za takiego farfocla!?) i wyszliśmy z menażerii.,
-Chcesz wiedzieć jak go nazwę?-spytała Paula.
-Jakoś nie bardzo.
-Pasowałoby mu Stefan...
-ANI MI SIĘ WAŻ!-obudziłem się nagle-Stefan jest jedyny w swoim rodzaju,
prawda mordko?-zwróciłem się do żółtego gekona w mojej kieszeni.
W odpowiedzi wystawił Łebek i polizał się po oku.
-Czyż nie rozkoszny?-rzuciłem pytanie retoryczne.
-Nie bardzo... błyy...
-To jak nazwiesz tego potwora?-zniecierpliwiłem się.
-Odezwał się miłośnik jaszczurek-mruknęła, ale zaraz ją jakby oświeciło.- IGNACY!
Ignacy Coaspartoux.
-Puknij się! Jedynym zwierzakiem, który ma prawo nosić nasze nazwisko jest Stefcio!
Nagle zauważyłem, że jakiś chłopak patrzy na nas i zwija się ze śmiechu. Kiedy się
wyprostował, było wiadomo, że to mój kolega z dormitorium- Vako.
-Co cię tak bawi, DeMackor?-spytałem, choć sam się uśmiechałem od ucha
do ucha, bo stwierdziłem, jak nasza kłótnia musi głupio wyglądać.
-Bawi mnie twoja jaszczurka, Coaspartoux. Mój młodszy brat też ma jaszczurkowego hysia.
-Ależ, ja nie mam hysia. Ja tylko bronię interesów pupila przed postronnymi.-tu
znacząco spojrzałem na Paulę.
-Co to znaczy "postronnymi"?-zmarszczyła groźnie śliczną twarzyczkę.
Trza przyznać, dziecko jak z obrazka.-Własną siostrę za "postronną" uznajesz?
Vako znów się śmiał.
-Noo, idź ty z tym swoim Ignasiem coś zjedz, a ja i Vako poszwędamy się.
-Mama będzie zła.-zagroziła mi.
-Dan, weź ją. Nie będzie przeszkadzać, bo będzie zajęta Ignacym.
-Zaraz.-zaniepokoiłem się- A gdzie twoja małpa?
-Kto, Gaamaru?-zaśmiał się-Boisz się demimoza?
-Wiesz, od incydentu z jajami...
Vako zakrztusił się śmiechem, na wspomnienie chwili, kiedy jego małpa rozbiła
mi na głowie 10 jaj.
-Chodźże coś zjemy. A mała zaraza też może iść. Paula, chodź... Paula... Paula?
Małej ślicznotki przy mnie nie było.
-Vako, MUSIMY ją znaleźć.-powiedziałem załamany. Może i była upierdliwa,
złośliwa, irytująca, wredna, ciekawska etc. ale to była moja siostra. MUSIAŁA
się znaleźć.

*****oczami Pauli*****

Czemu ten Daniel jest taki okropny!? Kiedy zaczęli gadać o tej małpie
wymknęliśmy się cichaczem, ja i Ignaś. Biegłam ze łzami w oczach. Zauważyłam
jakąś zapyziałą uliczkę. Świetne miejsce, żeby się wypłakać. Przeczytałam napis
"Ulica Ślepej Jędzy". Średnio zachęcające, ale właśnie o to chodzi. Daniel pomyśli,
że bałabym się tam wejść i tam mnie nie będzie szukał. Zresztą... pewnie kiedy tylko
zobaczy, że mnie nie ma, ucieszy się i pójdzie z tym swoim kumplem...
Wbiegłam w uliczkę, siadłam za węgłem i zaczęłam płakać. Ignaś pisnął zatroskany
i zaczął się tulić do mojego policzka.
-Ojejku, Ignasiu... czemu ten Daniel tak nas nie lubi.
-A CO tu robi taka słodka dziewczynka jak ty?-zza zakrętu wyłoniła się wstrętna
wiedźma o szarek skórze i ogromnej, włochatej brodawce na równie pokaźnym nosie.
-Ach!-pisnęłam.
-Noo, Urszulo, zaopiekujmy się nią.-zawtórował jej chrapliwy, męski głos.
-Danieeeeel!-krzyknęłam.-Danieeeeelkuuuuu!

*****oczami Daniela*****

Nagle usłyszałem krzyk Pauli, którego nie da się pomylić z niczym innym.
-O nie...-powiedziałem cicho-To od Ulicy Ślepej Jędzy!-zwróciłem się do
Vako i pobiegliśmy do strefy zakazanej. Na szczęście, nie zabrnęła za daleko.
Paula była tuż przy wejściu.
-Daaaanieeeel!-krzyczała cieniutko. Nie widziałem jej z powodu małego tłumu,
który się nad nią pochylał.
-Cofnąć się!-ostrzegłem, wyciągając różdżkę. Spojrzeli na mnie niechętnie i się
rozeszli. Nie byli chyba szczególnie biegli w czarowaniu.
-Daniel! Danielek!-chlipała.
-Już dobrze, Pauluś, już dobrze. Podbiegłem do niej i przytuliłem ją.
-Ja nie chciałam... bo ty na mnie krzyczałeś i... nie chciałam...
-Ćśś... to moja wina, nie płacz.
-Ej, Daniel? Może już chodźmy.-powiedział Vako niepwenie.
-Racja. Chodź, kaczątko, pójdziemy na lody.-otarłem łzy z jej zapuchniętej buzi.
Mówiłem do niej kaczątko tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Vako?

sobota, 3 stycznia 2015

Uczeń Domu Papillonlisse: Vako DeMackor

Vako Lycoris DeMackor



Imię: Vako Lycoris 
Pseudonim/Ksywka: Mack, Lycor
Nazwisko: DeMackor
Krew: Czysta
Rok: Trzeci
Data Urodzenia: 1 Lipca
Dom: Papillonlisse
Drużyna Quidditch'a: Obrońca
Dziewczyna: Nie ma... Ale po uszy zakochany w jednej.
Rodzina:  Rodzice Merkucjo i Katerina DeMackor,
Młodszy brat - Orion DeMackor
Babcia ze strony matki - Lukrecja H'Ornano‎


Sowa: Płomykówka - Ino


Towarzysz: Gaamaru

[*W akademii Demimoz to jest taka mała mądra, sprytna lecz złośliwa małpka :)]


Różdżka:  Tarnina, Włos z ogona testrala., 13 i 1/2 Cala, Bardzo sztywna, 
Najlepsza do Transmutacji oraz dobra do uroków i pojedynków.
Ciekawostki:
~ Bogin - On przewidujący śmierć bliskich
~ Patronus - Kot
~ Genetyka - Jasnowidz
~Zdolności - Język wężoustny i goblideguck
~ Inne - 
- Jest jasnowidzem to raz.
- Dar ma po Babce.
- Ma problemy ze snem, często się budzi i nie może później zasnąć
- Przewiduje Nieszczęścia a także i dobre rzeczy.
- Jego wizje mają jeden haczyk - Jedne zawsze mogą się zmienić
inne staną się na 100% a trudno rozpoznać jedno od drugiego ale jest także haczyk 
taki że Np. Jak przewidzi coś komuś nieszczęście - osoba ta może za wszelką cenę
nie chcieć by się sprawiła i próbować 'temu' zapobiec, ale tym 'próbowaniem' 
nie koniecznie może zapobiec a wręcz przeciwnie robić ruchy które ją spełnią.
- Ukrywa swoją zdolność i tylko niektórzy [czyt. Rodzina, bliscy przyjaciele czy
osoby którym sam powie, Dyrektorka, opiekun i nauczycielka wróżbiarstwa].
Ponieważ gdy był młodszy odkąd zaczęły się przejawiać, najpierw powoli i było 
to mniej widoczne ale z czasem, o wiele łatwiej było zauważyć że pa dar.
zaczęło się od ok. 4 roku, gdzie jak był mały mówił różne rzeczy wszystkim,
ostrzegał i takie tam; różne od ostrzeżeń, że spali jedzenie jeśli jego mama dalej 
zamiast pilnować będzie rozmawiając co róż z koleżanką aż po to ny jego starzy 
kuzyn zawiązał sznurówkę bo jak wyjdzie na dwór, poślizgnie się na niej i wywróci 
waląc głową o kamień i będzie musiał iść do szpitala. I jak to bywa jego kuzyn nie 
uwierzył i wylądował u medyka z rozciętą głową, po tym incydencie jego rodzina
była pewna co do jego daru zaś inni zaczęli go tym zadręczać i nie miał spokoju,
ciągłe pytania dlatego zamkną się w sobie i stał się cichy i miało towarzyski
dlatego dla jego dobra postanowili się przeprowadzić do Francji gdzie jego dar był
pod opieką i kontrolą jego babki.
- Jego dar objawia w różnych sytuacjach - co mniejsze wizje potrafią go trafić
nawet na lekcjach zastyga wtedy w jednej pozie a jego oczy stają się puste,
a on sam na nic nie reaguje ani na popychanie, wołanie, krzyczenie czy uderzenie
jedynie wyrwać go można polewając wodą na twarz. Co większe miewa podczas snu.
Dlatego właśnie ma problemy ze snem i zawsze ma przy sobie odpowiedni eliksir
to silniejszy, to słabszy na sen.

Ulubiony Przedmiot: Transmutacja, Starożytne Runy, Numerologia, Historia 
Magii i Wróżbiarstwo. 
Znienawidzony Przedmiot: Nie ma takowego.
*~ Stajnia - Saske
Właściciel - Dinoteria


Zainteresowania: Uwielbia jazdę na deskorolce, deska to jego życie nigdy
się z nią nie rozstaje, quidditch .
Interesuje się Wróżbiarstwem oraz naukami takimi jak Transmutacja, 
Starożytne runy czy numerologia, uwielbia również Historię. 
Mimo wszystko najbardziej interesuje się wróżbiarstwem i jest najlepszy
z roku - A może i ze szkoły? W tym. Chodź uważa że nauczycielka i tak ma
'nie teges, teges' pod sufitem to nie zmienia to faktu że uwielbia i jest
wróżbiarstwo w niej dobry. Potrafi przewidzieć czyjeś nieszczęścia ale także
i szczęście. On sam jest Jasnowidzem co ukrywa. Jego babka także była,
a on prawdopodobnie odziedziczył po niej ten dar.

Aparycja: Vako to brunet o Pięknych oczy odcieniu intensywnie niebieskie, 
które wydają się mienić gdy zastyga, podczas swoich wizji przez dar.
Jest dość wysokim chłopakiem. Lubi luźne bluzki oraz koszule.

Charakter: Vako jest niespodzianką na pierwszy rzut oka, pierwsza rozmowa
z nim.. Powie się że jest dość cichym chłopakiem, zamkniętym w sobie i mało
towarzyski... Co jest po części racją, ponieważ nie lubi być w centrum uwagi 
i z natury jest spokojny i bezstronny. Chodź jeśli się go bliżej pozna można
zobaczyć że lubi też żartować i dobrze się bawi a nawet potrafi być złośliwy
i wredny. I może nie wredny ale złośliwy jest i to bardziej niż można się by po
nim spodziewać 

Historia: Vako pochodzi ze starego Francuzko-Niemieckiego rodu.
Jego historia jest normalna, urodził się, wychowywała go matka bo ojciec
często był w pracy, wychowywał się z młodszym bratem a gdy nadszedł czas
dostał list z Akademii i zaczął do niej uczęszczać. Lecz zanim zaczął do niej
uczęszczać był w domu o to spór pomiędzy matką a Ojcem.
Ponieważ Matka chciała by pojechał do Akademii Magii Beauxbatons
a ojciec by pojechał do Niemieckiej Instytutu Magii, do której
chodził ojciec. Spór skończył się tak że i on i jego brat wyjechali do
Akademii Magii Beuxbatons. od 8 roku życia dopiero mieszka we Francji
wcześniej wychowywał się w Niemczech. Ale opuścili kraj [czyt. inne].