Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Héroiqueors. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Héroiqueors. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2015

Héroiqueors: Od Belli Do ... ? ...

Jesień, niedziela. Siedzę cicho wpatrując się w okno. Gdzieś tam, daleko znajdował się mój dom. Zostawili mnie samą, ze wszystkim. To się nazywa miłość.Spojrzałam na kolana, które przysunęłam do moich piersi. Malutka łza spłynęła po moim bladym policzku. Powoli sięgnęłam ręką po telefon, który leżał na stoliku. Rozpłakana rzuciłam z całych sił komórkę na podłogę, widząc zdjęcie z moją mamą. Leżałam tak przez kilkanaście minut. Jeśli ktoś zobaczyłby mnie w takim stanie, to znaczy moje oczy, stwierdziłby, że jestem spokrewniona z zającem.
Usiadłam zdruzgotana. Przeczesałam ręką moje ciemne włosy. Nie powinnam się zamartwiać. Nowa szkoła - nowe życie. Zdjęłam ciemny sweter, po czym podeszłam do szafy. Otworzyłam drzwiczki. Wzięłam moją ulubioną brązową bluzę i niebieską bluzkę. Podeszłam do lustra. Rozpuściłam włosy, wyjęłam błyszczyk w kolorze moich ust. Nie było widać, że mam je lekko pomalowane - oto mi chodziło. Nie lubię się malować i chyba nigdy nie będę tego robiła. Wzruszyłam ramionami. Odłożyłam kosmetyczkę do szuflady, spojrzałam w stronę okna. Było tam bardzo dużo ludzi w moim wieku, może młodszych. No cóż, raz grozi śmierć. Uśmiechnęłam się lekko w duchu. Odeszłam od okna, podeszłam powolnym krokiem do drzwi. Nie wiedziałam jeszcze, czy chcę tego, czy nie. No cóż, sięgnęłam za klamkę i wyszłam z pokoju. Stałam jeszcze chwilę przyklejona do drzwi. Uznałam, że świeże powietrze dobrze mi zrobi. Korytarz był pusty, postanowiłam wyjść, w końcu wszyscy byli na zewnątrz. Poszłam w stronę wyjścia. Znów się zawahałam. Trwało to jednak tylko kilka sekund, ponieważ zaraz otworzyłam drzwi i byłam już na jednym ze schodów. Zrobiłam wielkie oczy, bo uznałam, że za chwile wszystkie gałki oczne zwrócą się na mnie. Jednak na marne się denerwowałam. Wszyscy byli zajęci swoimi zajęciami. Odetchnęłam z ulgą. Szybko zeszłam ze schodów, po czym znalazłam ciemny kącik, który nie był przez nikogo zajęty. Poszłam tam. Zauważyłam ławkę, przy której leżały zwiędnięte kwiaty. Usiadłam na drewnianej desce, a ręką sięgnęłam po jednego z kwiatków. Uznałam, że wezmę je wszystkie i włożę do notesu. Lubiłam zbierać kwiaty i wkładać je pomiędzy kartki. Nie, to nie jest moje hobby. Po prostu pokazała mi ten sposób moja mama, ona tak robiła. Siedziałam tak jeszcze chwilę z opuszczoną głową. Rozmyślałam nad pierwszym dniu w szkole, jak zareagują wszyscy na nową uczennicę? Hm... Po co się tym przejmować? W końcu nie obchodziło mnie to, co inni o mnie myślą. Jeśli nie będą chcieli mnie zaakceptować taką jaka jestem, to już nie moja sprawa.
Mijała godzina, dwie. Powoli wszyscy odchodzili już do swoich pokoi. Poczuła zimny wiatr przeszywający moją skórę, huśtający każde pasmo włosów, każdą z rzęs. Lekki uśmiech skierował się ku znikającemu za drzewami słońcu. Trudno było przewidzieć, co przyniesie jutro. Wstałam powoli, bezszelestnie. W jednej dłoni trzymałam 'bukiet' zwiędłych kwiatów.
'Na tyle zasłużyłam" - pomyślałam spoglądając na prawą dłoń. Zamknęłam na chwilę oczy. Po ich otwarciu zorientowałam się, że poza mną, nikogo już tutaj nie ma. Pozbierałam się szybko, po czym podbiegłam do lekko uchylonych drzwi. Zamknęłam je za sobą cichuteńko. Skierowałam się do swojego pokoju ze spuszczoną głową. Włosy zdążyły zasłonić już całą moją twarz - za co bardzo im dziękuję. Otworzyłam pokój kluczykiem, do którego dodałam zawieszkę - małe czerwone serce... to znaczy, jego pół. Druga połówka leżała ze szczątkami mojej mamy, w grobie, tam gdzieś w podziemiach. Otrząsnęłam się z rozmyśleń, położyłam klucze na stoliku, podniosłam komórkę, która od kilku godzin leży na podłodze, przez moją kiepską psychikę. Już nie chciałam sprawdzać godziny i znów spoglądać na osobę, z którą rozmawiałam zaledwie dwa tygodnie temu. Odwróciłam szybko głowę w stronę okna. Było otworzone, a nie przypominałam sobie, abym je otwierała. Uznałam, że może był przeciąg albo przyszły sprzątaczki? Jeśli w ogóle jakieś są. Nie zamartwiałam się tym długo, bo zadzwonił do mnie mój dawny przyjaciel, 'dawny'... Nie odebrałam.
Przebrałam się w piżamę, położyłam się do łóżka. Nie chciałam już myśleć nad dniem, który zaraz się skończy. Jeszcze przed zaśnięciem spojrzałam na łóżko, które stało na przeciwko, po czym zasnęłam.
***
Obudziłam się przed dzwonkiem z telefonu. Tak na prawdę, w ogóle dzisiaj nie spałam. Nie mogłam przez ten pierwszy dzień w szkole. Ach... Wstałam, podeszłam do lustra i uznałam, że wyglądam tak koszmarnie, że pomyślałabym, że jestem czarnym, niewyspanym duchem, niż Bellą. Poszłam pod prysznic, wymyłam się żelem, tym razem malinowym. Rozczesałam ciemne włosy, ubrałam się w dżinsy, zielony sweter, założyłam na stopy szare trampki. Spojrzałam kątem oka na mój pomarańczowo-brązowy plecak, czy mam wszystkie książki, po czym sięgnęłam po kurtkę, klucze oraz komórkę. Gdy już upewniłam się na 100%, że wszystko już ze sobą wzięłam, do akcji wkroczyło zamknięcie drzwi i pójście na lekcje. Niestety coś mnie zatrzymało. Poczułam szarpnięcie za ramię, świeży cudowny oddech na mojej twarzy. Odwróciłam się o 180 stopni, nikogo tam nie było. A czego się spodziewałaś Isabello? W końcu tylko ty masz do swojego pokoju klucze. Mnie to do głowy tylko takie głupie pomysły w głowie... Postanowiłam, że o wszystkim zapomnę i będę zachowywać się, jakby nigdy nic. Wyszłam z pokoju.
-Gdzie mam tą pierwszą lekcję? - mruknęłam do siebie pod nosem, spoglądając na plan lekcji.
Pokręciłam głową spoglądając na ogromne korytarze, wypełnione różnorakimi ozdobami. Zszokowało mnie to trochę, no ale mogło być gorzej. Pooglądałam malowidła ścienne, ogromne łuki i długie dywany. Odgarnęłam za ucho jeden z kosmyków ścigający powiew wiatru. Stanęłam przy ścianie na chwilę, nie wiedząc, w którą stronę pójść. W końcu zaczęłam iść schodami w dół.
Spoglądałam na numery sal i wtedy... Tak, musiało się to zdarzyć akurat mi. Weszłam w jednego z uczniów. Spoglądnęłam na niego z zakłopotaniem i skrzywioną, a zarazem smutną miną.
- Bardzo cię przepraszam. - powiedziałam szybko.

<ktoś dokończy?>

Uczennica Domu Héroiqueors: Isabella Swan

Isabella Swan

Imię:  Isabella
Pseudonim/Ksywka: Bella
Nazwisko:  Swan
Krew: Czysta
Rok: Trzeci
Data Urodzenia: 25.02
Dom:   Héroiqueors
Drużyna Quidditch'a: Jest łamagą, nie lubi sportu.
Chłopak: Nie ma.
Rodzina:  
~Matka: zginęła
~Ojciec: zginął
~Ciocia: wyjechała do nieznanego Belli miasta.


Sowa: Śnieżna,  Aleksa


Towarzysz: 




Różdżka:  Pióro feniksa. 12 i 3/4 cala sztywna. 
Ciekawostki:
~ Bogin - Krzykliwy Duch
~ Patronus - Pegaz
~ Genetyka - 
~Zdolności - 
~ Inne - 

Ulubiony Przedmiot: 
Znienawidzony Przedmiot:  
*~ Stajnia - I
Właściciel - koniw2002



Zainteresowania:Jazda konna, gra na fortepianie, taniec, śpiew.

Aparycja: kolor oczu: zielone, kolor włosów: brązowe, ubiór: Bella chodzi w ubraniach 
"wygodnych", nie lubi się stroić, chyba, że namówią ją do tego przyjaciółki, 
których nie ma. Wzrost: 170 cm. 

Charakter: Bella miała spokojne życie do czasu, gdy jej rodzice zginęli w wypadku 
samochodowym. Dziewczyna była do tychczas rozgadaną, zabawną i wielce otwartą 
dziewczyną. Do czasu... Przygarnęła ją do siebie ciocia, która zapisała ją do tej Akademii. 
Uznała, że Bella jest na tyle duża, by dać sobie ze wszystkim radę psychicznie i fizycznie. 
Myliła się. Isabella nie dotarła jeszcze sama do siebie. Nie potrafi uwierzyć, że jej 
najbliższe osoby zniknęły z tego świata. Jej znajomi nie poznają jej. Dziewczyna 
zamknęła się w sobie, siedzi sama na wszystkich lekcjach, nie chce z nikim rozmawiać. 
Odwróciła się do wszystkich, choć nikt nic jej nie zrobił. Ma żal do siebie, że to przez 
nią oni zginęli. Bellę charakteryzują o to te przymiotniki: smutna, sama, cicha itp. 

Historia: Belli rodzice zginęli w wypadku samochodym. Jechali właśnie po swoją 
córkę z lekcji fortepianu. Samochód jadący z naprzeciwka jechał bardzo szybko. 
Kierowca nie dał rady pokierować autem. Niestety samochody - pijanego kierowcy 
i rodziców Belli zderzyły się. A skutkiem była śmierć ludzi. Bella została 
z samolubną ciotką.



piątek, 24 kwietnia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego cd. Violetty

Nie mogłem znieść tego, co zobaczyłem.
Jane.
Weszła do Sali. Ale nawet na mnie nie spojrzała.
Nie mogłem znieść tego i zacząłem dłubać widelcem w talerzu.
Poczułem jej wzrok na sobie i podniosłem oczy.
Lecz ona w tym samym czasie, odwróciła wzrok.

" - A mówiłeś, że nie wróci. - Pomyślałem mimowolnie, jedna łza popłynęła
mi po policzku. Lecz szybko ją starłem. Już dość się po niej napłakałem. - Pomyślałem.
- I tu masz racje. - Czułem jak uśmiecha się, paskudnie. Agh.. 
- Mówiłeś, że nie wróci!
- Ale, wróciła. Nic na to nie poradzisz. Olej ją. - Dodał po chwili, Szachar.''

Uniosłem wzrok znów, patrzyłem się na nią, lecz ona nie zwracała już na mnie uwagi.
Jakbym nie istniał. Bolało.
I to bardziej, niżeli by się mogło zdawać.

" - Widzisz. Nie istniejesz, już dla niej. Pewnie znalazła sobie jakiegoś przystojnego,
macho i gdzieś ma takie nijakie, chuchro. Prymusa, który 2/3 swojego czasu spędza
w bibliotece. Olała cię i nie wróciła na 2 półrocze szkolne, przez wakacje nie odzywała
się i teraz gdy zbliża się kolejny bal, już zima tak blisko ona nagle się pojawia
i nawet nie jesteś godzien by na ciebie spojrzała. Zamiast podejść do ciebie, przeprosić,
wyjaśnić! Ona woli gawędzić z koleżankami...
- Zamknij się.."

Nie miałem ochoty, by tego słuchać. A on mówił mi to, co czuje.
I to było najgorsze, że to były moje obawy, a ten mówił je głośno,
podczas gdy ja chciałem strącić je na samo dno umysłu.
Kiedy zjadłem coś - czego akurat zbyt dużo nie było, z racji tego, że straciłem apetyt.
Szybko skierowałem się do wyjścia. Chciałem być jak najdalej od wiewióre... Znaczy Jane.
Chodź tak samo jak chciałem być od niej z dala, to tak samo chciałem by do mnie podeszła.
By rozwiała moje wątpliwości i... I właśnie nie wiem, czego się po niej miałem spodziewać.
Czego chciałem.
Przy wyjściu wpadłem na Viole.
Była lekko zdziwiona, i chciała coś powiedzieć.
Lecz tym razem to ja zrobiłem coś, Pocałowałem ją.
- Przyjdź po lekcjach na korytarz, na drugim piętrze przy nie używanej sali od transmutacji.
Powiedziałem i poszedłem.
Nie wiem czemu chciałem, żeby tam przyszła.
Najprawdopodobniej chciałem tym podnieść swoją dumę, samoocenę czy cokolwiek innego.

~*~

Stałem na korytarzu czekając na Violę, widziałem też Jane... Miałem ochotę podejść do
niej albo się wycofać do siebie. Lecz wtedy podeszła Violetta. A niech to! Niech zobaczy co straciła!
Na własne życzenie! Miała czas by podejść i się wytłumaczyć. Mogła to zrobić na śniadaniu,
mogła to zrobić na lekcji lub pomiędzy nimi. Nie chciała? Bała się? Ma mnie gdzieś?
Mam to gdzieś! Czekałem na nią ponad pół roku! Jak nie prawie rok, licząc rzecz jasna od balu,
przez wakacje aż do teraz gdzie zbliża się bal.
Z taką myślą zwróciłem się do Violetty.
- Cześć, chciałabyś pójść ze mną na randkę? Moglibyśmy pójść do Herbaciarni? - Zapytałem
a ona wydawała się zdziwiona... Wtedy też Szachar podsuną mi myśl zajrzenia do jej myśli.
Co rzecz jasna zrobiłem. I w mik wiedziałem o co chodzi..
Jane...
Myślałem, że zabije Davida! Ale z drugiej strony i dobrze się stało.
- Jest coś o czym musisz wiedzieć. - Powiedziałem. Wyprzedziłem ją ponieważ, już otwierała
usta. - Miałem kiedyś dziewczynę, nazywała się Jane Star. Już od pierwszego roku ze sobą
świrowaliśmy, a także i chodziliśmy. Rok temu znikła, tak po prostu po balu, nie wróciła po feriach
do szkoły, nikt nie chciał mi nic powiedzieć, nikt nic nie wiedział, nie zostawiła nawet żadnego listu.
Cierpiałem, i to bardzo przez resztę roku szkolnego, a także i wakacje. Dziś widziałem jak weszła
do Sali na śniadanie.. Nawet na mnie nie spojrzała, nie podeszła, ani słowem się nie odezwała,
także przez lekcje, które nam razem minęły. Tak jesteś do niej podobna, i dlatego tak dziwnie
się w ekspresie zachowywałem. Lecz potrafię rozróżnić ciebie od niej. Choćby dlatego, że
macie inne charaktery a także są rzeczy, które ją charakteryzują w wyglądzie. Nie rozmawiałem
z nią, nawet do niej nie podszedłem. Rozumiesz? Skończyłem z nią miała pół dnia by do mnie
zagadać i wyjaśnić. Olała mnie, więc ja nie będę się nią przejmował. - Skończyłem i spojrzałem
na nią. - Umówisz się ze mną?

<Violetta? xD>

niedziela, 19 kwietnia 2015

Papillonlisse: Od Jane-c.d. Petty'ego

Osoby które znałam tylko z widzenia zaczęły być dla mnie bardzo miłe kiedy usiałam po raz pierwszy od prawie roku przy stole papillonów. Czyżby to była sprawa dyrektorki? Jakaś dziewczyna zaczęła mi nadawać o tym jak niektórzy czarodzieje zabawnie reagują na mugolskie rzeczy takie jak gumowa kaczuszka. Było to miłe z jej strony jednakże czułam się za bardzo nieswojo zwłaszcza że nawet nie pamiętałam jak ma na imię. Mimowolnie spojrzałam na stół harpii przy którym siedział Petty. Serce zabiło mi szybciej jednakże kiedy on uniósł wzrok na mnie szybko odwróciłam się do dziewczyny która zaczęła gadać o mugolskich przesądach.
- Jeden nawet zwalił winę na mojego kota. No bo czarny i przed pójściem do pracy facetowi przeszedł. I wiesz co? Stracił pracę -powiedziała i wzięła kęs grzanki a ciągnący się ser opadł jej na talerz. -Ja nie wychowana. Florencee jestem, a ty Jane. To się już znamy. Opowiedzieć ci o tym jak to mały chłopiec wyrwał mi kiedyś czterolistną koniczynę bo myślał że w ten sposób zda sprawdzian poprawkowy z angielskiego? Logika mugoli. 
-Może kiedyś -uśmiechnęłam się specjalnie po czym znów spojrzałam na stół harpii.Chłopak z kimś rozmawiał. Może nawet mnie nie zauważył?  Zachowywałam się jak tchórz który boi podejść i chodź powiedzieć "Hej". -Ogólnie to coś się zmieniło? Znaczy się... Ktoś doszedł ale nie z pierwszaków?
- Parę osób -przytaknęła Flo i sięgnęła po zapiekankę. -Na przykład ten blondyn. No i  tamta dziewczyna i... No nie pamiętam wszystkich. Oczekujesz od mnie pamięci godnej orlaka.
Nie odpowiedziałam. Wszyscy zaczęli wychodzić z sali by skierować się na zajęcia. Spojrzałam na kartkę którą wyciągnęłam z kieszeni. Teraz mieliśmy mieć historię magii więc poszłam w stronę klasy tyle, że zupełnie inną drogą żeby na niego nie w paść. Wtedy zaczęłyby się te niekomfortowe pytania typu "Dlaczego?". Kiedy weszłam do klasy to prawie wszystkie ławki były zajęte. Usiadłam koło jakiejś orlaczki która studiowała książkę o magicznych stworzeniach. Nie była zbyt rozmowna. Lekcja zaczęła się od tego pewna uczennica doszła do klasy i byłam nią ja. Wsadziłam kosmyki włosów za uszy po czym podeszłam do nauczycielki, a ta zaczęła mnie odpytywać z trzech wojen, 2 magicznych i 1 mugolskiej w której udział mieli czarodzieje czy też magiczne stworzenia i mogłam wybrać dowolną którą omawialiśmy w ciągu tych lat spędzonych w akademii. Nie było źle bo po odpowiedzi dostałam parę kartek z notatkami z ostatnich lekcji żebym nie była w tyle. Wzięłam je po czym wróciłam do ławki spoglądając na chwilę w stronę Petty'ego ale tak by nie zauważył. Orlaczka z którą siedziałam przez całą lekcję zaproponowała mi nawet korki żebym nadrobiła materiał. Była miła, a nie przemądrzała jak te wszystkie orlaki i to było miłe z jej strony. Po lekcji w końcu powiedziałam sobie że podejdę. Co mi szkodzi. No właśnie... A może jednak zaszkodzi. Zobaczyłam go na jednym z korytarzy. Wzięłam głęboki wdech. Już miałam podejść zagadać kiedy... Kiedy nagle koło niego pojawiła się luniaczka, rudowłosa nie za wysoka. Nawet nie zauważyłam, a po policzkach zaczęły mi ściekać łzy. "Weź się w garść Jane. To nie koniec świata. Koniec nadejdzie jak wybuchnie super wulkan albo rąbnie kometa, albo nadlecą kosmici i pozabijają nas laserem śmierci". Spojrzałam na kartkę. Trochę czasu mi pozostało do kolejnej lekcji, a dokładnie do zaklęć. Wyszłam na błonia, a potem pod postacią setera zaczęłam biec i zatrzymałam się dopiero w jakimś zacisznym miejscu nad rzeką. Było tylko słychać jej szum co mnie uspokajało. Można się było tego domyśleć, przecież zostawiłam samego na ponad pół roku. Ale ja przynajmniej miałam coś na wyjaśnienie. Mnie jednak ciekawi co on ma jakieś sensowne alibi czy denne wyjaśnienie. Usłyszałam chichot dziewczęcy niedaleko mnie. Cisza została przerwana przez grupkę pierwszorocznych harpii. Wstałam było jeszcze jedno miejsce gdzie będę mogła spokojnie myśleć i odizolować się chodź na chwilę. I była to wieża astronomiczna ponieważ nikt w tych godzinach na nią nie wchodził. Więc ruszyłam w stronę szkoły. Przechodząc korytarzem los tak chciał abym go minęła. Dlaczego akurat patrzył na mnie wtedy kiedy na chwilę się do niego odwróciłam. Opuściłam szybko głowę. Może pomyśli że to nie ja?
[Petty? ^-^] 

czwartek, 16 kwietnia 2015

Ombrelune: Od Violi Cd. Davida (Do Petty'ego)

Historia Petty'ego była dla mnie czymś innym. Byłam zmieszana, nie umiałam odpowiedzieć nic Davidowi. W pewnym momencie podniósł na mnie swój wzrok, jednak nie umiał odgadnąć emocji targających moim sercem i moimi myślami. Czułam się dosłownie, jak zmieszana z błotem. Bo jak może się czuć osoba, która zyskała sympatię przeciwnej płci tylko dlatego, że przypominała mu jego byłą dziewczynę? Jak śmieć, jak powietrze.
- Czyli zainteresował się mną tylko dlatego, że przypominałam mu rudą przyjaciółkę, nie... dziewczynę, z wyglądu? - zapytałam, gdy ułożyłam sobie to wszystko w glowie.
- Na to wygląda...
- A ja mam jutro poznać jego znajomych... no. Jednego już poznałam. - usmiechnęłam się szczerze do Dave'a. Z początku nie wiedział czy ponowić mój ruch, jednak ostatecznie na jego twarzy zagościł tak samo szczery i szczęśliwy uśmiech.
- Poczekaj, aż poznasz Adama i Ell! Ci to dopiero mają nierówno pod sufitem! - parsknął śmiechem. - Przedstawię ci jeszcze Clary, Les, Percy'ego, Avalon, Daniela... na pewno nie będziesz się nudzić!
Jego pozytywne nastawienie przelało się też na mnie - po chwili śmiałam się razem z nim z jakiegoś nieudanego żartu o różdżkach i szalonym, mugolskim fryzjerze.

Nie wiem ile tam siedzieliśmy, ale gdy na zegarze wybiła północ postanowiliśmy pójść spać. Pożegnaliśmy się i po chwili byłam w moim dormitorium, gdzie zastałam moją współlokatorkę, smacznie śpiącą na kanapie.
- Levicorpus... - szepnęłam i przeniosłam ją na jej łóżko. Przykryłam ją tylko kocem, gdyż noc była bardzo ciepła. Do tego paliło się w kominku. Zamknęłam książkę do transmutacji, którą najwyraźniej czytała i sama otworzyłam własną, o tytule "Atlas Chmur". Była to książka mugolskiego autora, jednak zaczęłam ją czytać jeszcze w wakacje i bardzo mi się spodobała.
Po przeczytaniu pierwszych pięciu zdań wiedziałam, że nie mam ochoty na czytanie. Rysowanie... to było coś, co mogłam robić zawsze i wszędzie. Podeszłam do mojego łóżka, na ktorym była moja torba. Szukałam w niej szkicownika, jednak zeszytu tam nie było. Sprawdziłam dosłownie wszędzie. Już miałam użyć zaklęcia, gdy przypomniałam sobie która jest godzina. Kilka minut po pierwszej. Szelest kartek mógłby obudzić Avalon. Dałam sobie spokój z rysowaniem i skierowałam się na korytarz.
Pokój Wspólny był dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę. Mogłam więc siedzieć w nim ile tylko chciałam. Usiadłam w fotelu i patrzyłam w ogień - uspokajał mnie widok płomieni tańczących w kominku. Zanim się obejrzałam, wybiła czwarta. Dzień zaczynał się za dwie godziny - tak wstawały wszystkie Luniaki.

Z mojego dormitorium wzięłam ubranie na nadchodzący dzień i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Włosy spięłam w koka, a usta pomalowałam na jasny czerwony. Na sobie miałam jeansy, bluzkę z ogromną ilością napisów i białą marynarkę. Na łóżku czekała już na mnie przygotowana czarna szata z godłem Ombrelune. Pośpiesznie ją ubrałam, żeby zdążyć na poranne otwarcie biblioteki.Miałam do przejścia prawie cały zamek, co wiązało się z dużą ilością krętych korytarzy i kilka pięter ruchomych schodów. Wyszłam z dormitorium, a po chwili znalazłam się obok zbroi rycerza. Przywitałam się z rycerzem Hierordem, jak to miałam w zwyczaju i zaczęłam iść w stronę biblioteki.

Kilka minut po szóstej byłam już w świecie książek - moim świecie. W tym roku miałam zamiar zakończyć rok co najmniej z połową Wybitnych, a resztą Powyżej Oczekiwań. Żeby to osiągnąć, musiałam wziąć się do pracy od początku roku szkolnego, a nie czekać do ostatniej chwili.
Weszłam między dwa regały opisane "Mugolska literatura", a w oczy od razu rzuciła mi się książka o tytule "Rywalki". Nie spotkałam się jeszcze z książką o takiej tematyce, więc ułożyłam ją na stosie innych książek, które miałam zamiar przeczytać. Miałam za bardzo ambitne plany, jeśli chodzi o siłę moich ramion. Na szczęście, na pomoc przyszła mi bibliotekarka - pani Harrado, która wzięła ode mnie część książek.
Przy jej biurku, gdy notowała które książki pożyczam, rzuciłam na nie wszystkie zaklęcie 'Reducio'. Wszystkie zmniejszyły się do rozniaru pudełka zapałek. Spakowałam je do kieszeni i wyszłam z biblioteki.

Byłam chwilę spóźniona na śniadanie, ale tylko kilkanaście minut. Usiadłam na swoim miejscu i wzięłam się za jedzenie rogalika z dżemem. Nalałam kawy do filiżanki i szybko skończyłam posiłek.
Wstałam od stołu, jednak gdy wychodziłam z Wielkiej Sali, wpadłam na kogoś, kim okazał się Petty.

~~~
Pett? Dłuuuuuugie :) Poranne natchnienie  xd

Ombrelune: Od Violi Cd. Petty

- Ach... nic takiego. - zarumieniłam się przez jego pytanie. Na ogół nie dzieliłam się chętnie swoimi rysunkami, a teraz nie zamierzałam robić wyjątku. Zamknęłam szkicownik zbyt gwałtownie, żeby nie wzbudziło to podejrzeń chłopaka.
- Nie bądź taka... pokaż! - starał się wyrwać z moich rąk, jednak bezskutecznie. Zrobił obrażoną minę i odwrócił się w przeciwną stronę.
Chcąc zapomnieć o jego obecności, wstałam z ławki i odeszłam trochę w prawo. Zrobiło mi się żal Petty'ego, więc odwróciłam się w jego stronę.
- Petty, idziesz? - zapytałam półgłosem. Nie widząc żadnej reakcji, szłam dalej, rozmyślając. Po chwili usłyszałam swoje imię i zatrzymałam się. Chłopak biegł w moją stronę.
- Viola, mam dla ciebie propozycję... - uśmiechnął się szarmancko. - Czy jeśli przedstawię ci moich przyjaciół, to ty pokażesz mi swoje rysunki?
Przeanalizowałam szybko sytuację, w której się znalazłam: mam pokazać moje prywatne rzeczy Petty'emu? Wprawdzie widział ich już kilka... ba! Widział ich większą większość, a ja nie grzeszyłam ilością przyjaciół...
- Zgoda. - powiedziałam i uścisnęliśmy sobie dłonie.
- No to pokaż, co tam masz!
Podałam mu szkicownik i razem zaczęliśmy oglądać moje prace. Nie obyło się bez komentarzy pozytywnych, jak i lekko negatywnych, na przykład na temat moich niedokończonych rysunków, bądź rysunków nie w stylu Petty'ego. Powiedział nawet "ładna" na portret Jennifer Lawrence, na co się zaśmiałam. Doszliśmy do końca zeszytu i jednocześnie do końca naszego spotkania.
- Widzimy się we wtorek w Pokoju Wspólnym o siedemnastej! - powiedział na odchodne.
Pożegnałam się z chłopakiem i udałam się w stronę zamku, a Pett poszedł w przeciwną stronę.

KONIEC

~~~
Krótkie :c Dłużej tego nie pociągnę...

piątek, 10 kwietnia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Do Clarisse

Szedłem szybko korytarzem, nie bacząc na nikogo, potrącając czasem kogoś.
W pewnym momencie tak, uderzyłem o kogoś, że wylądowałem na ścianie zaś
tamta osoba o mało nie upadła.
- Cholera - Syknąłem, rozmasowując sobie bolące ramię. Podniosłem wzrok na 'tego kogoś'
i od razu tego pożałowałem... Ponieważ spojrzałem w oczy najgorszej jędzowatej, krowy
na świecie. Dokładnie mówiąc Pannie Clarisse La Rue, dla której jestem tylko, łagodnie
mówiąc, Szlamowatym Futrzakiem.
Do dziś żałuję, że była jedną z osób, którym powiedziałem o swojej likantropii.
Niestety ale jak powiedziałem wszystkim z paczki kuzyna i wiewióreczce to i ona do tej
paczki należy, chodź jak nie miałem nic by wiedzieli Percy, Adam, Ell.. To cóż jej bym
najchętniej nie mówił.. Lecz cóż nie wszystko można mieć...
- Pacz jak chodzisz, Szlamo! - Krzyknęła zła.
Ja tylko westchnąłem i chciałem iść, gdy nagle... Usłyszałem to.

''- Chyba nie dasz jej się tak poniżać młody!? - Zabrzmiał mi w głowie, oburzony 
głos Szachara. - Nie możesz dawać jej sobą tak pomiatać! Co ty Ciota czy facet?
  - Zapytał kpiąco.
- Nie twoja sprawa! - Ofuknąłem go.
- A właśnie, że moja! Jakbyś nie pamiętam ja jestem..
- Mną a ja tobą, tam gdzie ja tam i ty. - Mruknąłem dokończając jego ulubiony tekst.
- Oh jak miło, że pamiętasz. - Powiedział przemiłym głosem.
- Powtarzasz mi to za każdym razem, gdy chcę byś się nie wtrącał, więc to chyba
oczywiste, że umiem to już na pamięć!
- O Jezu, nie bulwersuj się tak. Po prostu wygarnij jej co o niej myślisz i będzie spokój.''

- Wybacz, jędzo lecz nie zwracam uwagi na takie, durne Krowy jak ty! - Zawołałem zły.
Nie na nią. Byłem po prostu zły na Szachara. Cóż czasem trzeba się na kimś wyżyć.
A kłótnia z La Rue jest na to najlepszą opcją.

< Clar? :D>

środa, 4 marca 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Cd. Violetty

Kiedy otworzyłem oczy, pierwsze co zobaczyłem była Violetta.
Wstałem od razu a ona poinformowała mnie, że dojeżdżamy.
I prawda już po kwadransie tłoczyliśmy się na stacji.


"- Oh, patrz, twój kuzynek tam jest. Idziemy do niego?
- Nie. - Odpowiedziałem mu i wszedłem do pierwszego lepszego powozu.
- Oh, no cóż ty taki... Taki?
- Jaki?
- No Taaaaaki!
-Sprecyzuj się.
-  Obojętny, ja tu się staram, a ty mnie chcesz zbywać! Nie przyzywam cię
o grzecznie pytam a ty co? Nie, Jaki?, Sprecyzuj się. - Zaczął przedrzeźniać
mnie - I nic więcej pogadaj ze mną!
- Po co?
- BO JA tak chce!
- A idź się utop.
- Chętnie, tylko rusz zadek i możesz z klifu skoczyć, lub z powozu wyskoczyć
co wybierasz? - Zapytał przymilonym głosem.
- Wkurzasz mnie nawet jak, strasz się być uprzejmy.''


Nagle ktoś wszedł, a tym kimś okazała się być Viola.
- Cześć - Uśmiechnęła się lekko, niepewnie... - Można?
- Oczywiście - Powiedziałem z wymuszonym uśmiechem.

"- Uuuuuuuu... Hehe, pacz coś jej zrobił, nietaktowcu! - Zaśmiał się
- Czego znowu?!
- Noo nic.. Po prostu.. Zastanawiam się czy tym razem też się na nią rzucisz,
Panie Całuśny, by zaraz znów póść w kimono! Hehehe...
- A odwal się.."

Cóż ale w jednym musiał mu przyznać racje...
Był w cholerę nie taktowny...
BO JAK MOŻNA POCAŁOWAĆ DZIEWCZYNĘ I ZARAZ PO TYM ZASNĄĆ?!
To było głupie.
I ona, dziwnie się przy nim czuje..
Lekko denerwuje. Czuć to w powietrzu..
A on ma bardzo wrażliwy nosek...

~*~

Do końca 'podróży' nie zamienili ani słowa, później tylko wymienili krótkie 'cześć'
I się rozdzielili.
Teraz siedząc w Wielkiej sali wlepiał w jej plecy swój wzrok.
Mało go obchodziło co się dzieje dookoła.
Klaskał gdy ktoś dochodził do ich domu ale tylko dlatego, że łatwo było się domyślić,
z czego się cieszą osoby koło niego.
Po Ceremonii przyszedł czas na jedzenie.
Gdy zjedli wszyscy się rozeszli lecz on czekał przed Salą i zgarniał Pierwszoroczne Harpie.

~~~

Gdy pierwszaki się zebrały on jak na Prefekta, nie wspominając już o tym,
 że jest naczelnym a w dodatku jest SAM, i on całkiem SAM musi się zając
tą bandą nadpobudliwych bachorów, bo nikt mu nie pomoże, bo po co...
Sam będzie ich prowadzał tera do pokoju pilnując by, żaden się nie zabłąkał,
a jutro będzie musiał im pomóc dojść do odpowiednich sal bo się pewnie pogubią..
i będzie musiał za nimi biegać po całym zamku a także za innymi z innych
domów bo on jest naczelnym i musi tych bachorów pilnować!
A drugiego naczelnego też nikogo nie mianowali!
I jak tu kurwicy nie dostać???
- Dobra bach.. - W porę się na szczęście opamiętałem... - Ba... Bardzo miło mi was poznać.
Nie ma to jak wyjść z opresji z twarzą. Strzelamy uśmieszek.!
- Nazywam się Petty Rua i  Jestem Prefektem Naczelnym. Zawsze jest dwóch lecz
w tym roku jestem jedynym Prefektem Harpii, ale także i jedynym Naczelnym
także pamiętajcie, że w razie problemów nie bójcie się do mnie przyjść i po prosić
o pomoc. Może być to problem w nauce lub też taki który zagraża waszemu życiu czy
zdrowiu, jeśli ktoś wam dokucza, czy źle się czujecie. A ja postaram się wam pomóc
jeśli to będzie coś małego to sam postaram się pomóc w innym wypadku na pewno
powiadomię o tym także naszego opiekuna. - Boże! Dopomóż mi by te bachory
od razu szły do opiekuna czy pielęgniarki! Jeszcze niańczenia ich mi brakuje...
Postanowiłem dalej kontynuować swój monolog prowadząc ich w stronę PW Harpii
przy okazji pilnując by nikt się nie odłączył. - Jak wiecie... Lub nie wiecie. Naszym
opiekunem Domu jest Profesor Kyoko Ishimura Nauczycielka Numerologii.
Kolorami domu Żółć, brąz oraz granat, Symbolem Bóbr który symbolizuje naszą
pracowitość czyli jedną a także Najważniejszą cechę naszego domu. Uczniów domu
Héroiqueors nazywa  się Harpiami...
- A dlaczego? - Przerwała mi jakaś dziewczynka w kitkach... Boże! Nie możesz mi
dać skończyć ten monolog bym mógł się już walnąć na łóżko??? Nie muszą zadawać
pytania! Ale niestety inni też chyba byli tym zainteresowani.
- Właśnie czemu? przecież symbolem jest bóbr a w nazwie domu nie ma nic o...
-Bo tak się nas nazywa. Ktoś dawno temu tak wymyślił i tak się przyjęło.
My jesteśmy Harpiami, Z Ombrelune są Luniakami, z Bellefeuille są Orlakami
a z Papillonlisse są Papilonami. A teraz pozwólcie, że dokończę. Nasz Pokój
Wspólny znajduje się na Piątym piętrze, gdzie zaraz dojdziemy.
- O już jesteśmy. Zatrzymajcie się. A więc tak, aby wejść do PW trzeba mieć hasło,
osoby z innych domów nie wiedzą gdzie znajduje się wejście chyba, że się komuś
pokaże, powie. Są na hasła które może zmienić tylko i wyłącznie Prefekt lub Opiekun
bądź sama dyrektora czy jeśli taka zajdzie potrzeba wicedyrektor. Obecne Hasło
brzmi Pracowite serce - W tym momencie otworzyło się przejście do PW -... I znajduje
się właśnie za tym obrazem. Jeśli zmieni się hasło pojawi się odpowiednia notka na
tablicy w PW mnie zaś znajdziecie w osobnym dormitorium przeznaczonym dla
Naczelnych Prefektów znajduje się na siódmym piętrze za Posągiem Upadłego Anioła
I tam mnie można też znaleźć. A teraz zanim wejdziecie każdy niech podejdzie po
swój plan lekcji!

~*~

Wreszcie!
Po rozdaniu go pierwszakom musiałem rozdać też starszym klasom plany lekcji.
A że niestety jestem jedynym prefektem nie mogłem zrzucić tej pracy na kogoś innego.
Szybko poszedłem się umyć a następnie przygotować na jutrzejsze lekcje.
Powtórzyłem materiał i wreszcie ułożyłem się spać.
Ah. Tak. W tym wszystkim, dodatkowo powtórzyłem materiał. Czemu?
Mimo wszystko dalej jestem Petty Cygnus Rua Pierwszy! A się pochwale... Ten
pracowity, mądry, inteligentny, bystry Harpii prymus który zawsze musi mieć wszystko
dopięte na ostatni guzik! O tak w poprzednim roku, w drugim półroczu się opuściłem
lecz nie mogę pozwolić by moja reputacja padła! O co to, to nie!

~*~

Następny dzień zaczął się normalnie.
Siedziałem teraz na lekcji Transmutacji. Czwarta to już.
I strasznie mi się nudzi już od pierwszej lekcji a Szachar to tylko utrudniał.
Oczywiście mimo tych utrudnień, szło mi idealnie.
Ręka w górę, odpowiedzi zawsze poprawne, zaklęcia rzucane idealnie,
bez pomyłek, za pierwszym razem udane.

~*~

Postanowiłem iść na Błonie.
Lekcje się skończyły, więc miałem wolne.
Zauważyłem przy jeziorku Violę, więc się do niej przysiadłem.
Przy okazji chciałem trochę sprostować nasze relacje..
- Witaj. - Przywitałem się, gdy usiadłem - Co rysujesz? - Zapytałem bo przerwałem
jej właśnie tą czynność.


<Viola? Dziś to nabazgrałam.. Godzinę może półtorej to pisałam! xD A tera Dobranoc :P>

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ombrelune: Od Violetty Cd. Petty'ego

Pocałował mnie gwałtownie. Nie trwało to długo, po chwili odsunął się
ode mnie i został w jednym miejscu, czekając na moją reakcję. Miał
schyloną głowę - widać było, że walczy sam ze sobą, ze swoimi myślami.
Postanowiłam dać mu chwilę, lecz nie za długo.
Moimi rękami oplotłam jego ramiona, przyciągając go do uścisku. Ludzie,
którzy mają mętlik w głowie nie potrzebują słownego pocieszenia, tylko gestów,
które dowiodą, że mogą zaufać. Nauczył mnie tego mój brat.
Nie wiem, ile tak stałam, ale po dłuższej chwili poczułam silne ramiona Petty'ego
oplatające mnie pod żebrami. Udało mi się zakończyć jego wojnę z myślami, co
było moim celem. W środku cieszyłam się z sukcesu, jednak głębiej wiedziałam,
że to jeszcze nie koniec.
- Petty?
Mruknął coś niezrozumiale.
- Wszystko ok?
Jego uścisk przybrał na sile, a z jego ust wydobyło się ciche chrapanie. Zasnął.
- Petty... chodź, połóż się.
Starałam się wyrwać z jego ciasnych objęć, lecz po kilku próbach zaprzestałam
tego działania. Jak najdelikatniej starałam się położyć go na sofie, co udało mi się
z trudem. Jedynym problemem były jego ręce wokół mojej talii.
Lekko pogładziłam jego włosy, policzek, starając się, żeby usunął mocnym snem.
Po krótkiej chwili całe jego ciało było przykryte bordowym kocem, który zabrałam
ze sobą do Akademii.
- Dobranoc. - powiedziałam na odchodne i wróciłam na swoje miejsce.
Poczułam nagłe natchnienie, więc wyciągnęłam szkicownik i zaczęłam przelewać
 na papier moje myśli, które jakoś dziwnie w tym momencie zmierzały w stronę
jednej, wyjątkowej osoby...



<Petty>
~Ps.od Dino  A nie mówiłam, że mam idealnie pasując gif  ^o^
Może być ?;3

sobota, 31 stycznia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego C.D. Violetty

Zabawa.. Hym.. Była nawet w porządku, uśmiechałem się, lekko ale szczerze.
Chodź później po tym jak wróciła i pozwoliła mi oglądać dalej swoje dzieła,
skompletowałem ją. Oh.. No przecież nie będę taki wredny...

''- Ciekawe o czym Myśli. - W pewnej chwili odezwał się Szachar. - Jak
myślisz? - Spytał mnie.
- Nie wiem. - Odpowiedziałem i zaraz powróciłem do oglądania.
- I nie jesteś ciekaw Ru? Przecież wiem, że jesteś! - Powiedział podekscytowany.
Oczywiście by zaraz dodać - W końcu, Czuję to co ty...
- Świetnie! Czego chcesz?
- Nie czego ja chce, Czego MY chcemy.
- To czego MY chcemy? - Miałem dość użerania się z nim.. A poznałem go
całkiem nie dawno!
- Hehehe... - Zaśmiał się szyderczo.. No tak przecież on mi siedzi w głowie..
- MY chcemy dowiedzieć się czemu była taka zamyślona jak wchodziła...
Plus to że się tak słodko zarumieniła. - Powiedział. - Zupełnie jak ta twoja...
- ZAMKNIJ SIĘ! - Zdenerwowałem się. - Eh.. No dobra, jazda..''

Więc, zacząłem penetrować jej umył. Nie było to zbyt trudne co oznacza, że nie
potrafi oklumencji chodź możliwe, że umie Legilimencje..
Trochę się dowiedziałem kilku rzeczy.. Może Szach...

" - A nie mówiłem??? - Przerwał moje rozmyślanie. Jest wkurwiający. - Sam jesteś
wkurwiający, młocie! - No tak siedzi w mojej głowie.. - Więc nie zapominaj! I pamiętaj!
Ja zawsze mam racje!
- Oczywiście..."

W pewniej chwili poczułem, że ktoś mi chce się wedrzeć do umysłu. Przez moją
nie uwagę, odsłoniłem się, lecz szybko wzniosłem mur i wypchnąłem ją.

"- To przez ciebie!
- To ty nie potrafisz skupić się na kilku rzeczach! - Zaprzeczył mojemu oskarżeniu.
Po chwili jednak dodał spokojnym, złośliwy jak zawsze, głosem - Musimy popracować
nad twoją podzielnością uwagi, chłopcze. - Prychnąłem"

Spojrzałem na Violette z uniesioną brwią, dziewczyna się zarumieniła lekko.
Cóż pewnie nie myślała, że się tak szybko zorientuje, albo że w ogóle się zorientuję i co więcej
wyrzucę ją ze swojej głowy. Dobra moja, że niektóre 'rzeczy' mam tam pozamykane na siódmy
spust.. Chodź mogła się zorientować, że grzebię w jej myślach..
Eh... no cóż..

"- Musimy się jakoś wykręcić...
- MY nic nie musimy, JA muszę dla twojej wiadomości Sir. Szach-Mat.
- Bardzo śmieszne, młody. Uśmiałem się po wsze czasy. Ha. Ha. Ha.
- Och, dziękuję.
- Dobra powtarzaj za mną! Tylko mnie słuchaj, młotku! Mimo wszystko siedzimy w tym razem...
- Chyba ja siedzę z tobą w sobie..
- Nie ważne! Powtarzaj za mną, młody!"

Odchrząknąłem na początek, bo zrodziła się, niezręczna cisza...

" No, no, no, Violu. I uśmiechnij się, najlepiej złośliwie.. - Powiedział. Prychnąłem"

Ale się go posłuchałem. Ułożyłem się wygodniej na siedzeniu. Założyłem nogę, na nogę
i położyłem na nich, moje splecione dłonie.
- No, no, no Violu. - Oczywiście nie zapomniałem posłać jej złośliwego uśmieszku.
Dziewczyna się zmieszała, ale pokazując, że jest ślizgonką wyprostowała się i spojrzała mi w oczy.

"- Kto by się spodziewał, że w trzeciej klasie jesteś i już potrafisz Legilimencje."

- Kto by się spodziewał, że w trzeciej klasie jesteś i już potrafisz Legilimencje.
- Obroniłeś się. - Mruknęła, chodź wyraźnie dumna, że powiedziałem jej taki 'niby komplement'.

"- Tak, w trzeciej klasie to ja już miałem znakomicie, opanowane sztuki Legilimencje
jak i oklumencji.
- A ty skąd kurw..
- Mów!"

- Tak, w trzeciej klasie to ja już miałem znakomicie, opanowane sztuki Legilimencje jak i oklumencji.
Wiadomo z czym to się spotkało. Duże oczy. Hehe. Ty jej nie umiesz.

"- Rozproszyłem się przy tobie, z lekka, i całkowicie zatraciłem w tobie, że nie 
zorientowałem się gdy mój mur lekko się.. Mój mur osłab na tyle byś mogła do 
niego na chwilkę, się wkradnąć. 
- Nie powiem tego!
- Powiesz. I uśmiechnij się jakoś czarująco!
- Nie będę jej tak, kijowo podrywał! - zezłościłem się. - Słyszysz?! - Odpowiedziała
mi tylko cisza. - A niech Cię szlak traf!"

- Rozproszyłem się przy tobie, z lekka i całkowicie... - Przerwałem. Jak mogę
tak prostacko podrywać ledwo poznaną dziewczynę?! Głupi kundel!

"- Sam jesteś kundlem! Nie zapominaj, że ja tu ciągle jestem!
- Oh królewna się obudziła! - Parsknąłem ironicznie.
- Ty mi nie parskaj, tylko bierz się do roboty Romeo! Zapomnij o tej Rudej łasicy
i zajmij się damom naprzeciw!
- WIEWIÓRECZKA JAK JUŻ! Sam jesteś łasicą, draniu! I wcale o niej nie myl..!
- Taaa.. oczywiście nie zapominaj, że siedzę ci w głowie, młotku! - A teraz Powtarzaj!
Całkowicie zatraciłem się, podziwianiem ciebie, że zapomniałem o murze...
-Co ty pieprzysz?! Było inaczej!
- Ale teraz będzie inaczej! Za Karę!"

- Jaa... Całkowicie.. zatraciłem się. Podziwiając twą urodę.. Zupełnie zapominając murze,
Przez co osłab na tyle, byś mogła się wedrzeć. Lecz od razu to wyczułem, wybacz za lekka
brutalność tego.. Lecz naprawdę nie chciałem byś zobaczyła moje myśli.. Wiesz podobasz
mi się...

"- Kurwa, brawo, młotku! A jednak potrafisz sobie poradzić! I skąd ty wytrzasnąłeś
te rumieńce na twarzy?? - Powiedział. No cóż trza było się zarumienić..
- Właśnie powiedziałem, że mi się podoba! Przecież musiałem coś zrobić by wzięła
to na poważnie!
- No już dobra, dobra Romeo. Nie musisz się tak unosić!
- Idiota!"

- Violetta? - Zapytałem cicho. Patrząc w dół. Dopiero po chwili zorientowałem się, że
przez cały ten czas... Kiedy to mówiłem patrzyłem się tylko na swoje ręce a byłem zbyt
po chłonięty konwersacją z Szacharem, by zwrócić uwagę na to, że ona prawdopodobnie
jest zaskoczona, i to bardzo bo dalej trwaliśmy w ciszy, którą przerwał tylko mój
cichy głos wymawiający jej imię.
Postanowiłem nie robić z siebie, cioty i....

"- Jesteś ciotą, żebym ja musia..!
- Oh stul, wreszcie ten pysk i daj mi pomyśleć! - Nie no Dave będzie dumny,
takie słownictwo, to zawsze u mnie rzadkość była... A niedawno co dowiedziałem się
o Szacharze a już mi się morda do niego, bez chociaż jednego 'nie kulturalnego' słowa
się nie otworzy..
- Oh, ja też jestem dumny! Wreszcie robisz, tiptopki z cioty do mężczyzny!
- Czy ty wiesz co to znaczy ZAMKNIJ PYSK?!"

Wnerwiony zacząłem go zagłuszać swoimi rozmyśleniami.
Jane nie ma i nie będzie i z tym trzeba się w końcu pogodzić, co do tego nie ma wyjścia.
A Violetta, przypomina mi ją.. Może w miarę, dni, miesięcy, lat mógłbym pokochać ją
jak wiewióreczkę? Albo przynajmniej spróbować przy niej zapomnieć?
Westchnąłem i spojrzałem na cichą dziewczynę.
Wstałem.
Śledziła mnie wzrokiem, a ja do niej podszedłem.
Pochyliłem się, by mieć jej oczy na równi ze swoimi.
Dłonie oparłem po oby dwóch, stronach jej głowy.
Jej oczy były... Pełne różnych uczuć.
Moje były zimne, puste. Wiem to. Bo były takie od zniknięcia Jane.
Teraz pozwoliłem wyjść, na zewnątrz ich nadziei.
Niech myśli, że chcę... Że to nadzieja, że nie odrzuci mnie.. .
Ale tak naprawdę to nadzieja na zapomnienie.
Ale ona tego nie musi wiedzieć.. I nie ma jak się dowiedzieć.
Lekko przymknąłem oczy, i bardziej się pochyliłem.
Najpierw lekko, delikatnie musnąłem, jej usta swoimi.
By móc po chwili mocniej i stanowczo zawładnąć, jej ustami.
Zatraciłem się lekko w pocałunku jakim ją obdarzyłem.
Gwałtownym acz kol wiek w namiętnym.
Nie trwało to jednak za długo, bo już po chwili oderwałem się od jej ust.
Nie uciekłem. Co to, to nie.
Nie wyprostowałem się, dalej byłem pochylony tak, że jej twarz była na równi z moją.
Zabrałem tylko jedną rękę, lecz drugą dalej opierałem obok jej głowy.
Mój wzrok jednak już nie patrzył się w jej oczy.
Patrzyłem w dół.
Czułem się okropnie.
Wstrętnie.
Czułem się jakbym zdradził Jane. Kosztem ledwo poznanej dziewczyny.
Tylko dlatego, że ją przypominała... Przypomina.
Nie byłem wstanie na nią spojrzeć.
Ts.. Przynajmniej ona uzna, że boję się jej reakcji.
Bo czekałem na jej reakcję.
Czekałem aż wreszcie ucieknie.
Może mnie uderzy?
Albo jedno i drugie?
Może także udawać, że nic się nie stało.
Albo olać mnie a później po wyjściu z ekspresu unikać mnie..
Nie zdziwiłbym się gdyby zrobiła kilka z wymienionych reakcji.
Albo jeszcze inną reakcję...

Postanowiłem jednak stawić czoło temu co mnie osłabia.
Nie mogę być słaby.
Słabi przegrywają.
Giną, zapomniani.

Podniosłem na nią wzrok.

"- Dobry, chłopak."

<Violetta?>

czwartek, 29 stycznia 2015

Héroiqueors: Od Natalii do Cleo

Pożegnawszy się z Cleo po opchnięciu sporej ilości lemoniady (uwielbiałam jej cudownie musujące bąbelki, przypominały mi pewien magiczny wieczór i pewną szczególnie mi bliską osobę pozostawioną w dalekim kraju), wróciłam do siebie. Obecnie mieszkałam w Auteuil pod Paryżem, sama, w letniej rezydencji pozostawionej mi do wyłącznej dyspozycji przez uczynną Katerinę Woroncow. Matka Andrieja zaliczała się do kobiet zamożnych samych w sobie, ale i do twardych tradycjonalistek, z którymi nie warto się kłócić. I tak nie spędzali tam wakacji, a "trzeba, by się dziewczyna usamodzielniła!". Oczywiście Katia, przy całej swojej dobroci serca, nie przewidziała, że jej pomylony syn wyrwie się spod kurateli i przyleci do mnie na miotle. Była już chyba dwudziesta trzecia, na niebie zaczęły się pojawiać pierwsze gwiazdy. W powietrzu unosił się zapach białych róż, które zasadzono w dniu ślubu poprzednich właścicieli.

- Kotku, otwórz drzwi! Jestem, jak widzisz! - Andriej stwierdził to kompletnie niepotrzebnie, bo i on był, i ja widziałam.- W całej swej okazałości stoję tutaj przed Tobą, tak jak sobie życzyłaś.

- Zacznijmy od tego, że wcale Cię nie wzywałam, uosobiona skromności - oznajmiłam teatralnym szeptem. Cały on. Oczywiście szybko zlazł z miotły z zakłopotaną miną, po czym podszedł do mnie z miną skarconego psiaka. - Jak udało Ci się ominąć rodziców, Olenę i Oksanę?

Blondyn zaśmiał się cicho, ale dźwięcznie, przeczesując sobie włosy prawą ręką. Uwielbiałam ten jego tik, dodawał mu seksapilu. Mogłam wyobrażać go sobie jako Jamie Campbell Bowera czy kogoś równie ponętnego jak ten mugolski aktor. Nie, żebym go nie znała: Irina szalała za przystojniakiem i gromadziła wszystkie jego zdjęcia. Nasze dłonie połączyły się w uścisku.

- Bliźniaczki wyeliminowane z gry - "eliksirem usypiającym" dopowiedziałam sobie w myślach. - A rodzice poszli na jakieś przyjęcie. Zdążę wrócić przed świtem. Nie chce mi się iść do Durmstrangu, ale skoro już muszę, to uznałem, że warto będzie się pożegnać z moją Nataliąąąą....

Przeciągnął to z zabawnym, rosyjskim zaśpiewem, całując mnie wyjątkowo namiętnie. Odwdzięczyłam się dość szybko. Po chwili nie istniało dla nas nic prócz coraz bardziej rozgwieżdżonego francuskiego nieba, białych róż oraz pocałunków.

***
Następnego dnia, po straszliwym chaosie w pakowaniu się typu "daaamn, gdzie są moje szaty?! Podręcznik do numerologii! Matko, jeszcze przybory do eliksirów!" wreszcie znalazłam się na peronie. Przeciskając się przez stado Luniaków z drugiego roku, nie wiadomo dlaczego porównujących swoje sowy w obliczu wyjazdu, jakichś kobiet szlochających w chusteczki "jaki on pięęęękny w tych szatach! Chlip! Mój Philippe jest taki słodziuchny!" oraz kilku prefektów z minami cierpiętników, wreszcie odnalazłam odpowiednie dla siebie miejsce - tym razem przysługujące trzeciorocznym. Przez okno wypatrywałam niecierpliwie mojej najlepszej przyjaciółki. Gdzież ona się podziewa?!

- CLEO! - krzyknęłam radośnie na jej widok, machając jej z okna pociągu. Nareszcie!

(Cleło? default smiley :d Trochę długie i przesłodzone, ale cóż.)

Ombrelune: Od Violetty Cd. Petty'ego

- Chcesz się pobawić w zjadanie fasolek? Mam tu też inne słodycze... może w zmienianie głosu? Wiesz, te wszystkie ryki albo odgłosy, jakie wydają zwierzęta i rzeczy. Będzie fajna zabawa.
Po tych słowach Petty dosiadł się do mnie i rozpoczęliśmy grę w rozpoznawanie smaków fasolek. Wzięłam pierwszą do ust.
- Malinowy? Tak, chyba tak. - uśmiechnęłam się do chłopaka. - Teraz ty.
Petty też wziął jedną do buzi, ale już po chwili ją wypluł. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Gluty ogra. - powiedział niechętnie.
Jak na zawołanie zaczęłam chichotać, co później przerodziło się w czysty śmiech. Dopiero po chwili zauważyłam, że tylko ja się śmieję.
- Przepraszam. - powiedziałam od razu. - Przepraszam, nie powinnam... - położył mi dłoń na ustach.
- Nic się nie stało... - zreflektował się momentalnie. - Gramy dalej? - lekko kiwnęłam głową.
Petty wziął kolejną fasolkę, ale po chwili znowu ją wypluł.
- Chyba nie mam dzisiaj szczęścia... kwaśna ziemia. - tym razem i on się zaśmiał. Byłam zadowolona, bo z początku wydawał się lekko podłamany.
Graliśmy dalej, śmiejąc się, kiedy ktoś z nas miał szczęście i trafił na dziwny smak.

- Idę po wodę. - ogłosiłam. - Przynieść ci coś? - zapytałam.
- Nie, dzięki. Mam swoją. - wskazał na wodę stojącą na małym stoliku.
- Okej. - wyszłam z przedziału, przesuwając masywne drzwi. Korytarz był pusty. Szłam przed siebie, czasami potykając się o własne nogi lub podtrzymując się ścian, gdy pociąg skręcał.
Nagle wpadłam na jakąś dziewczynę. Miała fioletowo-różowe włosy. Upadłam.
- Przepraszam! - powiedziała nagle, co trochę zbiło mnie z tropu. Podała mi rękę, dzięki której mogłam wstać.
- Spoko, nic się nie stało. - uśmiechnęłam się. - Jestem Violetta.
- Ell. - odpowiedziała szybko i z tajemniczym uśmiechem weszła do przedziału obok.
Poczułam się trochę nieswojo... nie chciałam używać na niej swojej zdolności, więc dziękowałam sobie, że jednak tego nie zrobiłam. Co by było, gdyby i ona umiała czytać w cudzych myślach? Ja chciałam, żeby pozostało tak, jak jest. Nikt nie wie o mojej zdolności, ani się nie domyśla.
Zanim się obejrzałam, stałam przed wózkiem ze słodyczami i napojami. Zdecydowałam się na sok pomarańczowy - zapłaciłam i ruszyłam w drogę powrotną.

- Jestem z powrotem. - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia.
Zauważyłam Petty'ego z zeszytem w ręku, ale nie przejęłam się tym za bardzo. Usiadłam na swoim miejscu. Już miałam wyciągnąć szkicownik, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie ma go w mojej torbie. Zaczęłam dokładnie ją przeszukiwać, jednak zrozumiałam, że to nie ma sensu.
Wtedy coś mi się przypomniało...
Spojrzałam na Petty'ego i zobaczyłam mój skarb w jego rękach. Jak na zawołanie poderwałam się z miejsca i zabrałam mu plik kartek z najróżniejszymi rysunkami. Zorientował się dopiero po chwili, jednak mi już udało się odzyskać własność. Wróciłam na swoje miejsce i przeglądnęłam szybko kartki, sprawdzając czy wszystkie są na swoich miejscach...
Roztargniona, nie zauważyłam nawet, gdy obok mnie usiadł brunet, prosząc ruchem ręki o pokazanie zeszytu.
- Viola, proszę... pozwól mi. - poprosił.
Po krótkich namowach zgodziłam się, nie mogąc dłużej wytrzymać przenikliwego spojrzenia Petty'ego. Podałam mu zeszyt, a on od razu zaczął go przeglądać.
- Są piękne.
Jego bezpośredniość mnie zaskoczyła, ale nie dałam tego po sobie poznać. Zarumieniłam się wszystkimi odcieniami czerwieni i różu. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze.
- Dzięki. - wyszeptałam.
Nie wiem co mnie naszło, ani skąd się wzięło, ale coś kazało mi użyć mojej zdolności. Jaka byłam zdziwiona, gdy okazało się, że i on systematycznie monitoruje moje myśli...


~**~
Pett? Sorki, jeśli są jakieś błędy, ale o trzeciej w nocy mnie natchnęło... myślę, że może być  ;)

środa, 28 stycznia 2015

Od Cleo Do Natalii

Spojrzałyśmy na siebie wzrokiem mówiącym; olej go. I tak też zrobiłyśmy poszłyśmy dalej.
- A idziemy na lemoniadę? Chętnie bym się czegoś napiła - zapytałam.
- Jasne, czemu nie - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie. Idziemy jeszcze chwilę, po pewnym czasie poczułam oddech na karku. To Axel. Rzecz jasna... Ale się nie wyłamuję i idę dalej i dalej. W pewnym momencie nie wytrzymałam. Miałam już napisać do Natalii, stojącej obok sms'a, żeby się od nas odwalił. Lecz zmieniłam trochę mój plan. Aby nie wzbudzać podejrzeń odeszłam trochę w bok i szłam wolniej. Później stanęłam bokiem, wysuwając nogę do przodu. Axel szedł dalej i potknął się o moją nogę. I leży. Wraz z dziewczyną wybuchłam śmiechem i patrzyłyśmy jedynie na łamagę leżącą na ziemi. Spojrzałyśmy się na siebie ponownie.
- Idziemy? - Zapytała nadal śmiejącym się głosem.
- Ta, chodź - odpowiedziałam.
Poszłyśmy dalej, a Axel dał nam już spokój. Wreszcie! Szłyśmy tak jeszcze z 5 minut i podeszłyśmy do jakiegoś stoiska z zimnymi napojami.
- Poproszę dwie lemoniady z lodem - powiedziałam do sprzedawcy. Minutę później każda z nas dostała po zamówionym napoju. Wręczyłam sprzedawcy pieniądze.
- Reszty nie trzeba! - oznajmiłam. No to idziemy dalej.

Była już godzina 18, pora już powoli wracać.
- Natalia, odprowadzić Cię? - zapytałam.
- Jak chcesz - uśmiechnęła się do mnie.
- To chodźmy - odwzajemniłam uśmiech.
Plac robił się już całkiem pusty. Wszyscy czarodzieje zakupili co trzeba na nowy rok. Ciekawe jak będzie on wyglądał. Przynajmniej wiem, że mam chodź Natalię.
Powoli dochodziłyśmy do miejsca w którym miałyśmy się rozejść.
- No to.. Do zobaczenia. Na pewno się jeszcze spotkamy - Rozeszłyśmy się.

<Natalia? BRAK WENY -.- Wybacz, że krótkie :/>

wtorek, 27 stycznia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Do Violetty

Wszedłem na peron, później do ekspresu by skierować się w stronę przedziału.
Odkąd Jane nagle zniknęła... Tak nagle.. Nic nie miało dla mnie sensu.
A na myśl o powrocie do Akademii aż rzygać mi się chciało..
Jej płomienne, rude włosy... Które tak kochał!
Zresztą wszystko w niej kochał!
A ona, ona tak nagle znikła!
Bez słowa... Bez Listu... Bez Pożegnania...
Szedłem dalej rozpaczając nad tym... Jak zresztą od czasu kiedy zniknęła...
Pochłonięty we własnych myślach i wspomnieniach otworzyłem pierwsze lepsze
drzwi do przedziału by wejść lecz w tym samym momencie ktoś wychodził co sprawiło,
że się zderzyliśmy.
- Aj! - Zawołałem odskakując. I spojrzałem. Na NIĄ. I zamarłem.
Nie. Nie. Spokojnie czytelniku, nie chodzi o moją słodką, rudą wiewióreczkę.
- Wybacz. - Powiedziała dziewczyna.
Zamarłem bo patrząc na nią.. Przypominała mi moją Rudą księżniczkę!
Nie przypominała jej całkowicie ale... Na przykład, rude włosy, tak samo płomienne..
Miałem nawet w pewnym momencie ochotę...
Dotknąć, czy są tak samo miękkie jak jego wiewióreczki?
Powąchać... Może pachną tak samo pięknie jak Jane?
Boże Nie! NIE!
Postanowiłem się ogarnąć. To nie jest Jane. ŻADNA jej nie zastąpi i zastąpić nie będzie mogła.
Chodź patrząc na moją desperacje to.. Tonący brzytwy się chwyta nie?
- Ee.. Hejka, Jestem Violetta. - Uśmiechnęła się... Tak bardzo przy... - Rudd.
 PETTY OGARNIJ SIĘ!
- Cześć - Uśmiechnąłem się wymuszenie.. Cóż od 'jakiegoś' czasu z trudem mi przychodzi
robić co kol wiek szczerze... Bo SZCZERZE to nic mi się nie chce.. Nawet czytać. Uczyć się.
Wychodzić z domu. Leżeć. Nawet spać! Wszystko jest nie tak! - Ja Nazywam się Petty Rua.
Jestem Prefektem naczelnym. Z Héroiqueors. Jestem na Czwartym roku. - Niestety nie miała
mundurka bym mógł zobaczyć jaki ma dom - A ty?
- Ja jestem luniakiem z trzeciego roku - Miała miły głos - Wejdziesz? - Zapytała robiąc miejsce.
- Chętnie - Powiedziałem i wszedłem - Miałem właśnie wejść zobaczyć czy wolne i zapytać
czy mogę jeśli by nie było - Uśmiechnąłem się znów wymuszenie.

*''-Oj Petty, Petty, Petty... Staczasz się chłopie, staczasz się! Żeby tak kłamać 
jawnie w oczy przyznaj się, że miałbyś wyjebane czy wolne czy nie! A gdy by nie 
to pewnie byś wypieprzył dzieciaka stąd.. Niestety wilczuś zaczął rozmowę więc 
nie wypada - Zaczęło gadać moje wewnętrzne ''Ja'' dziwny, lekko zachrypnięty 
głos, ale mocny i stanowczy chodź jednocześnie złośliwy i arogancki.
- Zamknij się!''

Szybko ogarnąłem rzeczy swoje a także i samego siebie, a następnie wziąłem
książkę i usiadłem przy oknie udając, że czytam.. Nie mogłem się skoncentrować!
Jane.. Tak mi jej brakowało..
A ona tak mi ją przypominała!

''- To ją poderwij cioto, a nie, ukrytkiem podglądasz! - Znów ten wkurwiający 
w głowie głos!
- Sam Jesteś wkurwiający, z tym całym biadoleniem na temat jak ci jest źle 
bo cię laska rzuciła!
- Ona wcale mnie nie rzu..!
- Tylko sobie pojechała do chonolulu i nie wróciła! Ogarnij się! ZAPOMNIJ!
- SAM SE KURWA ZAPOMNIJ!''

Zacisnąłem mocno palce na książce, którą przed chwilką czytałem i z głośnym
trzaskiem ją zamknąłem. Dziewczyna siedząca, do tej pory cicho na przeciw mnie aż
lekko podskoczyła na ten niespodziewany mój atak na książkę.
- Coś się stało? - zapytała lecz ja po odłożeniu książki na bok patrzyłem się tylko w swoje ręce.
Minęło kilka minut zanim podniosłem na nią wzrok...

'' - A może.. Ten mój, dziwny, wewnętrzny głos ma racje? Może jednak lepiej zapomnieć
i iść na przód? Nic nie wskóram siedząc i płacząc nad rozlanym mlekiem.. A dziewczyna
na przeciw może mi pomóc iść do przodu.. Nie koniecznie jako moja dziewczyna ale 
może jako przyjaciółka chociażby?
- Widzisz! Ja zawsze mam racje!
- A zamknąłbyś się już, ty.. No zamknij się już!
- Szachar.
- Eee.. co?
- Mów mi Szachar.
- Dobra Szachar. ''

- Tak stało się. - Odpowiedziałem jej. - Lecz chyba wiem jak to wyprostować. I ty możesz
mi w tym pomóc.
- A jak mogę ci pomóc? - Zapytała marszcząc brwi . Ja zaś się uśmiechnąłem tylko.
- Wszystko w swoim czasie.
I usiadłem opierając się, otworzyłem książkę i czekałem aż ruszymy.
Tym razem zacząłem czytać.
Nawet na nią nie spojrzałem ukrytkiem, tak jak wcześniej.
Nic mnie już nie rozpraszało.

~*~

"- Zagadaj do niej, cioto!
- Sam jesteś ciotą, a teraz zamknij się.
- A jeśli nie to co mi zrobisz?
...
- Jesteś tam?
...
- Ej! Petty!
...
- SUKINSYNIE NIE IGNORUJ MNIE GDY DO CIEBIE MÓWIĘ!
- Będę robił co mi się podoba."

W tym momencie drzwiczki się otworzyły a przez nie wyjrzała starsza pani, już jechaliśmy..
- Chcecie coś dzieciaczki?
- Ja poproszę 2 paczki Fasolek i 4 czekoladowe żaby... - Wymieniłem jeszcze kilka rzeczy
uśmiechając się przemile do pani. Także Viola coś do niej powiedziała. Nie słuchałem.
I pierwszy raz od tego mojego "Wszystko w swoim czasie" spojrzałem i odezwałem się
do Violetty. - Chcesz się pobawić w zjadanie fasolek? Mam także inne tu słodycze.. może
w zmienianie głosu? Wiesz te wszystkie ryki albo odgłosy jakie zwierzęta wydają a tarze rzeczy.
Będzie fajna zabawa. - Powiedziałem i usiadłem obok niej biorąc słodycze.

"-Wreszcie się do rzeczy Ru, zabrałeś.
- Szachar. Czasem mógłbyś nie przeszkadzać."

< Violetta??? XD
* A Tera tłumacze o co chodzi! Wyszło mi to w opo. ten Szachar [z Hebrajskiego - Brzask]
To jest tak jakby 'głos' jego wilka który w nim siedzi nie pytajcie skąd to wziełam bo samo mnie
natchnęło! Wybacz Viola trochę zmienimy postanowiłam że i petty się zmieni nie będzie już
taki jak kiedyś xD>

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Natalii Cd. Cleo

Jak zwykle to samo. Setki sklepów do przejrzenia - książki na trzeci rok, wizyta u Madame Malkin celem kupienia sobie nowych szat (kto by kurna kredensu mać pomyślał, że będę rosnąć tak szybko?!), nowe obuwie do szkoły, składniki eliksirów, rękawice do quidditcha, środek do konserwacji miotły...Ugh! Jaka szkoda, że bogowie nie obdarzyli mnie starszym / starszymi bratem/braćmi - niepotrzebne prosimy skreślić - do dźwigania tego wszystkiego. Nie jestem niewinną cnotką, która boi się tknąć zakupów albo blondynką z kawałów, która rozpacza nad złamanym paznokciem, ale przyznam się, że te wszystkie pakunki mnie przerażają. Zwłaszcza, kiedy w taki cholerny upał dźwigasz wszystko, a nie masz pod ręką Adasia Brooksa względnie kogoś innego do wsparcia duchowego i fizycznego. (przepraszam, musiałam :3)  W każdym razie szłam dalej malowniczymi, krętymi uliczkami Écuelle, zastanawiając się, gdzie jeszcze warto uderzyć? Nie, chyba już wszystko zaliczyłam. Ciekawe, czy ktoś z Boberskiej ekipy jeszcze się tutaj plą....Noż kurwa mać!
Oto, co wykrzyknął mój umysł, kiedy ciało uległo brutalnemu zderzeniu z rzeczywistością i wdziękami Cleo Waley, koleżanki z dormitorium. Mówiąc szczerze, tylko dlatego powstrzymałam się przed serią wykrzykników w języku rosyjskim, elegancko obrazujących moją irytację. Uśmiechnęłam się lekko - lekko, niczym motyl fruwający z kwiatka na kwiatek w gorących promieniach sierpniowego słońca.


- Salut, Cleo. Co tam? - przywitałam się miło, starając się pozbierać porozrzucane rzeczy z ziemi. Trzeba przyznać, że dziewczyna okazała się niezwykle pomocna. Nie to, co te wszystkie rozwydrzone Luniaczki z pierwszego roku, bardziej zainteresowane kolorem paznokci i pięknymi szatami aniżeli łaskawym uważaniem na kogoś innego. Dobrze, może przesadziłam, ale takie już było to życie. - Masz ochotę na jakieś orzeźwienie w ten niezwykle upalny dzień? I spójrz tylko, kto idzie...


Uwaga ta była celowa. Bo gdy obie zwróciłyśmy głowy w tył, naszym oczom ukazał się średnio ponętny widok: Axel. Po prostu, absolutnie i w całej swej (wątpliwie seksualnej, choć na taką miała pozować) osobie Axel, kłopotliwy paniczyk z Belle, który poza swoim niesłychanie wielkim...ego nie dostrzegał niczego więcej. Właśnie zbliżał się do nas, uśmiechnięty szeroko, paskudnie i obrzydliwie. Najwidoczniej zebrało mu się na łowy. Co za palant...


- Mon Dieu, zapowiadało się tak spokojne popołudnie. Nigdy więcej nie wierzę w przeczucia. - westchnęłam, kręcąc głową. Rosyjskie metody wychowania, takie jak srogie posty w zimnej piwnicy albo lanie pierworodnego potomka paskiem po tyłku w błocie bardzo by się przydały Axelowi. Tyle, że na swoje nieszczęście menda była Francuzem. A szkoda. Nie powiedziałam jednak już nic więcej.


(Cleo?)

Uczennica Domu Héroiqueors: Natalia Dementieva

Natalia Aleksiejewna  Dementieva 


Imię:  Наталия - Natalia Aleksiejewna 
Pseudonim/Ksywka: Cross
Nazwisko: Дементьева - Dementieva 
Krew: Czysta
Rok: Trzeci
Data Urodzenia: 16 kwietnia
Dom: Héroiqueors
Drużyna Quidditch'a: Ścigająca Héroiqueors.
Chłopak: Andriej Wasiliewicz Woroncow (OC, występował 
będzie jedynie w listach wymienianych pomiędzy młodą parą lub 
ewentualnie w retrospekcjach)
Rodzina:  
 - Aleksiej Piotrowicz Dementiev - ojciec. Nie żyje, zmarł na raka mózgu.
- Anna Mikhaiłovna Dementieva - matka. Zaginęła w niewyjaśnionych 
okolicznościach, podejrzewa się, że została zamordowana.

Sowa: Jest to zwyczajna sowa syberyjska o wdzięcznym imieniu Shadowlight 


Towarzysz: nie ma



Różdżka:  Jest to najzwyczajniejsza, mahoniowa różdżka o długości 12 cali, 
pozbawiona jakichkolwiek ozdób. Jej rdzeń stanowi pióro feniksa. 
Zaletą jej jest wyprofilowanie rączki i dopasowanie jej do dłoni właścicielki.
Ciekawostki:
~ Bogin -  boi się swoich bliskich po utracie pamięci.
~ Patronus - Pantera
~ Genetyka - Brak.
~Zdolności - Legilimencja - Natalia posiada tą zdolność dzięki pomocy
swojej dobrej znajomej- aurorki z Moskwy, która nauczyła ją tej skomplikowanej 
sztuki. Ponieważ jednak jest jeszcze niedoświadczona
i ma problemy z jej użytkowaniem, nie korzysta z tej zdolności zbyt często.
~ Inne - 

Ulubiony Przedmiot: Transmutacja, OPCM, Eliksiry, Astronomia
Znienawidzony Przedmiot: Wróżbiarstwo
*~ Stajnia - Arietta
Właściciel - Minami, adres email : ladywithinlight@gmail.com


Zainteresowania: Anime i Manga (jest jej fanatyczką), rysowanie, 
dobra książka i film, szeroko pojęta sztuka, historia literatury, muzyka, 
taniec, konie, magia, kultura i historia Francji oraz tajniki
historii Rosji z naciskiem na wielkich czarodziejów...Uch! To chyba wystarczy?

Aparycja: Jak na zdjęciu, ale opis dam dla porządku. Więc jest wysoką, 
mierzącą sobie dla porządku 189 cm i smukłą, zgrabną dziewczyną o długich, 
lśniących i brązowych włosach, zazwyczaj zaczesanych tak jak na zdjęciu. 
Cechują ją czekoladowy kolor stanowczo mierzących wszystkich spojrzeniem 
oczu ocienionych czarnymi rzęsami oraz delikatna czerwień lśniących warg. 
Dość często nosi na sobie zwykłą, biało-czarną sukienkę oraz wysokie 
kozaki (tak bardzo mieć gdzieś kanon.) Zwykłymi szatami ucznia jednak 
nie gardzi, o ile są skrojone na miarę i wykonane z najlepszych gatunków 
materiału, gdyż ceni sobie elegancję. Często zakłada różne dodatki - naszyjniki,
 kolczyki, bransoletki; nigdy nie zdejmuje z palca pierścionka, podarowanego 
jej przez Andrieja.

Charakter: Cóż... Nie jest łatwo zamknąć charakter Natalii w kilku 
zdaniach. Jest bardzo stanowcza i uparta, niemal zawsze potrafi postawić 
na swoim. Dziewczynę tę cechuje również empatia, potrafi współczuć innym 
i wesprzeć w trudnych chwilach, wyjątkowa wierność w miłości oraz duma. 
Tak, Natalia Aleksiejewna Dementieva jest niezwykle dumna, co stanowi 
efekt jej pochodzenia. Raczej niechętnie zwierza się innym ze swoich 
problemów, woli je bowiem zachowywać dla siebie. Uczyć się uczy, ale 
dodaje do tego zawsze nutkę humorystyczną (śmieszne rysunki na notatkach 
to jej znak rozpoznawczy.) Wiadomo, że jest osobą obdarzoną wyjątkowo 
ciętym językiem i dużymi zdolnościami w różnych dziedzinach, w tym 
w uwodzeniu mężczyzn (czego jednak nie wykorzystuje.) Wobec nauczycieli 
i starszych od siebie osób zachowuje się z godnością, acz nawet najbardziej 
wytworna czarownica wreszcie się zdenerwuje i powie Ci, co o Tobie myśli,
 za pomocą różdżki. Potrafi być przerażająca, jeśli tylko chce, ale także 
anielsko cierpliwa.

Historia: Urodziła się w rodzinie rosyjskich czarodziejów czystej krwi 
jako córka Aleksieja Dementieva i jego małżonki Anny Mikhaiłovnej. 
Wychowano ją w duchu czystości, skromności oraz tym podobnych cnót, 
a także przygotowywano ją do następstwa po ojcu w rodzinie. 
Klan Dementievów był typowym klanem starożytnych szlachciców spokrewnionych 
po przodkach linii męskiej z carem Rosji Borysem Godunowem (mniejsza, że
nie był czarodziejem) - stąd też stać ich było na wszystkie fanaberie jedynaczki. 
Pozorom opiewającym na snobizm, brak uczuć itd. przeczyła jednak 
charytatywna działalność prowadzona przez Annę i Aleksieja. Idylla trwała krótko. 
Tata Natalii zmarł z powodu choroby, a matka zaginęła w tajemniczych 
okolicznościach. Podejrzewano nawet, że została zamordowana przez licznych 
wrogów, których zdążyła sobie przysporzyć rodzinka. Pozbawiona opieki bliskich 
dziewczyna radziła sobie sama z pomocą rodziny Woroncowów, przyjaciół 
nieboszczyka ojca. Administrowała majątkiem tak, jak należało, pomnażając 
go jeszcze dzięki swej smykałce do zarabiania galeonów. W trakcie jednej ze 
swych podróży poznała Andrieja. 
Oczywiście doszło do wielkiej miłości, z tym, że on wybrał Durmstrang, a ona
 Beauxbatons. Szybko otrzymała list i tak się zaczęła jej przygoda.
Przez ostatnie 2 lata radziła sobie jak najlepiej, zgodnie z oczekiwaniami.
 Podczas jednego z romantycznych spotkań z ukochanym zetknęła się 
z pewną niezwykle utalentowaną kobietą. Irina - śmiała, wyluzowana, 
żartobliwa brunetka z kilkoma czarnymi pasemkami w blond fryzurze, odziana 
zwykle w nieco zmiętą, fioletową szatę - wywarła na Natalii ogromne wrażenie.
Powiadano, że jest "zbytnio młodzieżowa jak na aurorkę", ale bardzo potężna. 
To ona nauczyła dziewczynę starożytnej sztuki legilimencji, dzięki której Natalia
 może kontynuować swoje dalekosiężne plany.



poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Cleo Do ?

To na Plac Horkruksów.. Wypadałoby kupić kilka rzeczy. Obecnie na placu było bardzo dużo czarodziejów. Aż trudno dojrzeć kogoś znajomego. Jednak ja w przeciwieństwie do innych, chodzę po placu sama jak palec.
Najpierw wstąpiłam do księgarni. Poszłam na dział dziewiąty i szukałam książek do numerologi. Bez trudu znalazłam dane książki i poszłam na kolejny dział i kolejny i kolejny... Książek jednak było sporo, choć spodziewałam się ich trochu mniej.
- Do widzenia. - pożegnałam się ze sprzedawcą.
Ruszyłam dalej. Teraz może coś do quidditcha.
- dzień dobry - zaczęłam - Czy dostanę rękawice do quidditcha.?
- Oczywiście, chwilkę - sprzedawca zniknął za ladą - Oto one.
Wzięłam do ręki i przymierzyłam. Wydawały się być w porządku.
- Biorę - oznajmiłam i podałam pieniądze na ladę - dziękuję, do widzenia!
- Do widzenia!
Jak to ja oczywiście okrążyłam jeszcze kilka sklepów. Czas mijał mi bardzo szybko, ale także pogoda mnie nie zawiodła. Słońce grzało, wiał lekki wiatr, było wprost idealnie! Jednak momentami zaczęłam się gubić. Plac był bardzo przepełniony jak już wspominałam. A, gdy tylko ujrzałam znajomą twarz, znikała niczym duch. Dla chwili odpoczynku wstąpiłam do lodziarni. Jednak kolejka była całkiem spora. Stwierdziłam jednak, że poczekam. Zakupy przecież zrobione. Czekałam, a przed oczami kolejne twarze.
Na reszcie zamówiłam lody pistacjowe. Siadłam na ławce i zdegustowałam je.
Ruszyłam dalej, ale zaraz....chwila.... zakupy już zrobione... - zwolniłam mój krok. Przecież mogę już sobie stąd iść! Gwałtownie zmieniłam kierunek, ale jako iż nie pomyślałam, że ktoś może być za mną, musiałam na kogoś wleźć.

<Ktoś? Brak weny -,->

niedziela, 4 stycznia 2015

Uczeń Domu Héroiqueors: Orion DeMackor

Orion Fineas DeMackor

Imię: Orion Fineas Rudolf
Pseudonim/Ksywka: Ori, Fin, Rudi, Mak
Nazwisko: DeMackor
Krew: Czysta 
Rok: Drugi
Data Urodzenia:  30 Sierpnia
Dom: Héroiqueors
Drużyna Quidditch'a:  Ścigający
Dziewczyna: NIiiiima ;<
Rodzina:  Starszy brat Vako, Rodzice Merkucjo i Katerina DeMackor

Sowa: Puchacz - Asuma


Towarzysz: Iguana Zielona - Igor


Różdżka: Długość 14 cali, wiąz ,Pióro Feniksa,Bardzo sztywna.
Jest zdolna do najbardziej wyrafinowanych zaklęć i uroków. 
Ciekawostki:
~ Bogin - Wąż
~ Patronus - Jaszczurka
~ Genetyka - Brak
~Zdolności - brak. <Będzie Animag Jaszczurką :D>
~ Inne -
- Kocha Jaszczurki.
- Boi się węży, gdy był mały zaatakował go jeden który wpełz
na ich posesje i chciał mu zjeść jaszczurkę...!!!
Miał pięć lat i trzymał ją na ręku siedząc na trawie.
- Pozwala jaszczurce - Igorowi na wszystko. Śpi z nim w łóżku,
chodzi na śniadanie i stamtąd go karmi [oczywiście nikt o tym nie wie]
i pozwala chodzić po całym dormitorium, pokoju wspólnym i Akademii,
przez co często go szuka chodź on i tak jak go nie znajdzie to wraca sam.
- Mimo iż z bratem sobie dokuczają są sobie bardzo bliscy i często trzymają
się razem - mimo różnych domów. 
- Jest Nadpobudliwy - Wszędzie go pełno, zawsze zabiegany, gadatliwy
nie potrafi usiedzieć na dłuższą metę w 1 miejscu.

Ulubiony Przedmiot: Historia Magii, Transmutacja, Eliksiry i Wróżbiarstwo
Znienawidzony Przedmiot: Brak
*~ Stajnia - Konan.
Właściciel - Dinoteria



Zainteresowania:  Interesuje się Historią oraz wróżbiarstwem.
Oprócz tego uwielbia Eliksiry i Transmutacje. Jego hobby to Jaszczurki.
Ma na ich punkcie bzika oraz posiada 24 jaszczurek [oczywiście w domu]
plus jedną swojego ulubionego - Igora, którego zabrał ze sobą do Akademii.
Uwielbia swoje czarne okulary.
Lubi jeździć na Deskorolce. SPORTY!

Aparycja:  Brązowowłosy chłopak o miłej twarzy z ciemnymi brązowymi
oczami w których śmiało można od rana do nocy zobaczyć wesołe iskierki.
Jest chudy i jest średniego wzrostu.

Charakter: Wesoły i pogodny chłopak, bardzo przyjazny oraz
pracowity. Jest dobrym kompanem jaki i do żartów tak i do milczenia, jeśli
potrzeba chodź to wtedy dla niego katorga! Dużo gada jak najęty,
zawsze zabiegany i nie potrafi na dłuższą metę stać, siedzieć w 1 miejscu
dlatego też nauczyciele ciągle go upominają
Lubi poznawać coraz to nowszych ludzi - Nienawidzi mieć wrogów.
Lecz jak już się takowy znajdzie wtedy może stać się swoim przeciwieństwem
czyli wredny, niemiły, złośliwy i tak dalej.. 

Historia: Historia:  Orion pochodzi ze starego Francuzko-Niemieckiego rodu.
Ma starszego o rok brata - Vako. Prócz tego że jest maniakiem
jaszczurek i posiada ich łącznie z Igorem 25, to nic ciekawego w jego historii nie ma
może prócz tego że gdy Vako szedł do szkoły rodzice wykłócali się
o to do której obydwaj pójdą. Mama - że do Akademii Beauxbatons
do której jej rodzina od zawsze uczęszczała czy do niemieckiej Akademii
Magii do której uczęszczali przodkowie ojca.
Wyszło na mamy^^.