Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lilianne Lavali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lilianne Lavali. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2015

Bellefeuille: od Lilianne do ...

-LUKE! - gwałtownie usiadłam na łóżku, przyciskając kołdrę do piersi. Byłam zlana potem, włosy lepiły mi się doi czoła.
Opadłam ciężko na poduszkę i wypuściłam powietrze, licząc do dziesięciu. Sięgnęłam pod poduchę i wyciągnęłam zdjęcie moje i Luke'a. Patrzyłam na jego wesołą twarz ze łzami w oczach.
-Przepraszam, Lu - szepnęłam i przyłożyłam sobie palec do warg, a następnie do ust chłopaka na zdjęciu - Ale czas z tym skończyć.
Wstałam z łóżka i na bosaka zbiegłam do PW. W kominku tlił się ogień. Chciałam mieć do już za sobą. Zamknęłam oczy. Cisnęłam zdjęcie w płomienie. Spod powiek łzy same popłynęły. Opadłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach.
-Przepraszam... Tak bardzo przepraszam, ale ja już tak nie mogę... - powiedziałam, przełykając łzy - Czekałam prawie rok, Lu. Nie wróciłeś, nawet nie wiem, czy żyjesz, czy sobie nie znalazłeś nowej dziewczyny. Nie wytrzymam już z budzeniem się w środku nocy, krzywieniem się, ilekroć ktoś o tobie wspomni. Tęsknię, ale to koniec.
Jeszcze chwilę sobie popłakałam, aż otarłam łzy, pociągnęłam nosem i cicho się zaśmiałam.
-Właśnie zerwałam z chłopakiem przez kominek - powiedziałam do siebie - To nie jest normalne.
Wstałam z dywanu, jednak, wbrew oczekiwaniom, wcale nie było mi lepiej.
-Spokojnie, Lilianne, musisz się na nowo przyzwyczaić do bycia singielką.
Odwróciłam się z zamiarem powrotu do dormitorium, gdy sobie uświadomiłam, że nie jestem sama. Stałam na przeciw pierwszaczki. Miała rozdziawioną buzię.
-No co?
-To tak się da?
-Co jak się da?
-No, gadać z ludźmi przez kominek?
-Błagam cię, to czysta ab... - zamarłam. Ale ja jestem tępa - Sieć Fiuu - wyszeptałam.
-Co? - dopytywała się, ale mnie już nie było. W dormitorium rzuciłam się twarzą w moją niezastąpioną poduchę.
-Przepadło, debilko! Spaliłaś jego zdjęcie i z nim zerwałaś, to teraz nawet nie próbuj go wyszukiwać za pomocą Fiuu!
-Lilianne, zamknij się! Wiesz, która godzina!? - syknęła Piana.
-Trzecia trzydzieści, a co? - odparłam, rozkojarzona.
~~*~~
Od razu z rana pochwaliłam się przyjaciółkom:
-Oficjalnie skończyłam z Lukiem.
-Wreszcie - Vi się przeciągnęła - Ta cała miłość jest niezdrowa.
Odrobinę mnie to zraniło. Bianka to zauważyła.
-Ej, Vi, co tam u Vako? - rzuciła, pozornie bez związku. Twarz Vinylii przybrała kolor karmazynowy, czy jaki to tam jest.
-Okay. Dzisiaj z nim wychodzę. A wy co robicie? Jakieś plany.
-Chyba z powrotem wprowadzę Lilianne w bajeczny świat singli. A w razie czego obijemy Vakonowi buźkę, tak profilaktycznie.
-Nie, dzięki - uśmiechnęłam się do Białej - Dzisiaj wolę pobyć sama.
~~*~~
Po lekcjach od razu oderwałam się od kumpel. Vija poszła do Vako, Bianka pomóc Trichowi przy hipogryfach(podziwiam, biorąc pod uwagę, że ledwo wyszła ze szpitala po ataku tego stworzenia) a ja udałam się do swej samotni - biblioteki.
Sięgnęłam po książkę o tytule, który mnie zainteresował: "Tajniki numerologii". Pociągnęłam ją, jednak nie chciała ustąpić. Więcej, jeszcze bardziej zagłębiła się w półkę. Zmarszczyłam brwi i pociągnęłam jeszcze raz, księga nie ustąpiła. Co to, poltergeisty się zalęgły?
Książka raz zbliżała się do mnie, raz znów oddalała. W końcu to po drugiej stronie ustąpiło i poleciałam na przeciwległy regał, a na moją głowę zwaliły się lektury.
-AU!
Niedaleko usłyszałam szybkie kroki.
-O matko! przepraszam!

Ktoś???

niedziela, 3 maja 2015

Bellefeuille: Od Bianki CD Lili

~ Obudź się śpiące Brzydkie Kaczątko. ~ warknął niemiły, kobiecy głos.
- Co ? - mruknęłam zaspana. Przekręciłam się na prawą stronę, skąd dobiegał odgłos nerwowego tupania stopą.
~ G*wno. ~ Majestatyczna odpowiedź została dodatkowo zaopatrzona w pełne dezaprobaty westchnięcie. Próbowałam zobaczyć coś przez egipskie ciemności panujące w pomieszczeniu, lecz nie dało to żadnego efektu. W powietrzu czuć było charakterystyczny zapach medykamentów.
- Emm... Kim jesteś ? - zapytałam drżącym głosem.
~ Twoim koszmarem. ~ parsknęła. Ostrożnie przesunęłam dłoń w kierunku szafki nocnej. W ciemności rozległ się szyderczy chichot. ~ Biedactwo... Gdzie mogła się podziać twoja różdżka ?
- Człowieku, KIM ty jesteś i czego CHCESZ ?! - krzyknęłam, czy raczej pisnęłam ze strachu. Skuliłam sie na łóżku. Nagle usłyszałam odgłos szeleszczącego materiału i do pokoju wlał się strumień jasnego światła.
- Panno Fiodorow, nic pani nie jest ? - zapytała pani Petersen opuszczając różdżkę. - Słyszałam krzyki.
- Ja.... Nie, wszystko dobrze. Czy tu ktoś był ?
- Dziecko drogie, mamy środek nocy. - Jakby na potwierdzenie tych słów ziewnęła. - Kto miałby tutaj przychodzić ? Może ci się śniło? Pójdę po Eliksir Słodkiego Snu.
- A czy mogłaby mi pani przynieść moją różdżkę ? Nie mogę jej znaleść.
- Oczywiście. - powiedziała i wyszła zostawiając uchyloną zasłonę. Po cichu wyjrzałam za nią. Zobaczyłam szereg szpitalnych łóżek, z których tylko parę było zajmowane przez poszkodowanych uczniów. W całym Skrzydle panowała niesamowita cisza, a z dużych okien sączyło się blade światło księżyca. Stałam tak kilka minut, dopóki nie wróciła pani Petersen. Wypiłam eliksir i zasnęłam na resztę nocy. Obudziłam się rano kiedy przyniesiono mi śniadanie. Jedzenie w samotności zdecydowanie ma dużo plusów, ale najważniejsze jest brak wszechobecnego mlaskania i odgłosów głośnego przełykania ( Jest tu ktoś chory na mizofonię oprócz mnie ? ;-; ). Yyyych obrzydlistwo. Wzięłam do ręki podręcznik Zaklęć mając zamiar się pouczyć. Co jak co, ale natura Orlaczki wzywa. Po lekcjach do Smoka przyszli Rycerz ze swoją Księżniczką.
- I jak tam ? - krzyknęła podekscytowana Lili rzucając się na łóżko. - Petersen mówi, że jutro będziesz mogła wrócić na lekcje.
- Naprawdę ? Merlinowi niech będą dzięki ! - Uśmiechnęłam się szczerze. - Jest tu tak nudno, że nawet zaczęłam czytać Historię Magii.
- Uuuu... Nie zazdroszczę. - powiedziała Vi. - A teraz na dokładkę przyniosłyśmy ci notatki z WSZYSTKICH lekcji.
- O nieeee... - jęknęłam i ostentacyjnie osunęłam się na poduszki. Nieoczekiwanie zaczęłam się śmiać. Nie wiem nawet z czego, tak poprostu. Po chwili moje towarzyszki dołączyły do wspólnego brechtania.
~ Takie to śmieszne ? ~ Zachłysnęłam się powietrzem. Znowu ten głos, ale tym razem nie mogłam śnić. Chyba.
- Słyszałyście ? - spytałam przyjaciółki. Spojrzały na mnie ocierając oczy.
- Niby co ?
- No głos... - Dziewczyny patrzyły na mnie nic nie rozumiejąc. Nagle Vinyl zachichotała.
- Dobre. Prawie nas nabrałaś. - powiedziała. Kiedy przetworzyłam to w myślach wymusiłam uśmiech i pokiwałam głową. Miałam nadzieję, że nie wyglądało to sztucznie. One jednak nie wydawały się przejęte. Kilka minut później musiały wyjść, żeby na jutro napisać esej z Zaklęć. Ja zostałam sam na sam z moimi myślami i porcją eliksirów.
< Vi? Li? Nawet nie wiem co to jest ;-; Przypadkowe zlepki zdań. Btw. Lili i Vinyl NIE wiedzą o ''głosie'' :3 >

niedziela, 26 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Vi cd Daniela i Lili [do Vako]

Usiadłam koło chłopaka. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest kompletnie zdezorientowany, więc postanowiłam mu to wszystko jeszcze raz powoli wyjaśnić.
- Więc tak: jak tylko twój przyjaciel przyszedł do Lilianne i prosił w twoim imieniu o randkę, od razu zorientowałyśmy się o co chodzi. Dlatego Lili się zgodziła. Uznałyśmy, że skoro wy knujecie takie rzeczy, to my wam w tym z chęcią pomożemy - uśmiechnęłam się lekko. - Lili udawała, że jest w tobie baardzo zakochana, a kiedy ona zaczęła cię całować, ja wparowałam do cukierni. Tak, to wszystko było zaplanowane. Wiem, zabawiłyśmy się troszkę twoim kosztem, ale chyba wyszło dobrze, hm? - uśmiechnęłam się ponownie.
- Raczej tak - Vako również się uśmiechnął. - Ale naprawdę nie chciałem żeby tak wyszło z tą Lili.
- Nie ma sprawy. Może przejdziemy się do Wijącego Tunelu, tak jak za dawnych czasów? - Rozejrzałam się wokoło i dodałam. - Według mnie jest tu za dużo ludzi.
- Jasne, chodźmy.
Cukiernię pozostawiliśmy za sobą, a po paru minutach również Écuelle. Szliśmy po błoniach kierując się w stronę tunelu.
- Tak dla pewności... następnym razem, jeśli będziesz chciał zaprosić mnie na randkę, nie musisz tyle kombinować - spojrzałam na chłopaka. - Przyznam, że to było słodkie, ale wystarczy poprosić, na pewno bym się zgodziła.
- Wiesz jaki jestem, troszkę się przy tobie... zawstydzam. Ale kolejnym razem sam poproszę. Tylko bądź pewna, że tych kolejnych razy będzie więcej niż ci się może wydawać - uśmiechnął się chłopak.
- No mam nadzieję. - zaśmiałam się. Po chwili ciszy poczułam, jak jego ręka delikatnie muska wewnętrzną część mojej dłoni. Bez zastanowienia powoli wplotłam palce w jego dłoń.
W Wijącym Tunelu jak zawsze nie było ani jednej żywej duszy. Byłam tylko ja i on. Vako. Odwróciłam się do chłopaka tak, że staliśmy idealnie zwróceni do siebie. Dzieliło nas może i niecałe piętnaście centymetrów. Czułam jego miarowy oddech.
- Zależy mi na tobie - szepnął.
Spojrzałam w jego cudowne, intensywnie niebieskie oczy. Pod wpływem impulsu wsunęłam palce w szlufki jego spodni i lekko pociągnęłam do siebie. Chłopak zrobił krok w moją stronę i złapał mnie za szyję. Nasze usta nareszcie się spotkały. Uczucie niewyobrażalnie cudowne: delikatny pocałunek, pełen czułości. Rozpływałam się z rozkoszy.

<Vako? :3>

czwartek, 23 kwietnia 2015

Papillonlisse: od Daniela [i Lili] CD Vako

-Sprawa wygląda tak: mój przyjaciel Vako DeMackor jest tobą zainteresowany, ale wrodzona nieśmiałość zakłada mu swego rodzaju blokadę mentalną przed mówieniem o tym otwarcie, dlatego niniejszym w jego imieniu zapraszam cię na ciacho do Ecuelle w najbliższą sobotę.
Blondynka uniosła brwi.
-Chyba...-prędko się obejrzała na Vinylię, wychylającą się na kanapie i patrzącą na nas ciekawie. W oczach Lilianne pojawił się błysk zrozumienia-Chyba się skuszę. Bardzo chętnie. O drugiej? O drugiej. Pa!
Zatrzasnęła nam drzwi przed nosem.
-Jakoś poszło, Vakonie. Jakoś poszło. Zgodziła się-poinformowałem kumpla. Nieprzytomnie pokiwał głową.

[oczami Lilianne]

-Czego chcieli?-spytała od razu Vi. Wzruszyłam ramionami.
-Ten twój Vako właśnie mnie zaprosił na ciastko w sobotę. Dziwne, nie?
-Nie mów, że się zgodziłaś-powiedziała, z gniewem brzmiącym w głosie. Ponownie wzruszyłam ramionami.
-Zgodziłam się.
Rzuciła mi wściekłe spojrzenie. Było wiadome, że Vinylia lubi Vako. A ja nie jestem głupia: chłopcy wymyślili fatalny plan polegający na wzbudzeniu zazdrości. To nie zadziała. Ale niech im będzie.
-Pomimo Luke'a? Już nie pozostajesz mu wierna.
Westchnęłam.
-Vijka, błagam cię. Poważnie, nie domyśliłaś się o co im w tym chodzi?
Wyszczerzyła się.
-Pewnie, że się domyśliłam. Po prostu wczuwałam się w rolę.
Spojrzałam na nią pytająco.
-Oni sobie konspirują, to i my też.-uśmiechnęła się szatańsko i nachyliła mi do ucha, a w miarę jak mówiła mój uśmiech także się poszerzał.

[oczami Daniela]

-Spoko, stary! Jak to się w końcu mówi, do dwóch razy sztuka, a teraz sztuka została wyjątkowo precyzyjnie wybrana! Dasz radę! Będę przy tobie. Ale wiesz, tak z odległości. Dasz se radę!
Klepnąłem go między łopatki i odbiegłem prędziutko.

[oczami Lili]

Uśmiechnęłam się szeroko na widok Vako.
-Cześć. Wchodzimy?-spytałam.
Kiwnął głową niemrawo i weszliśmy do cukierni. Siedliśmy do stolika, zamówiliśmy sobie po kremówce i na mnie spadł obowiązek podtrzymywania rozmowy.
-No... Jesteś Papilonem. Zawsze myślałam, że oni są raczej tępi, a tu się okazuje, że bywają wśród nich wyjątki.
Uśmiechnęłam się słodko.
-Ta... nie tylko ty tak uważałaś-uśmiechnął się krzywo-Luke'a też uważałaś za tępego?
Pominęłam tę uwagę milczeniem, chociaż zapewne w innych okolicznościach wcisnęłabym chłopakowi kremówkę w twarz. Tylko świadomość tego, co go dzisiaj spotka upewniała mnie, że nie warto. Dostanie jeszcze za swoje.
Gadaliśmy jeszcze przez około dziesięć minut. Starałam się jak najbardziej okazywać, że Vako mi się "podoba". Kiedy już stwierdziłam, że starczy powiedziałam:
-Wiesz... może do dziwne, że to mówię dopiero na pierwszym spotkaniu, ale... nigdy nie czułam się tak przy żadnym chłopaku.
Zakrztusił się.
-Taa?
-Tak, no wiesz-zarumieniłam się, starając powstrzymać śmiech-Mam na myśli taka wyjątkowa. Słuchasz mnie tak uważnie, jakby naprawdę interesowało cię to, co mówię. To takie... niezwykłe.
-Taak... chyba faktycznie. Tylko wiesz, to nie do końca...
Nie dałam mu skończyć, bo przycisnęłam swoje usta do jego warg, przewracając wazonik z kwiatami. Na szczęście nie było w nim wody.
Zmusiłam się, żeby trzymać oczy zamknięte. Zaraz miała wejść Vi. Musi wypaść przekonywująco.
W tej chwili weszły Vinylia z Bianką, gadając o czymśtam. Vinylia spojrzała na nas zszokowana i podbiegła do stolika. Oderwałam się od Vako.
-Jak mogłeś!? Jak mogliście oboje!?
Doskonale sfingowane łzy. A może nie sfingowane?
-Naprawdę myślałam, że ci na mnie zależy, a ty się umawiasz z moją przyjaciółką! Wszyscy chłopcy są tacy sami!-chlipnęła i skierowała się do wyjścia. Papilon zerwał się, potykając o nogę stołu. Klienci cukierni spojrzeli na nas. Doskonale.
-Vinyl, zaczekaj! To nie tak! Ta randka jest tylko dla ciebie!-zawołał za Rudą. Teraz moja kolej.
-CO!?-zerwałam się i ja-To całe spotkanie to tylko szopka mająca na celu zwrócenie uwagi Vinylii!? Faktycznie, wszyscy chłopcy są tacy sami!-przywaliłam mu z liścia.
-Co nie!?-zawtórowała mi Vija i ona także podeszła i uderzyła chłopaka. Wyszłyśmy równym krokiem z cukierni.
-Tak profilaktycznie-zwróciła się do chłopaka Biana po czym i ona walnęła Vako.
Kiedy wyszłyśmy, uśmiechnęłyśmy się do siebie i przybiłyśmy potrójną piątkę.
-Długo tego nie zapomni!-wykrztusiłam, trzymając się za brzuch.
-Co prawda, to prawda. Ale nie musiałaś go całować AŻ TAK długo i mocno-zwróciła się do mnie Vinylia, na co roześmiałam się jeszcze głośniej i pocałowałam obie w policzki.
-Chodźcie. Teraz część planu druga: uświadomienie.
Z szerokimi uśmiechami weszłyśmy z powrotem do cukierni, gdzie nadal siedział Vako, z twarzą ukrytą w dłoniach. Podeszłyśmy od niego od tyłu. Piana popukała go lekko w ramię. Zerwał się i zszokowany spojrzał na nas.
-Następnym razem, kiedy będziesz chciał zaprosić dziewczynę na randkę, po prostu ją poproś-zaleciłam grzecznie-A nie kombinuj z zazdrością.
Nadal nie rozumiał.
-Domyśliłyśmy się, o co chodzi-wyjaśniła Piana.-I postanowiłyśmy ci dać nauczkę za tego typu szatańskie sztuczki.
-Jak dla mnie to i tak było słodkie-Vija uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do chłopaka.
-Chodź, Biana. Zostawmy ich samych-powiedziałam do Białej i wyciągnęłam ją z cukierni.

Vako? Vija? default smiley :)

niedziela, 19 kwietnia 2015

Bellefeuille: od Lili CD Vi



Zrezygnowane skierowałyśmy się na lekcje, które ciągnęły się w nieskończoność. Nie mogłam się skupić nawet na historii magii, a Papandreu uczy świetnie. Była właśnie mowa o udziale chochlików w wojnie stuletniej i ich sabotażach na broni Brytyjczyków.
-Vinylia, Lilianne, słuchacie mnie w ogóle!?-zirytowała się nauczycielka. Rzadko się irytowała. Musiałyśmy wyglądać NAPRAWDĘ nieobecnie.
-Bianka w skrzydle szpitalnym leży, prze pani-odezwał się ktoś z końca sali. Nie wiedziałam, czy mam do niego wysłać kwiaty za usprawiedliwienie, które nam nie przeszłoby przez gardło, czy rzucić na niego urok za głębsze uświadomienie nam smutnej prawdy.
Twarz nauczycielki znacznie jednak złagodniała. Wiedziała o naszej przyjaźni, jak chyba zresztą cała szkoła. Plotka o naszej nocnej gonitwie w "pelerynach niewidkach" prędko się rozniosła i przez jakiś czas byłyśmy nazywane "Piżamowym Trio", a niektórzy chłopcy wołali "Hej, co tam kryjecie pod tymi pelerynami, dziewczyny?"
-OK. Wracając od chochlików, generał Jarelstone postanowił wytępić francuskie zjawy za pomocą środka na komary...
Dała nam spokój do końca lekcji.

Wparowałyśmy do skrzydła szpitalnego. Bianka już nie spała, ale wyglądała blado. To znaczy, bardziej niż zwykle. Na bandażach na jej przedramieniu była czerwona plama. Rana musiała być głęboka...
-BIANA!-zawołałyśmy i rzuciłyśmy się w jej stronę, przytulając.
-Auauau...-skrzywiła się.
-Ojej...przepraszam. Biana, tak się martwiłyśmy!-zawołałam.
-Wszystko z nią będzie OK, pani Petersen?-spytała Vinylia.
-A jakże! Szpony hipogryfa to i się wolniej goi, ale za parę dni zaklajstruje się na cacy!-odpowiedziała dziarsko pielęgniarka, a my odetchnęłyśmy z ulgą.
-Dobra, dajcie spokój, przecież żyję. Jeszcze, ale żyję-wyszczerzyła się Biana.
-Jeśli jeszcze raz będziesz bliska śmierci to cię zabiję-ostrzegłam, po czym razem z przyjaciółkami wybuchłam śmiechem, zdawszy sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało. Pianka się jednocześnie skrzywiła.
-Czyżbym nie powiedziała, że masz stłuczone żebra?-zdziwiła się życzliwie lekarka.

Vi? Bianka?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Bellefeuille: od Lili CD Jonasza



Wróciłam do PW z kubkiem ciepłego mleka z miodem, lecz Jonasz spał. Uśmiechnęłam się, położyłam kubek na stole i usiadłam obok chłopaka, myśląc intensywnie. Już wiedziałam, jakiego typu uczuciami darzę tego chłopaka: NIE mógł mi się podobać. Był zbyt dziewczęcy. Zbyt delikatny. Zbyt... mało męski. Zbyt nieporadny. Takie ciepłe kluchy. Zatem skoro mi się nie podoba, to, metodą eliminacji, mogę stwierdzić, że traktuję go troche jak młodszego braciszka.
-Co ty się na niego tak gapisz, co!?-zawołała cicho Vija, która nie wiadomo skąd nagle się pojawiła.
-A myślę-odpowiedziałam z bezczelnym uśmieszkiem.
-A o czym? O czym można myśleć, patrząc na przystojnego chłopaka podczas snu?-spytała ostro Ruda.
Zaśmiałam się cicho.
-Wiem, o czym TY myślisz, rozumiem, o co ci chodzi. A nie chodzi o to, o co chodzi tobie. Ani mi w głowie się w nim zakochiwać.
-Ach... to co ci w głowie?-dopytywała się skonfundowana.
-Opieka nad nim-odpowiedziałam po chwili namysłu.-Pilnowanie, by nikt mu nie zrobił krzywdy. A jakby zrobił, to skończyłby jako bardzo złośliwa żaba.
Vija z powątpiewaniem spojrzała na Jonasza. Chwilę coś kalkulowała.
-OK, masz przyzwolenie, ale nawet nie próbuj się w nim zakochiwać. Ne chcemy powtórki z Luke'a...
-Tak, dzięki, że mi przypomniałaś, co was motywuje do alienowania mnie od płci przeciwnej-przerwałam ostro.-Możesz iść?
Pufnęła jak niezadowolona kotka i weszła po schodach do dormitorium.
-Co za Luke?
-Jonasz!-podskoczyłam na kanapie. Rozległ się syk bólu, a ja zeszłam z nogi chłopaka.-Ojej, Jonasz, przepraszam. Zamyśliłam się.
-Co za Luke?-dociekał. Westchnęłam.
-Mój chłopak. Mówiłam ci o nim chyba, co nie? Nie? Nie wiem. To on, zobacz.
Wyciągnęłam z kieszeni kamizelki powyginane czarodziejskie zdjęcie, na którym stoi uśmiechnięty Luke z rękami w kieszeniach, zza aparatu wybiegam ja i rzucam się mu na szyję. Potem, objęci i roześmiani, robimy z rąk serce.
Jak zwykle na widok tej sceny łza zakręciła mi się w oku. Patrzyłam na samą siebie, której zazdrościłam zawsze, kiedy widziałam to zdjęcie. Ona miała Luke'a-ja nie. Ona nie wiedziała, że więcej się nie zobaczą-ja już wiem.
-To zdjęcie...-powiedziałam łamiącym się głosem-To zdjęcie zrobiliśmy dzień przed wyjazdem na święta.
Jonasz spojrzał na mnie niepewnie, a ja uśmiechnęłam się smutno.
-A ja jak zwykle o sobie. Przepraszam.

Jonasz?

Bellefeuille:Od Lili CD David'a

-Narazie-odpowiedziałam i odwróciłam się do przyjaciółek.-To jak, jemy?
Nie czekając na odpowiedź wpakowałam sobie do ust pół jajecznicy.
-Chyba tam nie pójdziesz, co?-oburzyła się Ruda.
-Niwy szemu?-zdziwiłam się-Pszesiesz so sylko pfejaffka.
-"Sylko pfejaffka"-przedrzeźniła mnie Biana.-On z tobą kręci, nie widzisz tego!?
Przełknęłam jajecznicę i dopiero zaczęłam mówić:
-Po pierwsze: nie, nie widzę, bo nie ma co. Po drugie: gdyby JEDNAK kręcił już by się trzymał za twarz oblany kwasem przez Leslie Brooks. Po trzecie: i tak muszę iść do Issuny. Czuje się zaniedbywana, a że jest koniem nie mogę przed nią rozjaśnić fenomenu odrabiania zadania.
Dziewczyny zrezygnowane opadły po obu moich stronach.
-Niech ci będzie. Ale pamiętaj: gdyby coś, to by też możemy załatwić kwas.-zapewniła Ruda.
-Wystarczy, że zawołasz-zgodziła się Biana.
Objęłam je i pocałowałam każdą w policzek.
-Wiem. I za to was kocham.
~~*~~

Po lekcjach stawiłam się w stajni przebrana w bryczesy, z kaskiem w ręce. Weszłam do boksu Issuny, której mina (o ile koń może mieć minę) świadczyła, że przerwałam jej ważną dyskusję egzystencjalną z Florą, należącą do Elliezabeth Heap.
-Jedziemy na przejażdżkę, tłuściochu. No już, ruszaj się.
Klacz stawiała zdradziecki opór. Westchnęłam, mając nadzieję, że nie będę musiała się do tego uciekać.
-Na zewnątrz są eklery. Cała góra. Z bita śmietaną i cukrem pudrem.
Issuny natychmiast wybiegła z boksu. Kiedy jednak zauważyła oburzający brak eklerek i zrozumiała podstęp, było za późno, gdyż już miała w pysku wędzidło. Włożenie go nie było specjalnie trudne, gdyż klacz na myśl o słodyczach miała otwarty pysk i wywieszony jęzor.
Szarpnęła się raz czy dwa, ale potem chyba stwierdziła, że nie ma to sensu i stanęła spokojnie. Po chwili nadjechał Martines na swoim jednorożcu (nie no, to brzmi niepoważnie...). Luniak był irytująco uśmiechnięty.
-I co? Uciekłaś?
-Jak widać.

David?

sobota, 11 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Vinyl cd. Lili

Nauczyciel ONMS'u podszedł pospiesznie do białowłosej, sprawdził jej tętno na szyi i podniósł na ręce.
- Wszyscy do szkoły! - krzyknął. - Lekcje odwołane!
Cały tłum uczniów ruszył w stronę akademii, a Trich dosłownie biegł z Bianką na rękach. Ja i Lili dogoniłyśmy profesora i truchtałyśmy równo z nim.
- Co z nią? - zapytałam przerażona. Właściwie to nie trzeba było nawet pytać, bo od razu można się zorientować, że jest źle. Bardzo źle... Na przedramieniu przyjaciółki znajdowała się rana, z której powoli sączyła się ciemnoczerwona krew i spływała po rękach Tricha. W każdym bądź razie nikt mi nie odpowiedział. Nie pytałam ponownie, znałam odpowiedź.
Chwilę później znaleźliśmy się już w skrzydle szpitalnym. Trich delikatnie położył nieprzytomną Biankę na pierwszym wolnym łóżku, a ja od razu zawołałam panią Petersen.
- Psze pani! Moja koleżanka... szybko!
Kobieta przybiegła za mną do łóżka, na którym leżała Piana i od razu zrobiła to co każdy lekarz robi, by zapoznać się z poszkodowanym: sprawdziła jej tętno na prawym nadgarstku. Rzuciła okiem na całe jej ciało i szybko pobiegła po kilka jej zabawek pielęgniarskich. Dosłownie po dwóch sekundkach wróciła z całą tacą przyrządów. W tempie błyskawicznym założyła na ręce białe rękawiczki i delikatnie zaczęła ciąć rękaw na jej rozszarpanym ramieniu.
- Co się jej stało? - zapytała.
- Fipogryf... i jej głupota. - odparł nauczyciel opierając się o kant łóżka.
- No dobrze. Dalej sobie sama poradzę, możecie wrócić na lekcje.
- Będzie z nią dobrze, prawda? - zapytała lekko drżącym głosem Lilianne.
- Na pewno będzie dobrze. - odpowiedziała pielęgniarka. - A teraz już lećcie na lekcje kochane.
W dramatycznym humorze ruszyłyśmy w stronę wspólnego dormitorium.

<Lili? Piana? :3 Sorki, że tak długo ._. >

Ombrelune: Od David'a cd. Lilianne

-Moje przyjaciółki-wyjaśniłam-Bronią mnie przed chłopakami odkąd Luke... No wiesz.
-Nie sądzisz że są nadto troskliwe? - Zapytałem mierząc je pobłażliwym wzrokiem.
Na co te, rzecz jasna, się oburzyły. - Nie mogą cały czas trzymać chłopaków od ciebie
z daleka.
- Niby dlaczego co? - Zapytała ruda.
- Ponieważ, izolujecie ją? Nie pozwalacie w ten sposób, zdobyć kolegów i przyjaciół.
A po za tym skończy jako stara panna z kotem. Zaś JA mam dziewczynę. Więc spokojnie.
Nie czatuję na jej cnotę! - Zrobiłem głupią minę a Li, się zaśmiała.
- To czemu podrywasz Lili? - Zapytała białowłosa.
- Co? - Zapytała zdziwiona Lili. - On mnie nie podrywa..
- A to, to co to było na korytarzu przed salą? - Zapytała R u d a.
- To było dla zabawy! - Oburzyłem się. - Lubię flirtować a to nie zdrada! Tym bardziej,
jeśli robię się to z koleżanką dla zabawy!
- A..!
- Dobra! Mniejsza... Lili, - Zwróciłem się do dziewczyny. - Spotkamy się przy stajni
po lekcjach? Umiesz jeździć konno? Byśmy pojeździli. Jeśli chcesz to przyjdź tam po lekcji.
Pa! - Rzuciłem jeszcze i odszedłem w stronę Luniaków, nie czekając aż odpowie.
Zastanawiałem się tylko czy przyjdzie... I czy przeciśnie się może przez mur. który sprawiły
jej przyjaciółki.. Rozumiem, że się martwią, ale bez przesady!

<Lili? :D>

piątek, 10 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Jonasza cd Lili

Nagle kichnąłem i mocniej wtuliłem się w dziewczynę.
- O i jesteś chory...
- Wcale nie...
- Wcale tak! Gil ci wisi!- zachichotała, a ja szybko wytarłem nos wierzchem dłoni. Fuknął cicho i odwróciłem głowę- obraziłeś się?- spłonąłem soczystym rumieńcem.
- Nie...
- Boże jaki ty chudy- zacisnęła palce na moim ramieniu- same kości! Ty nie masz anoreksji przypadkiem?
- Nie... po prostu jestem chudy- wyszczerzyłem się i znów kichnąłem.
- Idźmy szybciej, zaraz całkiem się rozłożysz- nagle przyśpieszyła, a ja prawie się przewróciłem.
- Nie tak szybko!- pisnąłem.
- Nie tak szybko, nie tak szybko, a potem przeziębienie i grypa! Nie zwolnimy!
Chwilę później byliśmy przed szkołą. Nim się zorientowałem, siedziałem w salonie, okryty trzema kocami, z kubkiem z herbtą w łapce. Kiedy?! Spojrzałem na krzątającą się Lili. Blondynka czegoś szukała, ale najwyraźniej to znalazła.
- Jak się czujesz?
- Lepiej...
- Idę pozałatwiać pewne sprawy- powiedziała i wyszła machając mi. Siedziałem tak chwilę. Przyszedł Amir, trochę się powygłupialiśmy, ale zaraz poszedł gdzieś z Casperem, więc znów siedziałem sam. Oczywiście znając moje umiejętności, chwilę po tym zasnąłem, jak to Suseł...

Lili? Wena znika :c I dziękuję c:

Bellefeuille:od Lili CD David'a

Uśmiechnęłam się do David'a i, nim zdążył zareagować, wślizgnęłam się do WS i siadlam prędko przy stole Orlaków. Zza drzwi dochodziły krzyki. Po chwili David smętne opadł na ławkę obok mnie, co wywołało poruszenie wsród dziewczyn ze wzystkich domów.
-Dzięki, że wytrwale wspierałaś kolegę, poważnie, doceniam to-burknął i zabrał talerz z sąsiedniego nakrycia.
-Nie ma za co-Uśmiechnęłam się w najbardziej
rozbrajający sposób, na jaki było mnie stać. Była to mina z serii "co złego to nie ja".
Luniak bez słowa zaczął jeść, a mnie zrobiło sie nieco głupio, że doprowadziłam do kłótni, a nie próbowałam zrobić nic, by jakoś załagodzić konflikt chociaż wiedziałam, że Leslie Brooks co najwyżej oblałaby mnie kwasem. O ile jest dziś E dobrym humorze.
-Ale wiesz, musi ci naprawdę na niej zależeć, skoro ona ma takie humory, a wy wciąż jesteście razem-powiedziałam pojednawczo. Rzucił mi uśmiech. Uf, przynajmniej tyle.
-Wiesz, że umiesz mowić, Lilianne?
-Nie no, poważnie!? Dzięki za info! -zawołałam sarkastycznie.
-W sensie że umiesz sie mową posługiwać. Byłabym dobrym prawnikiem. Jak kiedyś zechcą mnie wpakować do pie*dla to będziesz moim
obrońcą.
-Zobaczę-zaśmiałam się-Jeśli cię skażą za nękanie żony to obawiam się, że Brooks'owie znajdą lepszego.
-JA miałbym nękać LESLIE!? Na odwrót raczej!
Zaśmialiśmy się, ci moje przyjaciółki uznały za alarm. Podeszły równym krokiem jak jakieś BOR-owiki.
-Zgubiłeś się?-spytała słodko VI.
-Mamy wskazać drogę?
David spojrzał na mnie pytając.
-Moje przyjaciółki-wyjaśniłam-Bronią mnie przed chłopakami odkąd Luke... No wiesz.
-Nie sądzisz że są nadto troskliwe?

David?

Ombrelune: Od David' cd. Lili

- Oczywiście! Lepiej, żeby tak było bo inaczej Les zabije najpierw mnie a później
ciebie - Zaśmiałem się i uśmiechnąłem się. I dodałem. - Eh.. Żeby ona mi tak dziękowała,
za takie pierdoły! - Rozżaliłem jej się, na co ona się zaśmiała.
- Jak ładnie poprosisz to na pewno, Ci da buziaka.
- Oh... Tssaaaa To Brooks'ówna! Ty ich chyba nie znasz! I do tego Luniaczka,
która jest zazdrosna o moich kolegów, więc nawet nie chce wiedzieć, co by było gdyby
zaczęła i o wszystkie dziewczyny być zazdrosna!
- Oj przesadzasz!
- Może troszkę.. - Mruknąłem na co ona parsknęła. - To gdzie idziemy?
- A gdzie chcesz?
- Hym... Może mógłbym ci towarzyszyć przy obiedzie?
- Jeśli chcesz. - Wzruszyła ramionami.
- Baaardzo chce. Moja dziewczyna - Powiedziałem przedrzeźniającym głosem i miną. - Znów
miała do mnie wonty bo wybrałem Ai'ego zamiast zostać z nią. A chciałem z nim spędzić czas.
I teraz jakbym usiadł przy luniakach musiałbym znosić jej fochy i złośliwości.  Eh. - Westchnąłem
teatralnie.
- Ale jeśli usiądziesz ze mną, może być zazdrosna. - Spojrzała na mnie. Zatrzymała się,
zresztą ja też bo byliśmy już przy WS.
- Oh nie przejmuj się nią! - Powiedziałem i objąłem ją ramieniem i pokazując ręką przed
siebie, dodałem. - Po co się nią przejmujesz, skoro możesz sprawić, że ten obiad, będzie
wyjątkowy. Móc mieć takie towarzystwo jak moje? - Wskazałem ręką na siebie patrząc
w jej oczy, dalej ją obejmując i uśmiechając się. - Pozwól nacieszyć się swoim domownikom,
iż ten cudny bożyszczu będzie siedział obok nich, sprawiając, że ten obiad będzie wyjątkowy
przez samą mą obecność. - Powiedziałem strzelając wymyślne miny.
- Jesteś strasznie narcystyczny. - Zaśmiała się kręcą głową, ja zaś ją już puściłem,
widząc kontem oka Les... ,,Przeeeejebaneeee...'' Przeleciało mi przez myśli. A także
dlatego by ktoś nie pomyślał.. Że flirtuję, mając dziewczynę... Chodź cóż zawsze flirtuję
nawet z koleżankami takimi jak Lili, bo to lubię a Flirt to nie zdrada!
- To jak? - Zapytałem.

< Lili?? LES! Mam dla nas kolejny powód do kłótni xD>

Bellefeuille: od Lili CD David'a


Uśmiechnęłam się do Luniaka. Nic sie nie zmienił.
-Nie wiem, czy aby napewno chcesz, bo idę do biblioteki. Ale zawsze możesz nosić mi książki.
Skierowaliśmy sie do biblioteki. David niósł za mną wszystkie moje lektury, stękając cicho, jednak kiedy tylko sie odwracałam, robił wyluzowaną minę, jakby stos ksiąg był dla niego równie ciężki co talerz ze śniadaniem. Uśmiechnęłam się szeroko. Czasem nie cierpię Luniaków, jednak jeśli potrzebuje poprawy humoru, to zaraz po Vi i Pianie są na pierwszym miejscu.

Jak zwykle klimat biblioteki wprawił mnie w dobry nastrój, czego niestety (albo i stety) nie można było powiedzieć o Davidzie. Wyglądał, jakby chciał rzucić książki byle gdzie i uciec. Nie to miałam jednak w planach.
Najpierw spokojnie położyłam stos na ladzie, wdając sie z bibliotekarką w dyskusje na temat poszczególnych tytułów, potem spytałam, co by mi polecała, po czym zanurkowałam miedzy regały, między słowa.
David natomiast ciagle narzekał.
-Mówiłam, że cię to nie zainteresuje-powiedziałam rozbawiona patrząc, jak wzdycha i próbuje wzrokiem przebić sufit by dotrzeć do niebios i tam złożyć skargę.
-Nie sądziłem, że można AŻ TAK długo siedzieć w bibliotece.-odburknął.
-Już kończę. Jeszcze tylko pójdę po stołek, żeby zdjąć tamtą książkę i idziemy.
Luniak nagle sie ożywił.
-Nie, nie, mała blond. Nie po to tu sie za tobą przywlokłem, żeby teraz byc bezużytecznym! Zdejmę ci tę książkę. Która to dokładnie?
-,,Podręcznik młodego farmaceuty"
-Really?-zmarszczył się i podał mi lekturę bez większego problemu-No, teraz uciekamy.
Kiedy załatwiłam formalności z wypożyczaniem i wyszliśmy z biblioteki, David powiedział:
-Wiesz co, nie obraziłbym się o małe dziękuję.
Na widok jego nadąsanej miny zaśmiałam się, wspięłam na palce i pocałowałam Luniaka w policzek. Wiem, wiem, brzmi irracjonalnie.
-Dziękuję-rzekłam, po czym uzupełniłam-To był gest dziękczynny i czysto przyjacielski.

David?

Bellefeuille: od Lili CD Jonasza

Zmierzyłam chłopaka wzrokiem. Niski. Rok młodszy. Niebieskie oczy i włosy. Chudy jak szczapa. Wrażliwy. Łagodne usposobienie. Brak możliwości zakochania. Spacer z nim nie będzie zdradą wobec Luke'a. Boże, Luke...
-OK-zgodziłam się-Ale módl się, żebyśmy nie natrafili na moje przyjaciółki. Są sceptycznie nastawione do moich kontaktów z płcią przeciwną.
-Ah.
Pokiwałam głową i wstałam. On za mną. Wyszłam z pokoju szybkim krokiem, cały czas słysząc za sobą Jonasza.
-Czemu sceptycznie?-spytał, a ja westchnęłam. Bałam sie, że spyta, ale nie odpowiadałam.-Ktoś ci złamał serce? Rzucił cię? Uciekł? Zdradził? Okazał sie krewnym? A może kosmitą?
Odwrociłam sie gwałtownie, aż chłopak na mnie wpadł. Odbił sie od mojej piersi i spojrzał na mnie zdziwiony. Zmroziłam go wzrokiem.
-Nie rzucił. Nie uciekł. Nie zdradził. Nie okazał sie ani kosmitą, ani krewnym. Zniknął. Po feriach świątecznych już nie wrócił. Nie wiem, co sie z nim stało, gdzie jest. Ale nie UCIEKŁ.
Łzy w oczach chłopaka (tudzież raczej chłopca) wyhamowały nieco moją złość. Zimno w mojej piersi sie roztopiło. Tak właśnie działają na mnie łzy. Chole*a.
-Przepraszam-westchnęłam i nagle poczułam, że piecze mnie pod powiekami, a w piersiach zbiera sie szloch.-Po prostu... Po prostu strasznie za nim tęsknię.
Głos mi się załamał. Zacisnęłam wargi i mruganiem
odgoniłam łzy. Żebym nigdy nie musiała powiedzieć, że chłopak doprowadził mnie do płaczu. Nie Luke.
Jonasz pokiwał głową i spojrzał na mnie współczująco.
-To ja przepraszam. Nie powienienem drążyć-spuścił wzrok.
-Ustalmy na razie, że żadne z nas sie nie gniewa, OK?
-OK-zgodził się.



Błonia jesienią to piękne miejsce. Troche tylko zimne. Jonasz trząsł się, a ja powstrzymywałam chęć, by go przytulić i ogrzać własnym ciepłem. Dla jasności: NIE, nie podobał mi się. Budził we mnie jedynie zdrowe, kobiece instynkty, by opiekować się słabszymi.
-Zimno trochę-zauważyłam odkrywczo, gdy szliśmy tunelem.
-A-Aha-zaszczękał zębami.
-Może chcesz wracać?
-N-nie, jest OK.
Spojrzałam na niego z powątpiewaniem. Kolor jego twarzy świadczył wbrew jego słowom. Można powiedzieć, że wargi dopasowały mu sie kolorem do włosów. A co dopiero będzie zimą...
-Wracamy-stwierdziłam kategorycznie. Próbował walczyć mówiąc, że jest mu ciepło, jednak widziałam wdzięczność w jego oczach. Objęłam go za ramiona(były tak wąskie, że wystarczyło mi do tego przedramię i dłoń) i poprowadziłam w stronę zamku.

Jonasz? On jest taki słodki :3

Ombrelune: Od David'a Do Lili

Biegłem przez korytarz co chwila wpadając na kogoś i przepraszając, chodź
i tak dalej biegłem i znów kogoś potrącałem, szczerząc się do wszystkich.
W końcu gdy miałem do tyłu odwróconą głowę wpadłem w prost na kogoś,
przewracając nas.
- Ał! - Zawołałem - Sorki!
- Nic się nie stało. - powiedziała... Lili siadając i masując sobie plecy.
Ja już się podniosłem i dałem rękę pomagając sarence, również się podnieść.
Ah. Tak, zawsze gdy ją widzę od razu przypomina mi się jak ją poznałem, gdy
będąc w mojej animagicznej formie ścigałem ją po lesie a ona w swojej uciekała.
- Wybacz, nie chciałem Cię potrącić. - Uśmiechnąłem się lekko.
- Chyba staranować.. - Zaśmiała się lekko i zaraz zaczęła zbierać książki, które teraz
walały się na około. I ja się zaraz po nie schyliłem by jej pomóc.
- To.. Zdradzisz mi przed kim tak zwiewałeś?
- Oh.. Ja nie.. Ohh... Dobra z kolegą się bawiłem, później biegaliśmy i pożegnaliśmy
się ale ja dalej biegłem.. Sam nie wiem poco.. - Wyszczerzyłem i podrapałem po karku.
- Czyli energia Cię rozpiera.
- Taa, pewnie tak. Cóż Ai zawsze sprawia, że dostaję głupawki, eh.. Chyba za dużo
z nim przebywam ostatnimi czasy. - Znów się uśmiechnąłem - Dokąd idziesz? Mogę
Ci towarzyszyć? - Zapytałem od razu.

< Lilianne? xD >

Bellefeuille: Od Jonasza cd Lili

Westchnąłem ciężko i przeciągnąłem się. Aż dziwne, że przydzielił mnie do starszej o rok dziewczyny... może aż tak na mnie liczy, że postanowił podnieść mi poprzeczkę. Lili (chyba mogę tak mówić) była urocza, aczkolwiek jej oczy... trochę mnie... przerażały? Były takie... czułeś się jakby cię przewiercały, nie patrzyły na ciebie, a przez ciebie. Wzdrygnąłem się lekko i poskładałem resztę gratów, po czym też uciekłem z salonu. Zasnąłem jak... Suseł!

***

- Jonasz? Śpisz?- dziewczyna trąciła mnie łokciem. Kończyliśmy pisanie historii eliksiru, a ja ponownie zasnąłem z piórem w łapce.
- Co?!- wybudziłem się potrząsając głową.
- Zanotowałeś?
- Nnie... przepraszam, znów odpłynąłem... nie napiłem się rano kawy i widzisz- westchnąłem ciężko. Przeczesałem włosy palcami. Nagle dziewczyna dała mi kubek z gorącym napojem- Skąd?
- Magia!- zachichotała.
- Nie wątpię- uśmiechnąłem się i wziąłem łyk. Po kilku minutach nabrałem energii i dokończyłem pisanie- Gooootooowe- strzeliłem karkiem i przeciągnąłem się.
- Pokaż...
- Prosz- podałem jej świstek.
- Okay... yhym... dobra, to na tyle- wstała i zebrała rzeczy- Ładnie piszesz- wyszła do dormitorium i po chwili wróciła. Oparłem się luźno o krzesło i spojrzałem na nią.
- Chciałabyś się gdzieś przejść?

(Lili?)

czwartek, 9 kwietnia 2015

Bellefeuille:od Lili do Jonasza

Nie lubię Craxi'ego.
Nie dość, że poodejmował nam punkty, to jeszcze dał karne zadanie.
-Dobiorę was w pary. Każda para będzie musiała wybrać eliksir z ostatniego działu, POPRAWNIE go przyrządzić i opisać receptę, proporcje i historię eliksiru. Na pojutrze.
Przez salę przebiegł jęk niezadowolenia.
-CISZA! Fiodorow-Massleton.-Biana jęknęła cicho na wiadomość, że będzie musiała pracować z konfidentem.-Howard-Le Grand.-Vija spojrzała ze zgrozą najpierw na nauczyciela, a potem na Dorothy, zwaną Didi, która w Belle znalazła się najpewniej z powodu awarii czarodziejskiego proszku.-Lavali-Milar.
Wywróciłam oczami i zwróciłam wzrok na niebieskowłosego chłopaka o dziewczęcej twarzy. On natomiast spojrzał na mnie, co mnie speszyło. Spusciłam wzrok i poczułam, że się rumienię. Nie lubię, kiedy mnie przyłapują na przyglądania się.
Westchnęłam. Zapowiadała się wspaniała nauka.


-Jonasz-wymamrotał chłopak w pokoju wspólnym.
-Lilianne-mruknęłam.-No... Jaki chcesz robić eliksir?-spytałam, by przerwać milczenie.
-Płynna smierć jest dość łatwa-stwierdził nieśmiało.
-OK, niech ci będzie, ale ja tego nie testuję.
Niebieskowłosy się uśmiechnął i usiadł przy stole, klepiąc krzesło obok siebie. Usiadłam na samym skraju, w dystansie od chłopaka. W milczeniu otworzyliśmy książki i zaczęliśmy z dziwną synchronizacją przygotowywać ingrediencje. Ustawiłam kociołek na palniku, a ciemnobrązowa
ciecz zaczęła bulgotać. Ściemniało się.
-No-westchnęłam, odpadając ciężko na oparcie.
-No-zgodził sie chłopak i ziewnął.
-Miło sie pracowało-powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę. Uścisnął ją niepewnie. Ze zdumieniem stwierdziłam, że ma dziwnie dziewczęce dłonie i jeszcze mniej mięśni niż ja, a jestem dość wątła, chociaż ćwiczę.
-Dzięki, wzajemnie. Czyli co, jutro napiszemy tę historię i amen, można powiedzieć?
Kiwnęłam głową, pozbierałam swoje bety i mamrocąc ciche pożegnanie, wróciłam do dormitorium.

Jonasz?

wtorek, 31 marca 2015

Bellefeuille: od Lili CD Bianki

Vija i ja patrzyłyśmy w przerażeniu jak nasza przyjaciółka spada bezwładnie do lasu, upuszczona przez Kłębolota, który dla odmiany zapikował za nią. Cała klasa pobiegła w tamtą stronę, pomimo okrzyków Tricha.
Piana leżała jak dziwnie powykręcana pod pniem wielkiego dębu. Hipogryf krążył dokoła niej jak wilk wokół ofiary. Co mu strzeliło...
Niewiele myśląc (wcale nie myśląc, mówiąc ściślej) podbiegłam do niego. Zakrakał i wspiął się na tylne nogi, wymachując szponami.
"To tylko koń" uspokajałam się "Tylko taki ze szponami i dziobem zdolnym rozerwać mnie na strzępy"
-Ciiii, dobry Kłębolotek. Zostaw dziewczynkę. Zostaw.-mówiłam łagodnie, ale stanowczo.
Stwór popatrzył na mnie, przekrzywiając łeb. Opadł na wszystkie łapy i zakrakał pytająco.
-Taak, dokładnie. Zostaw dziewczynkę, fe. Ona jest niestrawna, będziesz miał wzdęcia i rozwolnienie. A fe. Poza tym jest gorzka w smaku. Martwe fretki są sto razy lepsze. Ćśśś...
Starałam się nie myśleć, że ten potwór usiłował zabić mi przyjaciółkę, bo dałabym mu niechybnie w dziób. Skupiałam się na tym, jaki jest piękny, jakie ma lśniące pióra i bursztynowe oczy.
-Bardzo ładnie. Odejdź tam, a ja zabiorę stąd dziewczynkę. Ona też śmierdzi, ble. Zaśmierdną ci twoje piękne piórka.
Zakrakał z przerażeniem i odkłusował, patrząc z odrazą na nieruchomą Biankę.
Natychmiast do niej podbiegłam, a Trich zajął się Kłębolotem.
-Trzeba ją zabrać do skrzydła szpitalnego!


Biana? Vi? Boże, ale krótkie ;-;

środa, 18 marca 2015

Bellefeuille: Od Bianki CD Lili

- Oki doki, do roboty! - zasalutowałam i zanim dziewczyny się zorientowały, poleciałam do łazienki. No cóż, życie. Uśmiechnęłam się do zamkniętych drzwi, które zaczęły się podejrzanie trząść. Zza nich dobiegały odgłosy przypominające jakieś ryki godowe niedźwiedzi czy jeleni. W każdym razie szybko się odświeżyłam i ostrożnie wyszłam. Dziewczyny siedziały na łóżkach. Kiedy mnie zobaczyły, warknęły tylko i powlokły się do łazienki. Ja wzięłam swoją błękitną pelerynę i ruszyłam coś zjeść. Na schodach prawie zaliczyłam glebę, odwracając się do biegnących przyjaciółek.
- Karma? - mruknęła Lili ze złośliwym uśmiechem. Vinyl nie była za to taktowna:
-Dobrze ci tak debilu, przez ciebie prawie się spóźniłyśmy się na śniadanie.
- Prawie. - skwitowałam. Z racji, iż dogoniły mnie przy Wielkiej Sali, wkroczyłyśmy do niej wspólnie. Ja - jak zawsze - zjadłam mleko z płatkami, przy czy uwaliłam sobie koszulę. Blondi ciągle powtarzała coś o karmie, a ruda jej wtórowała. Jeśli dalej tak dalej pójdzie to znajdę się w szpitalu. Gdy skończyłyśmy jeść, podczas którego nie obeszło się bez oblania sokiem ruszyłyśmy na pierwszą lekcję tego dnia.
- No szlag by to wziął - westchnęłam. Byłyśmy niemal w połowie drogi do chatki Trich'a i dopiero teraz się zorientowałam, że nie wzięłam wakacyjnego wypracowania o jednorożcach. - Muszę się wrócić do dormitorium.
- Karma! - wykrzyknęły naraz dziewczyny. Wywróciłam oczami i pobiegłam w kierunku zamku. To była jedna z tych rzadkich chwil, w których przeklinałam fakt, iż nasze domitorium jest tak wysoko oraz mój lęk przed miotłami. Hasałam po schodach, omijając zdziwionych uczniów. Ile ja bym dała, żeby móc się zmienić w moją animagiczną formę, ale nie - nie wiadomo z jakiego powodu, po prostu przestałam się przemieniać, choćbym nie wiem jak chciała. Docierając do drzwi dormitorium byłam mocno zadyszana, a moje mięśnie, które jeszcze się nie rozciągnęły po nieciekawym poranku, wyły z bólu.
- Uważaj jak łazisz! - krzyknęłam na jakiegoś pierwszaka, który wychodził z różdżką w ręce. To wcale nie była moja wina, że na niego wpadłam wbijając sobie kawałek drewna w brzuch. Wcale. Tego dnia cały świat był przeciwko mnie, nawet ja sama, wtedy bowiem zrozumiałam, jaka ze mnie idiotka.
- Accio wypracowanie o jednorożcach.
Tak. Naprawdę, nie ma co się rozpisywać. Trzymając kartki w dłoni niemal zleciałam ze schodów, ale po jakimś czasie dobiegłam na lekcję, która trwała już jakiś czas. Od razu skierowałam się do profesora.
- Ja przepraszam za spóźnienie. - wydyszałam, przepychając się przez tłum uczniów. Gdzieś w tle mignęły mi przyjaciółki. Kilka metrów dalej stał Trich. Ruszyłam do niego machając dłonią. - Zapomniałam z mojego pokoju wypracowania i ...
- Uwag... ! - Reszta jego słów utonęła w pisku jakiejś dziewczyny. Nagle padł na mnie cień. Szybko odwróciłam się, chcąc zobaczyć co to. Na szczęście odruchowo osłoniłam się ręką. Poczułam na niej mocny uścisk, a potem ból, jakby wyrywali mi ramię. Chwilę później straciłam grunt pod nogami. Wrzasnęłam i zaczęłam się rzucać niczym w furii. Adrenalina dodała mi niesamowitej trzeźwości. Kątem oka zarejestrowałam pióra i sierść. To przecież jest cho!erny hipogryf. W dole słyszałam stłumione okrzyki, chyba nawet gwizdek gajowego. W pewnym momencie to wszystko stało się tak odległe i nie ważne, a ja poczułam na twarzy relaksujący pęd powietrza - jakby moja dusza oddzieliła sie od mojego ciała. No i prędko to zaje uczucie poszło się chędożyć (razem z moim Wenem :C), bo oto przedemną wyrosły drzewa i prościuteńko w te drzewa zostałam zrzucona przez przeklętą ulubioną kreaturę Trich'a zwaną Kłębolotem (czy jak mu tam było). Jedyne co jeszcze zdążyłam sobie uświadomić to myśl: ''No to jestem w ....''.

<Lili? Vija?>

piątek, 13 lutego 2015

Bellefeuille: od Lilianne CD Viji

-Aaa! Biała, co ci odwala!
-Odpowiedzialność zbiorowa!-odkrzyknęła i miotnęła mną na materac i zaczęła walić poduszkami.
-Odwal się... ty ruski... WARIACIE!-wykrztusiłam przez śmiech.
-Ja też chcę!-wydarła się Vi i jedną poduszką zaczęła tłuc mnie, a drugą Bianę.
-Aaa!
Koty patrzyły na nas z miną mówiącą "skąd ja to znam?". Shanti oblizała wierzch łapki i przejechała po sterczących uszach.
Po chwili, wszystkie trzy ciężko dysząc, siadłyśmy na moim łóżku, a zaraz potem wszystkie padłyśmy do tyłu.
-Jesteście obie porąbane!-powiedziałam im, leżącym po obu stronach.
-Ale nas koooochaasz!-ziewnęła Vija.
-Śpiąca, Ruda?-spytała Pianka, po czym także ziewnęła.
-No coś ty... jestem całkiem... gotowa... na dalsze... szaleeeństwa...
Zasnęła. Bianka się zaśmiała i przetarła oczy.
-Ty patrz Lili, jakie to... dzieckooo... chrrrr...
Po chwili i Piana smacznie spadła, zapewne śniąc koszmary o swoich pobratymcach niewinnie ginących nad ogniskami świata. Uśmiechnęłam się, walcząc z sennością i nakryłam je kołdrą z łóżka Vi, a biorąc pod uwagę, że zasnęły na moim terenie, sama poszłam do Bianki, wsunęłam się pod kołdrę i zasnęłam.
~~*~~
-Aaaaauuu...-dał się słyszeć z samego rana jęk Rudej-Lili, wytłumacz mi pewien fenomen... dlaczego leżę przy twoim łóżku.
-A czemu mnie przeraźliwie bolą plecy?-jęknęła Biała. Obie zsunęły się tak, że tyłkami siedziały na ziemi, a głowy miały wygięte w tył na łóżku.
Przeciągnęłam się i wysunęłam z łóżka Piany. Podeszłam do nich i przykucnęłam z szerokim uśmiechem.
-Zasnęłyście tu wczoraj,a nie miałam serca was budzić.
Patrzyły na mnie z mieszaniną zdziwienia, urazy i żądzy mordu
-Zabiję ją.-wycedziła Ruda-Bianka, trzymaj mnie.
-OK.-przyjaciółka złapała ją za nadgarstek.
-No wiecie, nie ma tego złego, dziewczyny. Przynajmniej od razu jesteście ubrane.
Zawiązałam pod kołnierzykiem kokardkę i dopięłam sprzączki przy czarnych bucikach.
-Ale lepiej się spieszcie. Za pięć minut śniadanie, a potem ONMS.

Vi? Biana? Absolutne ZERO weny -,-