-Witaj w moich skromnych progach -gestem dłoni pokazał cały pokój. Rozejrzałem się. Jak na pokój chłopaków w moim wieku panował tu porządek. Znaczy się przynajmniej na paru łóżkach, bo reszta to był istny Armagedon. –Rozgość się. Ale lepiej nie grzebać po szafkach…
- A co? Wyskoczy niebieska ręka i mnie do niej wciągnie? –spytałem, a w głowie miałem obraz pewnych rączek, które występowały podczas pewnej sceny w Soku z Żuka. Pod nosem zacząłem nucić piosenkę, która akurat leciała właśnie w tym momencie. Nie zważając na to, że blondyn spojrzał na mnie z uniesioną brwią. I tak miał szczęście, że nie śpiewałem na całe dormitorium, bo czasami mnie się to zdarzało. Rzuciłem się na łóżko pierwsze z brzegu. David wstrzymał oddech. Chyba nie powinienem paść akurat na te łóżko, więc grzecznie wstałem i poprawiłem je. –No to, więc panie ładny… Mogę spać na ziemi. Mnie tam nie przeszkadza czy mam spać na ziemi czy z tobą. Jednakże ostrzegam. Mogę cię skopać no i zabrać kołdrę… Nawet, jeśli będziemy mieli dwie… To i tak wylądujesz na ziemi. Dlatego też z głębi mojego serduszka zgadzam się na podłogę. Po za tym drogi kolego… Wiesz, która może godzina? Babka od muzykologi kazała mi przyjść i w ogóle… Może pójdziesz ze mną? Posłuchasz jak gram i w ogóle. I nie to nie będzie trójkąt. Właściwie to nie wiem, na czym zagrać… Może trąbka będzie oryginalna. Ogóle od zawsze chciałem grać na dudach. Mój dziadek na nich grał, a przynajmniej tak słyszałem i zawsze w salonie leżały takie zakurzone dudy. Ale nigdy nie wolno było je ruszać, a ten, kto tknął świętej pamięci dudy dziadka dostawał po łapach… Czyli chyba jednak będę grał na wiolonczeli.
Razem z blondynem wyszliśmy z dormitorium Luniaków do Sali od muzykologii. W środku akurat była próba kółka muzycznego. Miałem na nim być i się nie spóźnić, a wyszło jak zawsze. Nauczycielka chwyciła mnie za ucho i pociągnęła aż do fortepianu. Spojrzała na mnie wzrokiem bazyliszka.
- Pan Solance jak zwykle się spóźnił. Tracę do ciebie chłopcze pomału cierpliwość. Dziś obsadzam się, jako pianistę jednakże wrócisz do wiolonczeli jak tylko dziewczyna wyzdrowieje. No to wracamy do próby… A pan, panie Martines? Przyszedł pan pooglądać czy może dołączyć? Otwieramy na stronie 2 gitary! Skrzypce na pierwszej, a ty Solance odnajdź w nutach początek utworu. Widzisz ile musisz odczekać taktów zanim wejdziesz? Flety gotowe? Reszta gotowa? Dobra na 3. Pierwsze gitary przygotowane? A ty Martines usiądź, a nie podpierasz ścianę. –nauczycielka uniosła batutę i zaczęła rozbrzmiewać muzyka „Arrival of the Birds & Transformation”. Oczywiście za pierwszym razem poprawiała nas z 5 razy, a cała próba trwała około godziny. Po zakończeniu podszedłem do Blondyna.
- Mam nadzieję, że aż tak cię nie skatowałem, że cię tu przywlokłem David –wyszczerzyłem się. –No to teraz muszę znaleźć moją sowę, ponieważ miałem dziś dostać list od najważniejszej osoby pod słońcem. I nie. To nie moja mama. Niestety moja kochana sowa jest mało inteligentna… Po za tym zapomniałem o Zołzie! Przecież ona mnie pochlasta jak ją znajdę. Zołza! Kici! Kici!
Wyszedłem z klasy i na cały głos zacząłem wołać kotkę, która jak to koty w zwyczaju mają miała mnie wysoko w poważaniu. Blondyn szedł za mną, a ja brnąłem na przód i szedłbym dalej gdyby nie oczy pewnej pięknej dziewczyny. Miała takie śliczne fiołkowe oczęta i… Mojego kota. Wiedziałem, że to Zołza, ponieważ Zołzę nie da się pomylić z żadną inną kotką. Tyle, że jak tu podejść „Hej. Uciekł mi kot i akurat masz go na rękach. Mogłabyś mi go oddać?” czy może „Ładny kot. Ostatnio jednego zgubiłem i jest wielkie prawdopodobieństwo, że to mój”.
- Nie gap się tak na nią. Może czuć się nie komfortowo. Choć to Harpia, a te to takie jakby ktoś im do obiadu coś podrzucił. –stwierdził blondyn.
- Mnie nie chodzi o nią. Chodzi o kota! –wskazałem na kota, którego dziewczyna miała na rękach.
- Wolisz kota od dziewczyny? –uniósł brew.
- Nie. To mój kot. To moja Zołza. –powiedziałem. Stwierdziłem, że teraz albo nigdy. Podszedłem do dziewczyny i walnąłem coś, czego można się było spodziewać. –Znalazłaś tego kota? Jeśli tak to jest wielkie prawdopodobieństwo, iż jest to moja Zołza.
- No to twój kot, bo właśnie szukam jej właścicielki albo właściciela. Widzisz kochanieńka. Wrócisz do pana. –uniosła kotkę na wysokości swojej twarzy. Nie zdążyłem nawet ostrzec, kiedy Zołza wyciągnęła pazury i drachnęłam dziewczynę w policzek. Kotka uciekła i pobiegła przed siebie prychając przy okazji na mnie z urazą. –Nic się nie stało… Naprawdę…
Dziewczyna poszła, a ja w myślach dusiłem tą kotkę. Blondyn położył mi rękę na ramieniu.
- Tym sposobem to ty nawet drzewo nie poderwiesz –powiedział.
- To wszystko wina tego piekielnego kota! –wskazałem na korytarz, w którym Zozła zniknęła. –Jak mnie mam wyszła z najgłębszej czeluści tartaru żeby mnie prześladować. Ona ma tak zawsze… Z nią nie poderwę żadnej. Teraz już wiesz, czemu Zołza ma na imię Zołza a nie Pusia czy Czekoladka czy no nie wiem Falbanka… -wzruszyłem ramionami i spojrzałem na kumpla. –To co teraz?
[David?]
Statystyka
Październik! ~~~
Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.
Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)
Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!
Od Belli Do ?? - ktos?
Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie
Od Clary Do Adama - Do Adama
Od Margaret Do Adama - Czy Adama
Od Adama cd. Amir'a - Do Amir'a
Od Jonasz Do Amira - Do Amir
Od Amira cd Cisy - Do Cisy
Od Volonte . cd Amir'a - Do Amira
Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Petty'ego cd. Clarisse - Czy Clarisse
Od Do Petty cd. Violetty - Violetty
Od David'a cd. Percy'ego - Percy'ego
Od Aidena cd. David'a - Do David'a
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opo. Otworzyć Oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opo. Otworzyć Oczy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 maja 2015
czwartek, 30 kwietnia 2015
Ombrelune: Od David'a cd. Aiden'a
Uśmiechnąłem się lekko na propozycje uprowadzenia jakiegoś luniak, lecz pokręciłem
głową. Czego to on by nie wymyślił...
- Żyje, po pierwsze. Nie musisz uprowadzać luniaka, po drugie. I możesz wejść, to było po trzecie.
Uśmiechnął się także lekko i podszedł.
- To.. - Zacząłem lekko zmieszany, mimo wszystko to całe zamieszanie... I to co wyznałem
mu przed tym zamieszaniem, dokładając rzecz jasna również pocałunek. - Chcesz zostać na noc?
Zapytałem a on spojrzał na mnie zdziwiony, więc szybko dodałem.
- No wiesz... Oni.. Nie chcę by coś ci się jeszcze stało... I.. un, tak chyba będzie bezpieczniej...?
- Taa, dzięki . - Uśmiechnął się... Chodź widać było, że tak jak ja jest zmieszany.
- To wchodzisz? - Zapytałem i przepuściłem go, by przeszedł i wszedł ze mną do PW Luniaków.
Gdy weszliśmy, luniacy trochę krzywo się patrzyli na Ai'a ale taktownie się nie odezwali i wrócili
do swoich spraw - Każdy w końcu dba o swoje.
- Kto to?- Spytała Ell, gdy przechodziliśmy koło nich ~ Nich czyli nie tylko Ell...
- Ah... No tak, bo wy się jeszcze osobiście nie znacie. - Powiedziałem do Ell, Diabła i Clar...
- My się znamy. - Odpowiedziała chłodno i nieprzyjemnie, Les.. No tak. Ona też, tu była.
Siedziała obok Clar, z którą rozmawiała jeszcze nim wszedł tu Ai...
-Tak, wy się znacie.. Ai, pamiętasz moją dziewczynę, no nie? - Zapytałem uśmiechając się
sztucznie, mówiąc przez zaciśnięte wargi. On pokiwał i też się lekko uśmiechnął, niepewnie.
- Ai, to jest Adam Brooks vel Diabeł, mój najlepszy kumpel i brat Les. - Mruknąłem a on
spojrzał na mnie ze zrozumieniem. W końcu to o czym gadaliśmy na błoniach...
- O a to jesr Ell, Elliezabeth Heap, przyszła chodź jeszcze nie doszła diabła, i moja była. -
Przedstawiłem Ell, uśmiechając się głupio na ostatnie słowa. Oczywiście Ai też się wyszczerzył
zwyczajowo, zaś od Ell dostałem poduszką.
- Nie słuchaj go, cześć. - Powiedziała podając mu rękę.
- Cześć, Aiden Solance. - Przedstawił jej się.
- O a to, nasza królowa piekieł, pogromczyni szlam, KTÓRĄ! Na szczęście Nie Jesteś.
Clarisse La Rue. - Specjalnie zaznaczyłem, że jest czysty bo nie chciałem by... No cóż
nadal pamiętam nie zbyt miłe poznanie się przez Clar i Petty'ego który jest pół krwi,
a nie mugolakiem a i tak cisnęła po nim, przez co i on stał się wrogo do niej nastawiony.
Po zatym dalej się kłócą i wyzywają ~ Jak to Petty nazywa Clar? Ach no tak ona to jest
Krową a także zołzą, jędzą ale głównie to Krową, a on Szlamą.
Kiedy Clar i Ai wymienili grzeczności, odezwała się znów Les.
- To czym zawdzięczamy wizytę twojego, Ajusia? - Zapytała przesłodzonym głosem.
- On nie jest mój.. - Mruknąłem bardzo cicho, pod nosem chodź Ai, i tak to chyba usłyszał. - Nic..
Tylko mieliśmy wcześniej nie przyjemną sytuacje z... - Odchrząknąłem. - ..I Ai zostaje u mnie
na noc. - Dodałem uśmiechając się lekko do niej, na co ta zrobiła lekko złą, lekko oburzoną minę.
I starała się to ukryć.. - Nie masz nic przeciwko Diabeł, no nie? - Zapytałem Adama, który
był wyraźnie zmieszany. I miał prawo, bo w końcu tylko on wie, o moim pociągu w stronę chłopaków.
Spojrzał na Aidena, potem na mnie i lekko uśmiechną się, chodź chyba sztucznie i pokręcił głową.
- Nie spoko.. A gdzie zamierzasz go ulokować? - Zapytał niby, się przyjmując ale ja wiem o co
mu chodzi, chyba chciał wyczuć czy może ja i on.. Nie stop. Za dużo myślisz, po prostu chce wiedzieć
gdzie ulokujemy gościa.
- Hym.. Jeszcze nie wiem, ale cóż wyjdzie w praniu. Zawesze może spać u mnie na łóżku jest
duże, ja po jednej stronie, on po drugiej. - Wzruszyłem ramionami jakby to było coś oczywistego.
lecz to była maska, widział lekki cień, który przeszedł przez twarz Diabła i wątpię by nie wyobrażał
sobie mnie i Ai'a... Mniejsza. Oczywiście mina Les, mówiła wszystko.
- To my już idziemy. - Postanowiłem zrobić jak najszybszy odwrót i chwyciłem Aidena za nadgarstek
i pokierowałem się w stronę Dormitorium.
<Ai?>
głową. Czego to on by nie wymyślił...
- Żyje, po pierwsze. Nie musisz uprowadzać luniaka, po drugie. I możesz wejść, to było po trzecie.
Uśmiechnął się także lekko i podszedł.
- To.. - Zacząłem lekko zmieszany, mimo wszystko to całe zamieszanie... I to co wyznałem
mu przed tym zamieszaniem, dokładając rzecz jasna również pocałunek. - Chcesz zostać na noc?
Zapytałem a on spojrzał na mnie zdziwiony, więc szybko dodałem.
- No wiesz... Oni.. Nie chcę by coś ci się jeszcze stało... I.. un, tak chyba będzie bezpieczniej...?
- Taa, dzięki . - Uśmiechnął się... Chodź widać było, że tak jak ja jest zmieszany.
- To wchodzisz? - Zapytałem i przepuściłem go, by przeszedł i wszedł ze mną do PW Luniaków.
Gdy weszliśmy, luniacy trochę krzywo się patrzyli na Ai'a ale taktownie się nie odezwali i wrócili
do swoich spraw - Każdy w końcu dba o swoje.
- Kto to?- Spytała Ell, gdy przechodziliśmy koło nich ~ Nich czyli nie tylko Ell...
- Ah... No tak, bo wy się jeszcze osobiście nie znacie. - Powiedziałem do Ell, Diabła i Clar...
- My się znamy. - Odpowiedziała chłodno i nieprzyjemnie, Les.. No tak. Ona też, tu była.
Siedziała obok Clar, z którą rozmawiała jeszcze nim wszedł tu Ai...
-Tak, wy się znacie.. Ai, pamiętasz moją dziewczynę, no nie? - Zapytałem uśmiechając się
sztucznie, mówiąc przez zaciśnięte wargi. On pokiwał i też się lekko uśmiechnął, niepewnie.
- Ai, to jest Adam Brooks vel Diabeł, mój najlepszy kumpel i brat Les. - Mruknąłem a on
spojrzał na mnie ze zrozumieniem. W końcu to o czym gadaliśmy na błoniach...
- O a to jesr Ell, Elliezabeth Heap, przyszła chodź jeszcze nie doszła diabła, i moja była. -
Przedstawiłem Ell, uśmiechając się głupio na ostatnie słowa. Oczywiście Ai też się wyszczerzył
zwyczajowo, zaś od Ell dostałem poduszką.
- Nie słuchaj go, cześć. - Powiedziała podając mu rękę.
- Cześć, Aiden Solance. - Przedstawił jej się.
- O a to, nasza królowa piekieł, pogromczyni szlam, KTÓRĄ! Na szczęście Nie Jesteś.
Clarisse La Rue. - Specjalnie zaznaczyłem, że jest czysty bo nie chciałem by... No cóż
nadal pamiętam nie zbyt miłe poznanie się przez Clar i Petty'ego który jest pół krwi,
a nie mugolakiem a i tak cisnęła po nim, przez co i on stał się wrogo do niej nastawiony.
Po zatym dalej się kłócą i wyzywają ~ Jak to Petty nazywa Clar? Ach no tak ona to jest
Krową a także zołzą, jędzą ale głównie to Krową, a on Szlamą.
Kiedy Clar i Ai wymienili grzeczności, odezwała się znów Les.
- To czym zawdzięczamy wizytę twojego, Ajusia? - Zapytała przesłodzonym głosem.
- On nie jest mój.. - Mruknąłem bardzo cicho, pod nosem chodź Ai, i tak to chyba usłyszał. - Nic..
Tylko mieliśmy wcześniej nie przyjemną sytuacje z... - Odchrząknąłem. - ..I Ai zostaje u mnie
na noc. - Dodałem uśmiechając się lekko do niej, na co ta zrobiła lekko złą, lekko oburzoną minę.
I starała się to ukryć.. - Nie masz nic przeciwko Diabeł, no nie? - Zapytałem Adama, który
był wyraźnie zmieszany. I miał prawo, bo w końcu tylko on wie, o moim pociągu w stronę chłopaków.
Spojrzał na Aidena, potem na mnie i lekko uśmiechną się, chodź chyba sztucznie i pokręcił głową.
- Nie spoko.. A gdzie zamierzasz go ulokować? - Zapytał niby, się przyjmując ale ja wiem o co
mu chodzi, chyba chciał wyczuć czy może ja i on.. Nie stop. Za dużo myślisz, po prostu chce wiedzieć
gdzie ulokujemy gościa.
- Hym.. Jeszcze nie wiem, ale cóż wyjdzie w praniu. Zawesze może spać u mnie na łóżku jest
duże, ja po jednej stronie, on po drugiej. - Wzruszyłem ramionami jakby to było coś oczywistego.
lecz to była maska, widział lekki cień, który przeszedł przez twarz Diabła i wątpię by nie wyobrażał
sobie mnie i Ai'a... Mniejsza. Oczywiście mina Les, mówiła wszystko.
- To my już idziemy. - Postanowiłem zrobić jak najszybszy odwrót i chwyciłem Aidena za nadgarstek
i pokierowałem się w stronę Dormitorium.
<Ai?>
sobota, 18 kwietnia 2015
Papillonlisse: Od Aidena -c.d. Davida
- Smacznego drogi kumplu. Dobre wychowanie zawsze na pierwszym miejscu -uśmiechnąłem się. -Może serwetki? Albo od razu śliniaczek? Mama mi mówiła zawsze. Pytaj się o takie rzeczy bo to cecha dobrego wychowania. Tak więc? Różowy śliniaczek?
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedział uśmiechając się lekko. Lecz po chwili zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym? -mruknąłem pon nosem.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedziałem kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici współlokatorzy. Mówiłem im że następnym razem jak tak przyjdą to się wynoszę. Jednakże teraz nie był odpowiedni moment na te słowa. Stanęli na przeciw mnie. Stanley zmierzył wzrokiem blondyna.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! -wyszczerzył się. Chyba nawet nie zauważył kolorów luniaków w jego szacie. Zmarszczył brwi jakby próbował się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział Ludwik. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął Olivier do Stana i Ludwiczka. -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją. Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! Precelku! Dlaczego?! -Oliver spojrzał na mnie. Do naszego pokoju wtargnęły te osiłki które bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Davida. Olivier wskazał na Davida a ten podszedł do niego. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknąłem. Wiedziałem dokładnie że wyżyją się na nim zanim go puszczą. Skopią i pobiją co podobnie zrobią ze mną by odświeżyć pamięć iż luniaki nie są naszymi sprzymierzeńcami tak samo i my ich nie jesteśmy. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię z młodym -powiedział i zaczął kierować się w moim kierunku. Odruchowo sięgnąłem po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić. Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm? Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknąłem po czym wycelowałem w niego. To on dowodził całą tą akcją. I do tego był najbardziej trzeźwy. To co zrobiłem było głupie bo po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Davida. Mieli przewagę liczebną.
- STOP! Opuście różdżki! -Krzyknął David a wszystkie wzroki spoczęły na nim - Nie chcemy kłopotów.. - Próbował jakoś dyplomatycznie dotrzeć do upitych współlokatorów którzy zaśmiali się kpiąco. - Jestem Prefektem!
-Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver -Chyba już wiem o co mu chodzi. I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch pedziów. Wiesz co robić Sandor? -Coś ty powiedział? -warknął David i już wiedziałem że to się źle skończy. Miałem tylko nadzieje że nie poniesie się emocjom i nie strzeli w tego debila Avadą. Sandor podszedł do niego był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara z gry o tron a przynajmniej tak go sobie wyobrażałem. Chłopak jednym zaklęciem sparaliżował Sandora i szedł z w stronę Oliviera który nagle poczuł się osaczony. -Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! -krzyknął a reszta mięśniaków ruszyła na niego. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych trzymało Davida który chodź się nadal rwał to jednak kupa mięsa trzymała go w stalowych objęciach. Ja miałem trochę gorzej bo jeden z tych bardziej inteligentnych powiesił mnie za kostkę i teraz dyndałem nie mogąc się uwolnić z zaklęcia ponieważ moja różdżka leżała za daleko a po za tym nie pamiętałem nawet przeciw zaklęcia. Wyprowadzili go chodź ten nadal się wyrywał. Olivier podszedł do mnie po czym kucnął tak by jego twarz była na przeciwko mojej bym czuł lekko odór alkoholu. Splunął na mnie po czym gwizdnął a koło niego pojawił się Ludwik i Stanley. Chłopaki mieli założone ręce na piersiach. -I co my teraz mamy z tobą zrobić koleżko? -spytał Oli wycierając krew która ciekła mu z nosa. Sam do tego doprowadziłem i byłem dumny. -Powiesić! -powiedział Ludwik. Zawsze miał takie pomysły. Wszystko chciał albo powiesić albo obciąć głowę. -Albo też dajmy mu popalić. Co nie Stan? Co nie Oli? -Trza tylko go upuścić czyż nie? -Stan rzucił anty zaklęcie a ja poleciałem na ziemię. -Kto by się spodziewał że nasz radosny precelek jest przekleństwem naszego domu. -Oj bo się czerwienię -powiedziałem i próbowałem wstać ale do ziemi przygwoździł mnie Ludwi swoim ciężkim buciorem. -Nie przesadzacie? Idźcie wytrzeźwieć i wrócicie za pół godziny. -Nie trzeba było nas atakować Aiden! Ludwik niech nasz precelek wstanie. Teraz dostanie lekcję którą miejmy nadzieje zapamięta na długi okres czasu -powiedział po czym zaczął strzelać kosteczkami u rąk. Jednakże mnie ciekawiło co teraz dzieje się z Davidem. Czy dołożyli mu coś od siebie czy wyrzucili z dormitorium na korytarz? Mam nadzieje że tylko wyrzucili i mam nadzieje że chodź wybaczy mi za tych ciołków.Wiedziałem że broniąc się i tak dostałbym większe bencki niż zarobiłem. Ludwik i Stan wzięli mnie za ramiona tak aby Oli miał łatwy cel. Przymierzył się po czym wycelował mi w brzuch pięści i pewnie by mu się udało gdyby nie odruch przez który dostał w klatkę piersiową z kolana. Zaklną pod nosem po czym przywalił mnie w żebra tak mocno że na chwilę straciłem dech w piersiach i świadomość. Straciłem jakby grunt pod nogami i teraz to ci którzy przed chwilą trzymali mnie tylko po to bym nie uciekł trzymali mnie po to bym nie upadł i nie stracił przytomności. Oli uśmiechnął się po czym przywalił mi w nos a ja na chwilę straciłem przytomność. Obudziłem się parę minut później. Chłopaków nie było a ocierając nos poczułem że krew pomału już zasychała. Jeśli miałbym dziś spać z tymi psycholami to wolałbym już spać w Azkabanie przynajmniej dementorzy nie biją. Poszedłem do łazienki zataczając się ale to tylko dlatego że za szybko się podniosłem. Opłukałem twarz i dopiero wtedy poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Wyszedłem z naszego dromitorium do pokoju wspólnego jakaś dziewczyna podeszła do mnie ale powiedziała mi tylko że trochę krwi z nosa znalazło się na uszach. Nie wiedziałem czy powiedzieć dziękuję bo raczej chyba tak to nie działa. Wyszedłem z PW do SS bo żebra bolały mnie na tyle mocno że każdy oddech sprawiał mi ból. Pielęgniarka jakby nie zdziwiona podeszła do mnie. -Co tym razem? -spytała a ja odpowiedziałem tylko że ze schodów spadłem. Kobieta zmarszczyła brwi. -Tak a ja to założycielka Akademii. Nos złamany i 2 pęknięta żebra. Powiedz mi ile ty tych schodów przeleciałeś? -Wpadłem na... Obraz! -powiedziałem a kobieta zacmokała niezadowolona i tylko podała mi eliksir który miał poskładać popękane żebra. Nie smakował zbyt dobrze. -Oj kochanieńki to nie kakałko a leczący lek. Podziękowałem i wyszedłem. I właściwie to gdzie teraz miałem iść. Jednakże ciekawiło mnie jak tam z Davidem. Czy w ogóle żyje. Ruszyłem więc w stronę domritorium luniaków. Już w lochach napotkałem te krzywe spojrzenia. Zaczepiłem jakiegoś chłopca który powiedział że pomoże. I nie czekając długo zobaczyłem na szczęście żyjącego Davida. -Hej. Żyjesz? -chodź chciałem powiedzieć to jako normalne a wyszło jak wyszło. -Mogę wejść? Czy mam uprowadzić luniaka, sparaliżować go i zabrać jego szaty?
[David?]
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedział uśmiechając się lekko. Lecz po chwili zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym? -mruknąłem pon nosem.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedziałem kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici współlokatorzy. Mówiłem im że następnym razem jak tak przyjdą to się wynoszę. Jednakże teraz nie był odpowiedni moment na te słowa. Stanęli na przeciw mnie. Stanley zmierzył wzrokiem blondyna.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! -wyszczerzył się. Chyba nawet nie zauważył kolorów luniaków w jego szacie. Zmarszczył brwi jakby próbował się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział Ludwik. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął Olivier do Stana i Ludwiczka. -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją. Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! Precelku! Dlaczego?! -Oliver spojrzał na mnie. Do naszego pokoju wtargnęły te osiłki które bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Davida. Olivier wskazał na Davida a ten podszedł do niego. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknąłem. Wiedziałem dokładnie że wyżyją się na nim zanim go puszczą. Skopią i pobiją co podobnie zrobią ze mną by odświeżyć pamięć iż luniaki nie są naszymi sprzymierzeńcami tak samo i my ich nie jesteśmy. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię z młodym -powiedział i zaczął kierować się w moim kierunku. Odruchowo sięgnąłem po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić. Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm? Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknąłem po czym wycelowałem w niego. To on dowodził całą tą akcją. I do tego był najbardziej trzeźwy. To co zrobiłem było głupie bo po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Davida. Mieli przewagę liczebną.
- STOP! Opuście różdżki! -Krzyknął David a wszystkie wzroki spoczęły na nim - Nie chcemy kłopotów.. - Próbował jakoś dyplomatycznie dotrzeć do upitych współlokatorów którzy zaśmiali się kpiąco. - Jestem Prefektem!
-Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver -Chyba już wiem o co mu chodzi. I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch pedziów. Wiesz co robić Sandor? -Coś ty powiedział? -warknął David i już wiedziałem że to się źle skończy. Miałem tylko nadzieje że nie poniesie się emocjom i nie strzeli w tego debila Avadą. Sandor podszedł do niego był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara z gry o tron a przynajmniej tak go sobie wyobrażałem. Chłopak jednym zaklęciem sparaliżował Sandora i szedł z w stronę Oliviera który nagle poczuł się osaczony. -Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! -krzyknął a reszta mięśniaków ruszyła na niego. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych trzymało Davida który chodź się nadal rwał to jednak kupa mięsa trzymała go w stalowych objęciach. Ja miałem trochę gorzej bo jeden z tych bardziej inteligentnych powiesił mnie za kostkę i teraz dyndałem nie mogąc się uwolnić z zaklęcia ponieważ moja różdżka leżała za daleko a po za tym nie pamiętałem nawet przeciw zaklęcia. Wyprowadzili go chodź ten nadal się wyrywał. Olivier podszedł do mnie po czym kucnął tak by jego twarz była na przeciwko mojej bym czuł lekko odór alkoholu. Splunął na mnie po czym gwizdnął a koło niego pojawił się Ludwik i Stanley. Chłopaki mieli założone ręce na piersiach. -I co my teraz mamy z tobą zrobić koleżko? -spytał Oli wycierając krew która ciekła mu z nosa. Sam do tego doprowadziłem i byłem dumny. -Powiesić! -powiedział Ludwik. Zawsze miał takie pomysły. Wszystko chciał albo powiesić albo obciąć głowę. -Albo też dajmy mu popalić. Co nie Stan? Co nie Oli? -Trza tylko go upuścić czyż nie? -Stan rzucił anty zaklęcie a ja poleciałem na ziemię. -Kto by się spodziewał że nasz radosny precelek jest przekleństwem naszego domu. -Oj bo się czerwienię -powiedziałem i próbowałem wstać ale do ziemi przygwoździł mnie Ludwi swoim ciężkim buciorem. -Nie przesadzacie? Idźcie wytrzeźwieć i wrócicie za pół godziny. -Nie trzeba było nas atakować Aiden! Ludwik niech nasz precelek wstanie. Teraz dostanie lekcję którą miejmy nadzieje zapamięta na długi okres czasu -powiedział po czym zaczął strzelać kosteczkami u rąk. Jednakże mnie ciekawiło co teraz dzieje się z Davidem. Czy dołożyli mu coś od siebie czy wyrzucili z dormitorium na korytarz? Mam nadzieje że tylko wyrzucili i mam nadzieje że chodź wybaczy mi za tych ciołków.Wiedziałem że broniąc się i tak dostałbym większe bencki niż zarobiłem. Ludwik i Stan wzięli mnie za ramiona tak aby Oli miał łatwy cel. Przymierzył się po czym wycelował mi w brzuch pięści i pewnie by mu się udało gdyby nie odruch przez który dostał w klatkę piersiową z kolana. Zaklną pod nosem po czym przywalił mnie w żebra tak mocno że na chwilę straciłem dech w piersiach i świadomość. Straciłem jakby grunt pod nogami i teraz to ci którzy przed chwilą trzymali mnie tylko po to bym nie uciekł trzymali mnie po to bym nie upadł i nie stracił przytomności. Oli uśmiechnął się po czym przywalił mi w nos a ja na chwilę straciłem przytomność. Obudziłem się parę minut później. Chłopaków nie było a ocierając nos poczułem że krew pomału już zasychała. Jeśli miałbym dziś spać z tymi psycholami to wolałbym już spać w Azkabanie przynajmniej dementorzy nie biją. Poszedłem do łazienki zataczając się ale to tylko dlatego że za szybko się podniosłem. Opłukałem twarz i dopiero wtedy poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Wyszedłem z naszego dromitorium do pokoju wspólnego jakaś dziewczyna podeszła do mnie ale powiedziała mi tylko że trochę krwi z nosa znalazło się na uszach. Nie wiedziałem czy powiedzieć dziękuję bo raczej chyba tak to nie działa. Wyszedłem z PW do SS bo żebra bolały mnie na tyle mocno że każdy oddech sprawiał mi ból. Pielęgniarka jakby nie zdziwiona podeszła do mnie. -Co tym razem? -spytała a ja odpowiedziałem tylko że ze schodów spadłem. Kobieta zmarszczyła brwi. -Tak a ja to założycielka Akademii. Nos złamany i 2 pęknięta żebra. Powiedz mi ile ty tych schodów przeleciałeś? -Wpadłem na... Obraz! -powiedziałem a kobieta zacmokała niezadowolona i tylko podała mi eliksir który miał poskładać popękane żebra. Nie smakował zbyt dobrze. -Oj kochanieńki to nie kakałko a leczący lek. Podziękowałem i wyszedłem. I właściwie to gdzie teraz miałem iść. Jednakże ciekawiło mnie jak tam z Davidem. Czy w ogóle żyje. Ruszyłem więc w stronę domritorium luniaków. Już w lochach napotkałem te krzywe spojrzenia. Zaczepiłem jakiegoś chłopca który powiedział że pomoże. I nie czekając długo zobaczyłem na szczęście żyjącego Davida. -Hej. Żyjesz? -chodź chciałem powiedzieć to jako normalne a wyszło jak wyszło. -Mogę wejść? Czy mam uprowadzić luniaka, sparaliżować go i zabrać jego szaty?
[David?]
piątek, 17 kwietnia 2015
Ombrelune: Od David'a cd. Aiden'a
- Smacznego drogi kumplu. Dobre wychowanie zawsze na pierwszym miejscu - uśmiechnął się.
-Może serwetki? Albo od razu śliniaczek? Mama mi mówiła zawsze. Pytaj się o takie rzeczy
bo to cecha dobrego wychowania. Tak więc? Różowy śliniaczek?
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedziałem uśmiechając się lekko. Lecz po chwili
zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak
jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym?
Nie wiedziałem jak to zrobić... więc zrobiłem najgłupszą z możliwych rzeczy
jakie kiedykolwiek zrobiłem. Pozwoliłem moim ustom mówić to co im ślina na język przyniosła.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedział, kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici, jego współlokatorzy.
Stanęli na przeciw Ai'a. Jakiś chłopa, zmierzył mnie wzrokiem.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! - Wyszczerzył się. Zmarszczył brwi jakby próbował
się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział inny, drugi. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem
żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za
zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął trzeci chłopak na tamtych . -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją.
Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! - Zmarszczyłem
brwi.. Tylko ja mogę na mojego Aidena, mówić Ai! Eee... Znaczy na Aidena, nie mojego...
mniejsza. To wszystko bardzo, bardzo mi się nie podobało..
- Precelku! Dlaczego?! - Ten pierwszy spojrzał na mnie. Do pokoju wtargnęły te osiłki, które
bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Ai'a. Ten sam co mówił wskazał na mnie
a ten podszedł do mnie zaraz. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknął Aiden. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię
z młodym -powiedział i zaczął kierować się w jego kierunku. Nie wiedziałem za bardzo o co
chodzi, o co IM chodzi. Aiden odruchowo sięgnął po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić.
Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm?
Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknął Ai, po czym
wycelował w niego. Wychodziło na to, że to on dowodził całą tą akcją. I do tego był
najbardziej trzeźwy, patrząc po nich. Po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Aia.
Mieli przewagę liczebną. To było chore. Postanowiłem jakoś temu zaprzestać
- STOP! Opuście różdżki! - Krzyknąłem, jednocześnie mając w rękę na różdżce, co znajdywała
się w mojej kieszeni. - Nie chcemy kłopotów.. - Zacząłem, chciałem jakoś uspokoić
podpitych kolesi, na co oni się roześmiali. - Jestem Prefektem! - Zawołałem byłem
podenerwowany a oni chcieli nas rozdzielić. Nie mogłem na to pozwolić, bo nie zniósłbym
myśli, że nie wiem co się dzieje z Ai'm
- Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver, jak mniemam. - Chyba już wiem o co mu chodzi.
I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch
pedziów. Wiesz co robić Sandor?
-Coś ty powiedział? -warknąłem, wkurzyłem się, sam właściwie nie wiem czemu. Jestem Bi,
tak ale nikt prawie, że o tym nie wie i może to mnie zdenerwowało, że on nie znając mnie
nazwał mnie 'pedziem' na głos i już wiedziałem, że to się źle skończy.
Ten cały Sandor podszedł do mnie, był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara.
Jednym zaklęciem sparaliżowałem Sandora. I poszedłem w stronę Oliviera.
-Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! - krzyknął a reszta
mięśniaków ruszyła na mnie. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo
zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie
dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych, trzymało mnie, chodź się nadal rwałem to jednak
kupa mięsa trzymała mnie w stalowych objęciach. Ai miał trochę gorzej, bo jeden z tych
bardziej 'inteligentnych' powiesił go za kostkę i teraz dyndał, nie mogąc się uwolnić z zaklęcia,
a różdżka leżała za daleko. Wyprowadzili mnie, chodź ten nadal się wyrywałem.
Gdy mnie wyciągnęli z pokoju, cały czas się szarpałem chodź nie miałem szans przy nich.
Zabrali mi różdżkę oraz trzymali w żelaznym uścisku ciągnąc mnie przez korytarzyk,
później przez schody a następnie przez PW i wyrzucili mnie, stojąc w przejściu
na korytarz przy ich wejściu do PW. - No i zostaw Precelka, nie będziesz go nam
Luniakował! - Powiedział jeden z nich, kiedy mnie wypchali mocno, tak że się wywaliłem,
a który lekko kulał ~ Oczywiście dzięki mnie. Drugiemu chyba, złamałem rękę lub
przynajmniej coś z nadgarstkiem zrobiłem ponieważ widziałem jak się krzywił na nią.
Gdy już mieli wracać do siebie, ten z bolącą ręką zawrócił się podszedł do mnie.
Nadal leżałem na wpół, na ziemi ponieważ bolała mnie lekko kostka od tego, że nie
dość kopnął mnie ktoś mocno w nią podczas bójki, to również gdy mnie ciągnęli to
uderzałem o różne rzeczy a także i o stopnie. Gdy uniosłem się na łokciach, chcąc wstać
gdy do mnie doszedł ten zamachnął się i kopną mnie w twarz i dopiero potem odszedł, śmiejąc
się i gadając jakieś głupoty chwilę leżałem na ziemi trzymając się za bolący nos, dopiero
gdy pulsujący ból troszkę zmalał i mogłem już myśleć o czymś innym, od razu się
zorientowałem, że leci mi krew z nosa, a po chwili podeszła też myśl, że Aiden został
tam sam, z tymi głupimi, pijanymi osiłkami. Przestraszyłem się nie na żarty.
Szybka poderwałem się, przy okazji krzywiąc się na ból w kostce. I podszedłem do Obrazu.
- Musisz mnie wpuścić! - Zawołałem do niej, budząc ją. Budząc, ponieważ spała
a teraz wyglądała na niezadowoloną.
- Hasło. - Powiedziała.
- Nie znam! - Odpowiedziałem pocierając czoło. - W takim razie nie wejdziesz.
Odpowiedziała. Ja zaś spojrzałem na nią zły. - ALE MUSISZ MNIE WPUŚCIĆ! TO WAŻNE!
- Nie ma Hasła, nie ma wejścia.
-Jestem Prefektem, do kurwy nędznej!
Uniosłem się zdenerwowany ta zaś spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem.
- Wpuścić bez hasła mogę tylko Naczelnego jak już. - Odpowiedziała i odwróciła się.
- ALE TO WAŻNE! Grodzi mojemu.. przyjacielowi niebezpieczeństwo!
- To idź po profesora. - Odpowiedziała.
- Ale będzie za późno! - Piekliłem się.
- Nie wpuszczę cię. - Odpowiedziała i zaczęła znikać z portretu na inne.
- CZEKAJ! - Zawołałem waląc w obraz. - Masz mnie wpuścić rozumiesz! - Krzyczałem,
ale na nic to było, jej już nie było a nawet nikt z Papillonów nie poczłapał się by otworzyć
wejście i sprawdzić kto tak wali i się drze.
Zły osunąłem się na ścianie obok obrazu łapiąc się za nos, zatykając go i przechylając twarz
do góry. Byłem pewny, że mam złamany, strasznie mnie bolał a krew cały czas się lała.
Po pewnym czasie zaczęło mi się nawet kręcić w głowie, dlatego postanowiłem iść
do Siostry Heleny, czyli do SS.
Po tym gdy doszedłem siostra nawet nie pytała się o co chodzi od razu 'naprawiła mi nos'
lecz dalej mnie bolał i trochę krwawiłem dała mi eliksir i maść. Założyła mi mały
opatrunek na nos z tą właśnie maścią oraz kazała nosić cały czas także jak będę się kład
spać i dopiero jutro mam przyjść przed śniadaniem to zdejmie [nałożyła specjalne zaklęcie
by mi nie zeszła czy cóś.] i da znów eliksir.
Tak też wróciłem do siebie, zwracając uwagę gdy przechodziłem przez Pokój wspólny.
Dziewczyny się spytały o co chodzi ale zbyłem je mruknięciem i poszedłem do Dormitorium,
Adama nie było - O tyle dobrze. - Więc miałem spokój i zamknąłem zaklęciem drzwi na
wszelki wypadek.
Po godzinie może dwie? Usłyszałem pukanie. Gdy otworzyłem
zobaczyłem jakiegoś pierwszaka, który mi powiedział, że ktoś do mnie jest przed naszym
PW, i prosił by mnie zawołać.
Kiwnąłem mu głową i dałem cukierka, a następnie poszedłem z sercem w gardle do wyjścia.
W myślach wiedziałem kto to jest. Lecz dopiero gdy przeszedłem przez PW luniaków
i wyjrzałem na korytarz, potwierdziłem moje przypuszczenia. Wyszedłem całkiem na
korytarz i stanąłem przed Aid'im.
< Ai? Hehe dobra to co pisaliśmy przekształciłam teraz ty przekształć i tylko dodasz ten
fragment co się działo u ciebie i to jak przyszedł do mnie i wogóle... :p>
-Może serwetki? Albo od razu śliniaczek? Mama mi mówiła zawsze. Pytaj się o takie rzeczy
bo to cecha dobrego wychowania. Tak więc? Różowy śliniaczek?
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedziałem uśmiechając się lekko. Lecz po chwili
zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak
jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym?
Nie wiedziałem jak to zrobić... więc zrobiłem najgłupszą z możliwych rzeczy
jakie kiedykolwiek zrobiłem. Pozwoliłem moim ustom mówić to co im ślina na język przyniosła.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedział, kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici, jego współlokatorzy.
Stanęli na przeciw Ai'a. Jakiś chłopa, zmierzył mnie wzrokiem.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! - Wyszczerzył się. Zmarszczył brwi jakby próbował
się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział inny, drugi. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem
żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za
zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął trzeci chłopak na tamtych . -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją.
Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! - Zmarszczyłem
brwi.. Tylko ja mogę na mojego Aidena, mówić Ai! Eee... Znaczy na Aidena, nie mojego...
mniejsza. To wszystko bardzo, bardzo mi się nie podobało..
- Precelku! Dlaczego?! - Ten pierwszy spojrzał na mnie. Do pokoju wtargnęły te osiłki, które
bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Ai'a. Ten sam co mówił wskazał na mnie
a ten podszedł do mnie zaraz. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknął Aiden. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię
z młodym -powiedział i zaczął kierować się w jego kierunku. Nie wiedziałem za bardzo o co
chodzi, o co IM chodzi. Aiden odruchowo sięgnął po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić.
Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm?
Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknął Ai, po czym
wycelował w niego. Wychodziło na to, że to on dowodził całą tą akcją. I do tego był
najbardziej trzeźwy, patrząc po nich. Po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Aia.
Mieli przewagę liczebną. To było chore. Postanowiłem jakoś temu zaprzestać
- STOP! Opuście różdżki! - Krzyknąłem, jednocześnie mając w rękę na różdżce, co znajdywała
się w mojej kieszeni. - Nie chcemy kłopotów.. - Zacząłem, chciałem jakoś uspokoić
podpitych kolesi, na co oni się roześmiali. - Jestem Prefektem! - Zawołałem byłem
podenerwowany a oni chcieli nas rozdzielić. Nie mogłem na to pozwolić, bo nie zniósłbym
myśli, że nie wiem co się dzieje z Ai'm
- Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver, jak mniemam. - Chyba już wiem o co mu chodzi.
I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch
pedziów. Wiesz co robić Sandor?
-Coś ty powiedział? -warknąłem, wkurzyłem się, sam właściwie nie wiem czemu. Jestem Bi,
tak ale nikt prawie, że o tym nie wie i może to mnie zdenerwowało, że on nie znając mnie
nazwał mnie 'pedziem' na głos i już wiedziałem, że to się źle skończy.
Ten cały Sandor podszedł do mnie, był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara.
Jednym zaklęciem sparaliżowałem Sandora. I poszedłem w stronę Oliviera.
-Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! - krzyknął a reszta
mięśniaków ruszyła na mnie. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo
zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie
dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych, trzymało mnie, chodź się nadal rwałem to jednak
kupa mięsa trzymała mnie w stalowych objęciach. Ai miał trochę gorzej, bo jeden z tych
bardziej 'inteligentnych' powiesił go za kostkę i teraz dyndał, nie mogąc się uwolnić z zaklęcia,
a różdżka leżała za daleko. Wyprowadzili mnie, chodź ten nadal się wyrywałem.
Gdy mnie wyciągnęli z pokoju, cały czas się szarpałem chodź nie miałem szans przy nich.
Zabrali mi różdżkę oraz trzymali w żelaznym uścisku ciągnąc mnie przez korytarzyk,
później przez schody a następnie przez PW i wyrzucili mnie, stojąc w przejściu
na korytarz przy ich wejściu do PW. - No i zostaw Precelka, nie będziesz go nam
Luniakował! - Powiedział jeden z nich, kiedy mnie wypchali mocno, tak że się wywaliłem,
a który lekko kulał ~ Oczywiście dzięki mnie. Drugiemu chyba, złamałem rękę lub
przynajmniej coś z nadgarstkiem zrobiłem ponieważ widziałem jak się krzywił na nią.
Gdy już mieli wracać do siebie, ten z bolącą ręką zawrócił się podszedł do mnie.
Nadal leżałem na wpół, na ziemi ponieważ bolała mnie lekko kostka od tego, że nie
dość kopnął mnie ktoś mocno w nią podczas bójki, to również gdy mnie ciągnęli to
uderzałem o różne rzeczy a także i o stopnie. Gdy uniosłem się na łokciach, chcąc wstać
gdy do mnie doszedł ten zamachnął się i kopną mnie w twarz i dopiero potem odszedł, śmiejąc
się i gadając jakieś głupoty chwilę leżałem na ziemi trzymając się za bolący nos, dopiero
gdy pulsujący ból troszkę zmalał i mogłem już myśleć o czymś innym, od razu się
zorientowałem, że leci mi krew z nosa, a po chwili podeszła też myśl, że Aiden został
tam sam, z tymi głupimi, pijanymi osiłkami. Przestraszyłem się nie na żarty.
Szybka poderwałem się, przy okazji krzywiąc się na ból w kostce. I podszedłem do Obrazu.
- Musisz mnie wpuścić! - Zawołałem do niej, budząc ją. Budząc, ponieważ spała
a teraz wyglądała na niezadowoloną.
- Hasło. - Powiedziała.
- Nie znam! - Odpowiedziałem pocierając czoło. - W takim razie nie wejdziesz.
Odpowiedziała. Ja zaś spojrzałem na nią zły. - ALE MUSISZ MNIE WPUŚCIĆ! TO WAŻNE!
- Nie ma Hasła, nie ma wejścia.
-Jestem Prefektem, do kurwy nędznej!
Uniosłem się zdenerwowany ta zaś spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem.
- Wpuścić bez hasła mogę tylko Naczelnego jak już. - Odpowiedziała i odwróciła się.
- ALE TO WAŻNE! Grodzi mojemu.. przyjacielowi niebezpieczeństwo!
- To idź po profesora. - Odpowiedziała.
- Ale będzie za późno! - Piekliłem się.
- Nie wpuszczę cię. - Odpowiedziała i zaczęła znikać z portretu na inne.
- CZEKAJ! - Zawołałem waląc w obraz. - Masz mnie wpuścić rozumiesz! - Krzyczałem,
ale na nic to było, jej już nie było a nawet nikt z Papillonów nie poczłapał się by otworzyć
wejście i sprawdzić kto tak wali i się drze.
Zły osunąłem się na ścianie obok obrazu łapiąc się za nos, zatykając go i przechylając twarz
do góry. Byłem pewny, że mam złamany, strasznie mnie bolał a krew cały czas się lała.
Po pewnym czasie zaczęło mi się nawet kręcić w głowie, dlatego postanowiłem iść
do Siostry Heleny, czyli do SS.
Po tym gdy doszedłem siostra nawet nie pytała się o co chodzi od razu 'naprawiła mi nos'
lecz dalej mnie bolał i trochę krwawiłem dała mi eliksir i maść. Założyła mi mały
opatrunek na nos z tą właśnie maścią oraz kazała nosić cały czas także jak będę się kład
spać i dopiero jutro mam przyjść przed śniadaniem to zdejmie [nałożyła specjalne zaklęcie
by mi nie zeszła czy cóś.] i da znów eliksir.
Tak też wróciłem do siebie, zwracając uwagę gdy przechodziłem przez Pokój wspólny.
Dziewczyny się spytały o co chodzi ale zbyłem je mruknięciem i poszedłem do Dormitorium,
Adama nie było - O tyle dobrze. - Więc miałem spokój i zamknąłem zaklęciem drzwi na
wszelki wypadek.
Po godzinie może dwie? Usłyszałem pukanie. Gdy otworzyłem
zobaczyłem jakiegoś pierwszaka, który mi powiedział, że ktoś do mnie jest przed naszym
PW, i prosił by mnie zawołać.
Kiwnąłem mu głową i dałem cukierka, a następnie poszedłem z sercem w gardle do wyjścia.
W myślach wiedziałem kto to jest. Lecz dopiero gdy przeszedłem przez PW luniaków
i wyjrzałem na korytarz, potwierdziłem moje przypuszczenia. Wyszedłem całkiem na
korytarz i stanąłem przed Aid'im.
< Ai? Hehe dobra to co pisaliśmy przekształciłam teraz ty przekształć i tylko dodasz ten
fragment co się działo u ciebie i to jak przyszedł do mnie i wogóle... :p>
wtorek, 14 kwietnia 2015
Papillonlisse: Od Aiden'a-c.d. David'a
Kiedy się od mnie… No cóż oderwał nadal czułem na swoich wargach posmak jego ust. Nie do końca wiedziałem, co mam mu powiedzieć. Nie miałem nawet pojęcia jak na to zareagować. Odwróciłem głowę by spojrzeć gdzieś w dal, a chłopak westchnął ciężko.
- Wiesz, co… Zapomnij o tym. Tak jak Adam… -powiedział zdołowany na tyle, że chyba nawet i ja nie będę potrafił go pocieszyć. Nie teraz, kiedy to wszystko muszę poukładać w głowie.
- Dave… -zacząłem i odwróciłem się do chłopaka. Tyle, że co chciałem mu powiedzieć? Chciałem go tylko pocieszyć, lecz coś mi mówiło, że to nie było tylko to. –Nic się nie stało… Znaczy, jeśli chcesz możemy zapomnieć o tym…, O czym to? No właśnie. Szczerze tak między nami nienajgorzej całujesz. Twoja wybranka ma szczęście. Ale może tak wychwalam, bo nigdy nie całowałem się z chłopakiem? Dobra… Drążę temat. Kumplu chodźmy się przejść to może znajdziemy kompletnie inny temat? Na przykład… Czy nie sądzisz, że smoki w dzisiejszym świece są dyskryminowane?
- Hm… Jakby się tak zastanowić to twierdzę, iż nie do końca –powiedział i nawet się uśmiechnął. Lecz nie mam pojęcia ile w tym uśmiechu było tego szczerego uśmiechu, a ile wymuszonego.
- Ale… Ja tam twierdzę iż są niesłusznie uznawane za mordercze stworzenia. Można przecież je jakoś udomowić. Jestem tego pewien. Przecież nie każdy smok musi być maszynką do zabijania. Prawda? -spytałem.-Po za smokami Dany… No, ale… Ja i tak wiem swoje.
- Za dużo się naoglądałeś bajek z siostrą Ai –powiedział, a ja oddałem mu sójką w bok. Ruszyliśmy w stronę błoń rozmawiając o tym jak to zwierzęta magiczne są traktowane okropnie w naszym świecie. Ja twierdziłem, że skrzaty są dyskryminowane i że powinny mieś przynajmniej niską płacę, a Dave rozgadał się o tym, jakie to wile są ładne. Nie podzielałem jego zdania w szczególności, że są tylko ładne, dopuki po chwili cię nie otumanią. I wyobrażasz sobie, że siedzisz na jednorożcu a przed tobą stoi owa wila bez niczego i podchodzi tym swoim uwodzicielskim krokiem. I tym sposobem doprowadziłyby do szaleństwa i śmierci. Po czym porównałem je do syren, a ten zmarszczył nos mówiąc, że to jest niebo a tamto piekło. Przypominając sobie żeglarskie historie nagle zacząłem przytakiwać, bo nie każda syrenka to była milusia Arielka. Z błoni ruszyliśmy na dziedziniec a tam dojrzeliśmy skromny pojedynek młodych uczniów. Chłopak przygryzł wargę jakby pojedynki przywoływały w nim jakieś nieprzyjemne wspomnienia.
- Tak, więc streszczając naszą rozmowę… Skrzaty powinny mieć płacę, ale odebrany alkohol, bo nie są zbyt trzeźwe nawet, jeśli to piwo kremowe. Wile są lepsze od syrenek, które nie są Arielkami. Smoki nieokiełznana sfajczą wszystko, pegazy powinny dostawać więcej paszy a te wielkie konie, które zaczynają się na a powinny się dzielić trunkiem, który piją. –powiedziałem, a Dave przytaknął. Może to dziwne, ale dopiero teraz zauważyłem, że jest naprawdę… Przystojny? Nigdy nie oceniałem tak chłopaków. Jednakże to nadal przyjaciel nawet, jeśli mnie pocałował to nadal jest przyjaciel.
- A tak w ogóle mój kumplu to ile miałeś dziewczyn? –spytał wytrzeszczając się, ponieważ znał odpowiedź. Może ja nie byłem aż tak przystojny, ale ja po prostu przebierałem w poszukiwaniu tej jedynej a nie brałem, co leci, co pies wykopie i co babka na targu po przecenie sprzeda.
- Nie do końca pamiętam mój przyjacielu. Bodajże, 5… Ale to ty pochwal się jak długo wytrzymywały twe związki? I jak się kończyły? Bo moje nie trwały krótko i chodź to takie nie męskie to dziewczyny ze mną kończyły. –podrapałem się niezręcznie po karku. –Może to głupie, ale po prostu nie lubię łamać serc nawet, jeśli naprawdę chcę z tą dziewczyną zerwać. Po prostu nie mogę, bo boję się o to jak może zareagować. Miałeś tak kiedyś?
- Ale że co? Że bałem się iż moja dziewczyna po tym jak ją rzucę to rzuci się z okna najwyższej wierzy? –przytaknąłem, a ten wzruszył ramionami. Zmarszczyłem nos, a blondyn uniósł brew. Jego oczy wpatrywały się w moje. Serducho nagle zabiło szybciej, ale to nie mogło być to.
- Dave to jak teraz? Wygadałeś się i w ogóle. Gdzie zmierzasz? Jak chcesz to wpadaj do mnie powiedz tylko obrazowi, że chcesz rozmawiać z preclem, a powinni mnie zawołać. Proszę cię nie pytaj, dlaczego precel, bo nawet, jeśli będziesz drążył to i tak ci nie powiem. –palcem wskazującym dźgnąłem go. –To jest tylko i wyłącznie moja sprawa… No i wszystkich Papilonów, ale oni i tak pary nie puszczą. Chyba, że są niczym Brutus, a wtedy będę mógł wypowiedzieć te słynne słowa „I ty Brutusie przeciw mnie?” To jak? I tak i tak zmierzam w stronę dormitorium. Nie przejmuj się tylko ludźmi najwyżej… Najwyżej cię zjedzą, ale wpierw nabiją na pal i usmażą na rożnie.
David uśmiechnął się jakby już zapomniał o tym wszystkim, co się wydarzyło. To dobrze a może i nie? Może powinienem przetrzeć oczy jeszcze raz by zrozumieć ten dość skomplikowany świat? Obraz poprosił o hasło, przy czym spiorunował blondyna wzrokiem jednakże to ja go wpuściłem. Niczym prawdziwi ninja przedostaliśmy się do mojego pokoju. Był pusty, ale to, dlatego że chłopaki grali w wybuchającego durnia w pokoju wspólnym.
- Witam w moim królestwie! –wskazałem na ten wielki burdel i jedyne pościelone łóżko, które należało do mnie. Nie chodzi o to, że jestem pedantem po prostu jeden skrzacior mój brachol mnie polubił i mi ścieli oraz nawet układa ubrania w szafie. W kosteczkę! –Siadaj gdzie chcesz…, Ale nie radzę siadać na podłodze. Nigdy nie wiadomo, jakie czyhają tam potwory. Widzisz przyjacielu żyją tu niechlujne osobniki, dla których podłoga to śmietnik, szafka, kosz na brudne ciuchy i w ogóle… Chcesz coś zjeść? Pucek przyniósł mi muffinki. Znaczy przynajmniej tak się umówiliśmy. Pucuś to skrzat tak jakby, co. Bo chyba tylko ja mam takie cudowne przezwisko jak precel jednakże nie używajmy go…
Podszedłem do skrzyni gdzie na ciuchach leżał talerzyk a na nim parę muffinków. Wyciągnąłem je i podałem blondynowi, który usiadł na moim łóżku. Chłopak spojrzał to na babeczkę to na mnie, ale w końcu wziął ażeby był pewny, że nie są zatrute to sam wziąłem jeden i zjadłem.
- Pucuś jest dobrym skrzatem nie otruł nas. –uśmiechnąłem się i David zrobił to samo. Miał łady uśmiech. Dosyć! To przyjaciel nie traktuj go inaczej. Chciałem coś powiedzieć, ale jedynie, co mi przyszło na myśl to powrót do tego, co mieliśmy zapomnieć, ale ja nie potrafiłem.
[Davidku? ^-^]
- Wiesz, co… Zapomnij o tym. Tak jak Adam… -powiedział zdołowany na tyle, że chyba nawet i ja nie będę potrafił go pocieszyć. Nie teraz, kiedy to wszystko muszę poukładać w głowie.
- Dave… -zacząłem i odwróciłem się do chłopaka. Tyle, że co chciałem mu powiedzieć? Chciałem go tylko pocieszyć, lecz coś mi mówiło, że to nie było tylko to. –Nic się nie stało… Znaczy, jeśli chcesz możemy zapomnieć o tym…, O czym to? No właśnie. Szczerze tak między nami nienajgorzej całujesz. Twoja wybranka ma szczęście. Ale może tak wychwalam, bo nigdy nie całowałem się z chłopakiem? Dobra… Drążę temat. Kumplu chodźmy się przejść to może znajdziemy kompletnie inny temat? Na przykład… Czy nie sądzisz, że smoki w dzisiejszym świece są dyskryminowane?
- Hm… Jakby się tak zastanowić to twierdzę, iż nie do końca –powiedział i nawet się uśmiechnął. Lecz nie mam pojęcia ile w tym uśmiechu było tego szczerego uśmiechu, a ile wymuszonego.
- Ale… Ja tam twierdzę iż są niesłusznie uznawane za mordercze stworzenia. Można przecież je jakoś udomowić. Jestem tego pewien. Przecież nie każdy smok musi być maszynką do zabijania. Prawda? -spytałem.-Po za smokami Dany… No, ale… Ja i tak wiem swoje.
- Za dużo się naoglądałeś bajek z siostrą Ai –powiedział, a ja oddałem mu sójką w bok. Ruszyliśmy w stronę błoń rozmawiając o tym jak to zwierzęta magiczne są traktowane okropnie w naszym świecie. Ja twierdziłem, że skrzaty są dyskryminowane i że powinny mieś przynajmniej niską płacę, a Dave rozgadał się o tym, jakie to wile są ładne. Nie podzielałem jego zdania w szczególności, że są tylko ładne, dopuki po chwili cię nie otumanią. I wyobrażasz sobie, że siedzisz na jednorożcu a przed tobą stoi owa wila bez niczego i podchodzi tym swoim uwodzicielskim krokiem. I tym sposobem doprowadziłyby do szaleństwa i śmierci. Po czym porównałem je do syren, a ten zmarszczył nos mówiąc, że to jest niebo a tamto piekło. Przypominając sobie żeglarskie historie nagle zacząłem przytakiwać, bo nie każda syrenka to była milusia Arielka. Z błoni ruszyliśmy na dziedziniec a tam dojrzeliśmy skromny pojedynek młodych uczniów. Chłopak przygryzł wargę jakby pojedynki przywoływały w nim jakieś nieprzyjemne wspomnienia.
- Tak, więc streszczając naszą rozmowę… Skrzaty powinny mieć płacę, ale odebrany alkohol, bo nie są zbyt trzeźwe nawet, jeśli to piwo kremowe. Wile są lepsze od syrenek, które nie są Arielkami. Smoki nieokiełznana sfajczą wszystko, pegazy powinny dostawać więcej paszy a te wielkie konie, które zaczynają się na a powinny się dzielić trunkiem, który piją. –powiedziałem, a Dave przytaknął. Może to dziwne, ale dopiero teraz zauważyłem, że jest naprawdę… Przystojny? Nigdy nie oceniałem tak chłopaków. Jednakże to nadal przyjaciel nawet, jeśli mnie pocałował to nadal jest przyjaciel.
- A tak w ogóle mój kumplu to ile miałeś dziewczyn? –spytał wytrzeszczając się, ponieważ znał odpowiedź. Może ja nie byłem aż tak przystojny, ale ja po prostu przebierałem w poszukiwaniu tej jedynej a nie brałem, co leci, co pies wykopie i co babka na targu po przecenie sprzeda.
- Nie do końca pamiętam mój przyjacielu. Bodajże, 5… Ale to ty pochwal się jak długo wytrzymywały twe związki? I jak się kończyły? Bo moje nie trwały krótko i chodź to takie nie męskie to dziewczyny ze mną kończyły. –podrapałem się niezręcznie po karku. –Może to głupie, ale po prostu nie lubię łamać serc nawet, jeśli naprawdę chcę z tą dziewczyną zerwać. Po prostu nie mogę, bo boję się o to jak może zareagować. Miałeś tak kiedyś?
- Ale że co? Że bałem się iż moja dziewczyna po tym jak ją rzucę to rzuci się z okna najwyższej wierzy? –przytaknąłem, a ten wzruszył ramionami. Zmarszczyłem nos, a blondyn uniósł brew. Jego oczy wpatrywały się w moje. Serducho nagle zabiło szybciej, ale to nie mogło być to.
- Dave to jak teraz? Wygadałeś się i w ogóle. Gdzie zmierzasz? Jak chcesz to wpadaj do mnie powiedz tylko obrazowi, że chcesz rozmawiać z preclem, a powinni mnie zawołać. Proszę cię nie pytaj, dlaczego precel, bo nawet, jeśli będziesz drążył to i tak ci nie powiem. –palcem wskazującym dźgnąłem go. –To jest tylko i wyłącznie moja sprawa… No i wszystkich Papilonów, ale oni i tak pary nie puszczą. Chyba, że są niczym Brutus, a wtedy będę mógł wypowiedzieć te słynne słowa „I ty Brutusie przeciw mnie?” To jak? I tak i tak zmierzam w stronę dormitorium. Nie przejmuj się tylko ludźmi najwyżej… Najwyżej cię zjedzą, ale wpierw nabiją na pal i usmażą na rożnie.
David uśmiechnął się jakby już zapomniał o tym wszystkim, co się wydarzyło. To dobrze a może i nie? Może powinienem przetrzeć oczy jeszcze raz by zrozumieć ten dość skomplikowany świat? Obraz poprosił o hasło, przy czym spiorunował blondyna wzrokiem jednakże to ja go wpuściłem. Niczym prawdziwi ninja przedostaliśmy się do mojego pokoju. Był pusty, ale to, dlatego że chłopaki grali w wybuchającego durnia w pokoju wspólnym.
- Witam w moim królestwie! –wskazałem na ten wielki burdel i jedyne pościelone łóżko, które należało do mnie. Nie chodzi o to, że jestem pedantem po prostu jeden skrzacior mój brachol mnie polubił i mi ścieli oraz nawet układa ubrania w szafie. W kosteczkę! –Siadaj gdzie chcesz…, Ale nie radzę siadać na podłodze. Nigdy nie wiadomo, jakie czyhają tam potwory. Widzisz przyjacielu żyją tu niechlujne osobniki, dla których podłoga to śmietnik, szafka, kosz na brudne ciuchy i w ogóle… Chcesz coś zjeść? Pucek przyniósł mi muffinki. Znaczy przynajmniej tak się umówiliśmy. Pucuś to skrzat tak jakby, co. Bo chyba tylko ja mam takie cudowne przezwisko jak precel jednakże nie używajmy go…
Podszedłem do skrzyni gdzie na ciuchach leżał talerzyk a na nim parę muffinków. Wyciągnąłem je i podałem blondynowi, który usiadł na moim łóżku. Chłopak spojrzał to na babeczkę to na mnie, ale w końcu wziął ażeby był pewny, że nie są zatrute to sam wziąłem jeden i zjadłem.
- Pucuś jest dobrym skrzatem nie otruł nas. –uśmiechnąłem się i David zrobił to samo. Miał łady uśmiech. Dosyć! To przyjaciel nie traktuj go inaczej. Chciałem coś powiedzieć, ale jedynie, co mi przyszło na myśl to powrót do tego, co mieliśmy zapomnieć, ale ja nie potrafiłem.
[Davidku? ^-^]
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Ombrelune: Od David'a Do Aiden'a
Szedłem korytarzem, rozglądając się dookoła. Szukałem Aidena ale nigdzie nie mogłem
go znaleźć, nagle zza rogu, jak torpeda wybiegł jakiś chłopak, który po bliższym
przyjrzeniu się, okazał się właśnie Ai'm. Gdy ostro wyhamował przede mną, o mało na mnie
nie wpadając, od razu się wyszczerzył.
- O tu jesteś! - Zawołał. - Szukałem Cię, ale nigdzie nie mogłem cię znaleźć. - Podrapał
się po głowie, dalej szczerząc jak głupi.
- Ja też Cię szukałem. - Odpowiedziałem mu, uśmiechając się lekko. - I widać musieliśmy
się mijać. - Dodałem.
- Co jest? - Zapytał zmartwiony, na co zmarszczyłem brwi.
- Co? Nic, nie wiem o co ci chodzi. - Mruknąłem.
- Oj już ty dobrze wiesz! - Zawołał. - Coś Cię dołuje, chcesz pogadać?
Zapytał a ja westchnąłem.
- Taaa... - Mruknąłem. - Może chodź na błonie co? - Zapytałem, patrząc na niego niepewnie.
- Pewnie!
~*~
- To mów o co chodzi? - Zapytał gdy siedzieliśmy na mostku, przy jeziorze.
- Mam tego po uszy w nosie... Mam dość. - Powiedziałem wzdychając.
- Ale czego?
- Bo.. Widzisz mój związek z Les... Na początku było w porzo... W wakacje też...
Ale odkąd wróciliśmy do szkoły, to katastrofa! - Uniosłem się lekko. - Ciągle się kłócimy,
wrzeszczymy i wyzywamy. O wszystko się czepia, i chodź wiem, że pewnie bez winny nie
jestem, to nie potrafię się z nią dogadać!
- Może.. Powinniście o tym pogadać? - Zaproponował nie pewnie, zerkając na mnie a ja na niego.
- Nie... Nie chce, nie mogę, nie potrafię z nią szczerze porozmawiać o takich rzeczach!
- Czemu?
- Bo i tak ją oszukuję! - Krzyknąłem w przypływie... Czegoś. I wiedziałem, że za dużo powiedziałem..
- Czemu ją oszukujesz? Jak? - Zaczął drążyć.
- Aiden nie..
- Powiedz, wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko. Czasem trzeba się wygadać...
- Ale ja nie mogę!
- Czemu?
- Bo nie!
- Nie ufasz mi?
- Ufam ale...!
- Nie ma ale, David. - Powiedział jak do małego dziecka, szczerząc się. - Albo mi ufasz, albo nie.
- ... - Nie odpowiedziałem, a on nie naciskał. Dziwne zawsze był taki... Wesoły nie poważny,
by się zdawało, a teraz? - Ale obiecaj, że to zostanie między nami, ok?
- Obiecuję. - Uśmiechną się.
- Bo, ja jej nie kocham... Nigdy jej zresztą nie wygłaszałem miłości. Lecz... No jest ładna..
I w ogóle jest spoko, ale nie byłem z nią nigdy szczery... Nie była nigdy dla mnie... Ważna.
A zamiast mówić, że ją kocham, mówiłem że jest dla mnie ważna... Jej to zdawało się wystarczać.
Wziąłem ją na bal, mówiłem Ci zresztą o tym i jak ją poprosiłem o chodzenie, no nie? - Pokiwał
głową. - To powiedziałem jej, że możemy wkurzyć diabła i w ogóle... I ona na to przystała.
Ale ja zrobiłem, to też z innych pobudek.. . - Zamilkłem.
- Czemu?
- Jestem gejem. - Wypaliłem. A Aiden zrobił oczy wielkości krążków od hokeja. Spanikowałem.
- Znaczy.. Nie... Jestem Bi, okey?
- Yy.. Spoko. - Chwila ciszy. Czułem się niezręcznie. Głupi! On chyba też...
- Ja w trzeciej klasie, odkryłem swoje zainteresowanie tą samą płcią. A właściwie przed, w wakacje.
I D-diabeł b-był moim obiektem za-adużenia. - Wyjąkałem... Założę się, że byłem zarumieniony po
same koniuszki uszu, ale tak dziwnie o tym mówić. - Gdy się pokłóciliśmy było mi ciężko...
Mówiłem ci o tym, no nie? No.. I po tym, gdy tak spektakularnie się pogodziliśmy i zostaliśmy sami...
J-ja go pocałowałem. - Nie patrzyłem na niego. Wlepiłem wzrok w swoje dłonie, kontynuując.
- Był w szoku takim, że nawet kilka razy oddał go, ale później mnie odsunął. Powiedziałem mu,
ale on powiedział, że nic do mnie takiego nie czuje i bla, bla,bla mniejsza o to.- Zaśmiałem się, co
zabrzmiało histerycznie. - Dlatego zaprosiłem Les... Spotkałem ją tuż po tym, jak on poszedł sobie.
Udawałem, że niby nic się nie stało, ale to bolało. J-jaa... Ja chciałem go sobie zastąpić.. Ona mia-ła
mi go zastąpić.. W końcu to jego siostra, po za tym mogłem być jeszcze bliżej niego... Miałem
powód, by chociaż przesiadywać częściej u niego w domu. Balem zwróciłem jego uwagę, gdy
się dowiedział, że jestem z jego siostrą.. .. Kurwa! - Schowałem twarz w dłonie. - Ja nie....
Wiesz, że ten pocałunek z diabłem, był pierwszy z ch-hłopakiem...? I było cudownie.. Cholera!
Byłem lekko zrozpaczony.. Lekko mówiąc. A to, że Aiden milczał tylko mnie dobijało, jeszcze
bardziej.
- Uważasz, że jestem żałosny? - Zapytałem.
- Nie...
- Wiesz lubię cię. - Przerwałem mu. Tym razem na niego spojrzałem. - Zawsze wiesz jak
mnie rozśmieszyć, przy tobie dostaję głupawki i nie przeszkadza mi to, że ktoś na to patrzy.
- Dzięki też... - Tym razem znów, nie dałem mu dojść do głosu... Tylko...
Obróciłem się do niego, i złapałem go za szyję i... po całowałem.

<Aiden? >
go znaleźć, nagle zza rogu, jak torpeda wybiegł jakiś chłopak, który po bliższym
przyjrzeniu się, okazał się właśnie Ai'm. Gdy ostro wyhamował przede mną, o mało na mnie
nie wpadając, od razu się wyszczerzył.
- O tu jesteś! - Zawołał. - Szukałem Cię, ale nigdzie nie mogłem cię znaleźć. - Podrapał
się po głowie, dalej szczerząc jak głupi.
- Ja też Cię szukałem. - Odpowiedziałem mu, uśmiechając się lekko. - I widać musieliśmy
się mijać. - Dodałem.
- Co jest? - Zapytał zmartwiony, na co zmarszczyłem brwi.
- Co? Nic, nie wiem o co ci chodzi. - Mruknąłem.
- Oj już ty dobrze wiesz! - Zawołał. - Coś Cię dołuje, chcesz pogadać?
Zapytał a ja westchnąłem.
- Taaa... - Mruknąłem. - Może chodź na błonie co? - Zapytałem, patrząc na niego niepewnie.
- Pewnie!
~*~
- To mów o co chodzi? - Zapytał gdy siedzieliśmy na mostku, przy jeziorze.
- Mam tego po uszy w nosie... Mam dość. - Powiedziałem wzdychając.
- Ale czego?
- Bo.. Widzisz mój związek z Les... Na początku było w porzo... W wakacje też...
Ale odkąd wróciliśmy do szkoły, to katastrofa! - Uniosłem się lekko. - Ciągle się kłócimy,
wrzeszczymy i wyzywamy. O wszystko się czepia, i chodź wiem, że pewnie bez winny nie
jestem, to nie potrafię się z nią dogadać!
- Może.. Powinniście o tym pogadać? - Zaproponował nie pewnie, zerkając na mnie a ja na niego.
- Nie... Nie chce, nie mogę, nie potrafię z nią szczerze porozmawiać o takich rzeczach!
- Czemu?
- Bo i tak ją oszukuję! - Krzyknąłem w przypływie... Czegoś. I wiedziałem, że za dużo powiedziałem..
- Czemu ją oszukujesz? Jak? - Zaczął drążyć.
- Aiden nie..
- Powiedz, wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko. Czasem trzeba się wygadać...
- Ale ja nie mogę!
- Czemu?
- Bo nie!
- Nie ufasz mi?
- Ufam ale...!
- Nie ma ale, David. - Powiedział jak do małego dziecka, szczerząc się. - Albo mi ufasz, albo nie.
- ... - Nie odpowiedziałem, a on nie naciskał. Dziwne zawsze był taki... Wesoły nie poważny,
by się zdawało, a teraz? - Ale obiecaj, że to zostanie między nami, ok?
- Obiecuję. - Uśmiechną się.
- Bo, ja jej nie kocham... Nigdy jej zresztą nie wygłaszałem miłości. Lecz... No jest ładna..
I w ogóle jest spoko, ale nie byłem z nią nigdy szczery... Nie była nigdy dla mnie... Ważna.
A zamiast mówić, że ją kocham, mówiłem że jest dla mnie ważna... Jej to zdawało się wystarczać.
Wziąłem ją na bal, mówiłem Ci zresztą o tym i jak ją poprosiłem o chodzenie, no nie? - Pokiwał
głową. - To powiedziałem jej, że możemy wkurzyć diabła i w ogóle... I ona na to przystała.
Ale ja zrobiłem, to też z innych pobudek.. . - Zamilkłem.
- Czemu?
- Jestem gejem. - Wypaliłem. A Aiden zrobił oczy wielkości krążków od hokeja. Spanikowałem.
- Znaczy.. Nie... Jestem Bi, okey?
- Yy.. Spoko. - Chwila ciszy. Czułem się niezręcznie. Głupi! On chyba też...
- Ja w trzeciej klasie, odkryłem swoje zainteresowanie tą samą płcią. A właściwie przed, w wakacje.
I D-diabeł b-był moim obiektem za-adużenia. - Wyjąkałem... Założę się, że byłem zarumieniony po
same koniuszki uszu, ale tak dziwnie o tym mówić. - Gdy się pokłóciliśmy było mi ciężko...
Mówiłem ci o tym, no nie? No.. I po tym, gdy tak spektakularnie się pogodziliśmy i zostaliśmy sami...
J-ja go pocałowałem. - Nie patrzyłem na niego. Wlepiłem wzrok w swoje dłonie, kontynuując.
- Był w szoku takim, że nawet kilka razy oddał go, ale później mnie odsunął. Powiedziałem mu,
ale on powiedział, że nic do mnie takiego nie czuje i bla, bla,bla mniejsza o to.- Zaśmiałem się, co
zabrzmiało histerycznie. - Dlatego zaprosiłem Les... Spotkałem ją tuż po tym, jak on poszedł sobie.
Udawałem, że niby nic się nie stało, ale to bolało. J-jaa... Ja chciałem go sobie zastąpić.. Ona mia-ła
mi go zastąpić.. W końcu to jego siostra, po za tym mogłem być jeszcze bliżej niego... Miałem
powód, by chociaż przesiadywać częściej u niego w domu. Balem zwróciłem jego uwagę, gdy
się dowiedział, że jestem z jego siostrą.. .. Kurwa! - Schowałem twarz w dłonie. - Ja nie....
Wiesz, że ten pocałunek z diabłem, był pierwszy z ch-hłopakiem...? I było cudownie.. Cholera!
Byłem lekko zrozpaczony.. Lekko mówiąc. A to, że Aiden milczał tylko mnie dobijało, jeszcze
bardziej.
- Uważasz, że jestem żałosny? - Zapytałem.
- Nie...
- Wiesz lubię cię. - Przerwałem mu. Tym razem na niego spojrzałem. - Zawsze wiesz jak
mnie rozśmieszyć, przy tobie dostaję głupawki i nie przeszkadza mi to, że ktoś na to patrzy.
- Dzięki też... - Tym razem znów, nie dałem mu dojść do głosu... Tylko...
Obróciłem się do niego, i złapałem go za szyję i... po całowałem.

<Aiden? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)
