-Witaj w moich skromnych progach -gestem dłoni pokazał cały pokój. Rozejrzałem się. Jak na pokój chłopaków w moim wieku panował tu porządek. Znaczy się przynajmniej na paru łóżkach, bo reszta to był istny Armagedon. –Rozgość się. Ale lepiej nie grzebać po szafkach…
- A co? Wyskoczy niebieska ręka i mnie do niej wciągnie? –spytałem, a w głowie miałem obraz pewnych rączek, które występowały podczas pewnej sceny w Soku z Żuka. Pod nosem zacząłem nucić piosenkę, która akurat leciała właśnie w tym momencie. Nie zważając na to, że blondyn spojrzał na mnie z uniesioną brwią. I tak miał szczęście, że nie śpiewałem na całe dormitorium, bo czasami mnie się to zdarzało. Rzuciłem się na łóżko pierwsze z brzegu. David wstrzymał oddech. Chyba nie powinienem paść akurat na te łóżko, więc grzecznie wstałem i poprawiłem je. –No to, więc panie ładny… Mogę spać na ziemi. Mnie tam nie przeszkadza czy mam spać na ziemi czy z tobą. Jednakże ostrzegam. Mogę cię skopać no i zabrać kołdrę… Nawet, jeśli będziemy mieli dwie… To i tak wylądujesz na ziemi. Dlatego też z głębi mojego serduszka zgadzam się na podłogę. Po za tym drogi kolego… Wiesz, która może godzina? Babka od muzykologi kazała mi przyjść i w ogóle… Może pójdziesz ze mną? Posłuchasz jak gram i w ogóle. I nie to nie będzie trójkąt. Właściwie to nie wiem, na czym zagrać… Może trąbka będzie oryginalna. Ogóle od zawsze chciałem grać na dudach. Mój dziadek na nich grał, a przynajmniej tak słyszałem i zawsze w salonie leżały takie zakurzone dudy. Ale nigdy nie wolno było je ruszać, a ten, kto tknął świętej pamięci dudy dziadka dostawał po łapach… Czyli chyba jednak będę grał na wiolonczeli.
Razem z blondynem wyszliśmy z dormitorium Luniaków do Sali od muzykologii. W środku akurat była próba kółka muzycznego. Miałem na nim być i się nie spóźnić, a wyszło jak zawsze. Nauczycielka chwyciła mnie za ucho i pociągnęła aż do fortepianu. Spojrzała na mnie wzrokiem bazyliszka.
- Pan Solance jak zwykle się spóźnił. Tracę do ciebie chłopcze pomału cierpliwość. Dziś obsadzam się, jako pianistę jednakże wrócisz do wiolonczeli jak tylko dziewczyna wyzdrowieje. No to wracamy do próby… A pan, panie Martines? Przyszedł pan pooglądać czy może dołączyć? Otwieramy na stronie 2 gitary! Skrzypce na pierwszej, a ty Solance odnajdź w nutach początek utworu. Widzisz ile musisz odczekać taktów zanim wejdziesz? Flety gotowe? Reszta gotowa? Dobra na 3. Pierwsze gitary przygotowane? A ty Martines usiądź, a nie podpierasz ścianę. –nauczycielka uniosła batutę i zaczęła rozbrzmiewać muzyka „Arrival of the Birds & Transformation”. Oczywiście za pierwszym razem poprawiała nas z 5 razy, a cała próba trwała około godziny. Po zakończeniu podszedłem do Blondyna.
- Mam nadzieję, że aż tak cię nie skatowałem, że cię tu przywlokłem David –wyszczerzyłem się. –No to teraz muszę znaleźć moją sowę, ponieważ miałem dziś dostać list od najważniejszej osoby pod słońcem. I nie. To nie moja mama. Niestety moja kochana sowa jest mało inteligentna… Po za tym zapomniałem o Zołzie! Przecież ona mnie pochlasta jak ją znajdę. Zołza! Kici! Kici!
Wyszedłem z klasy i na cały głos zacząłem wołać kotkę, która jak to koty w zwyczaju mają miała mnie wysoko w poważaniu. Blondyn szedł za mną, a ja brnąłem na przód i szedłbym dalej gdyby nie oczy pewnej pięknej dziewczyny. Miała takie śliczne fiołkowe oczęta i… Mojego kota. Wiedziałem, że to Zołza, ponieważ Zołzę nie da się pomylić z żadną inną kotką. Tyle, że jak tu podejść „Hej. Uciekł mi kot i akurat masz go na rękach. Mogłabyś mi go oddać?” czy może „Ładny kot. Ostatnio jednego zgubiłem i jest wielkie prawdopodobieństwo, że to mój”.
- Nie gap się tak na nią. Może czuć się nie komfortowo. Choć to Harpia, a te to takie jakby ktoś im do obiadu coś podrzucił. –stwierdził blondyn.
- Mnie nie chodzi o nią. Chodzi o kota! –wskazałem na kota, którego dziewczyna miała na rękach.
- Wolisz kota od dziewczyny? –uniósł brew.
- Nie. To mój kot. To moja Zołza. –powiedziałem. Stwierdziłem, że teraz albo nigdy. Podszedłem do dziewczyny i walnąłem coś, czego można się było spodziewać. –Znalazłaś tego kota? Jeśli tak to jest wielkie prawdopodobieństwo, iż jest to moja Zołza.
- No to twój kot, bo właśnie szukam jej właścicielki albo właściciela. Widzisz kochanieńka. Wrócisz do pana. –uniosła kotkę na wysokości swojej twarzy. Nie zdążyłem nawet ostrzec, kiedy Zołza wyciągnęła pazury i drachnęłam dziewczynę w policzek. Kotka uciekła i pobiegła przed siebie prychając przy okazji na mnie z urazą. –Nic się nie stało… Naprawdę…
Dziewczyna poszła, a ja w myślach dusiłem tą kotkę. Blondyn położył mi rękę na ramieniu.
- Tym sposobem to ty nawet drzewo nie poderwiesz –powiedział.
- To wszystko wina tego piekielnego kota! –wskazałem na korytarz, w którym Zozła zniknęła. –Jak mnie mam wyszła z najgłębszej czeluści tartaru żeby mnie prześladować. Ona ma tak zawsze… Z nią nie poderwę żadnej. Teraz już wiesz, czemu Zołza ma na imię Zołza a nie Pusia czy Czekoladka czy no nie wiem Falbanka… -wzruszyłem ramionami i spojrzałem na kumpla. –To co teraz?
[David?]
Statystyka
Październik! ~~~
Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.
Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)
Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!
Od Belli Do ?? - ktos?
Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie
Od Clary Do Adama - Do Adama
Od Margaret Do Adama - Czy Adama
Od Adama cd. Amir'a - Do Amir'a
Od Jonasz Do Amira - Do Amir
Od Amira cd Cisy - Do Cisy
Od Volonte . cd Amir'a - Do Amira
Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Petty'ego cd. Clarisse - Czy Clarisse
Od Do Petty cd. Violetty - Violetty
Od David'a cd. Percy'ego - Percy'ego
Od Aidena cd. David'a - Do David'a
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aiden Solance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aiden Solance. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 maja 2015
czwartek, 30 kwietnia 2015
Ombrelune: Od David'a cd. Aiden'a
Uśmiechnąłem się lekko na propozycje uprowadzenia jakiegoś luniak, lecz pokręciłem
głową. Czego to on by nie wymyślił...
- Żyje, po pierwsze. Nie musisz uprowadzać luniaka, po drugie. I możesz wejść, to było po trzecie.
Uśmiechnął się także lekko i podszedł.
- To.. - Zacząłem lekko zmieszany, mimo wszystko to całe zamieszanie... I to co wyznałem
mu przed tym zamieszaniem, dokładając rzecz jasna również pocałunek. - Chcesz zostać na noc?
Zapytałem a on spojrzał na mnie zdziwiony, więc szybko dodałem.
- No wiesz... Oni.. Nie chcę by coś ci się jeszcze stało... I.. un, tak chyba będzie bezpieczniej...?
- Taa, dzięki . - Uśmiechnął się... Chodź widać było, że tak jak ja jest zmieszany.
- To wchodzisz? - Zapytałem i przepuściłem go, by przeszedł i wszedł ze mną do PW Luniaków.
Gdy weszliśmy, luniacy trochę krzywo się patrzyli na Ai'a ale taktownie się nie odezwali i wrócili
do swoich spraw - Każdy w końcu dba o swoje.
- Kto to?- Spytała Ell, gdy przechodziliśmy koło nich ~ Nich czyli nie tylko Ell...
- Ah... No tak, bo wy się jeszcze osobiście nie znacie. - Powiedziałem do Ell, Diabła i Clar...
- My się znamy. - Odpowiedziała chłodno i nieprzyjemnie, Les.. No tak. Ona też, tu była.
Siedziała obok Clar, z którą rozmawiała jeszcze nim wszedł tu Ai...
-Tak, wy się znacie.. Ai, pamiętasz moją dziewczynę, no nie? - Zapytałem uśmiechając się
sztucznie, mówiąc przez zaciśnięte wargi. On pokiwał i też się lekko uśmiechnął, niepewnie.
- Ai, to jest Adam Brooks vel Diabeł, mój najlepszy kumpel i brat Les. - Mruknąłem a on
spojrzał na mnie ze zrozumieniem. W końcu to o czym gadaliśmy na błoniach...
- O a to jesr Ell, Elliezabeth Heap, przyszła chodź jeszcze nie doszła diabła, i moja była. -
Przedstawiłem Ell, uśmiechając się głupio na ostatnie słowa. Oczywiście Ai też się wyszczerzył
zwyczajowo, zaś od Ell dostałem poduszką.
- Nie słuchaj go, cześć. - Powiedziała podając mu rękę.
- Cześć, Aiden Solance. - Przedstawił jej się.
- O a to, nasza królowa piekieł, pogromczyni szlam, KTÓRĄ! Na szczęście Nie Jesteś.
Clarisse La Rue. - Specjalnie zaznaczyłem, że jest czysty bo nie chciałem by... No cóż
nadal pamiętam nie zbyt miłe poznanie się przez Clar i Petty'ego który jest pół krwi,
a nie mugolakiem a i tak cisnęła po nim, przez co i on stał się wrogo do niej nastawiony.
Po zatym dalej się kłócą i wyzywają ~ Jak to Petty nazywa Clar? Ach no tak ona to jest
Krową a także zołzą, jędzą ale głównie to Krową, a on Szlamą.
Kiedy Clar i Ai wymienili grzeczności, odezwała się znów Les.
- To czym zawdzięczamy wizytę twojego, Ajusia? - Zapytała przesłodzonym głosem.
- On nie jest mój.. - Mruknąłem bardzo cicho, pod nosem chodź Ai, i tak to chyba usłyszał. - Nic..
Tylko mieliśmy wcześniej nie przyjemną sytuacje z... - Odchrząknąłem. - ..I Ai zostaje u mnie
na noc. - Dodałem uśmiechając się lekko do niej, na co ta zrobiła lekko złą, lekko oburzoną minę.
I starała się to ukryć.. - Nie masz nic przeciwko Diabeł, no nie? - Zapytałem Adama, który
był wyraźnie zmieszany. I miał prawo, bo w końcu tylko on wie, o moim pociągu w stronę chłopaków.
Spojrzał na Aidena, potem na mnie i lekko uśmiechną się, chodź chyba sztucznie i pokręcił głową.
- Nie spoko.. A gdzie zamierzasz go ulokować? - Zapytał niby, się przyjmując ale ja wiem o co
mu chodzi, chyba chciał wyczuć czy może ja i on.. Nie stop. Za dużo myślisz, po prostu chce wiedzieć
gdzie ulokujemy gościa.
- Hym.. Jeszcze nie wiem, ale cóż wyjdzie w praniu. Zawesze może spać u mnie na łóżku jest
duże, ja po jednej stronie, on po drugiej. - Wzruszyłem ramionami jakby to było coś oczywistego.
lecz to była maska, widział lekki cień, który przeszedł przez twarz Diabła i wątpię by nie wyobrażał
sobie mnie i Ai'a... Mniejsza. Oczywiście mina Les, mówiła wszystko.
- To my już idziemy. - Postanowiłem zrobić jak najszybszy odwrót i chwyciłem Aidena za nadgarstek
i pokierowałem się w stronę Dormitorium.
<Ai?>
głową. Czego to on by nie wymyślił...
- Żyje, po pierwsze. Nie musisz uprowadzać luniaka, po drugie. I możesz wejść, to było po trzecie.
Uśmiechnął się także lekko i podszedł.
- To.. - Zacząłem lekko zmieszany, mimo wszystko to całe zamieszanie... I to co wyznałem
mu przed tym zamieszaniem, dokładając rzecz jasna również pocałunek. - Chcesz zostać na noc?
Zapytałem a on spojrzał na mnie zdziwiony, więc szybko dodałem.
- No wiesz... Oni.. Nie chcę by coś ci się jeszcze stało... I.. un, tak chyba będzie bezpieczniej...?
- Taa, dzięki . - Uśmiechnął się... Chodź widać było, że tak jak ja jest zmieszany.
- To wchodzisz? - Zapytałem i przepuściłem go, by przeszedł i wszedł ze mną do PW Luniaków.
Gdy weszliśmy, luniacy trochę krzywo się patrzyli na Ai'a ale taktownie się nie odezwali i wrócili
do swoich spraw - Każdy w końcu dba o swoje.
- Kto to?- Spytała Ell, gdy przechodziliśmy koło nich ~ Nich czyli nie tylko Ell...
- Ah... No tak, bo wy się jeszcze osobiście nie znacie. - Powiedziałem do Ell, Diabła i Clar...
- My się znamy. - Odpowiedziała chłodno i nieprzyjemnie, Les.. No tak. Ona też, tu była.
Siedziała obok Clar, z którą rozmawiała jeszcze nim wszedł tu Ai...
-Tak, wy się znacie.. Ai, pamiętasz moją dziewczynę, no nie? - Zapytałem uśmiechając się
sztucznie, mówiąc przez zaciśnięte wargi. On pokiwał i też się lekko uśmiechnął, niepewnie.
- Ai, to jest Adam Brooks vel Diabeł, mój najlepszy kumpel i brat Les. - Mruknąłem a on
spojrzał na mnie ze zrozumieniem. W końcu to o czym gadaliśmy na błoniach...
- O a to jesr Ell, Elliezabeth Heap, przyszła chodź jeszcze nie doszła diabła, i moja była. -
Przedstawiłem Ell, uśmiechając się głupio na ostatnie słowa. Oczywiście Ai też się wyszczerzył
zwyczajowo, zaś od Ell dostałem poduszką.
- Nie słuchaj go, cześć. - Powiedziała podając mu rękę.
- Cześć, Aiden Solance. - Przedstawił jej się.
- O a to, nasza królowa piekieł, pogromczyni szlam, KTÓRĄ! Na szczęście Nie Jesteś.
Clarisse La Rue. - Specjalnie zaznaczyłem, że jest czysty bo nie chciałem by... No cóż
nadal pamiętam nie zbyt miłe poznanie się przez Clar i Petty'ego który jest pół krwi,
a nie mugolakiem a i tak cisnęła po nim, przez co i on stał się wrogo do niej nastawiony.
Po zatym dalej się kłócą i wyzywają ~ Jak to Petty nazywa Clar? Ach no tak ona to jest
Krową a także zołzą, jędzą ale głównie to Krową, a on Szlamą.
Kiedy Clar i Ai wymienili grzeczności, odezwała się znów Les.
- To czym zawdzięczamy wizytę twojego, Ajusia? - Zapytała przesłodzonym głosem.
- On nie jest mój.. - Mruknąłem bardzo cicho, pod nosem chodź Ai, i tak to chyba usłyszał. - Nic..
Tylko mieliśmy wcześniej nie przyjemną sytuacje z... - Odchrząknąłem. - ..I Ai zostaje u mnie
na noc. - Dodałem uśmiechając się lekko do niej, na co ta zrobiła lekko złą, lekko oburzoną minę.
I starała się to ukryć.. - Nie masz nic przeciwko Diabeł, no nie? - Zapytałem Adama, który
był wyraźnie zmieszany. I miał prawo, bo w końcu tylko on wie, o moim pociągu w stronę chłopaków.
Spojrzał na Aidena, potem na mnie i lekko uśmiechną się, chodź chyba sztucznie i pokręcił głową.
- Nie spoko.. A gdzie zamierzasz go ulokować? - Zapytał niby, się przyjmując ale ja wiem o co
mu chodzi, chyba chciał wyczuć czy może ja i on.. Nie stop. Za dużo myślisz, po prostu chce wiedzieć
gdzie ulokujemy gościa.
- Hym.. Jeszcze nie wiem, ale cóż wyjdzie w praniu. Zawesze może spać u mnie na łóżku jest
duże, ja po jednej stronie, on po drugiej. - Wzruszyłem ramionami jakby to było coś oczywistego.
lecz to była maska, widział lekki cień, który przeszedł przez twarz Diabła i wątpię by nie wyobrażał
sobie mnie i Ai'a... Mniejsza. Oczywiście mina Les, mówiła wszystko.
- To my już idziemy. - Postanowiłem zrobić jak najszybszy odwrót i chwyciłem Aidena za nadgarstek
i pokierowałem się w stronę Dormitorium.
<Ai?>
sobota, 18 kwietnia 2015
Papillonlisse: Od Aidena -c.d. Davida
- Smacznego drogi kumplu. Dobre wychowanie zawsze na pierwszym miejscu -uśmiechnąłem się. -Może serwetki? Albo od razu śliniaczek? Mama mi mówiła zawsze. Pytaj się o takie rzeczy bo to cecha dobrego wychowania. Tak więc? Różowy śliniaczek?
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedział uśmiechając się lekko. Lecz po chwili zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym? -mruknąłem pon nosem.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedziałem kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici współlokatorzy. Mówiłem im że następnym razem jak tak przyjdą to się wynoszę. Jednakże teraz nie był odpowiedni moment na te słowa. Stanęli na przeciw mnie. Stanley zmierzył wzrokiem blondyna.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! -wyszczerzył się. Chyba nawet nie zauważył kolorów luniaków w jego szacie. Zmarszczył brwi jakby próbował się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział Ludwik. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął Olivier do Stana i Ludwiczka. -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją. Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! Precelku! Dlaczego?! -Oliver spojrzał na mnie. Do naszego pokoju wtargnęły te osiłki które bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Davida. Olivier wskazał na Davida a ten podszedł do niego. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknąłem. Wiedziałem dokładnie że wyżyją się na nim zanim go puszczą. Skopią i pobiją co podobnie zrobią ze mną by odświeżyć pamięć iż luniaki nie są naszymi sprzymierzeńcami tak samo i my ich nie jesteśmy. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię z młodym -powiedział i zaczął kierować się w moim kierunku. Odruchowo sięgnąłem po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić. Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm? Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknąłem po czym wycelowałem w niego. To on dowodził całą tą akcją. I do tego był najbardziej trzeźwy. To co zrobiłem było głupie bo po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Davida. Mieli przewagę liczebną.
- STOP! Opuście różdżki! -Krzyknął David a wszystkie wzroki spoczęły na nim - Nie chcemy kłopotów.. - Próbował jakoś dyplomatycznie dotrzeć do upitych współlokatorów którzy zaśmiali się kpiąco. - Jestem Prefektem!
-Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver -Chyba już wiem o co mu chodzi. I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch pedziów. Wiesz co robić Sandor? -Coś ty powiedział? -warknął David i już wiedziałem że to się źle skończy. Miałem tylko nadzieje że nie poniesie się emocjom i nie strzeli w tego debila Avadą. Sandor podszedł do niego był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara z gry o tron a przynajmniej tak go sobie wyobrażałem. Chłopak jednym zaklęciem sparaliżował Sandora i szedł z w stronę Oliviera który nagle poczuł się osaczony. -Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! -krzyknął a reszta mięśniaków ruszyła na niego. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych trzymało Davida który chodź się nadal rwał to jednak kupa mięsa trzymała go w stalowych objęciach. Ja miałem trochę gorzej bo jeden z tych bardziej inteligentnych powiesił mnie za kostkę i teraz dyndałem nie mogąc się uwolnić z zaklęcia ponieważ moja różdżka leżała za daleko a po za tym nie pamiętałem nawet przeciw zaklęcia. Wyprowadzili go chodź ten nadal się wyrywał. Olivier podszedł do mnie po czym kucnął tak by jego twarz była na przeciwko mojej bym czuł lekko odór alkoholu. Splunął na mnie po czym gwizdnął a koło niego pojawił się Ludwik i Stanley. Chłopaki mieli założone ręce na piersiach. -I co my teraz mamy z tobą zrobić koleżko? -spytał Oli wycierając krew która ciekła mu z nosa. Sam do tego doprowadziłem i byłem dumny. -Powiesić! -powiedział Ludwik. Zawsze miał takie pomysły. Wszystko chciał albo powiesić albo obciąć głowę. -Albo też dajmy mu popalić. Co nie Stan? Co nie Oli? -Trza tylko go upuścić czyż nie? -Stan rzucił anty zaklęcie a ja poleciałem na ziemię. -Kto by się spodziewał że nasz radosny precelek jest przekleństwem naszego domu. -Oj bo się czerwienię -powiedziałem i próbowałem wstać ale do ziemi przygwoździł mnie Ludwi swoim ciężkim buciorem. -Nie przesadzacie? Idźcie wytrzeźwieć i wrócicie za pół godziny. -Nie trzeba było nas atakować Aiden! Ludwik niech nasz precelek wstanie. Teraz dostanie lekcję którą miejmy nadzieje zapamięta na długi okres czasu -powiedział po czym zaczął strzelać kosteczkami u rąk. Jednakże mnie ciekawiło co teraz dzieje się z Davidem. Czy dołożyli mu coś od siebie czy wyrzucili z dormitorium na korytarz? Mam nadzieje że tylko wyrzucili i mam nadzieje że chodź wybaczy mi za tych ciołków.Wiedziałem że broniąc się i tak dostałbym większe bencki niż zarobiłem. Ludwik i Stan wzięli mnie za ramiona tak aby Oli miał łatwy cel. Przymierzył się po czym wycelował mi w brzuch pięści i pewnie by mu się udało gdyby nie odruch przez który dostał w klatkę piersiową z kolana. Zaklną pod nosem po czym przywalił mnie w żebra tak mocno że na chwilę straciłem dech w piersiach i świadomość. Straciłem jakby grunt pod nogami i teraz to ci którzy przed chwilą trzymali mnie tylko po to bym nie uciekł trzymali mnie po to bym nie upadł i nie stracił przytomności. Oli uśmiechnął się po czym przywalił mi w nos a ja na chwilę straciłem przytomność. Obudziłem się parę minut później. Chłopaków nie było a ocierając nos poczułem że krew pomału już zasychała. Jeśli miałbym dziś spać z tymi psycholami to wolałbym już spać w Azkabanie przynajmniej dementorzy nie biją. Poszedłem do łazienki zataczając się ale to tylko dlatego że za szybko się podniosłem. Opłukałem twarz i dopiero wtedy poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Wyszedłem z naszego dromitorium do pokoju wspólnego jakaś dziewczyna podeszła do mnie ale powiedziała mi tylko że trochę krwi z nosa znalazło się na uszach. Nie wiedziałem czy powiedzieć dziękuję bo raczej chyba tak to nie działa. Wyszedłem z PW do SS bo żebra bolały mnie na tyle mocno że każdy oddech sprawiał mi ból. Pielęgniarka jakby nie zdziwiona podeszła do mnie. -Co tym razem? -spytała a ja odpowiedziałem tylko że ze schodów spadłem. Kobieta zmarszczyła brwi. -Tak a ja to założycielka Akademii. Nos złamany i 2 pęknięta żebra. Powiedz mi ile ty tych schodów przeleciałeś? -Wpadłem na... Obraz! -powiedziałem a kobieta zacmokała niezadowolona i tylko podała mi eliksir który miał poskładać popękane żebra. Nie smakował zbyt dobrze. -Oj kochanieńki to nie kakałko a leczący lek. Podziękowałem i wyszedłem. I właściwie to gdzie teraz miałem iść. Jednakże ciekawiło mnie jak tam z Davidem. Czy w ogóle żyje. Ruszyłem więc w stronę domritorium luniaków. Już w lochach napotkałem te krzywe spojrzenia. Zaczepiłem jakiegoś chłopca który powiedział że pomoże. I nie czekając długo zobaczyłem na szczęście żyjącego Davida. -Hej. Żyjesz? -chodź chciałem powiedzieć to jako normalne a wyszło jak wyszło. -Mogę wejść? Czy mam uprowadzić luniaka, sparaliżować go i zabrać jego szaty?
[David?]
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedział uśmiechając się lekko. Lecz po chwili zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym? -mruknąłem pon nosem.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedziałem kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici współlokatorzy. Mówiłem im że następnym razem jak tak przyjdą to się wynoszę. Jednakże teraz nie był odpowiedni moment na te słowa. Stanęli na przeciw mnie. Stanley zmierzył wzrokiem blondyna.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! -wyszczerzył się. Chyba nawet nie zauważył kolorów luniaków w jego szacie. Zmarszczył brwi jakby próbował się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział Ludwik. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął Olivier do Stana i Ludwiczka. -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją. Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! Precelku! Dlaczego?! -Oliver spojrzał na mnie. Do naszego pokoju wtargnęły te osiłki które bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Davida. Olivier wskazał na Davida a ten podszedł do niego. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknąłem. Wiedziałem dokładnie że wyżyją się na nim zanim go puszczą. Skopią i pobiją co podobnie zrobią ze mną by odświeżyć pamięć iż luniaki nie są naszymi sprzymierzeńcami tak samo i my ich nie jesteśmy. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię z młodym -powiedział i zaczął kierować się w moim kierunku. Odruchowo sięgnąłem po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić. Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm? Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknąłem po czym wycelowałem w niego. To on dowodził całą tą akcją. I do tego był najbardziej trzeźwy. To co zrobiłem było głupie bo po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Davida. Mieli przewagę liczebną.
- STOP! Opuście różdżki! -Krzyknął David a wszystkie wzroki spoczęły na nim - Nie chcemy kłopotów.. - Próbował jakoś dyplomatycznie dotrzeć do upitych współlokatorów którzy zaśmiali się kpiąco. - Jestem Prefektem!
-Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver -Chyba już wiem o co mu chodzi. I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch pedziów. Wiesz co robić Sandor? -Coś ty powiedział? -warknął David i już wiedziałem że to się źle skończy. Miałem tylko nadzieje że nie poniesie się emocjom i nie strzeli w tego debila Avadą. Sandor podszedł do niego był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara z gry o tron a przynajmniej tak go sobie wyobrażałem. Chłopak jednym zaklęciem sparaliżował Sandora i szedł z w stronę Oliviera który nagle poczuł się osaczony. -Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! -krzyknął a reszta mięśniaków ruszyła na niego. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych trzymało Davida który chodź się nadal rwał to jednak kupa mięsa trzymała go w stalowych objęciach. Ja miałem trochę gorzej bo jeden z tych bardziej inteligentnych powiesił mnie za kostkę i teraz dyndałem nie mogąc się uwolnić z zaklęcia ponieważ moja różdżka leżała za daleko a po za tym nie pamiętałem nawet przeciw zaklęcia. Wyprowadzili go chodź ten nadal się wyrywał. Olivier podszedł do mnie po czym kucnął tak by jego twarz była na przeciwko mojej bym czuł lekko odór alkoholu. Splunął na mnie po czym gwizdnął a koło niego pojawił się Ludwik i Stanley. Chłopaki mieli założone ręce na piersiach. -I co my teraz mamy z tobą zrobić koleżko? -spytał Oli wycierając krew która ciekła mu z nosa. Sam do tego doprowadziłem i byłem dumny. -Powiesić! -powiedział Ludwik. Zawsze miał takie pomysły. Wszystko chciał albo powiesić albo obciąć głowę. -Albo też dajmy mu popalić. Co nie Stan? Co nie Oli? -Trza tylko go upuścić czyż nie? -Stan rzucił anty zaklęcie a ja poleciałem na ziemię. -Kto by się spodziewał że nasz radosny precelek jest przekleństwem naszego domu. -Oj bo się czerwienię -powiedziałem i próbowałem wstać ale do ziemi przygwoździł mnie Ludwi swoim ciężkim buciorem. -Nie przesadzacie? Idźcie wytrzeźwieć i wrócicie za pół godziny. -Nie trzeba było nas atakować Aiden! Ludwik niech nasz precelek wstanie. Teraz dostanie lekcję którą miejmy nadzieje zapamięta na długi okres czasu -powiedział po czym zaczął strzelać kosteczkami u rąk. Jednakże mnie ciekawiło co teraz dzieje się z Davidem. Czy dołożyli mu coś od siebie czy wyrzucili z dormitorium na korytarz? Mam nadzieje że tylko wyrzucili i mam nadzieje że chodź wybaczy mi za tych ciołków.Wiedziałem że broniąc się i tak dostałbym większe bencki niż zarobiłem. Ludwik i Stan wzięli mnie za ramiona tak aby Oli miał łatwy cel. Przymierzył się po czym wycelował mi w brzuch pięści i pewnie by mu się udało gdyby nie odruch przez który dostał w klatkę piersiową z kolana. Zaklną pod nosem po czym przywalił mnie w żebra tak mocno że na chwilę straciłem dech w piersiach i świadomość. Straciłem jakby grunt pod nogami i teraz to ci którzy przed chwilą trzymali mnie tylko po to bym nie uciekł trzymali mnie po to bym nie upadł i nie stracił przytomności. Oli uśmiechnął się po czym przywalił mi w nos a ja na chwilę straciłem przytomność. Obudziłem się parę minut później. Chłopaków nie było a ocierając nos poczułem że krew pomału już zasychała. Jeśli miałbym dziś spać z tymi psycholami to wolałbym już spać w Azkabanie przynajmniej dementorzy nie biją. Poszedłem do łazienki zataczając się ale to tylko dlatego że za szybko się podniosłem. Opłukałem twarz i dopiero wtedy poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Wyszedłem z naszego dromitorium do pokoju wspólnego jakaś dziewczyna podeszła do mnie ale powiedziała mi tylko że trochę krwi z nosa znalazło się na uszach. Nie wiedziałem czy powiedzieć dziękuję bo raczej chyba tak to nie działa. Wyszedłem z PW do SS bo żebra bolały mnie na tyle mocno że każdy oddech sprawiał mi ból. Pielęgniarka jakby nie zdziwiona podeszła do mnie. -Co tym razem? -spytała a ja odpowiedziałem tylko że ze schodów spadłem. Kobieta zmarszczyła brwi. -Tak a ja to założycielka Akademii. Nos złamany i 2 pęknięta żebra. Powiedz mi ile ty tych schodów przeleciałeś? -Wpadłem na... Obraz! -powiedziałem a kobieta zacmokała niezadowolona i tylko podała mi eliksir który miał poskładać popękane żebra. Nie smakował zbyt dobrze. -Oj kochanieńki to nie kakałko a leczący lek. Podziękowałem i wyszedłem. I właściwie to gdzie teraz miałem iść. Jednakże ciekawiło mnie jak tam z Davidem. Czy w ogóle żyje. Ruszyłem więc w stronę domritorium luniaków. Już w lochach napotkałem te krzywe spojrzenia. Zaczepiłem jakiegoś chłopca który powiedział że pomoże. I nie czekając długo zobaczyłem na szczęście żyjącego Davida. -Hej. Żyjesz? -chodź chciałem powiedzieć to jako normalne a wyszło jak wyszło. -Mogę wejść? Czy mam uprowadzić luniaka, sparaliżować go i zabrać jego szaty?
[David?]
piątek, 17 kwietnia 2015
Ombrelune: Od David'a cd. Aiden'a
- Smacznego drogi kumplu. Dobre wychowanie zawsze na pierwszym miejscu - uśmiechnął się.
-Może serwetki? Albo od razu śliniaczek? Mama mi mówiła zawsze. Pytaj się o takie rzeczy
bo to cecha dobrego wychowania. Tak więc? Różowy śliniaczek?
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedziałem uśmiechając się lekko. Lecz po chwili
zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak
jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym?
Nie wiedziałem jak to zrobić... więc zrobiłem najgłupszą z możliwych rzeczy
jakie kiedykolwiek zrobiłem. Pozwoliłem moim ustom mówić to co im ślina na język przyniosła.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedział, kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici, jego współlokatorzy.
Stanęli na przeciw Ai'a. Jakiś chłopa, zmierzył mnie wzrokiem.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! - Wyszczerzył się. Zmarszczył brwi jakby próbował
się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział inny, drugi. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem
żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za
zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął trzeci chłopak na tamtych . -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją.
Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! - Zmarszczyłem
brwi.. Tylko ja mogę na mojego Aidena, mówić Ai! Eee... Znaczy na Aidena, nie mojego...
mniejsza. To wszystko bardzo, bardzo mi się nie podobało..
- Precelku! Dlaczego?! - Ten pierwszy spojrzał na mnie. Do pokoju wtargnęły te osiłki, które
bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Ai'a. Ten sam co mówił wskazał na mnie
a ten podszedł do mnie zaraz. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknął Aiden. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię
z młodym -powiedział i zaczął kierować się w jego kierunku. Nie wiedziałem za bardzo o co
chodzi, o co IM chodzi. Aiden odruchowo sięgnął po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić.
Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm?
Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknął Ai, po czym
wycelował w niego. Wychodziło na to, że to on dowodził całą tą akcją. I do tego był
najbardziej trzeźwy, patrząc po nich. Po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Aia.
Mieli przewagę liczebną. To było chore. Postanowiłem jakoś temu zaprzestać
- STOP! Opuście różdżki! - Krzyknąłem, jednocześnie mając w rękę na różdżce, co znajdywała
się w mojej kieszeni. - Nie chcemy kłopotów.. - Zacząłem, chciałem jakoś uspokoić
podpitych kolesi, na co oni się roześmiali. - Jestem Prefektem! - Zawołałem byłem
podenerwowany a oni chcieli nas rozdzielić. Nie mogłem na to pozwolić, bo nie zniósłbym
myśli, że nie wiem co się dzieje z Ai'm
- Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver, jak mniemam. - Chyba już wiem o co mu chodzi.
I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch
pedziów. Wiesz co robić Sandor?
-Coś ty powiedział? -warknąłem, wkurzyłem się, sam właściwie nie wiem czemu. Jestem Bi,
tak ale nikt prawie, że o tym nie wie i może to mnie zdenerwowało, że on nie znając mnie
nazwał mnie 'pedziem' na głos i już wiedziałem, że to się źle skończy.
Ten cały Sandor podszedł do mnie, był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara.
Jednym zaklęciem sparaliżowałem Sandora. I poszedłem w stronę Oliviera.
-Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! - krzyknął a reszta
mięśniaków ruszyła na mnie. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo
zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie
dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych, trzymało mnie, chodź się nadal rwałem to jednak
kupa mięsa trzymała mnie w stalowych objęciach. Ai miał trochę gorzej, bo jeden z tych
bardziej 'inteligentnych' powiesił go za kostkę i teraz dyndał, nie mogąc się uwolnić z zaklęcia,
a różdżka leżała za daleko. Wyprowadzili mnie, chodź ten nadal się wyrywałem.
Gdy mnie wyciągnęli z pokoju, cały czas się szarpałem chodź nie miałem szans przy nich.
Zabrali mi różdżkę oraz trzymali w żelaznym uścisku ciągnąc mnie przez korytarzyk,
później przez schody a następnie przez PW i wyrzucili mnie, stojąc w przejściu
na korytarz przy ich wejściu do PW. - No i zostaw Precelka, nie będziesz go nam
Luniakował! - Powiedział jeden z nich, kiedy mnie wypchali mocno, tak że się wywaliłem,
a który lekko kulał ~ Oczywiście dzięki mnie. Drugiemu chyba, złamałem rękę lub
przynajmniej coś z nadgarstkiem zrobiłem ponieważ widziałem jak się krzywił na nią.
Gdy już mieli wracać do siebie, ten z bolącą ręką zawrócił się podszedł do mnie.
Nadal leżałem na wpół, na ziemi ponieważ bolała mnie lekko kostka od tego, że nie
dość kopnął mnie ktoś mocno w nią podczas bójki, to również gdy mnie ciągnęli to
uderzałem o różne rzeczy a także i o stopnie. Gdy uniosłem się na łokciach, chcąc wstać
gdy do mnie doszedł ten zamachnął się i kopną mnie w twarz i dopiero potem odszedł, śmiejąc
się i gadając jakieś głupoty chwilę leżałem na ziemi trzymając się za bolący nos, dopiero
gdy pulsujący ból troszkę zmalał i mogłem już myśleć o czymś innym, od razu się
zorientowałem, że leci mi krew z nosa, a po chwili podeszła też myśl, że Aiden został
tam sam, z tymi głupimi, pijanymi osiłkami. Przestraszyłem się nie na żarty.
Szybka poderwałem się, przy okazji krzywiąc się na ból w kostce. I podszedłem do Obrazu.
- Musisz mnie wpuścić! - Zawołałem do niej, budząc ją. Budząc, ponieważ spała
a teraz wyglądała na niezadowoloną.
- Hasło. - Powiedziała.
- Nie znam! - Odpowiedziałem pocierając czoło. - W takim razie nie wejdziesz.
Odpowiedziała. Ja zaś spojrzałem na nią zły. - ALE MUSISZ MNIE WPUŚCIĆ! TO WAŻNE!
- Nie ma Hasła, nie ma wejścia.
-Jestem Prefektem, do kurwy nędznej!
Uniosłem się zdenerwowany ta zaś spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem.
- Wpuścić bez hasła mogę tylko Naczelnego jak już. - Odpowiedziała i odwróciła się.
- ALE TO WAŻNE! Grodzi mojemu.. przyjacielowi niebezpieczeństwo!
- To idź po profesora. - Odpowiedziała.
- Ale będzie za późno! - Piekliłem się.
- Nie wpuszczę cię. - Odpowiedziała i zaczęła znikać z portretu na inne.
- CZEKAJ! - Zawołałem waląc w obraz. - Masz mnie wpuścić rozumiesz! - Krzyczałem,
ale na nic to było, jej już nie było a nawet nikt z Papillonów nie poczłapał się by otworzyć
wejście i sprawdzić kto tak wali i się drze.
Zły osunąłem się na ścianie obok obrazu łapiąc się za nos, zatykając go i przechylając twarz
do góry. Byłem pewny, że mam złamany, strasznie mnie bolał a krew cały czas się lała.
Po pewnym czasie zaczęło mi się nawet kręcić w głowie, dlatego postanowiłem iść
do Siostry Heleny, czyli do SS.
Po tym gdy doszedłem siostra nawet nie pytała się o co chodzi od razu 'naprawiła mi nos'
lecz dalej mnie bolał i trochę krwawiłem dała mi eliksir i maść. Założyła mi mały
opatrunek na nos z tą właśnie maścią oraz kazała nosić cały czas także jak będę się kład
spać i dopiero jutro mam przyjść przed śniadaniem to zdejmie [nałożyła specjalne zaklęcie
by mi nie zeszła czy cóś.] i da znów eliksir.
Tak też wróciłem do siebie, zwracając uwagę gdy przechodziłem przez Pokój wspólny.
Dziewczyny się spytały o co chodzi ale zbyłem je mruknięciem i poszedłem do Dormitorium,
Adama nie było - O tyle dobrze. - Więc miałem spokój i zamknąłem zaklęciem drzwi na
wszelki wypadek.
Po godzinie może dwie? Usłyszałem pukanie. Gdy otworzyłem
zobaczyłem jakiegoś pierwszaka, który mi powiedział, że ktoś do mnie jest przed naszym
PW, i prosił by mnie zawołać.
Kiwnąłem mu głową i dałem cukierka, a następnie poszedłem z sercem w gardle do wyjścia.
W myślach wiedziałem kto to jest. Lecz dopiero gdy przeszedłem przez PW luniaków
i wyjrzałem na korytarz, potwierdziłem moje przypuszczenia. Wyszedłem całkiem na
korytarz i stanąłem przed Aid'im.
< Ai? Hehe dobra to co pisaliśmy przekształciłam teraz ty przekształć i tylko dodasz ten
fragment co się działo u ciebie i to jak przyszedł do mnie i wogóle... :p>
-Może serwetki? Albo od razu śliniaczek? Mama mi mówiła zawsze. Pytaj się o takie rzeczy
bo to cecha dobrego wychowania. Tak więc? Różowy śliniaczek?
- Taa, Dzięki un.. Ale podziękuję - Powiedziałem uśmiechając się lekko. Lecz po chwili
zapadła cisza, którą przerywało jedynie brzdęk odkładanego talerza. Siedzieliśmy tak
jeszcze jakiś czas, nim odwarzyłem się odezwać. - Ai...
-Hym?
Nie wiedziałem jak to zrobić... więc zrobiłem najgłupszą z możliwych rzeczy
jakie kiedykolwiek zrobiłem. Pozwoliłem moim ustom mówić to co im ślina na język przyniosła.
- Podobasz mi się.
Nie odpowiedział, kiedy nagle do pokoju wpadli ciut upici, jego współlokatorzy.
Stanęli na przeciw Ai'a. Jakiś chłopa, zmierzył mnie wzrokiem.
- Ej patrz! Lalunia znalazła sobie chłoptasia! - Wyszczerzył się. Zmarszczył brwi jakby próbował
się skupić. -Coś mi tu śmierdzi panowie...
- Ja wiem co ci śmierdzi. -powiedział inny, drugi. -To jest luniak. Jeszcze aż taki pijany nie jestem
żeby tego nie zauważyć. Precelku czemu ściągnąłeś tutaj wroga! To zdrada stanu! A za
zdradę traci się głowy.
- Zwołać posiłki! -ryknął trzeci chłopak na tamtych . -Ludwi ty już żyjesz tylko rewolucją.
Może się jeszcze poprawi. Coś się utnie coś przyszyje i Ai powróci jak nowy! - Zmarszczyłem
brwi.. Tylko ja mogę na mojego Aidena, mówić Ai! Eee... Znaczy na Aidena, nie mojego...
mniejsza. To wszystko bardzo, bardzo mi się nie podobało..
- Precelku! Dlaczego?! - Ten pierwszy spojrzał na mnie. Do pokoju wtargnęły te osiłki, które
bez problemu jednym uderzeniem złamałyby nos no i parę żeber. -Vincent ty bierz blondyna!
- Którego? -kupa mięśni spojrzał to na mnie to na Ai'a. Ten sam co mówił wskazał na mnie
a ten podszedł do mnie zaraz. -Idziesz z nami! Znaczy się... Gdzie mam go zabrać?
- Zostawcie go! -warknął Aiden. -Nie powinniśmy temu zaprzestać?!
-Gada jak potłuczony! Omamił go! Vincent wynieś tego luniaka. Ja się rozprawię
z młodym -powiedział i zaczął kierować się w jego kierunku. Nie wiedziałem za bardzo o co
chodzi, o co IM chodzi. Aiden odruchowo sięgnął po różdżkę. -Ej ,ej. Nie chcemy się bić.
Przecież wiesz.
-Wiem tylko tyle że gdybyś chciał od razu byś mnie walnął. Co cię powstrzymuje Oli? Hm?
Może mam ci przypomnieć z jakiego domu jest twoja dziewczyna! -warknął Ai, po czym
wycelował w niego. Wychodziło na to, że to on dowodził całą tą akcją. I do tego był
najbardziej trzeźwy, patrząc po nich. Po chwili ponad 8 różdżek celowało we mnie i Aia.
Mieli przewagę liczebną. To było chore. Postanowiłem jakoś temu zaprzestać
- STOP! Opuście różdżki! - Krzyknąłem, jednocześnie mając w rękę na różdżce, co znajdywała
się w mojej kieszeni. - Nie chcemy kłopotów.. - Zacząłem, chciałem jakoś uspokoić
podpitych kolesi, na co oni się roześmiali. - Jestem Prefektem! - Zawołałem byłem
podenerwowany a oni chcieli nas rozdzielić. Nie mogłem na to pozwolić, bo nie zniósłbym
myśli, że nie wiem co się dzieje z Ai'm
- Wiecie co? -wyszczerzył się Oliver, jak mniemam. - Chyba już wiem o co mu chodzi.
I że tego nie zauważyłem. Oj precelku masz od nas podwójną nauczkę. Mamy tu dwóch
pedziów. Wiesz co robić Sandor?
-Coś ty powiedział? -warknąłem, wkurzyłem się, sam właściwie nie wiem czemu. Jestem Bi,
tak ale nikt prawie, że o tym nie wie i może to mnie zdenerwowało, że on nie znając mnie
nazwał mnie 'pedziem' na głos i już wiedziałem, że to się źle skończy.
Ten cały Sandor podszedł do mnie, był barczysty i ogólnie przypominał młodego Ogara.
Jednym zaklęciem sparaliżowałem Sandora. I poszedłem w stronę Oliviera.
-Pół główki! Może jakoś zaatakujecie czy będziecie tak stali i pachnieli! - krzyknął a reszta
mięśniaków ruszyła na mnie. Rozpętała się niezła bijatyka i słychać było co chwila albo
zaklęcie rozbrajające albo do obrony oraz te bardziej w celu ataku. W jednym momencie
dwóch mięśniaków lekko ogłuszonych, trzymało mnie, chodź się nadal rwałem to jednak
kupa mięsa trzymała mnie w stalowych objęciach. Ai miał trochę gorzej, bo jeden z tych
bardziej 'inteligentnych' powiesił go za kostkę i teraz dyndał, nie mogąc się uwolnić z zaklęcia,
a różdżka leżała za daleko. Wyprowadzili mnie, chodź ten nadal się wyrywałem.
Gdy mnie wyciągnęli z pokoju, cały czas się szarpałem chodź nie miałem szans przy nich.
Zabrali mi różdżkę oraz trzymali w żelaznym uścisku ciągnąc mnie przez korytarzyk,
później przez schody a następnie przez PW i wyrzucili mnie, stojąc w przejściu
na korytarz przy ich wejściu do PW. - No i zostaw Precelka, nie będziesz go nam
Luniakował! - Powiedział jeden z nich, kiedy mnie wypchali mocno, tak że się wywaliłem,
a który lekko kulał ~ Oczywiście dzięki mnie. Drugiemu chyba, złamałem rękę lub
przynajmniej coś z nadgarstkiem zrobiłem ponieważ widziałem jak się krzywił na nią.
Gdy już mieli wracać do siebie, ten z bolącą ręką zawrócił się podszedł do mnie.
Nadal leżałem na wpół, na ziemi ponieważ bolała mnie lekko kostka od tego, że nie
dość kopnął mnie ktoś mocno w nią podczas bójki, to również gdy mnie ciągnęli to
uderzałem o różne rzeczy a także i o stopnie. Gdy uniosłem się na łokciach, chcąc wstać
gdy do mnie doszedł ten zamachnął się i kopną mnie w twarz i dopiero potem odszedł, śmiejąc
się i gadając jakieś głupoty chwilę leżałem na ziemi trzymając się za bolący nos, dopiero
gdy pulsujący ból troszkę zmalał i mogłem już myśleć o czymś innym, od razu się
zorientowałem, że leci mi krew z nosa, a po chwili podeszła też myśl, że Aiden został
tam sam, z tymi głupimi, pijanymi osiłkami. Przestraszyłem się nie na żarty.
Szybka poderwałem się, przy okazji krzywiąc się na ból w kostce. I podszedłem do Obrazu.
- Musisz mnie wpuścić! - Zawołałem do niej, budząc ją. Budząc, ponieważ spała
a teraz wyglądała na niezadowoloną.
- Hasło. - Powiedziała.
- Nie znam! - Odpowiedziałem pocierając czoło. - W takim razie nie wejdziesz.
Odpowiedziała. Ja zaś spojrzałem na nią zły. - ALE MUSISZ MNIE WPUŚCIĆ! TO WAŻNE!
- Nie ma Hasła, nie ma wejścia.
-Jestem Prefektem, do kurwy nędznej!
Uniosłem się zdenerwowany ta zaś spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem.
- Wpuścić bez hasła mogę tylko Naczelnego jak już. - Odpowiedziała i odwróciła się.
- ALE TO WAŻNE! Grodzi mojemu.. przyjacielowi niebezpieczeństwo!
- To idź po profesora. - Odpowiedziała.
- Ale będzie za późno! - Piekliłem się.
- Nie wpuszczę cię. - Odpowiedziała i zaczęła znikać z portretu na inne.
- CZEKAJ! - Zawołałem waląc w obraz. - Masz mnie wpuścić rozumiesz! - Krzyczałem,
ale na nic to było, jej już nie było a nawet nikt z Papillonów nie poczłapał się by otworzyć
wejście i sprawdzić kto tak wali i się drze.
Zły osunąłem się na ścianie obok obrazu łapiąc się za nos, zatykając go i przechylając twarz
do góry. Byłem pewny, że mam złamany, strasznie mnie bolał a krew cały czas się lała.
Po pewnym czasie zaczęło mi się nawet kręcić w głowie, dlatego postanowiłem iść
do Siostry Heleny, czyli do SS.
Po tym gdy doszedłem siostra nawet nie pytała się o co chodzi od razu 'naprawiła mi nos'
lecz dalej mnie bolał i trochę krwawiłem dała mi eliksir i maść. Założyła mi mały
opatrunek na nos z tą właśnie maścią oraz kazała nosić cały czas także jak będę się kład
spać i dopiero jutro mam przyjść przed śniadaniem to zdejmie [nałożyła specjalne zaklęcie
by mi nie zeszła czy cóś.] i da znów eliksir.
Tak też wróciłem do siebie, zwracając uwagę gdy przechodziłem przez Pokój wspólny.
Dziewczyny się spytały o co chodzi ale zbyłem je mruknięciem i poszedłem do Dormitorium,
Adama nie było - O tyle dobrze. - Więc miałem spokój i zamknąłem zaklęciem drzwi na
wszelki wypadek.
Po godzinie może dwie? Usłyszałem pukanie. Gdy otworzyłem
zobaczyłem jakiegoś pierwszaka, który mi powiedział, że ktoś do mnie jest przed naszym
PW, i prosił by mnie zawołać.
Kiwnąłem mu głową i dałem cukierka, a następnie poszedłem z sercem w gardle do wyjścia.
W myślach wiedziałem kto to jest. Lecz dopiero gdy przeszedłem przez PW luniaków
i wyjrzałem na korytarz, potwierdziłem moje przypuszczenia. Wyszedłem całkiem na
korytarz i stanąłem przed Aid'im.
< Ai? Hehe dobra to co pisaliśmy przekształciłam teraz ty przekształć i tylko dodasz ten
fragment co się działo u ciebie i to jak przyszedł do mnie i wogóle... :p>
wtorek, 14 kwietnia 2015
Papillonlisse: Od Aiden'a-c.d. David'a
Kiedy się od mnie… No cóż oderwał nadal czułem na swoich wargach posmak jego ust. Nie do końca wiedziałem, co mam mu powiedzieć. Nie miałem nawet pojęcia jak na to zareagować. Odwróciłem głowę by spojrzeć gdzieś w dal, a chłopak westchnął ciężko.
- Wiesz, co… Zapomnij o tym. Tak jak Adam… -powiedział zdołowany na tyle, że chyba nawet i ja nie będę potrafił go pocieszyć. Nie teraz, kiedy to wszystko muszę poukładać w głowie.
- Dave… -zacząłem i odwróciłem się do chłopaka. Tyle, że co chciałem mu powiedzieć? Chciałem go tylko pocieszyć, lecz coś mi mówiło, że to nie było tylko to. –Nic się nie stało… Znaczy, jeśli chcesz możemy zapomnieć o tym…, O czym to? No właśnie. Szczerze tak między nami nienajgorzej całujesz. Twoja wybranka ma szczęście. Ale może tak wychwalam, bo nigdy nie całowałem się z chłopakiem? Dobra… Drążę temat. Kumplu chodźmy się przejść to może znajdziemy kompletnie inny temat? Na przykład… Czy nie sądzisz, że smoki w dzisiejszym świece są dyskryminowane?
- Hm… Jakby się tak zastanowić to twierdzę, iż nie do końca –powiedział i nawet się uśmiechnął. Lecz nie mam pojęcia ile w tym uśmiechu było tego szczerego uśmiechu, a ile wymuszonego.
- Ale… Ja tam twierdzę iż są niesłusznie uznawane za mordercze stworzenia. Można przecież je jakoś udomowić. Jestem tego pewien. Przecież nie każdy smok musi być maszynką do zabijania. Prawda? -spytałem.-Po za smokami Dany… No, ale… Ja i tak wiem swoje.
- Za dużo się naoglądałeś bajek z siostrą Ai –powiedział, a ja oddałem mu sójką w bok. Ruszyliśmy w stronę błoń rozmawiając o tym jak to zwierzęta magiczne są traktowane okropnie w naszym świecie. Ja twierdziłem, że skrzaty są dyskryminowane i że powinny mieś przynajmniej niską płacę, a Dave rozgadał się o tym, jakie to wile są ładne. Nie podzielałem jego zdania w szczególności, że są tylko ładne, dopuki po chwili cię nie otumanią. I wyobrażasz sobie, że siedzisz na jednorożcu a przed tobą stoi owa wila bez niczego i podchodzi tym swoim uwodzicielskim krokiem. I tym sposobem doprowadziłyby do szaleństwa i śmierci. Po czym porównałem je do syren, a ten zmarszczył nos mówiąc, że to jest niebo a tamto piekło. Przypominając sobie żeglarskie historie nagle zacząłem przytakiwać, bo nie każda syrenka to była milusia Arielka. Z błoni ruszyliśmy na dziedziniec a tam dojrzeliśmy skromny pojedynek młodych uczniów. Chłopak przygryzł wargę jakby pojedynki przywoływały w nim jakieś nieprzyjemne wspomnienia.
- Tak, więc streszczając naszą rozmowę… Skrzaty powinny mieć płacę, ale odebrany alkohol, bo nie są zbyt trzeźwe nawet, jeśli to piwo kremowe. Wile są lepsze od syrenek, które nie są Arielkami. Smoki nieokiełznana sfajczą wszystko, pegazy powinny dostawać więcej paszy a te wielkie konie, które zaczynają się na a powinny się dzielić trunkiem, który piją. –powiedziałem, a Dave przytaknął. Może to dziwne, ale dopiero teraz zauważyłem, że jest naprawdę… Przystojny? Nigdy nie oceniałem tak chłopaków. Jednakże to nadal przyjaciel nawet, jeśli mnie pocałował to nadal jest przyjaciel.
- A tak w ogóle mój kumplu to ile miałeś dziewczyn? –spytał wytrzeszczając się, ponieważ znał odpowiedź. Może ja nie byłem aż tak przystojny, ale ja po prostu przebierałem w poszukiwaniu tej jedynej a nie brałem, co leci, co pies wykopie i co babka na targu po przecenie sprzeda.
- Nie do końca pamiętam mój przyjacielu. Bodajże, 5… Ale to ty pochwal się jak długo wytrzymywały twe związki? I jak się kończyły? Bo moje nie trwały krótko i chodź to takie nie męskie to dziewczyny ze mną kończyły. –podrapałem się niezręcznie po karku. –Może to głupie, ale po prostu nie lubię łamać serc nawet, jeśli naprawdę chcę z tą dziewczyną zerwać. Po prostu nie mogę, bo boję się o to jak może zareagować. Miałeś tak kiedyś?
- Ale że co? Że bałem się iż moja dziewczyna po tym jak ją rzucę to rzuci się z okna najwyższej wierzy? –przytaknąłem, a ten wzruszył ramionami. Zmarszczyłem nos, a blondyn uniósł brew. Jego oczy wpatrywały się w moje. Serducho nagle zabiło szybciej, ale to nie mogło być to.
- Dave to jak teraz? Wygadałeś się i w ogóle. Gdzie zmierzasz? Jak chcesz to wpadaj do mnie powiedz tylko obrazowi, że chcesz rozmawiać z preclem, a powinni mnie zawołać. Proszę cię nie pytaj, dlaczego precel, bo nawet, jeśli będziesz drążył to i tak ci nie powiem. –palcem wskazującym dźgnąłem go. –To jest tylko i wyłącznie moja sprawa… No i wszystkich Papilonów, ale oni i tak pary nie puszczą. Chyba, że są niczym Brutus, a wtedy będę mógł wypowiedzieć te słynne słowa „I ty Brutusie przeciw mnie?” To jak? I tak i tak zmierzam w stronę dormitorium. Nie przejmuj się tylko ludźmi najwyżej… Najwyżej cię zjedzą, ale wpierw nabiją na pal i usmażą na rożnie.
David uśmiechnął się jakby już zapomniał o tym wszystkim, co się wydarzyło. To dobrze a może i nie? Może powinienem przetrzeć oczy jeszcze raz by zrozumieć ten dość skomplikowany świat? Obraz poprosił o hasło, przy czym spiorunował blondyna wzrokiem jednakże to ja go wpuściłem. Niczym prawdziwi ninja przedostaliśmy się do mojego pokoju. Był pusty, ale to, dlatego że chłopaki grali w wybuchającego durnia w pokoju wspólnym.
- Witam w moim królestwie! –wskazałem na ten wielki burdel i jedyne pościelone łóżko, które należało do mnie. Nie chodzi o to, że jestem pedantem po prostu jeden skrzacior mój brachol mnie polubił i mi ścieli oraz nawet układa ubrania w szafie. W kosteczkę! –Siadaj gdzie chcesz…, Ale nie radzę siadać na podłodze. Nigdy nie wiadomo, jakie czyhają tam potwory. Widzisz przyjacielu żyją tu niechlujne osobniki, dla których podłoga to śmietnik, szafka, kosz na brudne ciuchy i w ogóle… Chcesz coś zjeść? Pucek przyniósł mi muffinki. Znaczy przynajmniej tak się umówiliśmy. Pucuś to skrzat tak jakby, co. Bo chyba tylko ja mam takie cudowne przezwisko jak precel jednakże nie używajmy go…
Podszedłem do skrzyni gdzie na ciuchach leżał talerzyk a na nim parę muffinków. Wyciągnąłem je i podałem blondynowi, który usiadł na moim łóżku. Chłopak spojrzał to na babeczkę to na mnie, ale w końcu wziął ażeby był pewny, że nie są zatrute to sam wziąłem jeden i zjadłem.
- Pucuś jest dobrym skrzatem nie otruł nas. –uśmiechnąłem się i David zrobił to samo. Miał łady uśmiech. Dosyć! To przyjaciel nie traktuj go inaczej. Chciałem coś powiedzieć, ale jedynie, co mi przyszło na myśl to powrót do tego, co mieliśmy zapomnieć, ale ja nie potrafiłem.
[Davidku? ^-^]
- Wiesz, co… Zapomnij o tym. Tak jak Adam… -powiedział zdołowany na tyle, że chyba nawet i ja nie będę potrafił go pocieszyć. Nie teraz, kiedy to wszystko muszę poukładać w głowie.
- Dave… -zacząłem i odwróciłem się do chłopaka. Tyle, że co chciałem mu powiedzieć? Chciałem go tylko pocieszyć, lecz coś mi mówiło, że to nie było tylko to. –Nic się nie stało… Znaczy, jeśli chcesz możemy zapomnieć o tym…, O czym to? No właśnie. Szczerze tak między nami nienajgorzej całujesz. Twoja wybranka ma szczęście. Ale może tak wychwalam, bo nigdy nie całowałem się z chłopakiem? Dobra… Drążę temat. Kumplu chodźmy się przejść to może znajdziemy kompletnie inny temat? Na przykład… Czy nie sądzisz, że smoki w dzisiejszym świece są dyskryminowane?
- Hm… Jakby się tak zastanowić to twierdzę, iż nie do końca –powiedział i nawet się uśmiechnął. Lecz nie mam pojęcia ile w tym uśmiechu było tego szczerego uśmiechu, a ile wymuszonego.
- Ale… Ja tam twierdzę iż są niesłusznie uznawane za mordercze stworzenia. Można przecież je jakoś udomowić. Jestem tego pewien. Przecież nie każdy smok musi być maszynką do zabijania. Prawda? -spytałem.-Po za smokami Dany… No, ale… Ja i tak wiem swoje.
- Za dużo się naoglądałeś bajek z siostrą Ai –powiedział, a ja oddałem mu sójką w bok. Ruszyliśmy w stronę błoń rozmawiając o tym jak to zwierzęta magiczne są traktowane okropnie w naszym świecie. Ja twierdziłem, że skrzaty są dyskryminowane i że powinny mieś przynajmniej niską płacę, a Dave rozgadał się o tym, jakie to wile są ładne. Nie podzielałem jego zdania w szczególności, że są tylko ładne, dopuki po chwili cię nie otumanią. I wyobrażasz sobie, że siedzisz na jednorożcu a przed tobą stoi owa wila bez niczego i podchodzi tym swoim uwodzicielskim krokiem. I tym sposobem doprowadziłyby do szaleństwa i śmierci. Po czym porównałem je do syren, a ten zmarszczył nos mówiąc, że to jest niebo a tamto piekło. Przypominając sobie żeglarskie historie nagle zacząłem przytakiwać, bo nie każda syrenka to była milusia Arielka. Z błoni ruszyliśmy na dziedziniec a tam dojrzeliśmy skromny pojedynek młodych uczniów. Chłopak przygryzł wargę jakby pojedynki przywoływały w nim jakieś nieprzyjemne wspomnienia.
- Tak, więc streszczając naszą rozmowę… Skrzaty powinny mieć płacę, ale odebrany alkohol, bo nie są zbyt trzeźwe nawet, jeśli to piwo kremowe. Wile są lepsze od syrenek, które nie są Arielkami. Smoki nieokiełznana sfajczą wszystko, pegazy powinny dostawać więcej paszy a te wielkie konie, które zaczynają się na a powinny się dzielić trunkiem, który piją. –powiedziałem, a Dave przytaknął. Może to dziwne, ale dopiero teraz zauważyłem, że jest naprawdę… Przystojny? Nigdy nie oceniałem tak chłopaków. Jednakże to nadal przyjaciel nawet, jeśli mnie pocałował to nadal jest przyjaciel.
- A tak w ogóle mój kumplu to ile miałeś dziewczyn? –spytał wytrzeszczając się, ponieważ znał odpowiedź. Może ja nie byłem aż tak przystojny, ale ja po prostu przebierałem w poszukiwaniu tej jedynej a nie brałem, co leci, co pies wykopie i co babka na targu po przecenie sprzeda.
- Nie do końca pamiętam mój przyjacielu. Bodajże, 5… Ale to ty pochwal się jak długo wytrzymywały twe związki? I jak się kończyły? Bo moje nie trwały krótko i chodź to takie nie męskie to dziewczyny ze mną kończyły. –podrapałem się niezręcznie po karku. –Może to głupie, ale po prostu nie lubię łamać serc nawet, jeśli naprawdę chcę z tą dziewczyną zerwać. Po prostu nie mogę, bo boję się o to jak może zareagować. Miałeś tak kiedyś?
- Ale że co? Że bałem się iż moja dziewczyna po tym jak ją rzucę to rzuci się z okna najwyższej wierzy? –przytaknąłem, a ten wzruszył ramionami. Zmarszczyłem nos, a blondyn uniósł brew. Jego oczy wpatrywały się w moje. Serducho nagle zabiło szybciej, ale to nie mogło być to.
- Dave to jak teraz? Wygadałeś się i w ogóle. Gdzie zmierzasz? Jak chcesz to wpadaj do mnie powiedz tylko obrazowi, że chcesz rozmawiać z preclem, a powinni mnie zawołać. Proszę cię nie pytaj, dlaczego precel, bo nawet, jeśli będziesz drążył to i tak ci nie powiem. –palcem wskazującym dźgnąłem go. –To jest tylko i wyłącznie moja sprawa… No i wszystkich Papilonów, ale oni i tak pary nie puszczą. Chyba, że są niczym Brutus, a wtedy będę mógł wypowiedzieć te słynne słowa „I ty Brutusie przeciw mnie?” To jak? I tak i tak zmierzam w stronę dormitorium. Nie przejmuj się tylko ludźmi najwyżej… Najwyżej cię zjedzą, ale wpierw nabiją na pal i usmażą na rożnie.
David uśmiechnął się jakby już zapomniał o tym wszystkim, co się wydarzyło. To dobrze a może i nie? Może powinienem przetrzeć oczy jeszcze raz by zrozumieć ten dość skomplikowany świat? Obraz poprosił o hasło, przy czym spiorunował blondyna wzrokiem jednakże to ja go wpuściłem. Niczym prawdziwi ninja przedostaliśmy się do mojego pokoju. Był pusty, ale to, dlatego że chłopaki grali w wybuchającego durnia w pokoju wspólnym.
- Witam w moim królestwie! –wskazałem na ten wielki burdel i jedyne pościelone łóżko, które należało do mnie. Nie chodzi o to, że jestem pedantem po prostu jeden skrzacior mój brachol mnie polubił i mi ścieli oraz nawet układa ubrania w szafie. W kosteczkę! –Siadaj gdzie chcesz…, Ale nie radzę siadać na podłodze. Nigdy nie wiadomo, jakie czyhają tam potwory. Widzisz przyjacielu żyją tu niechlujne osobniki, dla których podłoga to śmietnik, szafka, kosz na brudne ciuchy i w ogóle… Chcesz coś zjeść? Pucek przyniósł mi muffinki. Znaczy przynajmniej tak się umówiliśmy. Pucuś to skrzat tak jakby, co. Bo chyba tylko ja mam takie cudowne przezwisko jak precel jednakże nie używajmy go…
Podszedłem do skrzyni gdzie na ciuchach leżał talerzyk a na nim parę muffinków. Wyciągnąłem je i podałem blondynowi, który usiadł na moim łóżku. Chłopak spojrzał to na babeczkę to na mnie, ale w końcu wziął ażeby był pewny, że nie są zatrute to sam wziąłem jeden i zjadłem.
- Pucuś jest dobrym skrzatem nie otruł nas. –uśmiechnąłem się i David zrobił to samo. Miał łady uśmiech. Dosyć! To przyjaciel nie traktuj go inaczej. Chciałem coś powiedzieć, ale jedynie, co mi przyszło na myśl to powrót do tego, co mieliśmy zapomnieć, ale ja nie potrafiłem.
[Davidku? ^-^]
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Ombrelune: Od David'a Do Aiden'a
Szedłem korytarzem, rozglądając się dookoła. Szukałem Aidena ale nigdzie nie mogłem
go znaleźć, nagle zza rogu, jak torpeda wybiegł jakiś chłopak, który po bliższym
przyjrzeniu się, okazał się właśnie Ai'm. Gdy ostro wyhamował przede mną, o mało na mnie
nie wpadając, od razu się wyszczerzył.
- O tu jesteś! - Zawołał. - Szukałem Cię, ale nigdzie nie mogłem cię znaleźć. - Podrapał
się po głowie, dalej szczerząc jak głupi.
- Ja też Cię szukałem. - Odpowiedziałem mu, uśmiechając się lekko. - I widać musieliśmy
się mijać. - Dodałem.
- Co jest? - Zapytał zmartwiony, na co zmarszczyłem brwi.
- Co? Nic, nie wiem o co ci chodzi. - Mruknąłem.
- Oj już ty dobrze wiesz! - Zawołał. - Coś Cię dołuje, chcesz pogadać?
Zapytał a ja westchnąłem.
- Taaa... - Mruknąłem. - Może chodź na błonie co? - Zapytałem, patrząc na niego niepewnie.
- Pewnie!
~*~
- To mów o co chodzi? - Zapytał gdy siedzieliśmy na mostku, przy jeziorze.
- Mam tego po uszy w nosie... Mam dość. - Powiedziałem wzdychając.
- Ale czego?
- Bo.. Widzisz mój związek z Les... Na początku było w porzo... W wakacje też...
Ale odkąd wróciliśmy do szkoły, to katastrofa! - Uniosłem się lekko. - Ciągle się kłócimy,
wrzeszczymy i wyzywamy. O wszystko się czepia, i chodź wiem, że pewnie bez winny nie
jestem, to nie potrafię się z nią dogadać!
- Może.. Powinniście o tym pogadać? - Zaproponował nie pewnie, zerkając na mnie a ja na niego.
- Nie... Nie chce, nie mogę, nie potrafię z nią szczerze porozmawiać o takich rzeczach!
- Czemu?
- Bo i tak ją oszukuję! - Krzyknąłem w przypływie... Czegoś. I wiedziałem, że za dużo powiedziałem..
- Czemu ją oszukujesz? Jak? - Zaczął drążyć.
- Aiden nie..
- Powiedz, wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko. Czasem trzeba się wygadać...
- Ale ja nie mogę!
- Czemu?
- Bo nie!
- Nie ufasz mi?
- Ufam ale...!
- Nie ma ale, David. - Powiedział jak do małego dziecka, szczerząc się. - Albo mi ufasz, albo nie.
- ... - Nie odpowiedziałem, a on nie naciskał. Dziwne zawsze był taki... Wesoły nie poważny,
by się zdawało, a teraz? - Ale obiecaj, że to zostanie między nami, ok?
- Obiecuję. - Uśmiechną się.
- Bo, ja jej nie kocham... Nigdy jej zresztą nie wygłaszałem miłości. Lecz... No jest ładna..
I w ogóle jest spoko, ale nie byłem z nią nigdy szczery... Nie była nigdy dla mnie... Ważna.
A zamiast mówić, że ją kocham, mówiłem że jest dla mnie ważna... Jej to zdawało się wystarczać.
Wziąłem ją na bal, mówiłem Ci zresztą o tym i jak ją poprosiłem o chodzenie, no nie? - Pokiwał
głową. - To powiedziałem jej, że możemy wkurzyć diabła i w ogóle... I ona na to przystała.
Ale ja zrobiłem, to też z innych pobudek.. . - Zamilkłem.
- Czemu?
- Jestem gejem. - Wypaliłem. A Aiden zrobił oczy wielkości krążków od hokeja. Spanikowałem.
- Znaczy.. Nie... Jestem Bi, okey?
- Yy.. Spoko. - Chwila ciszy. Czułem się niezręcznie. Głupi! On chyba też...
- Ja w trzeciej klasie, odkryłem swoje zainteresowanie tą samą płcią. A właściwie przed, w wakacje.
I D-diabeł b-był moim obiektem za-adużenia. - Wyjąkałem... Założę się, że byłem zarumieniony po
same koniuszki uszu, ale tak dziwnie o tym mówić. - Gdy się pokłóciliśmy było mi ciężko...
Mówiłem ci o tym, no nie? No.. I po tym, gdy tak spektakularnie się pogodziliśmy i zostaliśmy sami...
J-ja go pocałowałem. - Nie patrzyłem na niego. Wlepiłem wzrok w swoje dłonie, kontynuując.
- Był w szoku takim, że nawet kilka razy oddał go, ale później mnie odsunął. Powiedziałem mu,
ale on powiedział, że nic do mnie takiego nie czuje i bla, bla,bla mniejsza o to.- Zaśmiałem się, co
zabrzmiało histerycznie. - Dlatego zaprosiłem Les... Spotkałem ją tuż po tym, jak on poszedł sobie.
Udawałem, że niby nic się nie stało, ale to bolało. J-jaa... Ja chciałem go sobie zastąpić.. Ona mia-ła
mi go zastąpić.. W końcu to jego siostra, po za tym mogłem być jeszcze bliżej niego... Miałem
powód, by chociaż przesiadywać częściej u niego w domu. Balem zwróciłem jego uwagę, gdy
się dowiedział, że jestem z jego siostrą.. .. Kurwa! - Schowałem twarz w dłonie. - Ja nie....
Wiesz, że ten pocałunek z diabłem, był pierwszy z ch-hłopakiem...? I było cudownie.. Cholera!
Byłem lekko zrozpaczony.. Lekko mówiąc. A to, że Aiden milczał tylko mnie dobijało, jeszcze
bardziej.
- Uważasz, że jestem żałosny? - Zapytałem.
- Nie...
- Wiesz lubię cię. - Przerwałem mu. Tym razem na niego spojrzałem. - Zawsze wiesz jak
mnie rozśmieszyć, przy tobie dostaję głupawki i nie przeszkadza mi to, że ktoś na to patrzy.
- Dzięki też... - Tym razem znów, nie dałem mu dojść do głosu... Tylko...
Obróciłem się do niego, i złapałem go za szyję i... po całowałem.

<Aiden? >
go znaleźć, nagle zza rogu, jak torpeda wybiegł jakiś chłopak, który po bliższym
przyjrzeniu się, okazał się właśnie Ai'm. Gdy ostro wyhamował przede mną, o mało na mnie
nie wpadając, od razu się wyszczerzył.
- O tu jesteś! - Zawołał. - Szukałem Cię, ale nigdzie nie mogłem cię znaleźć. - Podrapał
się po głowie, dalej szczerząc jak głupi.
- Ja też Cię szukałem. - Odpowiedziałem mu, uśmiechając się lekko. - I widać musieliśmy
się mijać. - Dodałem.
- Co jest? - Zapytał zmartwiony, na co zmarszczyłem brwi.
- Co? Nic, nie wiem o co ci chodzi. - Mruknąłem.
- Oj już ty dobrze wiesz! - Zawołał. - Coś Cię dołuje, chcesz pogadać?
Zapytał a ja westchnąłem.
- Taaa... - Mruknąłem. - Może chodź na błonie co? - Zapytałem, patrząc na niego niepewnie.
- Pewnie!
~*~
- To mów o co chodzi? - Zapytał gdy siedzieliśmy na mostku, przy jeziorze.
- Mam tego po uszy w nosie... Mam dość. - Powiedziałem wzdychając.
- Ale czego?
- Bo.. Widzisz mój związek z Les... Na początku było w porzo... W wakacje też...
Ale odkąd wróciliśmy do szkoły, to katastrofa! - Uniosłem się lekko. - Ciągle się kłócimy,
wrzeszczymy i wyzywamy. O wszystko się czepia, i chodź wiem, że pewnie bez winny nie
jestem, to nie potrafię się z nią dogadać!
- Może.. Powinniście o tym pogadać? - Zaproponował nie pewnie, zerkając na mnie a ja na niego.
- Nie... Nie chce, nie mogę, nie potrafię z nią szczerze porozmawiać o takich rzeczach!
- Czemu?
- Bo i tak ją oszukuję! - Krzyknąłem w przypływie... Czegoś. I wiedziałem, że za dużo powiedziałem..
- Czemu ją oszukujesz? Jak? - Zaczął drążyć.
- Aiden nie..
- Powiedz, wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko. Czasem trzeba się wygadać...
- Ale ja nie mogę!
- Czemu?
- Bo nie!
- Nie ufasz mi?
- Ufam ale...!
- Nie ma ale, David. - Powiedział jak do małego dziecka, szczerząc się. - Albo mi ufasz, albo nie.
- ... - Nie odpowiedziałem, a on nie naciskał. Dziwne zawsze był taki... Wesoły nie poważny,
by się zdawało, a teraz? - Ale obiecaj, że to zostanie między nami, ok?
- Obiecuję. - Uśmiechną się.
- Bo, ja jej nie kocham... Nigdy jej zresztą nie wygłaszałem miłości. Lecz... No jest ładna..
I w ogóle jest spoko, ale nie byłem z nią nigdy szczery... Nie była nigdy dla mnie... Ważna.
A zamiast mówić, że ją kocham, mówiłem że jest dla mnie ważna... Jej to zdawało się wystarczać.
Wziąłem ją na bal, mówiłem Ci zresztą o tym i jak ją poprosiłem o chodzenie, no nie? - Pokiwał
głową. - To powiedziałem jej, że możemy wkurzyć diabła i w ogóle... I ona na to przystała.
Ale ja zrobiłem, to też z innych pobudek.. . - Zamilkłem.
- Czemu?
- Jestem gejem. - Wypaliłem. A Aiden zrobił oczy wielkości krążków od hokeja. Spanikowałem.
- Znaczy.. Nie... Jestem Bi, okey?
- Yy.. Spoko. - Chwila ciszy. Czułem się niezręcznie. Głupi! On chyba też...
- Ja w trzeciej klasie, odkryłem swoje zainteresowanie tą samą płcią. A właściwie przed, w wakacje.
I D-diabeł b-był moim obiektem za-adużenia. - Wyjąkałem... Założę się, że byłem zarumieniony po
same koniuszki uszu, ale tak dziwnie o tym mówić. - Gdy się pokłóciliśmy było mi ciężko...
Mówiłem ci o tym, no nie? No.. I po tym, gdy tak spektakularnie się pogodziliśmy i zostaliśmy sami...
J-ja go pocałowałem. - Nie patrzyłem na niego. Wlepiłem wzrok w swoje dłonie, kontynuując.
- Był w szoku takim, że nawet kilka razy oddał go, ale później mnie odsunął. Powiedziałem mu,
ale on powiedział, że nic do mnie takiego nie czuje i bla, bla,bla mniejsza o to.- Zaśmiałem się, co
zabrzmiało histerycznie. - Dlatego zaprosiłem Les... Spotkałem ją tuż po tym, jak on poszedł sobie.
Udawałem, że niby nic się nie stało, ale to bolało. J-jaa... Ja chciałem go sobie zastąpić.. Ona mia-ła
mi go zastąpić.. W końcu to jego siostra, po za tym mogłem być jeszcze bliżej niego... Miałem
powód, by chociaż przesiadywać częściej u niego w domu. Balem zwróciłem jego uwagę, gdy
się dowiedział, że jestem z jego siostrą.. .. Kurwa! - Schowałem twarz w dłonie. - Ja nie....
Wiesz, że ten pocałunek z diabłem, był pierwszy z ch-hłopakiem...? I było cudownie.. Cholera!
Byłem lekko zrozpaczony.. Lekko mówiąc. A to, że Aiden milczał tylko mnie dobijało, jeszcze
bardziej.
- Uważasz, że jestem żałosny? - Zapytałem.
- Nie...
- Wiesz lubię cię. - Przerwałem mu. Tym razem na niego spojrzałem. - Zawsze wiesz jak
mnie rozśmieszyć, przy tobie dostaję głupawki i nie przeszkadza mi to, że ktoś na to patrzy.
- Dzięki też... - Tym razem znów, nie dałem mu dojść do głosu... Tylko...
Obróciłem się do niego, i złapałem go za szyję i... po całowałem.

<Aiden? >
wtorek, 17 marca 2015
Ombrelune: Od David'a Cd. Aidena [Do Leslie]
Było za kwadrans ósma, wieczorem gdy ubrany w nienaganny strój z kwiatami w ręku,
czekałem na koniec śniadania. Les była w środku chodź ostrzegłem ją by nic nie jadła..
A jak już to by się nie przejadła i zostawiła trochę miejsca na 'niespodziankę'.
Po całym zamieszaniu z uszami i instrumentami Ai pomógł udekorować... Pomagałem!
Przysięgam!
W końcu ktoś musiał przynieść z miasteczka [po kryjomu oczywiście], wino i kupić
kwiaty które teraz trzymałem a także te do wazonu... I dekoracje kupić! A później
podawać je, zakładającemu je Solowi... Nooo i jeszcze zaczarowałem skrzypce,
na które po godzinie przemyśleń się zdecydowałem, by same grały muzykę.
I to był chyba wszystko w moim zakresie pracy... Samo dekorowanie, krycie
stolika, menu kolacji czy też jaka muzyka mają grać to była robota Aia..
Będę musiał mu się normalnie jakoś odwdzięczyć.. Bo mimo wszystko, miał więcej
roboty niż ja, a nie musiał mi pomagać..
Ale mniejsza o to. Teraz to czekałem aż Les w końcu wyjdzie z WS!
~~
Po tym kwadransie ludziska zaczęli powoli wychodzić z WS, oczywiście głupio
się na mnie patrząc. No cóż stoję sobie dość elegancko; W czarnej koszuli,
którą zdecydowałem się odpiąć na 2 guziki od góry, ciemnych jeansach, trzymając
w ręku bukiet.

Widziałem jak nasza paczka wyszła, i była lekko mówiąc zdziwiona, bo cóż
nie pojawiłem się na kolacji a stoję tu czekając na kogoś. Byli pewnie ciekaw..
Kiwnąłem do nich i zaraz pomachałem też Aiowi który wyszedł przez ogromne
drzwi. Cóż ominął prze zemnie pół kolacji... I wreszcie! Les! Rozmawiała z koleżankami,
które pewnie ciekawe były po co się stroiła na kolacje [to też jej powiedziałem..].
Wglądała... Wybornie. Z uśmieszkiem przyklejonym na ustach podszedłem do Les,
i złapałem ją za rękę. Wtedy ta się odwróciła w moją stronę a ja podniosłem i ucałowałem
jej dłoń i następnie wyciągnąłem przed siebie bukiet.
- Pozwolisz, że Cię porwę, ma piękna? - Uśmiechając się do Les, czarująco, zaś do
jej 'pisapsiułek' kiwnąłem tylko głową na powitanie, lekko się uśmiechając, zaraz
zaś znów spojrzałem na Les.
<Tera ty Diable! Pisz za Les :p>
sobota, 14 marca 2015
Papillonlisse: Od Aidena -c.d. Davida
-To było pytanie czy stwierdzenie? Z resztą, czemu miałbym nie siedzieć z tobą? Po za tym, jako że wcześnie to coś obmyślę. Na przykład dekoracje! Dekoracje rzecz święta. Może jakieś serpentyny? Albo łańcuszki? Chodź… Ona to typ, ślizgona? To może takie wycinanki w kształcie czaszek? –i już się rozgadałem, a chłopak tylko się zaśmiał dodając, że za takie dekoracje zapewne by go udusiła żywcem i poszedł. Od tak po prostu a ja wróciłem do pokoju i zacząłem rozpisywać plan. Lubiłem planować, więc nie zajęło mi to długo.
***
-A muzyka? –spytałem, kiedy na przerwie zmierzaliśmy do Sali od transmutacji. –Muzyka jest kluczowa jednakże muzyka trzeba zamawiać z wyprzedzeniem a my czasu nie mamy. Tak, więc… Trąbka, fortepian, gitara czy wiolonczela? Bo na perkusji raczej romantycznej atmosfery nie zrobię. Na wiolonczeli było by ładnie chodź w filmach zawsze są skrzypce… Zawsze uważałem, że wiolonczela ma bardziej jak dla mnie kojący dźwięk niby niski, a jednak kojący. Na trąbce zawsze mogę udawać tych orleańskich jazzmanów na przykład Louisa Armstronga. Na fortepianie zagram ci wszystko nawet marsz żałobny na twoim pogrzebie, jeśli wszystko diabli wezmą, a gitara to gitara i zagram ci każdą melodie. Więc muzyka możemy odhaczyć. Pozostało nam jeszcze… Ach no tak wszystko oprócz muzyka. Czas ciągle leci a przed nami Trasmutacja może pokażą nam jak coś zamienić w jedzenie? Przynajmniej nie będziemy musieli się targować ze skrzatami…
- Powątpiewam. Zapewne będziemy zamieniać zapałkę w więcej zapałek albo krzesło w zapałki albo stół w trumnę. Przynajmniej to by mi się przydało –uśmiechnął się. –A coś jeszcze jest na tej twojej liście? Takie coś na czarną godzinę.
- Obliviate? –powiedziałem niepewnie. Te zaklęcie nigdy nie działo tak jak powinno i obawiam się, że byśmy jej całą pamięć wyczyścili, a to nie byłoby dobre. –Albo… Dobra to jedyne, co mam w zanadrzu chyba, że masz Felix Felicis i je całe wypijesz przed tą kolacją a wtedy, jeśli wierząc w to, co czytałem to wszystko powinno pójść jak po maśle.
Weszliśmy do klasy akurat wtedy, kiedy zabrzmiał dzwonek. Usiadłem koło blondyna a przed nami siedziała naprawdę ładna, krukonka… Chodź u nich to się inaczej nazywa. Chyba nigdy nie ogarnę ich nazw podobnie jak do perfekcji ich akcentu.
- Dziś chodź może to zabrzmi zabawnie to będziemy przy pomocy zaklęć dorabiać waszej zastawie stołowej uszy, ogony i tym podobne. –uśmiechnął się do klasy. Po czym wypowiedział formułkę a jego talerz uzyskał nowy look. Otóż stał się w panterkę! Spojrzał na nas a ponad połowa klasy miała opadnięte szczeny. To nie mogło być trudne. –Najważniejsze jest to by sobie wyobrazić, co chcemy dodać naszej zastawie. Na przykład psi pysk czy też skorupę żółwia. Może urządzimy konkursik. Kto wyczaruje najdziwniejszą mieszankę zwierząt na zastawie wygrywa dodatkowe punkty! Tylko proszę się skupić!
- Oczywiście- odrzekła klasa chórkiem i zaczęła wyczarowywać swoim łyżkom, talerzom, miskom i tak dalej pyski, oczy, ogony, uszy i tym podobne. Sam spróbowałem jednakże dziewczyna z naprzeciwka totalnie mnie rozpraszała i to ona doprowadziła do katastrowy. Jej piękne kobaltowe oczy spojrzały na mnie tak uroczo, że moją zastawą okazał się być David.
-Aiden, co ty do cholery mi zrobiłeś?! –spojrzałem na niego i dopiero po chwili zobaczyłem jego piękne kocie uszy. Nauczyciel spojrzał na nas właśnie w tej chwili, kiedy chciałem to wszystko odkręcić, ale blondyn dostał od mnie dodatkowo końską grzywę ale przynajmniej koloru jego wcześniejszych włosów. –Po lekcji przysięgam ci, że sięgnę do ksiąg w bibliotece i przeczytam „Jak torturować ludzi”! A ty będziesz mim królikiem doświadczalnym.
- Panie Martines. –nauczyciel jakby się zmaterializował koło nas chodź zapewne tylko mi się wydawało. –Rozumiem, iż jest pan oburzony, ale odbywa się lekcja i inni chcą się uczyć! A ty Solance zaprowadź Martines’a do pielęgniarki. Z tego, co wiem powinna ci pomóc, ale wszystko to powinno zejść jutro.
Teraz to na pewno mnie udusi. Bo pewnie uszy by i ukrył, ale czuprynę? Może jego dziewczyna stwierdzi, że to nowa moda? Z resztą na szczęście to była przed ostania lekcja. Wyszedłem z nim z klasy i całą drogę do pielęgniarki patrzył na mnie z wyrzutem. Przecież jego fryz zawsze można podciąć i od razu zakryć uszy. Nie widzę nic w tym trudnego, ale on najwyraźniej tak.
- Mogłeś się nie lampić tymi maślanymi oczkami na dziewczyny! Patrz, co mi zrobiłeś! I może bym miał to wysoko w poważaniu gdyby nie ta durna kolacja! Może masz jakiś plan, co zrobić, jeśli te uszy mi nie zejdą? Hmm? –prychnął urażony. Zawsze miałem plan b, kiedy plan a się zawalił. Nie myślałem długo by dojść do wniosku, że można to wszystko jeszcze uratować.
- Beret! Może takie cofnięcie w czasie do lat 40! Zmieni się ozdoby i w ogóle, a beret przykryje uszka. Chodź, jeśli nie podoba ci się to może po prostu elegancki kapelusz albo zaczesany fryz tak by uszy były niewidoczne. Bo przecież grzywę można podciąć. Chodź jestem za latam, 40 bo przynajmniej wtedy bym wiedział, co grać. Jazz zawsze spoko. Chodź, jeśli nie lubi.. Z resztą prawie nic nie wiem o tej wybrance twego serca. Bo co jeśli Jazz zacznę grać, a ta podejdzie i magicznym sposobem mi ją wyprostuje to nagle moja trąbeczka stanie się wuwuzelą. –westchnąłem.
- Ale przynajmniej jedzenie mamy załatwione? –spytał.
- Tak. I przypomnij mi abym cię jutro strzelił. Wiesz jak trudno było mi z nimi zawiązać kompromis? Po za tym chodź to „dobre” skrzaty. To mają kartkę z zasadami gdzie jest napisane drukowanymi literami „Skopać tych, którzy chcą ukraść babeczki”. A że ty zapisałeś „taca babeczek” to chciałem wziąć i powiem tylko tyle… Ał. –skrzywiłem się na samo wspomnienie napadu przez małe stworki. Skrzaty przygwoździły mnie do ziemi i prawie wykręciły rękę. –Jednakże umówiłem się z nimi, że będę pomagał w przygotowaniu obiadu… Przez kolejny miesiąc. A żeby mnie dobić stwierdziły, że obsadzą mnie na miejscu skrzata, który obiera cebulę. Jednakże ma się sposoby potwierdzone przez babcie. Więc źle nie jest. Umówiłem się z skrzatami, że przeteleportują jedzenie i je ustawią tak jak im opisałem. Niestety pić gwiazd nie będziecie, ponieważ to twoja działka i nie wiem czy ruszyłeś zadek by pójść po tego szampana. No chyba, że nie chcesz…
Wpadliśmy do skrzydła szpitalnego a pielęgniarka widząc David’a zacmokała z zdegustowaną miną. Pewnie nie raz spotykała się z tym przypadkiem. Zostawiła nas i znikła. Może po trunek dla blondyna by jego klawe uszka wyparowały. Tak jak tak patrzyłam to wyglądał trochę jak kotołak bez ogona, a jego blond włosy opadały mu na twarz jak tej dziewczynce, co wychodziła z telewizora. Dziwiło mnie, że coś przez nie widzi. SS nie było opuszczone, więc stwierdziłem, że może lepiej nie mówić do niego po imieniu. Nie czekaliśmy długo a pielęgniarka wróciła i dała blondynowi flakonik z cieczą koloru ultramaryny. Chłopak duszkiem wychlał cały flakonik i dopiero po chwili skrzywił się.
- To.. Ekhem Ekhem… Smakuje jak cynamon tyle, że… Ekhem Ekhem… Z posmakiem fetoru skunksa! –krzyknął i spiorunował mnie wzrokiem. Ale przecież to nie ja kazałem mu pić łapczywie coś, co równie dobrze mogło go zabić, bo nawet nie usłyszał ile tego maił wypić. Jednakże pomału, ale to naprawdę pomału jego kocie uszka stawały się, co raz to mniejsze a fryz, co raz to krótszy. –I jak? Widać już tą poprawę? Nie będziesz musiał mnie obcinać? Bo obawiam się, że skończyłbym bez włosów.
- O okrutne, że nie wierzysz w moje możliwości fryzjerskie! A ty myślisz, że kto obcinał włosy lalkom tak jak to moje małe kochane chciało? Moje małe kochane to moja siostra. Tak jakby, co. Ma trzy lata. Tak jakby, co. Więc chyba rozumiesz albo też nie jak to jest, kiedy takie małe się rozwrzeszczy, bo chce, aby jej lalka miała krótsze włosy albo się uprze, że jej lalka ma rozdwojone końcówki chodź sama pewnie nawet nie wie, co to są rozdwojone końcówki. Więc nie martw nie wyglądałbyś źle, bo tylko 2 razy siostra płakała, kiedy fryzury lalek jej się nie podobały. Pomińmy fakt, że pozostały wtedy bez włosów. –wyszczerzyłem się. –No to tak odwracając kota ogonem. To, jaki wybierasz instrument? Bo nie wiem, jaki gwizdnąć z Sali do muzykologi. Jak stwierdzisz, że fortepian to poproszę moich starych znajomych. Może mi znów nie wykręcą ręki. Byłbym wtedy wdzięczny. Lecz czego się nie robi dla kumpla.
[David?]
P.S. Przepraszam że tak długo
sobota, 7 marca 2015
Ombrelune: Od Davida Cd. Leslie
Boże! Na szczęście już po niedługim czasie byliśmy w szkole.
Z czasem coraz bardziej zarozumiała się stawała..
I na litość boska co ona tam trzyma?! Te toboły ciężkie jak cholera!
Na moje nieszczęście powóz mieliśmy sami dla siebie..
Oczywiście później złapałem ją za rękę - nie zważając na jej protesty bo w końcu
dalej jest 'fochnięta' i podążyłem z nią do szkoły a później do WS, gdzie jak
na dżentelmena od siedmiu boleści przystało, grzecznie odsunąłem jej krzesło
i zaraz usiadłem obok.
Ajajaj! Cholerny El Diablo Bóg od siedmiu boleści pseudo seksu i śmiechu wartej rospusty
miał cholerną racje!
A ta 'cholerna racja' Diabełka brzmiała, że mnie ostrzegał, że wchodząc w związek
z jego siostrą w gówno się wpakuje!
Ale oczywiście racji mu na głos nie przyznam... Po za tym ten związek miał na celu
go wkurwianie [co oczywiście 100% działa] taka moja mini zemsta... Eh.
Przynajmniej jeden plus, że w tym roku mam SUM'y to będę mógł się wywijać
nauką i sobie spędzę czas z Ai'm. Wydaje mi się, że Les go nie lubi...
Cóż tym lepiej dla mnie. Ja będę z nim się spotykał a ona nie będzie chciała wtedy
z nami przebywać... Fajna wymówka.
"- Gdzie idziesz?
- Do Aidena chcesz iść ze mną?
- Nie... "
Taaaa to by było spoko wystarczyło by, że bym mówił, że idę do niego i będę mieć
spokój. Oby tylko go jeszcze bardziej znielubiła, tym lepiej dla mnie.
- David!
- Yyy... Co? - Zapytałem otrząsając się z moich wspaniałych myśli na temat.
"Jak najłatwiej pozbyć się, nie potrzebnego balastu z głowy - Czyt. DZIEWCZYNY!"
- Mówię do ciebie od 5 minut a ty nawet nie reagujesz! - O boż znów pretensje.
- Olewasz mnie!
- Wcale nie, nie olewam... Tylko się zamyśliłem.. O co chodzi?
- Właśnie o to! Czemu siedzisz i nawet nie klaszczesz gdy ktoś do nas dochodzi
mógłbyś chociaż oglądać ceremonie...
- Wybacz po prostu rozmyślam o... - No dalej myśl! Coś by ją udobruchać! - Niespodziance!
- Niespodziance? - Uniosła brew.
- Tak. - Odpowiedziałem pewnie i włożyłem na usta zadowolony uśmieszek by pokazać,
że nie kłamię na poczekaniu... Co właściwie robię - Mam dla ciebie niespodziankę..
tak by uczcić nowy rok szkolny.. Jutro przyjdź na wierzę tą nie używaną wschodnią, dobrze?
- Oki! Yyy... znacz... Dobrze mogę przyjść skoro ci tak zależ... - 'Wcale mi nie zależy!
nawet JA nie wiem co to ma być za niespodzianka, więc nie musisz się fatygować,,,
Boż! Muszę poprosić Ai'a o pomoc może będzie miał jakiś pomysł..'w tym czasie ona
niby nie wzruszona tą zapowiedzią o 'niespodziance' odwróciła się i zaczęła jeść to co
pojawiło się na stołach, co oznacza, że ceremonia dobiegła końca.
~*~
Było po 21, i o wiele bliżej 22, gdy próbowałem się dostać do PW Papilonów.
O to, że dostanę szlaban za włóczenie się po nocach, w końcu jestem prefektem...
Lecz nie Naczelnym przez co nie mam dostępu do haseł innych domu. Szkoda.
Na szczęście po 10 minutach, udało mi się zgarnąć jakąś z trzeciego, bodajże, roku,
która wracała do PW, żeby zdążyć przed ciszą nocną i udało mi się ją uprosić [co
oczywiście trudne nie było.. Ma się ten UROK Osobisty.], by zawołała Papilona
z czwartego roku - Aidena Solance.
Po chwili wyłonił się Ai jak zwykle - ze swoim uśmieszkiem na pół twarzy.
- Cześć!
- Ta, ta, Cześć.. Mam sprawę. - Powiedziałem byłem zdesperowany. xP
- Oh. To mów w czym rzecz? - Uśmiechnął się łagodnie a ja mu odpowiedziałem
tym samym.
- Chodzi o Leslie... Wiesz moją dziewczynę.. Noo i powiedzmy, że wpakowałem
się w niezłe bagno... - Powiedziałem krzywiąc się, zaś on zachichotał.
- I co w związku z tym?
- TO, że ONA myśli, że JA mam dla niej NIESPODZIANKĘ, którą zaprezentuję jej
J-U-T-R-O o 20 w jednej z wschodnich wierzy.. Yyy.. wiesz tej nieużywanej...
A prawda jest taka, że ja GÓWNO a nie Niespodziankę mam! Jak ona się dowie, że
ją w konia robię to będzie gorzej niż zwykle! - Zrobiłem minę zbitego psa wlepiając
oczy w niego. Ten zaś wyglądał na rozbawionego.
- To po coś ją w konia robił?
- By się usprawiedliwić?
- Odpowiadasz czy pytasz?
- To zzaależy o co konkretnie pytasz?
- Chcesz, żebym ci pomógł, prawda? - Zapytał na co ja żywo pokiwałem głową.
- Ok to może... Hym... - Zaczął się zastanawiać. - Mam!
- Tak?? Co??
- Kolacja!
- YYyyy.. Co? - Zgłupiałem - Jesteś głodny?
- Nie, głupi! Przygotuj dla niej kolacje tam! Wiesz, romantyzmu trochę! Kobiety
to kochają! - Uśmiechnął się, z mimiką znawcy. - Wiesz świece, zapachowe, by oświetlić,
stolik, biały obrus, świecznik i wazonik z kwiatami, jakieś, żarcie, może by trochę wina
czy szampana... I oczywiście idź do po nią elegancko ubrany by dziewczyny inne padły
i nie każ jej iść tam, co to, to nie! sam po nią idź z kwiatami przed kolacją najlepiej.
I najlepiej przy jej psiapsiułach by poczuła się wyjątkowo, i dumnie, wiesz żeby
tamte zazdrosne były, i tak z kwiatami do niej i bądź miły i czarujący no i przytakuj jej itp.!
Postanowiłem mu przerwać bo znów się rozgadał a już się nauczyłem, że jak zacznie
to nie ma przebacz!
- Ok, ok,! Wiem jak oczarować dziewczynę, Tego mnie nie musisz uczyć - Mruknąłem
bo w końcu jak ktoś mógł Pomyśleć! Że nie umiem oczarować, poderwać itp. dziewczyny!
Ale to jest Ai, a Ai to Ai a z nim wszystko jest możliwe... - Aaa pomożesz mi to przygotować?
- Poprosiłem ładnie - I siedzisz jutro ze mną na lekcjach? - Uśmiechnąłem się.
< Aiden? :D Ty dokończ do momentu jakiegoś gdy kończą przygotowywać tą kolacje
[w tym możesz jak lekcje im przeminęły wiesz jakieś odpały :P] a później ja coś tam dalej
napiszę i dam do Les by opisała kolacje :D>
Z czasem coraz bardziej zarozumiała się stawała..
I na litość boska co ona tam trzyma?! Te toboły ciężkie jak cholera!
Na moje nieszczęście powóz mieliśmy sami dla siebie..
Oczywiście później złapałem ją za rękę - nie zważając na jej protesty bo w końcu
dalej jest 'fochnięta' i podążyłem z nią do szkoły a później do WS, gdzie jak
na dżentelmena od siedmiu boleści przystało, grzecznie odsunąłem jej krzesło
i zaraz usiadłem obok.
Ajajaj! Cholerny El Diablo Bóg od siedmiu boleści pseudo seksu i śmiechu wartej rospusty
miał cholerną racje!
A ta 'cholerna racja' Diabełka brzmiała, że mnie ostrzegał, że wchodząc w związek
z jego siostrą w gówno się wpakuje!
Ale oczywiście racji mu na głos nie przyznam... Po za tym ten związek miał na celu
go wkurwianie [co oczywiście 100% działa] taka moja mini zemsta... Eh.
Przynajmniej jeden plus, że w tym roku mam SUM'y to będę mógł się wywijać
nauką i sobie spędzę czas z Ai'm. Wydaje mi się, że Les go nie lubi...
Cóż tym lepiej dla mnie. Ja będę z nim się spotykał a ona nie będzie chciała wtedy
z nami przebywać... Fajna wymówka.
"- Gdzie idziesz?
- Do Aidena chcesz iść ze mną?
- Nie... "
Taaaa to by było spoko wystarczyło by, że bym mówił, że idę do niego i będę mieć
spokój. Oby tylko go jeszcze bardziej znielubiła, tym lepiej dla mnie.
- David!
- Yyy... Co? - Zapytałem otrząsając się z moich wspaniałych myśli na temat.
"Jak najłatwiej pozbyć się, nie potrzebnego balastu z głowy - Czyt. DZIEWCZYNY!"
- Mówię do ciebie od 5 minut a ty nawet nie reagujesz! - O boż znów pretensje.
- Olewasz mnie!
- Wcale nie, nie olewam... Tylko się zamyśliłem.. O co chodzi?
- Właśnie o to! Czemu siedzisz i nawet nie klaszczesz gdy ktoś do nas dochodzi
mógłbyś chociaż oglądać ceremonie...
- Wybacz po prostu rozmyślam o... - No dalej myśl! Coś by ją udobruchać! - Niespodziance!
- Niespodziance? - Uniosła brew.
- Tak. - Odpowiedziałem pewnie i włożyłem na usta zadowolony uśmieszek by pokazać,
że nie kłamię na poczekaniu... Co właściwie robię - Mam dla ciebie niespodziankę..
tak by uczcić nowy rok szkolny.. Jutro przyjdź na wierzę tą nie używaną wschodnią, dobrze?
- Oki! Yyy... znacz... Dobrze mogę przyjść skoro ci tak zależ... - 'Wcale mi nie zależy!
nawet JA nie wiem co to ma być za niespodzianka, więc nie musisz się fatygować,,,
Boż! Muszę poprosić Ai'a o pomoc może będzie miał jakiś pomysł..'w tym czasie ona
niby nie wzruszona tą zapowiedzią o 'niespodziance' odwróciła się i zaczęła jeść to co
pojawiło się na stołach, co oznacza, że ceremonia dobiegła końca.
~*~
Było po 21, i o wiele bliżej 22, gdy próbowałem się dostać do PW Papilonów.
O to, że dostanę szlaban za włóczenie się po nocach, w końcu jestem prefektem...
Lecz nie Naczelnym przez co nie mam dostępu do haseł innych domu. Szkoda.
Na szczęście po 10 minutach, udało mi się zgarnąć jakąś z trzeciego, bodajże, roku,
która wracała do PW, żeby zdążyć przed ciszą nocną i udało mi się ją uprosić [co
oczywiście trudne nie było.. Ma się ten UROK Osobisty.], by zawołała Papilona
z czwartego roku - Aidena Solance.
Po chwili wyłonił się Ai jak zwykle - ze swoim uśmieszkiem na pół twarzy.
- Cześć!
- Ta, ta, Cześć.. Mam sprawę. - Powiedziałem byłem zdesperowany. xP
- Oh. To mów w czym rzecz? - Uśmiechnął się łagodnie a ja mu odpowiedziałem
tym samym.
- Chodzi o Leslie... Wiesz moją dziewczynę.. Noo i powiedzmy, że wpakowałem
się w niezłe bagno... - Powiedziałem krzywiąc się, zaś on zachichotał.
- I co w związku z tym?
- TO, że ONA myśli, że JA mam dla niej NIESPODZIANKĘ, którą zaprezentuję jej
J-U-T-R-O o 20 w jednej z wschodnich wierzy.. Yyy.. wiesz tej nieużywanej...
A prawda jest taka, że ja GÓWNO a nie Niespodziankę mam! Jak ona się dowie, że
ją w konia robię to będzie gorzej niż zwykle! - Zrobiłem minę zbitego psa wlepiając
oczy w niego. Ten zaś wyglądał na rozbawionego.
- To po coś ją w konia robił?
- By się usprawiedliwić?
- Odpowiadasz czy pytasz?
- To zzaależy o co konkretnie pytasz?
- Chcesz, żebym ci pomógł, prawda? - Zapytał na co ja żywo pokiwałem głową.
- Ok to może... Hym... - Zaczął się zastanawiać. - Mam!
- Tak?? Co??
- Kolacja!
- YYyyy.. Co? - Zgłupiałem - Jesteś głodny?
- Nie, głupi! Przygotuj dla niej kolacje tam! Wiesz, romantyzmu trochę! Kobiety
to kochają! - Uśmiechnął się, z mimiką znawcy. - Wiesz świece, zapachowe, by oświetlić,
stolik, biały obrus, świecznik i wazonik z kwiatami, jakieś, żarcie, może by trochę wina
czy szampana... I oczywiście idź do po nią elegancko ubrany by dziewczyny inne padły
i nie każ jej iść tam, co to, to nie! sam po nią idź z kwiatami przed kolacją najlepiej.
I najlepiej przy jej psiapsiułach by poczuła się wyjątkowo, i dumnie, wiesz żeby
tamte zazdrosne były, i tak z kwiatami do niej i bądź miły i czarujący no i przytakuj jej itp.!
Postanowiłem mu przerwać bo znów się rozgadał a już się nauczyłem, że jak zacznie
to nie ma przebacz!
- Ok, ok,! Wiem jak oczarować dziewczynę, Tego mnie nie musisz uczyć - Mruknąłem
bo w końcu jak ktoś mógł Pomyśleć! Że nie umiem oczarować, poderwać itp. dziewczyny!
Ale to jest Ai, a Ai to Ai a z nim wszystko jest możliwe... - Aaa pomożesz mi to przygotować?
- Poprosiłem ładnie - I siedzisz jutro ze mną na lekcjach? - Uśmiechnąłem się.
< Aiden? :D Ty dokończ do momentu jakiegoś gdy kończą przygotowywać tą kolacje
[w tym możesz jak lekcje im przeminęły wiesz jakieś odpały :P] a później ja coś tam dalej
napiszę i dam do Les by opisała kolacje :D>
sobota, 7 lutego 2015
Ombrelune: Od David cd. Aidena
Byłem zaskoczony zobaczeniem go.
Zaczęliśmy wymieniać najróżniejsze nazwy słodyczy!
Gdy wyszła, Aiden lub jak ja go zacząłem nazywać Sol lub Ai, nie mógł powstrzymać
się od komentarza! He, he.
- Miła starsza pani. O zgrozo pamiętam to jak dziś kiedy podczas pierwszej podróży
do Hogwratu poprosiłem tylko o sok z dyni a pani co "Przykro mi słoneczko
wszystko wykupione." A ja takie "Jak to przecież to dopiero 4 przedział" No cóż albo
to kupił dosyć szeroki grubasek albo bardzo nadziany chłopak...
Po tym zaczęliśmy od czekoladowych żab, przez jakieś tam słodycz, kończąc na fasolkach
wszystkich smaków i cukierkach zmieniających głos.
- Dobra to teraz ja! Tym razem wezmę cukierka! - Powiedział rozradowany Aiden.
Zjadł go chwilę odczekał a później rykną!
- Aaaaaaaaaaaaaa! - Pisnął, a ja się zacząłem śmiać jak głupi.
Ryknął jak niedźwiedź. Opowiadał mi jak to się stało, że przerażają go te 'mordercze stwory'!
- Ej! Przestań! Teraz ty!
- Oki ja wziąłem wcześniej cukierka to teraz chcę fasolkę. - Powiedziałem i wziąłem czerwoną.
- Hym... - Rozkoszowałem się smakiem - Truskawka! Un! - Dodałem ze złośliwym uśmieszkiem.
- Kurde! Ja jak wziąłem czerwoną to miałem o smaku krwi! To nie feer! - Oburzył się
wydymając wargę a ja znów się zaśmiałem. - Tera ty.
- OK. Biorę fasolkę. - Wziął tym razem zieloną, lecz po chwili wypluł - Ble, fuj, a fe, Trawa!
- Hehe, un, ty to nie masz do tego szczęścia! - Powiedziałem biorąc cukierka. By po chwili zacząć
syczeć jak wąż, już otwierał buzię, by to skomentować, jak zwykle, wszystko, gdy nagle drzwiczki
się otworzyły a w nich, w pełnej swej krasie stała...
- Oh! - Wyrwało mi się - Co ty tu robisz? Un? - Zapytałem niewinnie... Bo wiedziałem czemu tu jest... ZAPOMNIAŁEM! FACEMPLAM!
- Ty się jeszcze pytasz? - Powiedziała z uniesioną brwią, opierając się o otwarte wejście, krzyżując ręce na piersi.
- Eee... Kto to jest? - Zapytał mnie Ai
- To jest, un.. - Pozwoliłem powrócić sobie do wspomnień...
<Aiden? Leslie?>
Dlatego też nie przerwałem, jego długiego monologu.
- Dziękuję - Odpowiedziałem na zapytanie, czy nie chcę ciasta. - Chętnie spróbuję
Powiedziałem i uśmiechnąłem się do niego, na co on mi odpowiedział tym samym.
~*~
Siedziałem obok niego i zajadałem się razem z Aidenem ciastem.
- To jest znakomite!
- Też tak uważam! - Wyszczerzył się.
- To dalej mów! - Zażądałem by dalej mówił o Hogwartsie - Najgorsze? Co było?
- Najgorsze były wyjce! Dostałem ich... dobra przestałem liczyć po 13! - Zaśmialiśmy się.
- To zabawne, - Zaczął mówić dalej - że pisali do mojej matki o wszystkim. Serio nic się
nie ukryło! Już nawet myślałem że ma kochanka w Hogwarcie... Łe. Zazwyczaj to szło o to
że nagle kibel z żeńskiego wyleciał przez okno i prawie wylądował na jakiegoś ucznia.
Albo wybuchające fajerwerki w bibliotece. Mina bibliotekarki dosłownie zabójcza.
Albo wyobraź sobie że siedzisz jesz sobie obiad a tu nagle ulewa z piorunami!
Mieliśmy zaczarowany sufit który wyglądał jak niebo a ja sprawiłem że to było niebo -
z dumnym uśmiechem opowiadał dalej.
- I ty to wszystko zrobiłeś? Sam? -uniosłem brew a Aiden wyszczerzył się.
- Tak sam. Chodź przy jednej akcji takiej większej było nas trzech. -zaczął się drapać
niezręcznie po karku. - Chodzi o to że u nas w szkole dwa domki nie lubią się to tak jakby
luniaki nie lubiły się z papilonami tak tak gyfoni ze ślizgonami. I no cóż... Napuściliśmy
parę bagno bomb im. A chłopakom do szamponu dolaliśmy klej. Oj wtedy to mieliśmy
szlabany. Prawię całą noc szorowaliśmy szczoteczką do zębów puchary. O zgrozo musiały
być to nasze szczoteczki. I teraz tym chłopie umyj zęby... - Na koniec mruknął smętnie.
Zacząłem się śmiać. A on po chwili dołączył do mnie. Polubiłem go mimo.
Gadał jak najęty. Był śmieszny i wesoły. Dziwne ale przypadło mi to do gustu...
Znaczy pewnie gdybym go nie lubił uznał jego zachowanie za dziwaczne, a jego samego
za świra. Ale cóż mi się podoba ten świr... Znaczy! Nie, że podoba, podoba.. Brzydki nie
jest ale chodzi tylko o to, że podoba, że polubiłem...
Mniejsza!
Gadaliśmy dalej. Opowiadał mi ze szczegółami o ich kawałach, a ja o przygodach
moich i paczki lub pojedynczo z kim. Na przykład o tym jak z Ell szpiegowaliśmy
naszego gajowego. O moich od pałach z Diabłem. O moim kuzynie i jego zatargach
z moją przyjaciółką. O wątku moim i tej przyjaciółce,Clar gdy starałem się o jej względy
i o wielu innych rzeczach tak jak i on mi. Wspomniałem też o tym, że to nasz dom
przez 3 pierwsze lata wygrywał puchar domu.
- O! U nas to samo było!
- Hehe, No to w tym roku walczymy między sobą! Zobaczysz 4 puchar odkąd chodzę
do akademii też będzie mój i luniaków!
- Po moim trupie!
- To się da załatwić! - Zaśmiałem się razem z nim.
- Zobaczysz w tym roku Papilloni zdobędą puchar! W Hogwartsie zdobywaliśmy
puchary ja i gryfonii to tu nie mam zamiaru zająć inne miejsce! - Powiedział wesoło.
- No zobaczymy!
- Zoba..! - Nie dokończył bo w tym momencie otworzyły się drzwiczki a przez nie
wyjrzała, starsza pani z wózkiem.
- Oh! Chcecie coś kupić chłopcy?
- Oczywiście! - Zawołaliśmy na raz, przez co się zaśmialiśmy.
Oświadczam wszem, i wobec, że nigdy się tak nie śmiałem tyle razy w tak krótkich
odstępach czasowych!
Zaczęliśmy wymieniać najróżniejsze nazwy słodyczy!
Gdy wyszła, Aiden lub jak ja go zacząłem nazywać Sol lub Ai, nie mógł powstrzymać
się od komentarza! He, he.
- Miła starsza pani. O zgrozo pamiętam to jak dziś kiedy podczas pierwszej podróży
do Hogwratu poprosiłem tylko o sok z dyni a pani co "Przykro mi słoneczko
wszystko wykupione." A ja takie "Jak to przecież to dopiero 4 przedział" No cóż albo
to kupił dosyć szeroki grubasek albo bardzo nadziany chłopak...
Po tym zaczęliśmy od czekoladowych żab, przez jakieś tam słodycz, kończąc na fasolkach
wszystkich smaków i cukierkach zmieniających głos.
- Dobra to teraz ja! Tym razem wezmę cukierka! - Powiedział rozradowany Aiden.
Zjadł go chwilę odczekał a później rykną!
- Aaaaaaaaaaaaaa! - Pisnął, a ja się zacząłem śmiać jak głupi.
Ryknął jak niedźwiedź. Opowiadał mi jak to się stało, że przerażają go te 'mordercze stwory'!
- Ej! Przestań! Teraz ty!
- Oki ja wziąłem wcześniej cukierka to teraz chcę fasolkę. - Powiedziałem i wziąłem czerwoną.
- Hym... - Rozkoszowałem się smakiem - Truskawka! Un! - Dodałem ze złośliwym uśmieszkiem.
- Kurde! Ja jak wziąłem czerwoną to miałem o smaku krwi! To nie feer! - Oburzył się
wydymając wargę a ja znów się zaśmiałem. - Tera ty.
- OK. Biorę fasolkę. - Wziął tym razem zieloną, lecz po chwili wypluł - Ble, fuj, a fe, Trawa!
- Hehe, un, ty to nie masz do tego szczęścia! - Powiedziałem biorąc cukierka. By po chwili zacząć
syczeć jak wąż, już otwierał buzię, by to skomentować, jak zwykle, wszystko, gdy nagle drzwiczki
się otworzyły a w nich, w pełnej swej krasie stała...
- Oh! - Wyrwało mi się - Co ty tu robisz? Un? - Zapytałem niewinnie... Bo wiedziałem czemu tu jest... ZAPOMNIAŁEM! FACEMPLAM!
- Ty się jeszcze pytasz? - Powiedziała z uniesioną brwią, opierając się o otwarte wejście, krzyżując ręce na piersi.
- Eee... Kto to jest? - Zapytał mnie Ai
- To jest, un.. - Pozwoliłem powrócić sobie do wspomnień...
" Odprowadzałem właśnie ją pod same dormitorium.
- No... To dzięki za bal.. i... Dobranoc.
Otworzyła drzwi by wejść do pokoju lecz ja zatrzymałem jej ręką i uśmiechnąłem się,
gdy spojrzała na mnie zdziwiona.
- To ja dziękuję, że zgodziłaś się ze mną pójść na bal. - Po czym chwyciłem jej dłoń
i przystawiłem sobie do ust. A następnie pocałowałem ją lekko w usta i z krótkim,
życzeniem miłej nocy ulotniłem się nim zdążyła co kol wiek odpowiedzieć...
Następnego dnia postanowiłem nie jeść śniadania. Ogólnie wyszedłem tylko z godzinę
przed obiadem do Écuelle gdzie spędziłem z 30 minut co najmniej szukając jakiś głupich
kwiatów, a raczej bukietu, który by się jej spodobał... Co było trudne bo nie miałem
zielonego pojęcia co ona może lubić, czego nie! Postanowiłem zrezygnować z róż..
one są takie.. Passé, no bo przecież ile można, no nie?
Cóż, zanim doszedłem do dormitorium, i w ogóle wróciłem z miasteczka, przebrałem
się i poszedłem do wielkiej sali, obiad zdążył już się zacząć, co spowodowało, nie małe
poruszenie u innych osób i ich wzrok wklejony w mua!
Oczywiście damska część, szkoły [no dobra większa - nie moja wina, że zdarzają się w szkole
takie przypadki jak Clarr czy Ell które nie potrafią docenić prawdziwego piękna!]
Patrzyła na mnie oniemiała i zachwycona [hehe nie jedna miała nadzieję, że to do niej
podejdę z tym bukietem - dość dużym i pięknym, nie chwaląc się - akórat do niej i padnę,
pewnie na kolana wyznając jej nie wiadomo jakie brednie i prosząc o pójście na randkę,
chodzenie ze sobą czy Huuuu...Kiiij tam je wie!].
Wracając do sedna sprawy. Olałem tych wścibskich uczniów, którzy wlepiali na mnie
swoje gały, chcąc wiedzieć co teraz zrobię - lub jak wyczytałem z oczu paczki [z Diabłem
na czele ich wszystkich] Co ja odpierdalam..
Zacząłem kierować się w stronę stołu luniaków, ku uciesze tamtych panien, ładnie
obszedłem stół mijając zawiedzione panie, i skierowałem się prosto w stronę Panny Brooks.
Leslie. Tak do niej - a cóż, żeś myślał czytelniku?
Oczywiście idąc w jej stronę przygotowywałem się PSYCHICZNIE i na wszelki wypadek
także FIZYCZNIE, bo nie chce nawet myśleć o tym co mi zrobi Diabeł gdy usłyszy co ja
chcę zrobić... Taaa w końcu jego
NAJLEPSZY kumpel + "baaardzo 'UKOCHANA' '' Siostrzyczka.. To cóż nie może się
dobrze skończyć... dla niego, rzecz jasna...
Gdy już doszedłem do celu, przystanąłem, i podałem jej rękę by 'pomóc' wstać.
Ah.. Co tam! Raz do roku mogę być dżentelmenem, od początku do końca.
Leslie spojrzała na mnie zdezorientowana tak samo jak paczka.. I inni.
A ja tylko uśmiechnąłem się czarująco i pocałowałem jej dłoń, którą rzecz jasna, dalej
trzymałem w dłoni mej i zapytałem.
- Les.. Ja wiem, że to tak trochę różnie bywało, ale podobasz mi się... O wiele bardziej
niż która kol wiek inna z naszej szkoły. Na balu, bardzo dobrze się z tobą bawiłem, chodź
wiem, możesz mieć żal, że co jakiś czas ci znikałem z Diabłem, zostawiając cię samą.
Ale mam nadzieję, że mimo wszystko miło spędziłaś ze mną ten czas. Ponieważ ja tak
go spędziłem. I chciałbym wynagrodzić ci te moje, zostawianie Cię samą, a także móc
poświęcić ci mnóstwo innych chwil, które moglibyśmy razem spędzić, jeśli tylko zechciałabyś
dać mi szansę... I zgodziła się zostać moją dziewczyną. - Zakończyłem. A wszystkie do tej
pory wpatrzone w nas oczy otworzyły się szerzej a ci co odwrócili od nas wzrok znów go
na nas skierowali, wyczekując wszyscy razem decyzji naszej Brooks'ównej.
Leslie, zaś spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Czy tylko mi się zdawało,
czy uznała mnie za świra? Uniosła jedną brew do góry i nerwowo spojrzała po zebranych
przy stole Luniakach. Nikt w tamtym momencie nie jadł. Diabeł, usłyszawszy moje pytanie, skierowane nawiasem mówiąc do niej, a nie do tego wścibskiego świra, zachłysnął się
zupą mleczną i głośno kaszlał. Ell i Rosalie, a także Clary, patrzyły na nas z uwagą,
jakby sądziły, że to jakiś żart.
- To jak? - zapytałem, uśmiechając się rozbrajająco.
- Yyy... Ale że... - dukała ciemnowłosa lalunia, patrząc wszędzie, tylko nie w moją
stronę, a tym bardziej na trzymany przeze mnie bukiet.
- Ym, jak nie, to nie, spoko - mruknąłem i już miałem oddalić się z Wielkiej Sali, by
w zaciszu swego dormitorium po rozpaczać nad tym upokorzeniem na oczach tych
wszystkich ludzi, kiedy mnie powstrzymała:
- Nie! Czekaj... Y... Jak ci tak zależy to... Noo... No... spoko - wymruczała nieskładną
odpowiedź. Chyba niezbyt wiedziała, co ma w takiej chwili odpowiedzieć. Szybko
wyrwała kwiaty z moich rąk i wyszła z Sali pospiesznie, nie oglądając się za siebie.
Westchnąłem. Czekałem tylko na zestaw drwin, które lada chwila miał skierować
ku mnie Adam... ''
- No... To dzięki za bal.. i... Dobranoc.
Otworzyła drzwi by wejść do pokoju lecz ja zatrzymałem jej ręką i uśmiechnąłem się,
gdy spojrzała na mnie zdziwiona.
- To ja dziękuję, że zgodziłaś się ze mną pójść na bal. - Po czym chwyciłem jej dłoń
i przystawiłem sobie do ust. A następnie pocałowałem ją lekko w usta i z krótkim,
życzeniem miłej nocy ulotniłem się nim zdążyła co kol wiek odpowiedzieć...
Następnego dnia postanowiłem nie jeść śniadania. Ogólnie wyszedłem tylko z godzinę
przed obiadem do Écuelle gdzie spędziłem z 30 minut co najmniej szukając jakiś głupich
kwiatów, a raczej bukietu, który by się jej spodobał... Co było trudne bo nie miałem
zielonego pojęcia co ona może lubić, czego nie! Postanowiłem zrezygnować z róż..
one są takie.. Passé, no bo przecież ile można, no nie?
Cóż, zanim doszedłem do dormitorium, i w ogóle wróciłem z miasteczka, przebrałem
się i poszedłem do wielkiej sali, obiad zdążył już się zacząć, co spowodowało, nie małe
poruszenie u innych osób i ich wzrok wklejony w mua!
Oczywiście damska część, szkoły [no dobra większa - nie moja wina, że zdarzają się w szkole
takie przypadki jak Clarr czy Ell które nie potrafią docenić prawdziwego piękna!]
Patrzyła na mnie oniemiała i zachwycona [hehe nie jedna miała nadzieję, że to do niej
podejdę z tym bukietem - dość dużym i pięknym, nie chwaląc się - akórat do niej i padnę,
pewnie na kolana wyznając jej nie wiadomo jakie brednie i prosząc o pójście na randkę,
chodzenie ze sobą czy Huuuu...Kiiij tam je wie!].
Wracając do sedna sprawy. Olałem tych wścibskich uczniów, którzy wlepiali na mnie
swoje gały, chcąc wiedzieć co teraz zrobię - lub jak wyczytałem z oczu paczki [z Diabłem
na czele ich wszystkich] Co ja odpierdalam..
Zacząłem kierować się w stronę stołu luniaków, ku uciesze tamtych panien, ładnie
obszedłem stół mijając zawiedzione panie, i skierowałem się prosto w stronę Panny Brooks.
Leslie. Tak do niej - a cóż, żeś myślał czytelniku?
Oczywiście idąc w jej stronę przygotowywałem się PSYCHICZNIE i na wszelki wypadek
także FIZYCZNIE, bo nie chce nawet myśleć o tym co mi zrobi Diabeł gdy usłyszy co ja
chcę zrobić... Taaa w końcu jego
NAJLEPSZY kumpel + "baaardzo 'UKOCHANA' '' Siostrzyczka.. To cóż nie może się
dobrze skończyć... dla niego, rzecz jasna...
Gdy już doszedłem do celu, przystanąłem, i podałem jej rękę by 'pomóc' wstać.
Ah.. Co tam! Raz do roku mogę być dżentelmenem, od początku do końca.
Leslie spojrzała na mnie zdezorientowana tak samo jak paczka.. I inni.
A ja tylko uśmiechnąłem się czarująco i pocałowałem jej dłoń, którą rzecz jasna, dalej
trzymałem w dłoni mej i zapytałem.
- Les.. Ja wiem, że to tak trochę różnie bywało, ale podobasz mi się... O wiele bardziej
niż która kol wiek inna z naszej szkoły. Na balu, bardzo dobrze się z tobą bawiłem, chodź
wiem, możesz mieć żal, że co jakiś czas ci znikałem z Diabłem, zostawiając cię samą.
Ale mam nadzieję, że mimo wszystko miło spędziłaś ze mną ten czas. Ponieważ ja tak
go spędziłem. I chciałbym wynagrodzić ci te moje, zostawianie Cię samą, a także móc
poświęcić ci mnóstwo innych chwil, które moglibyśmy razem spędzić, jeśli tylko zechciałabyś
dać mi szansę... I zgodziła się zostać moją dziewczyną. - Zakończyłem. A wszystkie do tej
pory wpatrzone w nas oczy otworzyły się szerzej a ci co odwrócili od nas wzrok znów go
na nas skierowali, wyczekując wszyscy razem decyzji naszej Brooks'ównej.
Leslie, zaś spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Czy tylko mi się zdawało,
czy uznała mnie za świra? Uniosła jedną brew do góry i nerwowo spojrzała po zebranych
przy stole Luniakach. Nikt w tamtym momencie nie jadł. Diabeł, usłyszawszy moje pytanie, skierowane nawiasem mówiąc do niej, a nie do tego wścibskiego świra, zachłysnął się
zupą mleczną i głośno kaszlał. Ell i Rosalie, a także Clary, patrzyły na nas z uwagą,
jakby sądziły, że to jakiś żart.
- To jak? - zapytałem, uśmiechając się rozbrajająco.
- Yyy... Ale że... - dukała ciemnowłosa lalunia, patrząc wszędzie, tylko nie w moją
stronę, a tym bardziej na trzymany przeze mnie bukiet.
- Ym, jak nie, to nie, spoko - mruknąłem i już miałem oddalić się z Wielkiej Sali, by
w zaciszu swego dormitorium po rozpaczać nad tym upokorzeniem na oczach tych
wszystkich ludzi, kiedy mnie powstrzymała:
- Nie! Czekaj... Y... Jak ci tak zależy to... Noo... No... spoko - wymruczała nieskładną
odpowiedź. Chyba niezbyt wiedziała, co ma w takiej chwili odpowiedzieć. Szybko
wyrwała kwiaty z moich rąk i wyszła z Sali pospiesznie, nie oglądając się za siebie.
Westchnąłem. Czekałem tylko na zestaw drwin, które lada chwila miał skierować
ku mnie Adam... ''
Wzdrygnąłem się na to wspomnienie i szybko spojrzałem na stojącą w drzwiach Leslie.
- To jest... Moja dziewczyna, un. - Mruknąłem i uśmiechnąłem przepraszająco.
- O! Dziewczyna? Nie mówiłeś, że masz dziewczynę! Miło mi jestem Aiden! - Przywitał
się jak zwykle wesoło Ai.
- Oh... Jak miło, że o mnie pamiętałeś, David. - Zmrużyła oczy gniewnie...
Dlatego jestem Bi.
Dlatego wiem dlaczego, prócz dziewczyn, wolę chłopaków.
- To jest... Moja dziewczyna, un. - Mruknąłem i uśmiechnąłem przepraszająco.
- O! Dziewczyna? Nie mówiłeś, że masz dziewczynę! Miło mi jestem Aiden! - Przywitał
się jak zwykle wesoło Ai.
- Oh... Jak miło, że o mnie pamiętałeś, David. - Zmrużyła oczy gniewnie...
Dlatego jestem Bi.
Dlatego wiem dlaczego, prócz dziewczyn, wolę chłopaków.
I po cholerę nie wiem po co poprosiłem ją o chodzenie.
Kobieta, wszystko ci wypomni. WSZYSTKO. Kiedyś użyje to przeciwko mnie! Ja to, wiem!
- Kotek, pamiętam.. Po prostu mi wyleciało z głowy. Spotkałem go jak cię szukałem
po przedziałach, naprawdę! Poznaliśmy się w wakacje i tak jakoś się zagadaliśmy...
- Nie tłumacz się. - Machnęła na mnie ręką. No tak ma tera "foszka". Pff.. - Ja jestem
Leslie Brooks. Dziewczyna tego tu.
- Może chcesz się do nas przysiąść, kotku? - Zrobiłem maślane oczka i poklepałem miejsce
obok siebie. Cóż kobietę trzeba jakoś udobruchać... Bo później jak się zostawi ją zfochowaną
to pikło ni nibo! xP - Chcesz może czekoladowej żeby?? ^.^
Kobieta, wszystko ci wypomni. WSZYSTKO. Kiedyś użyje to przeciwko mnie! Ja to, wiem!
- Kotek, pamiętam.. Po prostu mi wyleciało z głowy. Spotkałem go jak cię szukałem
po przedziałach, naprawdę! Poznaliśmy się w wakacje i tak jakoś się zagadaliśmy...
- Nie tłumacz się. - Machnęła na mnie ręką. No tak ma tera "foszka". Pff.. - Ja jestem
Leslie Brooks. Dziewczyna tego tu.
- Może chcesz się do nas przysiąść, kotku? - Zrobiłem maślane oczka i poklepałem miejsce
obok siebie. Cóż kobietę trzeba jakoś udobruchać... Bo później jak się zostawi ją zfochowaną
to pikło ni nibo! xP - Chcesz może czekoladowej żeby?? ^.^
- Tak chcę. - Powiedziała nie wzruszona, ale usiadła koło mnie i wyrwała mi ją z rąk.
Ai za to posłał mi głupią minę i palcem przejechał po szyi, na znak, że mam przejebane.
Żebyś wiedział, stary. Żem, mam.
Żebyś wiedział, stary. Żem, mam.
<Aiden? Leslie?>
środa, 28 stycznia 2015
Papillonlisse: Od Aidena -c.d. Davida
Parę dni wcześniej
Robiłem to, co mi kazali miałem wziąć tylko tą śliską rybę do ręki i rzucić ją foce. Czy foki nie są wspaniałe? Nie są ani za wielkie ani za małe do tego nie są głupie. Idealne zwierzęta i stwierdzam, że gdyby nie to, że foki nie był kiedyś zbyt towarzyskie to teraz by mówiono „Foka najlepszym przyjacielem człowieka”. Wziąłem tą rybę, które jeszcze się ruszała. Łe, ale gdyby taka, rybcia nagle komuś nagle wpadła za koszulkę to wyglądałoby komicznie. I rzuciłem foczce, która robiąc salto do tyłu chwyciła rybę w powietrzu ochlapują widownie w tym moją mamę i siostrę. Tak rozkosznie do wyglądało, kiedy marszczyła nosek a po chwili zaczęła się śmiać w niebogłosy jak to dzieci potrafią. Było trochę tych dzieci i ogólnie spory tłumik. W końcu nie zawsze się widzi jak karmi się takie urocze stworzenia. Jednak mój wzrok przykuł chłopak, który próbował odciągnąć siostrę od barierki. I miał rację w końcu to ja będę musiał taką dziecinkę ratować. Z resztą to zdarza się rzadko, ale wtedy można być supermanem, który nagle pojawi się na pierwszej stronie gazet. Fajnie by było, może ktoś wrzuciłby to na YT a wtedy byłbym jeszcze większą gwiazdą i wszyscy by wiedzieli, jaki to ja jestem odważny. No cóż chyba już za bardzo sobie schlebiam. Tylko, że gdy wziąłem kolejną rybę i miałem już nakarmić Paryżankę moją ulubienicę nagle barierka znikła a opierający się o nią chłopak, który przed chwilą nie pozwalał dojść do niej dziewczynce wpadł do wody. I pewnie by wyszedł gdyby nie to, że no cóż woda była lodowata by foki czuły się jak w domu a ogólnie było gorąco. Szok termiczny? Niekoniecznie. Zachłyśnięcie? Bardzo możliwe. Wskoczyłem do wody a za mną Paryżanka w końcu przecież wypuściłem tą rybę a sama żeby ją złapać musiała zanurkować. Wyciągnąłem chłopaka nie tyle, co na brzeg, co po prostu na miejsce dla ludzi, którzy karmili te zwierzęta. Dzięki Bogu ocknął się od razu. Zerwał się na nogi zaczął przeszukiwać swoje kieszenie klnąc pod nosem dosyć siarczyście, lecz na tyle cicho by rodzice dzieci nie musieli zatykać im uszu. Dziewczynka a raczej jego siostra śmiała się z blondyna, który spiorunował ją wzrokiem. Okay nie powinienem wpieprzać się w nieswoje sprawy, ale zauważyłem dryfujący na wodzie patyk. Przewróciłem oczami, bo ile to razy mówiło się dzieciakom by nie wrzucały nic do wody. Jednak ten patyk nie był patykiem zbyt często takie widywałem a zresztą sam mam taki i często mi go siostra zabiera a ja się tylko modle by mnie je pozwali za używanie czarów poza szkołą. Podpłynąłem po badyl, który jak też myślałem okazał się być różdżką. Chłopak nadal przeszukiwał kieszenie oraz patrzył w taflę wody próbując dostrzec zgubę, którą znalazłem. Teraz tylko zawołać „Ej ty!” to niegrzeczne nawet, jeśli to ja. Tak, więc podbiegłem do chłopaka.- Ej, blondyn, ty, co wpadłeś do wody! –w końcu się odwrócił. Bieganie na rozgrzanej kostce nie było zbyt przyjemnym zajęciem. Oddałem mu różdżkę. –To chyba twoje. Następnym raz no cóż przywiąż ją jakoś, bo nie wiem jak u was, ale raczej ci, co robią różdżki nie będą zadowoleni z tego, że jakiś dzieciak. Oczywiście bez urazy. Gubi różdżkę, którą rzeźbili, która miała pozostać wierną czarodziejowi do końca. Aiden Solance jestem. W tym roku czwarty rocznik, Papilon.
- David Martines. Miło mi –uścisnął mi dłoń, którą mu podałem. – Także czwarty rocznik jednakże witasz Luniaka z krwi i kości.
- To taki Slytherin? Co nie? –zaśmiałem się –To jestem zaszczycony panie Martines, że panu miło, iż mnie pan poznał. Myślałem, że takim ludzikom z takiego domu trudno to wykrztusić a tu proszę jak ładnie! No to David na to wychodzi, że się jeszcze spotkamy. Jakby, co wiele osób żyje przysługa za przysługę nie wiem jak ty, ale ja cię wyciągnąłem z wody, więc masz u mnie dług drogi koleżko.
Odwróciłem się i wróciłem do pracy. Nie po to przyjęli mnie żebym rozmawiał z nowo uratowanymi ludźmi. Jednakże czasami miło poznać nowych ludzi a szczególności takich jak ja. Mój szef spojrzał na mnie marszcząc brwi po, między którymi pojawiła się zmarszczka, którą nazywam górą lodową, bo jakby idzie bardziej w dół niż w górę. Palną coś o tym, że dzięki takim wyskokom mógłbym spokojnie startować na ratownika. Ratować panie w opałach… i panów. Aż serce się raduje. Wróciłem jednak do pracy nie spuszczając wzroku z mojej małej kochanej siostrzyczki. Której blond loczki przylegały do buzi sprawiając, że jej włosy wyglądały jak grzywa lwa.
***
- Kocham cię moja ty mała księżniczko –wziąłem małą Lucy na ręce i uścisnąłem jeszcze raz ten ostatni raz. Zazwyczaj wytrzymywała ten rok bez mnie. Mam nadzieje, że znów wytrzyma. Zawsze mam przy sobie telefon i wtedy mogę usłyszeć ten szczebiotliwy głosić małej Lu.Moja mama, jako ostatnia uściskała mnie i wycałowała każdy policzek a było ich tylko dwa po pięćdziesiąt razy ażebym chyba szminki nie mógł domyć. Z babką pożegnałem się na początku podobnie jak z dziadkiem. Czyli już mogłem iść. Zołza niezadowolona z tego, że jest tak samo uwięziona w klatce jak Zeus burczała głośno i zapewne uderzała ogonem o podłoże. Imię ma dobrane w 100 procentach. Bo jeśli chodzi o jej charakterek to jest Zołzą. Zjadła mi 3 kanarki czaicie! Przy tym chyba nie ma rzeczy, której by nie zjadła oczywiście mówimy, o rzeczach mniejszych od niej, które nie są kotem. Usiadłem w jakimś opustoszałym przedziale. Sięgnąłem do kieszeni spodni by wyciągnąć telefon ze słuchawkami. Bo na pewno nie wyciągnąłbym książki to nie jest normalne by uczyć się w drodze do szkoły przynajmniej, jeśli chodzi o mój przypadek. Włączyłem przypadkową piosenkę, po czym zacząłem machać do mojej kochanej rodzinki. Lu się rozkleiła i mówiła coś do mamy nie byłem zbyt dobry w czytaniu z ruchu warg, ale chyba mówiła coś w stylu, „Kiedy Aiden wróci?” trudno jej było w jej wieku połapać się ile to dzień a ile to rok, więc równie dobrze może źle zinterpretować rok i spytać tydzień później czy już minął rok. Jednakże nie miałem zamiaru zostawić tak siostrę zacząłem odliczać a kiedy skończyłem to z pod wózka zaczęły wyskakiwać petardy, które wybuchały tuż koło małej Lu. Nie mogły nic jej zrobić, bo wybuchy były w wielkości mojej pięści z resztą tak zaprogramowane by się nie, poparzyła. Usłyszałem otwierające się drzwi i jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem w nich tego chłopaka, którego parę dni temu wyciągałem z wody. Wyciągnąłem słuchawki uśmiechają się głupkowato. Mój przedział jest wolny, więc na pewno szuka wolnego miejsca. Może nie jest taki, forever alone jak ja i za nim przyjdzie jeszcze parę osób chętnie poznałbym parę rówieśników.
- Znów się spotykamy panie Martines –zaśmiałem się. Jakoś przypasowało mi mówienie do niego per panie Martines chodź mama mówiła mi, że zwracanie się do kogoś po nazwisku jest niegrzeczne. Z resztą i tak zawsze byłem inny. – Może ciasta moja mama z siostrą piekły. Ma dopiero 4 latka i to niecałe. Znaczy nie nalegam. Tylko proponuje. Z resztą sam bym chętnie zjadł, ale grzeczność nakazuje spytania się czy owa osoba towarzysząca nie zachce tego jakże smacznego kawałka ciasta.
David? Czy aby na pewno nie chcesz tego ciasta? Ja ci je wepcham!
Uczeń Domu Papillonlisse: Aiden Solance
Aiden Solance




Imię: Aiden
Pseudonim/Ksywka: Nikt mu nie nadał wszyscy się zwracali do niego po imieniu ;-;
Pseudonim/Ksywka: Nikt mu nie nadał wszyscy się zwracali do niego po imieniu ;-;
Nazwisko: Solance
Krew: Czysta
Rok: Czwarty
Rok: Czwarty
Data Urodzenia: 29 lutego.
Dom: Papillonlisse
Drużyna Quidditch'a: Chciałby być pałkarzem
Chłopak / Dziewczyna: Miał ich tle że... na palcach u jednej ręki mógłby policzyć
Rodzina: Mamusia Amelia , Ojciec Vincent (zostawił ich ;-;) babcia Hermenegilda,
mała Lucy(siostra) dziadek Francis.
mała Lucy(siostra) dziadek Francis.

Sowa: Zeus


Towarzysz: Zołza



Różdżka: 14 i pół cala wierzba, włókno ze smoczego serca, giętka, idealna do transmutacji
Ciekawostki:
~ Bogin - Niedźwiedź
~ Patronus - Foka
~ Genetyka - Brak ale zawsze chciał zamieniać się w fokę
~Zdolności - Teleportacja
~ Inne -
Ma rękę do Dzieci
Może zacznijmy od tego że jego ulubionym zwierzęciem jest foka. Zawsze lubił foki
i tak jak wiele osób ma hopla na punkcie psów czy kotów tak on ma na punkcie fok.
Urodził się w szkocji a przez pierwsze 3 lata uczęszczał do Hogwaru przez co język
angielski nie jest dla nie trudny. Jako dziecko uczęszczał do szkoły muzycznej.
Nie skończył jej ale nauczył się grać na 5 instrumentach. Dokładnie na trąbce,
fortepianie, perkusji, gitarze i... wiolonczeli. Uwielbia chodzić do zoo i wcaaale
nie ogląda wtedy foki. Boi się latać samolotem. Lubi oglądać bajki ^^'
Ma rękę do Dzieci
Może zacznijmy od tego że jego ulubionym zwierzęciem jest foka. Zawsze lubił foki
i tak jak wiele osób ma hopla na punkcie psów czy kotów tak on ma na punkcie fok.
Urodził się w szkocji a przez pierwsze 3 lata uczęszczał do Hogwaru przez co język
angielski nie jest dla nie trudny. Jako dziecko uczęszczał do szkoły muzycznej.
Nie skończył jej ale nauczył się grać na 5 instrumentach. Dokładnie na trąbce,
fortepianie, perkusji, gitarze i... wiolonczeli. Uwielbia chodzić do zoo i wcaaale
nie ogląda wtedy foki. Boi się latać samolotem. Lubi oglądać bajki ^^'
Ulubiony Przedmiot: Latanie na miotłach!
Znienawidzony Przedmiot: Eliksiry ;-;
~ Stajnia - Brak.
~ Stajnia - Brak.
Właściciel - ♥Joanne♥

Zainteresowania: Potrafi grać na instrumentach (wymienione w "Inne"), kiedyś grał
w koszykówkę i lubił ten sport. Zawsze ciągnęło go do latania na miotle tylko
jakoś nie miał tego szczęścia by być w drużynie.
w koszykówkę i lubił ten sport. Zawsze ciągnęło go do latania na miotle tylko
jakoś nie miał tego szczęścia by być w drużynie.
Aparycja: Nie jest za wysokim chłopakiem gdyż nikt w jego rodzinie nie był wysoki.
Ma może trochę ponad 170 cm chodź gdy się wyprostuje to brakuję tylko tych
milimetrów do 180. Ma blond włosy nie za krótkie nie za długie. Można stwierdzić
że są nieobcinane od paru miesięcy bo sięgają mu do podbródka. Posiada też
przez wiele dziewczyn uznawane za naprawdę ładne ciemno brązowe oczy.
Nie jest może umięśniony ale jest dosyć szczupły. Nigdy nie był rozchwytywany
przez dziewczęta jeśli chodzi o jego wygląd.
Ma może trochę ponad 170 cm chodź gdy się wyprostuje to brakuję tylko tych
milimetrów do 180. Ma blond włosy nie za krótkie nie za długie. Można stwierdzić
że są nieobcinane od paru miesięcy bo sięgają mu do podbródka. Posiada też
przez wiele dziewczyn uznawane za naprawdę ładne ciemno brązowe oczy.
Nie jest może umięśniony ale jest dosyć szczupły. Nigdy nie był rozchwytywany
przez dziewczęta jeśli chodzi o jego wygląd.
Charakter: Chłopak ma poczucie humoru i często spotykał się z stwierdzeniem "głupek"
jeśli chodzi o dziewczyny ale jeśli chodzi o inteligencje to głupi nie jest tylko po prostu...
No cóż jest leniem. Jest przyjacielskim stworzeniem które zostało wyrzucone z głębi
Tartaru bo nie było złe. Uwielbia towarzystwo ludzi a także kiedy cała ich uwaga
jest skupiona na nim. Nie jest typem przywódcy raczej nadwornego klauna jak
też często przez dziewczyny był zwany. Często opracowuje teorie spiskowe czyli
"Kto będzie ofiarą jego perfidnego żartu". Dobrze planuje i zazwyczaj jego plany
wypalają bo zawsze ma podpunkty w tych planach jeśli coś by nie wyszło to
zawsze miał inny plan. Często gdy próbuje poderwać dziewczynę strzela sucharami
i zazwyczaj one odchodzą zanosząc się śmiechem ale prędzej z niego niż jego żartów.
Jest odważny i lubi być takim faciem z gatkami na rajstopach czyli Supermanem!
Jeśli tchórzy to coś jest na rzeczy, często siebie wtedy krytykuje. Często też lubi
wplatać w rozmowę cytaty z filmów.
jeśli chodzi o dziewczyny ale jeśli chodzi o inteligencje to głupi nie jest tylko po prostu...
No cóż jest leniem. Jest przyjacielskim stworzeniem które zostało wyrzucone z głębi
Tartaru bo nie było złe. Uwielbia towarzystwo ludzi a także kiedy cała ich uwaga
jest skupiona na nim. Nie jest typem przywódcy raczej nadwornego klauna jak
też często przez dziewczyny był zwany. Często opracowuje teorie spiskowe czyli
"Kto będzie ofiarą jego perfidnego żartu". Dobrze planuje i zazwyczaj jego plany
wypalają bo zawsze ma podpunkty w tych planach jeśli coś by nie wyszło to
zawsze miał inny plan. Często gdy próbuje poderwać dziewczynę strzela sucharami
i zazwyczaj one odchodzą zanosząc się śmiechem ale prędzej z niego niż jego żartów.
Jest odważny i lubi być takim faciem z gatkami na rajstopach czyli Supermanem!
Jeśli tchórzy to coś jest na rzeczy, często siebie wtedy krytykuje. Często też lubi
wplatać w rozmowę cytaty z filmów.
Historia: Urodził się na pięknej zielonej wsi w Szkocji. Lecz żeby przyjrzeć się lepiej
jego historii trzeba się cofnąć dalej. Jego babcia od strony ojca pochodzi z Walli
a dziadek ze Szkocji (zmarł na raka tarczycy kiedy Aiden był jeszcze malutki) za to
dziadkowie od strony matki byli dziadek Francuz babka Niemka. Rodzina ojca
wyprowadziła się do Anglii a rodzina matki pozostała we Francji. Jednakże matka
w końcu wyjechała do Anglii gdzie poznała jego ojca i oboje wyprowadzili się
do Szkocji gdzie narodził się on. Mało rozkoszny drący się bobas. Już jako mały ciągle
oglądał bajki a jego ulubionym zwierzątkiem były foki. I obawiałabym się że gdyby
ktoś wlazł do jego dziecięcego pokoju mógłby się przerazić. Na ścianie foki, wszędzie
pluszaki foki, małe i takie ogromne że mógł je dosiadać i udawać że jeździ na koniu.
Uwielbiał się bawić był zawsze taki rozkoszny kiedy już nauczył się gadać i chodzić.
A kiedy minęło te parę lat w domu co dziennie pojawiały się dzieci, oczywiście byli
to czarodzieje. Zawsze bawili się w super bohaterów i złodziejów a jego kuzynka
od strony ojca Charlotte była wtedy panną w opresji którą Aiden chcąc nie chcąc
musiał ratować (nie była piękna... Wierzcie mi). Jego pierwszą miłością była
dziewczyna którą poznał w szkole muzycznej miała na imię Fran co było z
drobnieniem od imienia Francesca grała na altówce a on na wiolonczeli jednakże
złamała mu te serducho... Czy myślcie że się poddał? Tak, poddał się.
Kiedy dostał swój list z Hogwartu śmiał się że ma dokładnie niecałe 3 lata.
Gdyż jego urodziny przypadają raz na 4 lata(patrz na datę urodzenia). Trafił do
Gryffonów z czego ojciec nie był zadowolony i nawet przyjście na świat jego
młodszej córki Ludy go nie usatysfakcjonowało. Wyrzekł się chłopaka i uciekł
zostawiając jego matkę samą z jego małą siostrą. Podczas wakacji po pierwszym
roku nauczania w Hogwarcie zdarzyło się coś co zapamiętał do końca życia.
Razem z przyjaciółki powiedzieli sobie że zrobią biwak w lesie i trzymali się
tego i tego wieczoru kiedy chłopak miał zbierać chrust na wielkie ognisko odnalazł
go dosyć spory niedźwiedzi. Chłopak pobladł i był na skraju omdlenia. Bo kurczę to
było prawie 5 razy szersze i większe od niego. Stał tam i się nie ruszał, sparaliżowany
strachem i dopiero kiedy wujek Oli go znalazł dopiero mógł zwiać. Od tej pory boi się
niedźwiedzi. 2 lata później wyprowadzili się do Francji i zamieszkali razem z jego
matką i siostrą u babci i dziadka. Na wakacjach pojechali do akademii żeby go
przydzieliło by nie musiał się przeszyć przed całą szkołą kiedy jego by przydzielali.
Trafił o ironio do domu niedźwiedzia.
jego historii trzeba się cofnąć dalej. Jego babcia od strony ojca pochodzi z Walli
a dziadek ze Szkocji (zmarł na raka tarczycy kiedy Aiden był jeszcze malutki) za to
dziadkowie od strony matki byli dziadek Francuz babka Niemka. Rodzina ojca
wyprowadziła się do Anglii a rodzina matki pozostała we Francji. Jednakże matka
w końcu wyjechała do Anglii gdzie poznała jego ojca i oboje wyprowadzili się
do Szkocji gdzie narodził się on. Mało rozkoszny drący się bobas. Już jako mały ciągle
oglądał bajki a jego ulubionym zwierzątkiem były foki. I obawiałabym się że gdyby
ktoś wlazł do jego dziecięcego pokoju mógłby się przerazić. Na ścianie foki, wszędzie
pluszaki foki, małe i takie ogromne że mógł je dosiadać i udawać że jeździ na koniu.
Uwielbiał się bawić był zawsze taki rozkoszny kiedy już nauczył się gadać i chodzić.
A kiedy minęło te parę lat w domu co dziennie pojawiały się dzieci, oczywiście byli
to czarodzieje. Zawsze bawili się w super bohaterów i złodziejów a jego kuzynka
od strony ojca Charlotte była wtedy panną w opresji którą Aiden chcąc nie chcąc
musiał ratować (nie była piękna... Wierzcie mi). Jego pierwszą miłością była
dziewczyna którą poznał w szkole muzycznej miała na imię Fran co było z
drobnieniem od imienia Francesca grała na altówce a on na wiolonczeli jednakże
złamała mu te serducho... Czy myślcie że się poddał? Tak, poddał się.
Kiedy dostał swój list z Hogwartu śmiał się że ma dokładnie niecałe 3 lata.
Gdyż jego urodziny przypadają raz na 4 lata(patrz na datę urodzenia). Trafił do
Gryffonów z czego ojciec nie był zadowolony i nawet przyjście na świat jego
młodszej córki Ludy go nie usatysfakcjonowało. Wyrzekł się chłopaka i uciekł
zostawiając jego matkę samą z jego małą siostrą. Podczas wakacji po pierwszym
roku nauczania w Hogwarcie zdarzyło się coś co zapamiętał do końca życia.
Razem z przyjaciółki powiedzieli sobie że zrobią biwak w lesie i trzymali się
tego i tego wieczoru kiedy chłopak miał zbierać chrust na wielkie ognisko odnalazł
go dosyć spory niedźwiedzi. Chłopak pobladł i był na skraju omdlenia. Bo kurczę to
było prawie 5 razy szersze i większe od niego. Stał tam i się nie ruszał, sparaliżowany
strachem i dopiero kiedy wujek Oli go znalazł dopiero mógł zwiać. Od tej pory boi się
niedźwiedzi. 2 lata później wyprowadzili się do Francji i zamieszkali razem z jego
matką i siostrą u babci i dziadka. Na wakacjach pojechali do akademii żeby go
przydzieliło by nie musiał się przeszyć przed całą szkołą kiedy jego by przydzielali.
Trafił o ironio do domu niedźwiedzia.



Subskrybuj:
Posty (Atom)

