Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opo. Nie taki straszny.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opo. Nie taki straszny.... Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Amir'a cd David'a

Najeżyłem się słysząc wyznanie o wielce pięknych drapieżcach z kłami niczym sztylety.
Wstałem, otrzepałem szybko spodnie, przy okazji poprawiając kamizelkę i zacząłem iść w stronę półki z książkami w ręce. Poszedł za mną, uśmiechając się jakby wygrał na loterii. Odłożyłem papierowe dzieła i bez skrępowania poszedłem na wyjścia. Przeszedłem przez drzwi i korytarzem ruszyłem do dormitorium, właściwie nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
Niby dookoła było dużo osób więc nie musiałem się czuć zagrożony, ale ten dureń zaczął biec w moją stronę i pacnął mnie w plecy, prawdopodobnie chcąc zwrócić na siebie uwagę. Odwróciłem się napięcie, złapałem go za rękę i potrząsnąłem.
- Nigdy mnie tak nie nachodź! - rzuciłem błagalnie.
- Aj marudzisz~ - miałem ochotę pokazać mu, jak potrafię ,,marudzić", czyli z chęcią bym go ugryzł w palec swoimi kiełkami, a nie ma nic gorszego od ugryzienia kocimi zębami, uwierzcie.
- Ja tylko chcę ci przekazać, że nie czuję się dobrze w twoim towarzystwie. - mówiłem powoli, jak do dziecka. Prychnął lekceważąco, a potem jak gdyby nic objął mnie ramieniem za szyję, pokazując dłonią ruch tworzący tęczę na suficie.
- Przyjaźń to magia, a ja jestem tylko małym wilczkiem. - małym? Raczej wielgachnym. Dobra, koniec paniki, Ar. Nie jesteś jakąś tam ci*ą która nie umie się bronić, jak coś zacznie, to po prostu mu przywalisz.
- Skoro tak mówisz.. E, jako, eghem, pierwszy kumpelski wypad proponuję iść na błonia. - wow, dobrze ci idzie.
Pokiwał głową ale zaraz odbiegł, zostawiając mnie samego. Wzruszyłem ramionami i poszedłem się ubrać, w końcu zaczął padać śnieg i coraz bardziej marznę. Może to jakiś gen, rodzinny brak odporności na minusowe temperatury? Nie wiem, kompletnie nie wiem. Ubrałem kurtkę, kozaki [hehe] oraz czapkę, która przyjemnie grzała w uszy..

< hoho >

środa, 22 kwietnia 2015

Ombrelune: Od David'a cd. Amir'a

Spojrzałem na chłopaka i odpowiadając miałem ochotę się roześmiać, lecz rzecz
jasna tego nie zrobiłem. Nie wiadomo co, ten by se pomyślał jeszcze...
- Nie jem kotów, Amir, nie jestem zwierzęciem. - Powiedziałem najspokojniej jak tylko mogłem,
a on na tą odpowiedź podniósł brew.
- Dobra, wierzę ci. Ale ostrzegam, każdy kto się ze mną zadaje, ten choć raz ma
w buzi kupę sierści, albo budzi się z moim miękkim brzuszkiem na nosie. - No to zaś już nie
wytrzymałem i roześmiałem się. Ten wyglądał na lekko oburzonego-obrażonego, mniejsza.
Gdy się uspokoiłem. Spojrzałem na niego i odpowiedziałem.
- Wierzę, un. Spoko. - Zaraz cicho parsknąłem - Ale przestroga, un.. - Ale zaraz odchrząknąłem
i dodałem. - A ja ostrzegam, każdy kto się ze mną zadaje, ten chodź raz miał obślinioną
całą gębę, un. - Ja nie potrafiłem tak jak on, poważnie dlatego w tym miejscu parsknąłem
śmiechem. - albo budzi się staranowany i siłą wyciągnięty z łóżka... Un, No przynajmniej kordłę
kradnę i uciekam, zaś reklamacji za piękne, moje odciski kłów na Kooordle nie przyjmuje.
- Powiedziałem i zaśmiałem się. Rzecz jasna specjalnie źle wypowiedziałem słowo
o Kołdrze. - ,Un. - Dodałem.
- A czy ktoś, powiedział, że chcę się z tobą zadawać.. - Mruknął cicho pod nosem.
Chyba nie zbyt podobała, mu się wizja moich kłów...
- Cóż teraz jesteś na mnie skazany. - Stwierdziłem i uśmiechnięty rozsiadłem się.
- A to niby dlaczego?
- Ponieważ, mam zamiar udowodnić ci, że; a) Nie jestem taki straszny, b) Wilki to piękne
stworzenia!

< Amirek? xD>

środa, 15 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Amir'a cd David'a

Przełknąłem ślinę, patrząc na jego twarz z bliska z pewną dozą nieufności. Palcami mocno ściskał moje ramię, więc ucieczka raczej nie wchodziła w grę. Byłem bardzo strachliwy, a w naturze wilki i psy są moimi naturalnymi wrogami. Otworzyłem usta, po czym znów je zamknąłem i otworzyłem.
- Jeśli.. puścisz. - mruknąłem spuszczając wzrok. Oczami wyobraźni widziałem jak uśmiecha się, zmienia w swoją animagiczną postać i chodzi za mną wiecznie napawając strachem. Mimo to zrobił inaczej. Zabrał rękę, oparł się o oparcie krzesła i kiwnął.
- I bardzo dobrze. - rzucił.
- Duży, miły piesek? - zapytałem z nadzieją wpatrując się w jego twarz i luźną postawę. Sam zaciskałem ręce na wszelki wypadek, gdyby chciał coś odwinąć.
- Noo.. jak mnie zdenerwujesz.. - znowu poczułem falę zimna, którą zauważając pomachał ręką uspokajająco. - Nic złego.
- Skoro tak. - westchnąłem. Wziąłem znów książkę, wsadzając w nią nos i zaczytując się. Nie zbliżę się do niego bliżej, niż na dwa metry. To moje postanowienie. Jeśli zachce mu się rozmawiać, okej, ale z dala od mojego młodego, nieukształtowanego ciała, ono nie jest gotowe na śmierć.
Byłem pewien, że sam fakt iż przestałem trząść się ze strachu przed nim mu wystarczy, ale widocznie woli coś więcej, bo przysunął się i zajrzał mi przez ramię jeżdżąc wzrokiem po tekście. Było to opowiadanie w którym przytoczono dużo cytatów, dla tego żeby go przeczytać ze zrozumieniem trzeba się skupić, a ja nie koniecznie potrafię z drapieżnikiem nad głową.
- Czy mógłbyś.. - przeciągnąłem znacząco patrząc w prawo, gdzie umiejscowił swoją twarz. Mruknął jasne i znowu wrócił na miejsce.
- Czyli nie będziesz przede mną uciekał.. - wyszczerzył się zwycięsko.
- Tak, tak. Skoro i tak zawracasz mi głowę, powiedz, ile kotów zjadłeś? - to pytanie było konieczne, bardzo. Musiałem wiedzieć, ile procent mówiło; w tym roku nie pożyjesz dłużej niż następny tydzień.
- Nie jem kotów, Amir, nie jestem zwierzęciem. - na tą odpowiedź podniosłem brew.
- Dobra, wierzę ci. Ale ostrzegam, każdy kto się ze mną zadaje ten choć raz ma w buzi kupę sierści, albo budzi się z moim miękkim brzuszkiem na nosie.

< Jakie przestrogi :O >

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ombrelune: Od David'a cd. Amirka

Gdy uciekł przez otwarte drzwi, szybko wyszedłem za nim ale był już, poza zasięgiem
mojego wzroku. Było to dla mnie dziwne... Ponieważ to on na początku mnie zaczepiał,
a teraz ucieka? Dziwny. Okey, pogoniłem go za pierwszym razem, un. Ale był zdenerwowany
bo znów się z dziewczyną pokłócił.. Boże...
Postanowiłem z nim pogadać, bo nie widzi mi się, żeby dostawał ataku paniki na mój widok,
za każdym następnym razem.
Niestety nigdy, nic nie wychodzi tak jak chcemy. A mianowicie chłopak, chyba, mnie unikał.
Za każdym razem, gdy tylko znajdował się w zasięgu i mnie zauważył... Zwiewał.
Zwiewał, aż w końcu go złapałem. A raczej, zauważyłem go w bibliotece, w jednej z najmniej
odwiedzanej części biblioteki. Od razu się zatrzymałem i po cichu obszedłem regały, by wyjść
tuż za jego plecami. Wtedy powoli podszedłem do niego i gdy byłem już blisko, z rozmachem
usiadłem obok, obejmując go ramieniem, by nie uciekł, gdy tak nagle podskoczył na krześle.
- No, un. Teraz mi już nie uciekniesz. - Powiedziałem uśmiechając się szeroko. Na co chłopak
okropnie zbladł. Chyba za mocno się wyszczerzyłem, mógł sobie wyobrazić mnie porównując
do wilka... Mniejsza. - Kehm.. Więc Amir? Co u ciebie?
- J-ja...
- Dobra, stop. Rozumiem, że się mnie boisz, bo boisz się wilków ale.. Ja jestem miłym wilczkiem..
Taki podrośnięty piesek. Mój przyjaciel mówi, że jestem o wiele milszy jako wilk, niż jako człek
 - Powiedziałem uśmiechając się... Eh. Za dużo spędzam czasu z Ai'm. - Nie musisz się mnie bać.
I uciekać. - Dodałem, znacząco patrząc na niego. - Jeżeli zgodzę się cię puścić, nie będziesz już
wiewał? - Zapytałem ponieważ dalej obejmowałem go i zaciskałem rękę na jego ramieniu, siedząc
obok na krześle.

< Amir? XP>

niedziela, 12 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Amir'a cd David'a

Odchyliłem głowę oddychając szybko. Kiedy zobaczyłem jak biały wilk wchodzi sobie do środka od razu dostałem ataku paniki, dla tego wydarłem się jak głupi. Powoli jednak strach przeradzał się w zdenerwowanie i irytację.
- Nie biega się w animagicznej formie po szkole, ku*wa! - rzuciłem przecierając twarz. Zrobił skruszoną minę i rozejrzał się chcąc wyszukać pielęgniarki, która wyszła na chwilę mówiąc, bym nie ruszał się z łóżka.
- To ciężka dla mnie sytuacja, musiałem tu szybko przybiec. Nie wiesz, kiedy Helena wróci? - zapytał mnie, podchodząc i siadając na łóżku. Od razu cofnąłem się na metr, podkulając nogi. - Stary, nic ci nie zrobię.
- Jasne! Tylko patrzysz, kiedy wyszczerzyć kły. - trochę histeryzowałem, ale co poradzić, trauma z dzieciństwa dawała o sobie znać. Wziąłem jeszcze parę wdechów, by uspokoić kołaczące serce, kiedy wkroczyła osoba o której mówiliśmy. Chłopak wstał, odszedł na stronę i znów zostałem sam, bo poszli do gabinetu. Gdy wychodził, miał przy sobie torbę z jakimiś fiolkami i pudełeczko. Miałem nadzieję, że nie zachce mu się pogadanek, ale life is hard man, always making things more complicated ~
Oparł dłoń o ramę łóżka i teraz w moim umyśle wyglądał jak diabeł. Przełknąłem ślinę chcąc by tego nie zauważył, ale na próżno. Pokręcił głową.
- Na prawdę nie jestem dzikusem, to tylko ja. - od razu do mojej głowy przyszły różne obrazy, jak rozszarpuje mi gardło, jak ośliniony stoi przede mną.. Znów spanikowałem i zmieniłem się w kota, uciekając przez otwarte drzwi. Coś za mną wołał, ale nie patrzyłem na to, tylko biegłem prosto do dormitorium, chcąc się schronić.
Jeśli spotkam go kiedyś na korytarzu, chyba padnę na zawał. Mój boże, czemu obdarowujesz mnie takimi okropnymi ludźmi do towarzystwa? Nic ci przecież nie zrobiłem, byłem grzeczny i..
Kur*a, nie wierzę w ciebie.

<DAAAYUUMMM>

sobota, 11 kwietnia 2015

Ombrelune: Od David'a cd. Amir'a

- Petty co jest? - Zapytałem zmartwiony kuzyna, który zwijał się na łóżku.
-Nic. - Wy warczał. - Idź sobie!
- Ale co jest! Boli cię? - Zapytałem. Byłem zmartwiony, ponieważ za
trzy dni jest pełnia... A Petty zawsze gorzej się czuł, gdy było blisko pełni.
Był wtedy blady, obolały i wiecznie zmęczony, lecz... Pierwszy raz widziałem by się
tak kulił. - Chcesz jakieś eliksiry?
- W szafce.. - Wychrypiał cichym głosem. Podszedłem do niej. Były tam 2 eliksiry
przeciw bólowy i jeszcze jakiś. - Daj mi je..
- Masz to są ostatnie.. - Podałem mu je, a on je wręcz łapczywie wypił.
- Przyniesiesz mi jakieś..? - Zapytał się, już na mnie nie warcząc.
- Od Siostry Heleny?
- Tak... Ona będzie wiedzieć jakie.. Potrzebuję na rano... - Powiedział i w tulił się w poduszkę.
Ja już się o nic więcej, nie zapytałem. I tak wiedziałem, że potrzebuje jeszcze na noc,
gdyby się obudził..
Nie czekając długo, zmieniłem się w moją animagiczną formę - Wilka, by jak najszybciej
tam dotrzeć. I już po chwili byłem pod drzwiami i wkradałem się do środka...
I od razu tego pożałowałem - Mianowicie zapomniałem o gościu który siedzi w SS.
- W-wilk!!! Aaaaaa! - Tuasion krzyknął i cofną się na sam koniec łóżka sapiąc jak po
maratonie. [Lub jak po dzikim orgazmie dop.aut.~A masz jak na czacie napisałeś! xD].
Szybko spanikowany, zmieniłem się w człowieka i zacząłem go uspokajać i uciszać.
- Ej! Ej! Młody spokojnie! Nic Ci się nie stanie! To tylko ja, nie ma wilka, nic Ci nie zrobi!
Spanikowany otarłem czoło, on zaś siedział dalej na końcu łóżka z szeroko otwartymi oczami.
- Eee... David Martines. - Przedstawiłem się, drapiąc po potylicy. Wyciągnąłem do niego rękę.
- A-amir Tuasion - Przedstawił się chłopak.
- Jest Siostra Helena? - Zapytałem, a chłopak zaprzeczył ruchem głowy. 
Nie wiedziałem co zrobić by go uspokoić... Chyba się serio przestraszył wilka... .

<Amir? XD>

Bellefeuille: Od Amir'a cd Davida

Skrzywiłem się widząc dziwny płyn w fiolce. Znowu muszę pić coś, co nie koniecznie przypomina smaczną herbatę, czy ożywiającą kawę. Mimo to przechyliłem się wypijając do dna całą zawartość. Odłożyłem naczynie, po czym popatrzyłem prosto na jego twarz, czekając aż wykona jakiś ruch.
- Tylko tego nie wypluwaj bo potem będzie, że ją zignorowałem. - mruknął i odwrócił się idąc do wyjścia. Moja ciekawość się ujawniła, rzuciłem w jego stronę czekaj. Zwrócił ku mnie twarz, robiąc ruch głową mówiący ,,co?" w górę i w dół. Wstałem z łóżka, poprawiłem mundurek i podszedłem do niego. - Nie mam czasu.
- Dobra, dobra. - przerwałem mu. - Po co tu przyszedłeś?
Przetarłem swoje dłonie, gdyż zrobiło mi się znowu zimno. Nie rozumiem własnego ciała, ostatnio na prawdę źle znoszę powiewy i niskie temperatury. Może zje*ał mi się wewnętrzny termometr który mówił kiedy mam się trząść a kiedy pocić.. Tak czy siak, nic na razie z tym nie zrobię.
Zrobił minę jakby ktoś go kopnął, a potem jakby się obrzydził. Założyłem ręce na klatkę piersiową, ten gest przejąłem od otoczenia, nigdy wcześniej tak nie robiłem. Z westchnięciem poirytowania złapał za klamkę i już miał pociągnąć, gdybym go nie wyprzedził.
- Nie wiem co odpier*alasz ale lepiej wracaj na łóżko, zanim siostra zaciągnie cie tam siłą. - warknął odpychając mnie lekko. Udało mu się wyjść i zamknąć za sobą drzwi. Wzdrygnąłem się, bo w momencie kiedy zostałem odepchnięty poczułem coś na wzór impulsu, a potem na myśl przyszło mi, że jest dziwną osobą. Tak nagle, bez sensu myśl.
Wykonałem polecenie i w parę kroków doskoczyłem do łóżka, kładąc się i gapiąc w sufit. A może on tu jeszcze przyjdzie, w końcu coś chciał. Przyszła pielęgniarka, rozejrzała się i podeszła.
- I jak się teraz czujesz? - zapytała miło. Podrapałem się po głowie oceniając samopoczucie i jakoś tak średnio, ale dla świętego spokoju wyszczerzyłem się.
- Idealnie, lepiej być nie mogło. - pobłażliwie poklepała mnie po ramieniu.
- Zostaniesz tu jeszcze do wieczora. - jęknąłem głośno, a ona się zaśmiała. - Ciesz się!
- Nieee..! Tyle godzin nudy. - zawyłem i znowu się zaśmiała. Odeszła do siebie gdzie pewnie zajęła się swoimi sprawami.
Położyłem się wygodniej, poprawiłem poduszki i powoli odpłynąłem, by co parę minut budzić się i obracać w drugą stronę.
- Za jakie grzechy..

< rym cym cym >

piątek, 10 kwietnia 2015

Ombrelune: Od Davida cd. Amir'a

Wszedłem do Skrzydła szpitalnego, a widząc chłopaka na łóżku zmarszczyłem
brwi, otarłem czoło. Zaraz podeszła do mnie pielęgniarka.
- Panie Martínes! No wreszcie! - Powiedziała zniecierpliwiona pielęgniarka wyciągając,
rękę w moją stronę.
- Proszę wybaczyć.. - Zacząłem jednocześnie grzebiąc w torbie, wyjmując inną
mniejszą od mojej. - Proszę. - Powiedziałem dając go jej. - Profesor Craxi, kazał
przekazać, że za godzinę przyniesie jeszcze kilka eliksirów czyszczących rany oraz Wiggenowy.
- Oh, cudownie! Zaczyna mi już ich brakować. - Powiedziała kręcąc głową. - Coś jeszcze,
Davidzie? - Zapytała, tym razem zwracając się do mnie po imieniu.
- Yy... Tak ale.. - Zerknąłem na chłopaka leżącego na łóżku nie opodal.
- Oh! Chodź ze mną do gabinetu... - Kiwnąłem głową i ruszyłem za nią. - Więc?
- Mój wuj... Eem, Profesor Emiliano, prosił o przyszykowanie Wywar Tojadowy, które
robi Psor Craxi by mógł je zabrać od razu, jak po nie dziś pod wieczór przyjdzie.
- Ah! No tak to już za kilka dni.. - Mruknęła, zagarniając jakieś rzeczy z biurka. - Dobrze,
zaraz je przyniosę, a ty już idź.. Tylko daj ten eliksir, proszę paniczu Tuasion'owi i każ
wypić! A ja pójdę po wywary... - Dała mi i od razu wyszła.
Wyszedłem i zaraz skierowałem się do chłopaka.
- Ej, masz - Powiedziałem i podałem mu eliksir. - Siostra Helena kazała ci to całe wypić.

<Amir? Brak weny do tego xP xD>

Bellefeuille: Od Amir'a do Davida

Nachyliłem butelkę z wodą i łapczywie zacząłem przełykać coraz większą ilość wody, a gdzieś między piciem poczęła spływać mi po brodzie i skapywać na trawę. Dziś wasz szczęśliwy dzień, małe, kiełkujące zielonki. Pijcie, pókim spragniony równie co wy. A czemu się tak zmęczyłem, huh. No właśnie. Mój dzień zaczął się od rannej pobudki zimną szklanką wody na głowie, co wystarczająco pobudziło me nerwy. Wyciągnięty zostałem z dormitorium i bez pytania zabrany na jakieś spotkanie-a-la-nudne, damskie pogaduszki. Chłopcy mnie wyciulali, nawet palcem nie ruszyli by dowiedzieć się czegokolwiek o moim aktualnym stanie psychicznym po takiej akcji.
Ale to jeszcze nic. Zostałem wrobiony i podstępnie zmuszony do rywalizowania z jakimiś głupkami. Jak to się stało? A to była bardzo ciekawa historia, bo.. Może jednak wam tego oszczędzę. Tak, to będzie o wiele lepszy pomysł. Tak czy siak, przed chwilą biegałem dookoła budynku pocąc się jak świnia. I wiecie co, wygrałem. Boże, moja klatka piersiowa..
- Udało ci się~ - powiedziała jedna z dziewczyn od moich rywali. Uśmiechnąłem się w jej stronę, ale zanim zrobiłem krok na przód, by pogadać, zasłabłem i wręcz poleciałem do przodu. Pomogła utrzymać mi się w miejscu przerażona. - Ej, ej, wszystko dobrze?
- Tak, tak. - wymruczałem pod nosem masując nos, z którego pociekła krew. - Ch*lera..
- Zawołam kogoś. - nie pytała, od razu to zrobiła, wołając głośno ,,pomocy". Skrzywiłem się na takie zachowanie. Przybiegło ze swoich kółek zainteresowań około pięć osób, wraz z nauczycielem który obserwował nas z daleka.

~

Skrzydło szpitalne nie było dla mnie miejscem które chciałem koniecznie odwiedzić, ale niestety, dowiedziałem się, że jestem odwodniony, oraz mój organizm jest na skraju wytrzymałości.
- Powinien pan bardziej o siebie dbać. - powiedziała kobieta w fartuchu. Przewróciłem oczami zgadzając się westchnięciem i pokiwaniem głowy. Podała mi eliksir, którego kompletnie nie rozpoznałem, ale w momencie wypicia go, poczułem się nieco lepiej. Chyba chciała zrobić mi kolejny wywód, gdy do pomieszczenia wszedł jakiś chłopak marszcząc brwi i ocierając czoło.

<NYHYHYHY>