- Adam, wyjebałeś z półobrotu jakiemuś trzecioklasiście?! - zapytała Clary przed klasą do eliksirów. Eliksiry były następną lekcją po zaklęciach, co oznaczało, że wiadomość rozniosła się po szkole w tempie ekspresowym, obejmując tym samym czas jednej przerwy.
- Ta, bo co? - Uniosłem na nią obojętny wzrok, masując bezwiednie prawą dłoń, która przed paroma minutami zadała wzorowy cios w nos.
- W sumie to nic. - Wzruszyła ramionami. - Bardzo płakał?
- Trochę się przewrócił. - Mimowolnie się uśmiechnąłem.
- A co zrobił? Powiedział, że ma lepszy żel do włosów od ciebie? - spytała niewinnie zza mojego ramienia Ell, która niepostrzeżenie pojawiła się przy nas.
- Nie, za to ty za chwilę możesz mieć lepszą ranę od niego - syknąłem, odwracając się.
- Przepraszam. - Spojrzała na mnie dużymi oczami i zrobiła minę szczeniaczka.
- Tak, tak... - mruknąłem, wywracjąc oczami. Niewiele myśląc schyliłem się, chcąc uraczyć ją pocałunkiem, ona jednak odsunęła się w panice i rozejrzała po korytarzu. Znajdowaliśmy się w lochach, była więc tutaj tylko nasza klasa oczekująca na lekcję - nikt normalny nie spędza przerwy w ponurym podziemiu.
- Wybacz, mała - bąknąłem, przypomniawszy sobie, jak przeżywała, gdy David nakrył nas leżących na łóżku - ale jeszcze nie przyzwyczaiłem się do twojego opacznego gustu obejmującego wstyd przed pokazywaniem się ze mną publicznie. Inne na twoim miejscu dostałyby padaczki. - Wyszczerzyłem się. Usłyszałem sugestywne chrząknięcie. Clary stała z rękami opartymi na biodrach.
- A to co, Adamie? - zapytała, udając oburzenie. - Ładnie to tak ignorować przyjaciółkę, która wiernie stała za tobą murem, kiedy INNI wyjeżdżali na pół roku bez słowa? Nawiasem mówiąc nie było to łatwe - wytrwać z człowiekiem o zbiorowej inteligencji ananasa i pamięci godnej rybki akwariowej, który na każdym kroku myśli, jak by cię tu zwabić w jakiś ciasny kącik i zgwałcić.
- No już nie przesadzaj. - Popukałem się w czoło. - Samouwielbienie spływa po tobie wartkim strumieniem w barwie fuksji.
Clary prychnęła z dezaprobatą, robiąc obrażoną minę.
- Hej, dzieci, jeśli chcecie zobaczyć smerfów las, przed ekran dziś zapraszam was! - Usłyszałem śpiew Davida gdzieś obok nas. Nucił jedną z tych dzikich mugolskich piosenek zasłyszanych od Petty'ego. Był dzisiaj w zaskakująco dobrym humorze jak na kogoś, kto przed niecałą godziną prawie wrobił mnie w szlaban. - Żartowałem! Chuja wam pokażę! Chociaż nie... Tego też nie zobaczycie. - Zaśmiał się z własnego, kiepskiego żartu.
- Z kim ja się zadaję? - jęknęła Clarisse, teatralnie kładąc dłoń na czole.
- Tak, Clary, ja też od ponad trzech lat zadaję sobie to pytanie! Ten Adam to jakiś czubek, nie?
- Chyba zrobię ci krzywdę - poinformowałem go życzliwym głosem.
- Dziękuję, postoję.
- Po coś tu przylazł? - zapytała La Rue z wyrzutem.
- Trening, trening, trening!
- Znowu? - Z Ell jak na komendę okazaliśmy swe jawne niezadowolenie.
- A kiedy niby ostatnio był? - obruszył się Dave.
- Przedwczoraj?
- Och, narzekacie! - Aniołek uśmiechnął się słodko. Ta, łatwo jej mówić. To nie ona popyla co drugi dzień na miotle ganiając za piłką, bo jakiś gejas, który sam tylko patrzy i się drze, jej tak kazał.
- Widzicie? Clary się cieszy! - rzucił blondyn. - Chętnie zostanie waszą cheerleaderką.
- Czekaj, co?!
- Cheerleaderką - powtórzył usłużnie. - Będziesz nam tańczyć i skandować "David jest super!".
- Pogięło cię? Nie będę nic tańczyć! Tu się jebnij. - Wskazała palcem na skroń. - Sam możesz przywdziać spódniczkę i zrobić herki na miotle, wysoko w górze. Jak myślisz, polepszy ci się, gdy spadniesz?
- Ja sądzę, że nic mu już nie pomoże - wyznałem.
W tym momencie przyszedł Craxi i wpuścił nas do sali pełnej kolorowych oparów. Czas na lekcję eliksirów.
Po lekcji, na której - przynajmniej teoretycznie - nauczyliśmy się rozróżniać nalewki z asfodelusa, piołunu i mandragory po ich właściwościach fizycznych, cała drużyna jak strzały pobiegła do dormitoriów po sprzęt i wesołą gromadką podążyła na boisko do quidditcha, żartując, podszczypując i popychając się. Kiedy weszliśmy na murawę, spostrzegliśmy jakąś postać balansującą w powietrzu. Szanowny pan kapitan stwierdził, że nic a nic nam to nie przeszkadza, i kazał wskoczyć na miotły, co też uczyniliśmy.
Odbiłem się od ziemi i już po kilku sekundach zawisłem przy obręczach. David gestem dłoni rozpoczął mecz, polegający na tym, że każdy ścigający ma swojego kafla, a ja muszę latać i bronić jak głupek.
- SMOKUUU! SMOOOKUUU!!! - zacząłem się drzeć już po piętnastu minutach.
David pokazał komendę "czas" i podleciał do mnie.
- Czego?
- Czego? Czego?! A chcesz se, kuźwa, tak pobronić? - Ściągnąłem koszulkę z wielką plamą od potu na plecach i rzuciłem mu prosto w twarz.
- Fuj, wiesz, co to mydło?
- Wiesz, co to wysiłek fizyczny? A nie, czekaj, jesteś szukającym - uśmiechnąłem się słodko.
- Okej, dobra, zrób sobie przerwę czy coś. ĆWICZYMY PODANIAAA! - wrzasnął do reszty. Złapałem się za ucho. Głośniej się nie dało, co?
Przerwę postanowiłem wykorzystać na polatanie sobie w kółko. Niczego nie kocham tak bardzo jak tego. Wiatr we włosach, zabójczy pęd, świst w uszach... Wspaniałe! W dodatku chłód uderzający w moją nagą klatę.
Po chwili nie tylko chłód uderzył w moją klatę.
- Boże, znowu ty?! Co to za fatum?!
Miałem miotlarską kraksę z tym samym ziomkiem, który wcześniej wpadł na mnie na korytarzu. Dwa razy. Do trzech razy sztuka, jak to mówią. Tyle że tym razem Orlak zawisł ręką na miotle.
- Sorry. Niezbyt dobrze latam - burknął.
- Wiesz, zauważyłem.
Amir?
Statystyka
Październik! ~~~
Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.
Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)
Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!
Od Belli Do ?? - ktos?
Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie
Od Clary Do Adama - Do Adama
Od Margaret Do Adama - Czy Adama
Od Adama cd. Amir'a - Do Amir'a
Od Jonasz Do Amira - Do Amir
Od Amira cd Cisy - Do Cisy
Od Volonte . cd Amir'a - Do Amira
Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Petty'ego cd. Clarisse - Czy Clarisse
Od Do Petty cd. Violetty - Violetty
Od David'a cd. Percy'ego - Percy'ego
Od Aidena cd. David'a - Do David'a
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opo. Kot zawsze spada na cztery łapy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opo. Kot zawsze spada na cztery łapy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 11 kwietnia 2015
środa, 8 kwietnia 2015
Bellefeuille: Od Amir'a cd Adama
Otworzyłem szeroko oczy znowóż zataczając się. Jego dłoń na mojej buzi wcale nie była taka przyjemna, toteż złapałem go za nadgarstek i zacząłem odciągać. Kary się unika, co?
Odepchał mnie na parę metrów zdala od drzwi mordoru z poważną i wkurwioną miną. Skorzystałem z chwilowej nieuwagi chłopaka, ciągnąc ten sam nadgarstek nieco dalej. Rzucał się chwilę, dopóki nie wyszliśmy zza róg, gdzie nie był widziany w ogóle i mógł poczuć się ,,bezpiecznie".
- Powinienem cię skosić i ją zawołać. - powiedziałem szczerząc zęby. Odpowiedział przeciąkłym warknięciem w stylu pierdol się, albo wpierdol.
- Puść mnie już. - wykonałem jego polecenie z nie małą satysfakcją, a wtedy się zaczęło. Dosyć nie miło zarzucił mi, że jestem niedorajdą i tym podobne, klnąc co jakiś czas. Przytoczyłbym tą rozmowę, ale chyba nie wypada. To nie tak, że stałem cicho i słuchałem; odpowiedziałem tym samym i gdy prawie zdecydował się na zniekształcenie mojej szczęki, ktoś zawołał go po imieniu z drugiego korytarza. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, prychnął i odwrócił się.
- Jestem francuzem, ocipiały idioto. - rzuciłem zdecydowanie nie potrzebnie. Wrócił się i przywalił mi z całej siły. Uwaga, to mój pierwszy raz. Moje myśli się pomieszały i nie ważne, że leżałem na tyłku podpierając kafelki, jedną ręką zasłaniając krwawiący nos; najbardziej stresowałem się faktem, że teraz nie będę wiedział, czy w końcu jestem czegoś warty, że należy mi się, a nie, że stoję obok społeczności.
- Kto jest teraz ocipiały? - po tym zdaniu zostawił mnie zdezorientowanego. W końcu jakaś dziewczyna z mojego rogu przyszła i jakbym umierał, zaczęła mnie podnosić na siłę i rozglądać się za nauczycielem. Zbeształem ją za ten pomysł, wstałem i przyjąłem chusteczkę.
-Boże, może jednak pójdziesz do skrzy..
- A ty co? - odezwał się trzeci głos, należący do Sumki. Popatrzyłem na nią nieco pustym wzrokiem. Odesłała, bodajże Dannę i sama zajęła się mną prowadząc do wieży. Zauważyła, że coś jest nie tak.
- Chyba zdenerwowałem szkolnego podrywakę. - przyznałem się. Doszliśmy do drzwi, powiedziałem odpowiedź na zagadkę i wpuściłem nas obu. Mojego współlokatora na szczęście nie było.
- I on ci dał w mordę? - chyba to ją rozśmieszyło, nie wiem, nie patrzyłem. Zabrałem się za zmywanie krwi i sprawdzanie, czy coś mi połamał, ale chyba nie ma tyle siły.
<EGHEGHEHEHE, pierwszy raz, he>
Odepchał mnie na parę metrów zdala od drzwi mordoru z poważną i wkurwioną miną. Skorzystałem z chwilowej nieuwagi chłopaka, ciągnąc ten sam nadgarstek nieco dalej. Rzucał się chwilę, dopóki nie wyszliśmy zza róg, gdzie nie był widziany w ogóle i mógł poczuć się ,,bezpiecznie".
- Powinienem cię skosić i ją zawołać. - powiedziałem szczerząc zęby. Odpowiedział przeciąkłym warknięciem w stylu pierdol się, albo wpierdol.
- Puść mnie już. - wykonałem jego polecenie z nie małą satysfakcją, a wtedy się zaczęło. Dosyć nie miło zarzucił mi, że jestem niedorajdą i tym podobne, klnąc co jakiś czas. Przytoczyłbym tą rozmowę, ale chyba nie wypada. To nie tak, że stałem cicho i słuchałem; odpowiedziałem tym samym i gdy prawie zdecydował się na zniekształcenie mojej szczęki, ktoś zawołał go po imieniu z drugiego korytarza. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, prychnął i odwrócił się.
- Jestem francuzem, ocipiały idioto. - rzuciłem zdecydowanie nie potrzebnie. Wrócił się i przywalił mi z całej siły. Uwaga, to mój pierwszy raz. Moje myśli się pomieszały i nie ważne, że leżałem na tyłku podpierając kafelki, jedną ręką zasłaniając krwawiący nos; najbardziej stresowałem się faktem, że teraz nie będę wiedział, czy w końcu jestem czegoś warty, że należy mi się, a nie, że stoję obok społeczności.
- Kto jest teraz ocipiały? - po tym zdaniu zostawił mnie zdezorientowanego. W końcu jakaś dziewczyna z mojego rogu przyszła i jakbym umierał, zaczęła mnie podnosić na siłę i rozglądać się za nauczycielem. Zbeształem ją za ten pomysł, wstałem i przyjąłem chusteczkę.
-Boże, może jednak pójdziesz do skrzy..
- A ty co? - odezwał się trzeci głos, należący do Sumki. Popatrzyłem na nią nieco pustym wzrokiem. Odesłała, bodajże Dannę i sama zajęła się mną prowadząc do wieży. Zauważyła, że coś jest nie tak.
- Chyba zdenerwowałem szkolnego podrywakę. - przyznałem się. Doszliśmy do drzwi, powiedziałem odpowiedź na zagadkę i wpuściłem nas obu. Mojego współlokatora na szczęście nie było.
- I on ci dał w mordę? - chyba to ją rozśmieszyło, nie wiem, nie patrzyłem. Zabrałem się za zmywanie krwi i sprawdzanie, czy coś mi połamał, ale chyba nie ma tyle siły.
<EGHEGHEHEHE, pierwszy raz, he>
wtorek, 7 kwietnia 2015
Ombrelune: Od Adama cd. Amira
- Biorąc pod uwagę, że jesteśmy we Francji... - mruknąłem beznamiętnie.
Zmierzyłem chłopaka znudzonym wzrokiem. Najwyraźniej mnie znał - cóż, nie dziwota. W końcu to... ja. Ja jednak go nie znałem. Nie powiem, żeby mi zależało, ale należało to jednak podkreślić jako niezbity dowód nieśmiertelnej sławy mojej oraz Martinesa w tej szkole.
- Anglik? - spytałem od niechcenia. Właściwie nie mam pojęcia czemu. Nie chciało mi się gadać z tym chłoptasiem.
- Co cię to obchodzi? - Spojrzał na mnie spod byka. Biedny, mały Orlaczek.
- Właściwie to masz rację. Nic, a nic mnie to nie obchodzi. - Przyznałem i wyminąłem go, zbierając się do odejścia. Za plecami usłyszałem głos:
- Po części. Jestem w iluśtam procentach Brytyjczykiem.
Zwolniłem kroku. Uśmiechnąłem się pod nosem. Ta siła perswazji. Och, ach - ja zajebisty. Szybko jednak ponownie przyspieszyłem.
- To do zobaczenia na lekcji, BRYTYJCZYKU - rzuciłem, nie odwracając się za siebie.
Po chwili znalazłem się już pod salą do zaklęć. Rzeczywiście stało tutaj od groma i jeszcze trochę trzecioklasistów. Dziwne praktyki panują w tej szkole, powiadam. Zauważyłem grupkę przyjaciół gawędzących wesoło w kółeczku wzajemnej adoracji czy coś. Szczęśliwym trafem Elliezabeth była tyłem do mnie. Pokazałem na migi stojącemu naprzeciw mnie Percy'emu, by nie zdradził mej obecności. Cichcem podkradłem się do różowowłosej i zasłoniłem jej oczy.
- Debil? - mruknęła, zdejmując moje dłonie ze swojej twarzy. Obróciła się na pięcie. - A nie, to tylko ty.
- Czyli bardzo trafnie to odgadłaś - zaśmiał się David.
- Niee... On jest poziom niżej niż "debil" - sprostowała.
- Nie powinieneś być teraz ze swoją Leslie, cmok-cmok? - zapytałem rozeźlony.
- O, fakt, masz rację! Już do niej biegnę! Ale nie, czekaj... Ani mi się śni!
- A co się stało? - zapytała Ell z zaciekawieniem.
- Nic. Uroki Brooksów - warknął.
- Chcesz w zęby?! - Efektownie podciągnąłem rękawy koszuli.
- Och, nie! Nie, Adam, proszę! Nie bij mnie! - Blondyn momentalnie się skulił. Zrobił minę udręczonej ofiary. Wyprostowałem się w osłupieniu. Parę sekund później objawiło mi się wytłumaczenie jego perfekcyjnej gry aktorskiej.
- Brooks! Proszę natychmiast przestać! Zostaniesz u mnie na chwilę po lekcji. A teraz proszę, wchodzimy do klasy. - Za sobą usłyszałem głos ukochanej profesor De Maupssant.
- Dzięki, frajerze - syknąłem do Dave'a, kiedy mijałem go w drzwiach.
- Nie ma za co, kochanie - odpowiedział słodkim głosem i posłał mi buziaczka. Wzdrygnąłem się i pobieżyłem na tyły, gdzie błyskawicznie zająłem wolne miejsce obok Ellie.
- O nie, o nie, o nie. Ja cię tu nie chcę! - W bardzo brutalny sposób zaczęła wypychać mnie z ławki.
- Tak? Niby dlaczego?
- Znowu mi się przez ciebie oberwie!
- Panno Heap, proszę o spokój! Panie Brooks, niech pan zajmie już miejsce! Dziś gościmy uczniów z klasy niższej, jest małe zamieszanie, więc proszę o współpracę - odezwała się nauczycielka, spoglądając na nas groźnie. Od pierwszej lekcji po rozpoczęciu roku zauważała tylko nas, nie ważne, jak bardzo nieznośna byłaby reszta klasy.
- No, już ci się oberwało! To mogę?
Dziewczyna machnęła na mnie ręką i, udając pełne skupienie, zaczęła zapisywać temat na skrawku pergaminu. Wzruszyłem ramionami i rozłożyłem się jak szef. Nie miałem dziś ochoty na pisanie. Teoria w zaklęciach jest przecież zbędna.
Gdy rozbrzmiał dzwonek, przypomniałem sobie o powinności pozostania u Maupssant i wysłuchania wykładu na temat nieznęcania się nad słabszymi (On słabszy, ta? Dobre sobie.), może połączonego z jakimś nie do końca przyjemnym szlabanem - po sprzątaniu jej zbierającej kurz biblioteczki jeszcze po dziś dzień czuję, że w nosie kręci mnie kurz. Jako że niezbyt było mi to na rękę, chwyciłem torbę i kilkoma susami pokonałem drogę do drzwi. Życie to nie bajka i niezbyt często jest szczęśliwe, wobec czego oczywiście zderzyłem się z kimś, będąc już prawie na wolności. Zakląłem niepokornie, obdarzając spojrzeniem tego nieroztropnego osobnika, dla którego ten dzień również nie miał być taki miły.
- Matko, znowu ty?! - krzyknąłem, widząc twarz uroczego Brytyjczyka. Wypchnąłem go za drzwi prawie już opustoszałej sali i zasłoniłem usta, nim zdradził moją obecność rozglądającej się nauczycielce.
Ar? To nie były dwa lata xD
Krótkie, krótkie, krótkieee ;(
Zmierzyłem chłopaka znudzonym wzrokiem. Najwyraźniej mnie znał - cóż, nie dziwota. W końcu to... ja. Ja jednak go nie znałem. Nie powiem, żeby mi zależało, ale należało to jednak podkreślić jako niezbity dowód nieśmiertelnej sławy mojej oraz Martinesa w tej szkole.
- Anglik? - spytałem od niechcenia. Właściwie nie mam pojęcia czemu. Nie chciało mi się gadać z tym chłoptasiem.
- Co cię to obchodzi? - Spojrzał na mnie spod byka. Biedny, mały Orlaczek.
- Właściwie to masz rację. Nic, a nic mnie to nie obchodzi. - Przyznałem i wyminąłem go, zbierając się do odejścia. Za plecami usłyszałem głos:
- Po części. Jestem w iluśtam procentach Brytyjczykiem.
Zwolniłem kroku. Uśmiechnąłem się pod nosem. Ta siła perswazji. Och, ach - ja zajebisty. Szybko jednak ponownie przyspieszyłem.
- To do zobaczenia na lekcji, BRYTYJCZYKU - rzuciłem, nie odwracając się za siebie.
Po chwili znalazłem się już pod salą do zaklęć. Rzeczywiście stało tutaj od groma i jeszcze trochę trzecioklasistów. Dziwne praktyki panują w tej szkole, powiadam. Zauważyłem grupkę przyjaciół gawędzących wesoło w kółeczku wzajemnej adoracji czy coś. Szczęśliwym trafem Elliezabeth była tyłem do mnie. Pokazałem na migi stojącemu naprzeciw mnie Percy'emu, by nie zdradził mej obecności. Cichcem podkradłem się do różowowłosej i zasłoniłem jej oczy.
- Debil? - mruknęła, zdejmując moje dłonie ze swojej twarzy. Obróciła się na pięcie. - A nie, to tylko ty.
- Czyli bardzo trafnie to odgadłaś - zaśmiał się David.
- Niee... On jest poziom niżej niż "debil" - sprostowała.
- Nie powinieneś być teraz ze swoją Leslie, cmok-cmok? - zapytałem rozeźlony.
- O, fakt, masz rację! Już do niej biegnę! Ale nie, czekaj... Ani mi się śni!
- A co się stało? - zapytała Ell z zaciekawieniem.
- Nic. Uroki Brooksów - warknął.
- Chcesz w zęby?! - Efektownie podciągnąłem rękawy koszuli.
- Och, nie! Nie, Adam, proszę! Nie bij mnie! - Blondyn momentalnie się skulił. Zrobił minę udręczonej ofiary. Wyprostowałem się w osłupieniu. Parę sekund później objawiło mi się wytłumaczenie jego perfekcyjnej gry aktorskiej.
- Brooks! Proszę natychmiast przestać! Zostaniesz u mnie na chwilę po lekcji. A teraz proszę, wchodzimy do klasy. - Za sobą usłyszałem głos ukochanej profesor De Maupssant.
- Dzięki, frajerze - syknąłem do Dave'a, kiedy mijałem go w drzwiach.
- Nie ma za co, kochanie - odpowiedział słodkim głosem i posłał mi buziaczka. Wzdrygnąłem się i pobieżyłem na tyły, gdzie błyskawicznie zająłem wolne miejsce obok Ellie.
- O nie, o nie, o nie. Ja cię tu nie chcę! - W bardzo brutalny sposób zaczęła wypychać mnie z ławki.
- Tak? Niby dlaczego?
- Znowu mi się przez ciebie oberwie!
- Panno Heap, proszę o spokój! Panie Brooks, niech pan zajmie już miejsce! Dziś gościmy uczniów z klasy niższej, jest małe zamieszanie, więc proszę o współpracę - odezwała się nauczycielka, spoglądając na nas groźnie. Od pierwszej lekcji po rozpoczęciu roku zauważała tylko nas, nie ważne, jak bardzo nieznośna byłaby reszta klasy.
- No, już ci się oberwało! To mogę?
Dziewczyna machnęła na mnie ręką i, udając pełne skupienie, zaczęła zapisywać temat na skrawku pergaminu. Wzruszyłem ramionami i rozłożyłem się jak szef. Nie miałem dziś ochoty na pisanie. Teoria w zaklęciach jest przecież zbędna.
Gdy rozbrzmiał dzwonek, przypomniałem sobie o powinności pozostania u Maupssant i wysłuchania wykładu na temat nieznęcania się nad słabszymi (On słabszy, ta? Dobre sobie.), może połączonego z jakimś nie do końca przyjemnym szlabanem - po sprzątaniu jej zbierającej kurz biblioteczki jeszcze po dziś dzień czuję, że w nosie kręci mnie kurz. Jako że niezbyt było mi to na rękę, chwyciłem torbę i kilkoma susami pokonałem drogę do drzwi. Życie to nie bajka i niezbyt często jest szczęśliwe, wobec czego oczywiście zderzyłem się z kimś, będąc już prawie na wolności. Zakląłem niepokornie, obdarzając spojrzeniem tego nieroztropnego osobnika, dla którego ten dzień również nie miał być taki miły.
- Matko, znowu ty?! - krzyknąłem, widząc twarz uroczego Brytyjczyka. Wypchnąłem go za drzwi prawie już opustoszałej sali i zasłoniłem usta, nim zdradził moją obecność rozglądającej się nauczycielce.
Ar? To nie były dwa lata xD
Krótkie, krótkie, krótkieee ;(
niedziela, 5 kwietnia 2015
Bellefeuille: Od Amir'a do Adama
Pięć, cztery, trzy, dwa.. jeden!
Lekcja Wróżbiarstwa prowadzona razem z domem Papillonlisse dobiegła końca, co wielu przyjęło z ulgą wymalowaną na twarzy. Podzielałem ich zdanie; nie patrząc za siebie, w stronę czarnej puszki, wstałem i pośpiesznie opuściłem pomieszczenie. Tuż za drzwiami nabrałem oddechu czując świeży powiew-świeżego powietrza. Tak, zdecydowanie ta sala powinna być wywietrzona.
Poprawiłem swoją idealnie wyprasowaną kamizelkę która jak na złość naciągnęła się zbytnio w górę. Nie to, że specjalnie się tym przejąłem, ale chciałem jakoś dzisiaj wyglądać, tym bardziej, że Cisa ma imieniny. Zgani mnie za jakąkolwiek próbę niespodzianki, ale należy jej się-dostałem od niej swoją pierwszą, własną miotłę. A i o wilku mowa. Stanęła przy mnie, robiąc miejsce dla ostatnich wychodzących i uniosła brodę rozglądając się.
- Czekasz na coś, czy tylko udajesz? - rzuciła, a w kąciku jej ust pojawiła się drobna zmarszczka niewiadomego pochodzenia. Uniosłem momentalnie brew i ruszyłem w kierunku w którym podążali inni, czyli ku schodom. Miałem zamiar wrócić do dormitorium, zanim pójdę na lekcję Muzykologii gdzie me uszy usłyszą kolejny fałsz głosu, czyli śpiew. - Zdołowany?
- Nie, czego miałbym? - odparłem zwracając głowę ku niej. Wzruszyła ramionami lekko, a kokardka na jej szyi poluzowała się. Zatrzymałem ją i zabrałem się za zawiązywanie od nowa.
- Zostaw, bo zepsujesz. - mruknęła i strzepała moje dłonie. Miałem ochotę poczochrać ją po włosach, ale zrezygnowałem widząc jej wzrok, który mówił: nawet się nie waż.
Wspólnie ,,zeskoczyliśmy" ze schodów i rozeszliśmy się żegnając krótkim do potem. W końcu po odpowiedzi na zagadkę znalazłem się w środku, gnając do swego łóżka i rzucając na niego. O tak, chwila relaksu..
Może i by była, gdybym nie przypomniał sobie o prezencie, który chciałem jej dać, a był on pod kołdrą. Szybko odkryłem narzutę odkrywając całkiem pokruszone ciastka.
- Ku*wa! - przekląłem na głos. Zebrałem jedno nie pogniecione, położyłem na chusteczce i zawinąłem, po czym wyszedłem szybkim krokiem chcąc dogonić Sumkę. Nie podejrzewałem nikogo o nagłe wyjście zza rogu; zaryłem w kogoś dosyć mocno, zatoczyłem się do tyłu i łapiąc równowagę przetarłem bolący nos. Osoba przede mną skomentowała zderzenie syknięciem.
- Rany, uważaj jak chodzisz. - zwrócił mi uwagę chamskim tonem. Od razu rozpoznałem w nim Adam'a Brooks'a, o którym opowiadało mi parę dziewczyn, niby podrywacz. Wyprostowałem się i odrzuciłem włosy które niesfornie opadły po obu polikach.
- Oh, miałem przeprosić, ale to tylko ty, wielki romeo. - wielki mogłoby się zgadzać, w końcu był o osiem centymetrów wyższy. Zrobił poirytowaną minę i otworzył buzię chcąc coś powiedzieć, ale mu przerwałem. - Zanim coś powiesz, może lepiej idź pod klasę, mamy razem lekcje, wymiana i te sprawy..
- Doprawdy, nie wiedziałem, kujonku. Co ty masz z tym akcentem? - warknął. Pomyślałem, że nie zrobił mi problemu ze względu na jawną obrazę, tylko złapał się pierwszej głupszej rzeczy jaka wpadła mu na myśl.
- Francuza nie słyszałeś? - mimo wszystko trafił w czuły punkt; nie cierpię tego akcentu. Poczułem, jak moje uszy zaczynają mnie piec i zacisnąłem usta w wąską linijkę. Ręce założyłem na klatkę piersiową, żeby podkreślić swoje niezadowolenie.
<Porozmawiasz z wrednym poł-krwistym człekiem, Adamie?>
Lekcja Wróżbiarstwa prowadzona razem z domem Papillonlisse dobiegła końca, co wielu przyjęło z ulgą wymalowaną na twarzy. Podzielałem ich zdanie; nie patrząc za siebie, w stronę czarnej puszki, wstałem i pośpiesznie opuściłem pomieszczenie. Tuż za drzwiami nabrałem oddechu czując świeży powiew-świeżego powietrza. Tak, zdecydowanie ta sala powinna być wywietrzona.
Poprawiłem swoją idealnie wyprasowaną kamizelkę która jak na złość naciągnęła się zbytnio w górę. Nie to, że specjalnie się tym przejąłem, ale chciałem jakoś dzisiaj wyglądać, tym bardziej, że Cisa ma imieniny. Zgani mnie za jakąkolwiek próbę niespodzianki, ale należy jej się-dostałem od niej swoją pierwszą, własną miotłę. A i o wilku mowa. Stanęła przy mnie, robiąc miejsce dla ostatnich wychodzących i uniosła brodę rozglądając się.
- Czekasz na coś, czy tylko udajesz? - rzuciła, a w kąciku jej ust pojawiła się drobna zmarszczka niewiadomego pochodzenia. Uniosłem momentalnie brew i ruszyłem w kierunku w którym podążali inni, czyli ku schodom. Miałem zamiar wrócić do dormitorium, zanim pójdę na lekcję Muzykologii gdzie me uszy usłyszą kolejny fałsz głosu, czyli śpiew. - Zdołowany?
- Nie, czego miałbym? - odparłem zwracając głowę ku niej. Wzruszyła ramionami lekko, a kokardka na jej szyi poluzowała się. Zatrzymałem ją i zabrałem się za zawiązywanie od nowa.
- Zostaw, bo zepsujesz. - mruknęła i strzepała moje dłonie. Miałem ochotę poczochrać ją po włosach, ale zrezygnowałem widząc jej wzrok, który mówił: nawet się nie waż.
Wspólnie ,,zeskoczyliśmy" ze schodów i rozeszliśmy się żegnając krótkim do potem. W końcu po odpowiedzi na zagadkę znalazłem się w środku, gnając do swego łóżka i rzucając na niego. O tak, chwila relaksu..
Może i by była, gdybym nie przypomniał sobie o prezencie, który chciałem jej dać, a był on pod kołdrą. Szybko odkryłem narzutę odkrywając całkiem pokruszone ciastka.
- Ku*wa! - przekląłem na głos. Zebrałem jedno nie pogniecione, położyłem na chusteczce i zawinąłem, po czym wyszedłem szybkim krokiem chcąc dogonić Sumkę. Nie podejrzewałem nikogo o nagłe wyjście zza rogu; zaryłem w kogoś dosyć mocno, zatoczyłem się do tyłu i łapiąc równowagę przetarłem bolący nos. Osoba przede mną skomentowała zderzenie syknięciem.
- Rany, uważaj jak chodzisz. - zwrócił mi uwagę chamskim tonem. Od razu rozpoznałem w nim Adam'a Brooks'a, o którym opowiadało mi parę dziewczyn, niby podrywacz. Wyprostowałem się i odrzuciłem włosy które niesfornie opadły po obu polikach.
- Oh, miałem przeprosić, ale to tylko ty, wielki romeo. - wielki mogłoby się zgadzać, w końcu był o osiem centymetrów wyższy. Zrobił poirytowaną minę i otworzył buzię chcąc coś powiedzieć, ale mu przerwałem. - Zanim coś powiesz, może lepiej idź pod klasę, mamy razem lekcje, wymiana i te sprawy..
- Doprawdy, nie wiedziałem, kujonku. Co ty masz z tym akcentem? - warknął. Pomyślałem, że nie zrobił mi problemu ze względu na jawną obrazę, tylko złapał się pierwszej głupszej rzeczy jaka wpadła mu na myśl.
- Francuza nie słyszałeś? - mimo wszystko trafił w czuły punkt; nie cierpię tego akcentu. Poczułem, jak moje uszy zaczynają mnie piec i zacisnąłem usta w wąską linijkę. Ręce założyłem na klatkę piersiową, żeby podkreślić swoje niezadowolenie.
<Porozmawiasz z wrednym poł-krwistym człekiem, Adamie?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
