Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avalon Nelisse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avalon Nelisse. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Avalone

-Wiem, demonie mój najdroższy - rzuciłem kumplowi przepraszające spojrzenie i pocałowałem dziewczynę, co nieco ostudziło piekielny ogień - Ale ja chcę.
Westchnęła, jednak prędko spojrzała na mnie wściekle.
-Jeśli myślisz, że takie ignorowanie mnie ujdzie ci na sucho po kilku całusach...
-To mam zdecydowanie rację - wyszczerzyłem się i ponownie pocałowałem Amy - A co uchodzenia, może ujdziemy po lekcjach na spacerek? No wiesz, Vako wyrusza zdobywać Vinylię, więc na ten czas jestem wolny.
Spojrzała na mnie ciężko, jednak z błyskami podekscytowania w oczach. Dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy.
-OK. Postanowię ci wybaczyć ten jeden raz, tak z dobroci serca.
Odwróciła się i odeszła.
-DOBROCI serca? Jesteś pewna, że nie chcieli cię w niebie?-zawołałem za nią.
Powróciłem do kumpla. Był wyraźnie zniesmaczony.
-OK, rozumiem. Dzień bez podlizania dzień stracony, ale aż tak LIZAĆ to ty nie musiałeś.
Wyszczerzyłem się.
-Chodź, ofermo. Trza się odpicować.
~~*~~
Vako z Lilianne, a ja i Amy poszliśmy Pod Trzy Różdżki. Znaleźliśmy wolny stolik w tyle lokalu i siedliśmy. Od razu zamówiłem dwa piwa kremowe i ciasta z kajmakiem. Na mój koszt. Dodałem nawet napiwek dla kelnerki!
Avalone patrzyła na mnie czujnie. Nawet, kiedy ja zabrałem się do jedzenia, zerkała na mnie znad ciastka.
-No co?-zdziwiłem się.
-Są trzy możliwe wyjaśnienia dla tej skrajnie dziwnej sytuacji: odziedziczyłeś spadek albo wygrałeś na loterii, podoba ci się ta kelnerka albo NAPRAWDĘ chcesz mnie przeprosić za twoją fatalną ignorancję.
Nie odpowiadałem długo. Napiłem się. Zjadłem jeszcze ciacho. Napiłem się znów. Już miałem coś powiedzieć, gdy Amy nachyliła się nad stolikiem i mnie pocałowała. Nie protestowałem, ale gdy skończyła spojrzałem na nią zdziwiony.
-Sorry, nie mogłam się powstrzymać - otarła twarz wierzchem dłoni - Miałeś wąsy - wyjaśniła.
-Hm... w sumie mogłaś mi powiedzieć to bym wytarł serwetką, ale ten sposób chyba bardziej mi się podoba.
Zaśmiała się i wygodniej rozsiadła.
-Mnie też - przyznała - W ten sposób higiena też potrafi być przyjemna. Ale tyłka ci tak nie zamierzam wycierać - uzupełniła. Dostałem ataku. Zacząłem się śmiać, zwijać na krześle, aż obecni w pubie posyłali mi potępiające spojrzenia, jednak ja śmiałem się nadal.
-No co? Co w tym takiego zabawnego, mówię całkiem poważnie - obraziła się.
-Ta, wiem. Po prostu... sobie to wyobraziłem...
Zakrztusiłem się i pacnąłem twarzą w stół i prosto w ciastko z karmelem i bitą śmietaną, ale i tak się tym nie przejąłem.
W końcu i Amy nie mogła powstrzymać śmiechu i chichraliśmy się tak oboje, ciepłe piwo stygło.
-Kurcza, niepotrzebnie to powiedziałam - Amy otarła łzy.
-Nie rycz, bo ci tapeta spłynie - poradziłem jej.
-Choroba, faktycznie - przeciągnęła palcami wskazującymi po dolnych powiekach, a ja się zaśmiałem ponownie - Co? No co? Zwykła maskara, nie kilo fluidu.
-Maskara... czy masakra? - wykrztusiłem.
-Wiesz, mam wszelkie powody żeby obrazić się ponownie - zirytowała się.
-OK, OK, już mi lepiej - odetchnąłem i trzasnąłem się w policzek. Zabolało. Roześmiałem się znowu - Nie, jednak nie!
-Czekaj, poprawię - warknęła i dała mi z liścia.
-Ej! - uspokoiłem się momentalnie - No wiesz, przez tydzień z twoją łapą na poliku będę chodził! Taką urodę rujnować, grzech!
Jakaś blądincia, która akurat przechodziła obok zachichotała i puściła mi oczko.
-No, grzech - zgodziła się szeptem. Amy odprowadziła ją morderczym spojrzeniem.
-Ja nie rujnuję. Ja znaczę terytorium.
Ponownie wybuchłem śmiechem.
~~*~~

-Hejloł, serce moje! - zawołałem do Avalone po drugiej stronie biblioteki. Bibliotekarka spojrzała na mnie krzywo i położyła palec na ustach. Podbiegłem do dziewczyny - Zgadnij co?
-Hmmm... - udała, że myśli - Vinylia fatalnie dała Vakonowi kosza, który załamał się psychicznie i postanowił rozpocząć nowe życie na farmie jeżozwierzy w Wąchocku?
Prychnąłem śmiechem.
-Zła odpowiedź! Nasza metoda na zazdrość zadziałała jak złoto?
Uniosła brew.
-Coś ci nie wierzę. Zadziałał na sto procent?
-No... nie do końca... - wyjaśniłem jej jak to było z tym, jak Lilianne i Vinylia przejrzała nasz genialny, oryginalny i pionierski plan.
-No i poszli w pierony, a wieczorem Vako był totalnie nieprzytomny. Ej, co co? Coś cię bawi?
-Miałam rację! - zawołała Amy radośnie i zaklaskała w ręce jak mała dziewczynka - Było do niej normalnie podejść i poprosić, a nie wydziwiać! I to my jesteśmy skomplikowane!? HA!
-ĆŚŚŚŚ! - syknęła cała biblioteka. Avalone zeszła z tonu.
-Jestem genialna!
Odtańczyła taniec zwycięstwa. Zaśmiałem się cicho i przytuliłem ją do siebie.
-A wiesz co to oznacza? - szepnąłem jej we włosy.
-Nie? - pytająco uniosła wzrok.
-Vako ustawiony...
-Aha
-Już nie muszę go popychać do działania...
-Aha...
-Czyli jestem wolny...
-Aha...? Brzmi obiecująco...
-A że jestem wolny, a my się długo nie widzieliśmy odkąd zaczęły się te jego rozterki, to wypadałoby spędzić trochę więcej czasu razem.
Westchnęła.
-Fajny plan, chyba najlepszy z twoich.
-Wszystkie moje plany są fenomenalne

Amy? :3

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ombrelune: Od Avalone -c.d. Daniela

Chłopcy zaczęli się chichrać nie wiadomo z jakiego powodu. Założyłam ręce na piersiach i westchnęłam. Ja chyba nigdy ich nie ogarnę podobnie jak oni nas(kobiet). Spojrzałam to na Dan'a to na jego przyjaciela
- Jeśli już przestaliście się chichrać dziewczątka. To skądś się mi obiło o uszy że twój koleżka ma problemy sercowe -powiedziałam, a Vako spiorunował Daniela tak jakby to on mi to zdradził.
- A co Amy? Masz dla niego jakiś okaz? Chodź przykro mi to mówić ale on już ma jedną na oku -powiedział i spojrzał na przyjaciela który bezgłośnie mówił "Nie słuchaj go. Nie brał dziś leków".
- Ma jedną na oku a ta ma go wysoko w poważaniu?-uniosłam brew a koleżka przytaknął -Cóż i z takimi przypadkami się spotkałam. Mam tylko nadzieję że nie zachował się bądź ty go nie naprowadziłeś żeby zachowywał się jak ci piękni i młodzi z melodramatów i nie chciał wzbudzić w niej zazdrości...
Chłopcy nie odpowiedzieli. Podłamałam się i straciłam wiarę w chłopców. Chwyciłam jednego i drugiego za ucho i zaczęłam ciągnąć na dziedziniec by tam posadzić ich na ławce i zaserwować im wykład o tym jacy to są głupi i że takim sposobem to poderwie jedynie hipopotama.Oraz narzekałam im że to tak nie działa.
- No to pani psycholog -powiedział Vako nadal trzymając się za ucho. -Co proponujesz?
- Na pewno nie powinieneś umawiać się z dziewczynami myśląc tylko o tym że twoja wybranka zauważy cię i będzie ci zazdrościć -powiedziałam i zmroziłam wzrokiem Dana który zaczął mnie przedrzeźniać.-Możesz też dowiedzieć się co nieco zanim się z jakąś umówisz bo może się okazać że to psychopatka i no cóż przywiąże się do stołu po czym zacznie się skórować albo przyjdzie na randkę z siekierą.
- A ja mam pomysł! -powiedział Dan z uśmiechem od ucha do ucha. Coś czułam że to nie skończy się dobrze. -Vako to jest Amy. Amy to jest Vako. Znaczy się... Już was wam przedstawiałem. Co ty na to koleżko abyś się umówił z nią ale tylko po to żaby wzbudzić w niej zazdrość. Znam ją na wylot i wiem że jest ciupkę sadystyczna ale raczej nie wybiegnie z siekierą. Po za tym...
- Czy ty kochany przespałeś cały wykład o tym co przed chwilą ci mówiłam? -warknęłam. -Nie działajmy na zazdrość bo może powiedzieć sobie "Ojej. Jest zajęty więc po co w ogóle się nim interesować". Po za tym... Czy ty chcesz mnie SWOJĄ DZIEWCZYNĘ umówić ze SWOIM KUMPLEM tylko w celu zirytowania pewnej dziewczyny by ta poczuła się zazdrosna? To takie dziecinne!
- A co masz jakąś dla niego na oku? -spojrzał na mnie spod łba. Wiedział że obracam się najczęściej w towarzystwie tych wytapetowanych lalek. -Dziewczyny "Och jaka ja piękna i w ogóle" się nie liczą. Nie dam swojego kumpla na pożarcie tym... TYM... Blondynkom.
- Oj bo niektóre orlaczki mogą się poczuć urażone -prychnęłam. Nie lubiłam jeśli ktoś żył stereotypami.- Ale czy ja mówię że chodzi mi tylko o Luniaczki? Wiesz mi jest tyle dziewcząt które nie są wytapetowane a na pewno się zgodą pójść z tobą nawet i na spacer po błoniach a będą w siódmym niebie.
- Dobra... Dobra. Ogólnie wiesz o którą chodzi? -spytał koleżka. Przytaknęłam.-I naprawdę chcesz nam pomóc?
- Ja i pomoc? -parsknęłam śmiechem. Jestem luniakiem a nie harpiom. -Chcę was tylko naprowadzić nawet jeśli zaraz za to olewanie mnie dostanie każdy was książką po łbie. Po za tym jestem chodź może nie zauważaliście dziewczyną i chyba lepiej wiem jak wam... Ygh... Pomóc. Znaczy się jeśli nie chcecie pomocy to może... Przemycicie mnie do biblioteki? Rozumiecie inaczej złapią mnie te... Jak wy to mówicie? Plastiki. No i może akurat znajdziesz swoją wybrankę serca i NORMALNIE  z nią porozmawiasz?
- Nie znasz sprawy tak jak my-powiedział Dan po czym zerwał się z ławki. -To jak kiedy cię odprowadzić do biblioteki?W tym momencie za godzinkę? Za tydzień? Rok? Poczekam!
- Dlaczego ja nie mogę mieć takiego szczęścia? -spytał podłamany chłopak. Chciałam być naprawdę miła co samą mnie przerażało ale uprzedził mnie Dan.
- Tam na górze siedzi sobie kupidynek i strzela tymi durnymi strzałami najczęściej po pijaku. Dlatego na razie jeszcze twoja druga połówka nie wie -powiedział wyszczerzając się. -Po za tym. Wiesz jak długo musiałem się ubiegać o serce tej zimnej do szpiku kości kobiety?
- Oj bo się czerwienię kochany -machnęłam ręką. -Zasypywać kobietę tyloma ko komplementami. O! Mam coś jeszcze co powinno ci się przydać! Nie używaj tekstów na podryw typu "Gdybyś była kanapką w Mcdonald's nazywałabyś się Mcbeauty" no chyba że ma specyficzne poczucie humoru.Masz małe szanse że uzna iż jesteś uroczy możliwe że stwierdzi że nigdy takiej gadki na podryw nie słyszała albo będzie się z ciebie śmiała ale raczej nie serdecznie. Podobnie błagam tylko nie tekst "Bolało? Jak spadłaś z nieba?" to takie suche i dobijające... Bądź oryginalny... Czy któryś z was mnie w ogóle słucha?
- Oczywiście Amy -przestają bawić się w kółko i krzyżyk które narysowali na ziemi. Może to po prostu nie miało sensu. Chcesz pomóc olewają, a jak już nie masz zamiaru pomóc to przybiegają i błagają o pomoc.
- Proście minie o coś a zobaczycie -prychnęłam i zaczęłam odchodzić ale w powie drogi do krużganków złapał mnie Dan. Zrobił minkę zbitego pieska. -Co chcesz?  Moja cierpliwość się skończyła z zakończeniem waszej zabawy w kółko i krzyżyk. A ja to nie Caritas i wiecznie pomagać nie będę.
- Ale czy ja proszę o pomoc? -uśmiechnął się a jego koleżka nie śpiesząc się doszedł do nas. -Oczywiście skarbie że będziemy brać twoje rady pod uwagę. A tak w ogóle to... Bolało jak spadłaś z nieba?
- Przecież wiesz, że wyszłam z  piekła więc co za pytanie? W niebie nie chcieli takiego aniołka jak ja. -zatrzepotałam rzęsami.
[Dan? A może Vako? ^-^]

niedziela, 15 marca 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Avalone (do Vako)

Pobiegliśmy mrocznym korytarzem do sali eliksirów. Kiedy profesor nas zobaczył, spojrzał na mnie srogo.
-Coaspartoux, spóźnienie. Minus dziesięć punktów dla Papillonlisse. Siadaj.-warknął. Amy spojrzała na mnie bezradnie i usiadła obok jednej ze swoich koleżanek. Skierowałem się smętnie na miejsce obok Vako.
-Gratuluję, kochasiu. Dzięki tobie mamy minus dziesięć na start- burknął.
-I stracicie kolejne dziesięć, jeśli pan De Mackor nie raczy zamknąć jadaczki- zauważył zgryźliwie nauczyciel. Pomyślałem, że ten facet musi mieć słuch absolutny. Jak wąż, lis czy jeszcze inne okropieństwo od Luniaków.
Zamilkliśmy i zabraliśmy się za miażdżenie korzonków. Co chwila zerkałem na drugą stronę klasy, gdzie Luniacy bezkarnie rozmawiali. Wśród nich i luby Kolorowy Łeb, który także raz na jakiś czas zwracał się w moim kierunku. Uśmiechałem się wtedy do niego i wracałem do milczącego i wielce filozoficznego zadania krojenia szczurzych flaków.
~~*~~
-Nie ogarniam tego gościa. Strasznie was faworyzuje.-poskarżyłem się Avalone.
-Łatwo zrozumieć jego motywy. Chce, żebyśmy wygrali Puchar Domów, jak co roku zresztą. Poza tym, reszta nauczycieli to was traktuje ulgowo. Z jakiegoś powodu, Luniacy nie cieszą się ogólnym szacunkiem wśród reszty nauczycieli i uczniów. Craxi nam to rekompensuje, choć nie mówię, że za nim szaleję.
-Mów jak wolisz. Dla mnie Craxi to wredny, stary...
-VAKO!-zawołaliśmy chórem w obawie, że on tu gdzieś jest.
-Co?-wzruszył ramionami.-Kłamię?
-Siedź cicho, młotku!-syknąłem.-Może on tu jest.
-Craxi?-prychnął mój kumpel.-Jest przewredny, ale nie ma mocy pojawiania się znikąd.
-Zdziwiłbyś się, De Mackor.-rozległ się głos profesora tuż nad naszymi głowami. Odwróciliśmy się gwałtownie. Nauczyciel stał za nami i uśmiechał się drwąco, choć oczy miał lodowate.-Cała trójka. Za mną!-warknął i skierował się po schodach na górę, a nam już było wiadomo, że idziemy ku zgubie, bo do gabinetu Madame Maxime.
~~*~~
-I po co gadałeś, ty ciołku?-warknąłem na Vako w gabinecie dyrektorki. Olbrzymka patrzyła na nas z zatroskaniem, wysłuchując zeznań Craxi'ego.
-Och, panie Craxi, nie wierzę, by te słodkie aniołki mogły mówić takie okropne rzeczy o panu!-zaprotestowała.
-Niech pani zatem lepiej uwierzy, madame. W szczególności pan De Mackor, jednak pozostała dwójka nie paliła się, by bronić mego dobrego imienia.
-Nauczyciel potrzebuje, żeby uczniowie mu dobrego imienia bronili?-mruknąłem.
-Coś mówił, Coaspartoux!?-nauczyciel gdyby mógł, zapłonąłby.
-Ja nic, panie profesorze. To znaczy dziwi mnie, że przejmuje się pan, co o panu uczniowie gadają, jakby to miało wpłynąć na pańską osobowość.
"Która zasadniczo jest celnie oceniana przez wracających z eliksirów uczniów" dodałem w myślach, ale tylko w myślach, na szczęście.
-Och, to celne słowa, mój drogi! Mój drogi panie Antonio, ten chłopiec ma rację! Czyżbyś potrzebował zdania swych uczniów do osądu samego siebie? I tak chodzi głównie o to, jak uczysz, a sądząc po obecnych wynikach naszych uczniów, jesteś najlepszy od czasów słynnego Pierre'a Priuscher. Puść te dzieciaczki. Przykładową karą dla nich niech będzie, hmm... po minus jeden punkt dla ich domów. Tak, to rozsądne rozwiązanie.
Au revoir, kochani!
Gestem wygoniła nas za drzwi, a nam nie trzeba było powtarzać, czy przynaglać. Wystrzeliliśmy z gabinetu jak z procy.

Vako? Amy?

czwartek, 19 lutego 2015

Ombrelune: Od Avalone -c.d. Daniela


Pierwszy dzień w szkole zapowiadał się już od samego początku nie za kolorowy. Za oknem lało a mi pękała głowa. Chwyciłam list od mamy Liesel oczywiście chodź obok niej leżał list od mojej mamy biologicznej. Spojrzałam na idealne pismo oraz ten przyjemny zapach wrzosów, którymi zawsze spryskiwała listy bym pamiętała nawet w szkole od domu. Wsadziłam list po między strony książki do transmutacji, po czym pakując książki do podręcznej torby ruszyłam na śniadanie. Usiadła przy stole Luniaków wdając się w konwersację z niejaką Vincentą. Zagryzając chlebem z miodem próbowałam nadrobić wszystkie te zaległości, co mnie ominęło, skandale i tym podobne, a było ich trochę. Dziewczyna z przejęciem energicznie machała dłońmi, kiedy coś było ważniejszego od reszty. Raczej nic mnie nie zdziwiło i każdy opowiedziany skandal przesłuchałam z grobową miną albo z delikatnie uniesionym kącikiem ust. Odwróciłam się by spojrzeć na stół Papilonów. Opierający się na łokciu Daniel uśmiechnął się i pomachał mi energicznie. Odmachałam jednakże na tyle skromnie, że raczej nikt nie zauważył. Chłopak prychnął, po czym zajął się owsianką zagryzając chlebem z dżemem malinowym. Gar rozmów przerwały sowy, które przemoczone opadły na stoły, na których nagle nie było już potraw a ci któryż dotychczas jeszcze nie zdążyli zjeść mieli zdegustowane miny. Evelyn wylądowała przed mną z paroma listami jak zwykle od rodziców i od rodziców. Oraz o dziwo od kuzynki oraz od Renly’iego siostrzeńca mojej mamy, którego miałam szczęście poznać właśnie podczas nieobecności w szkole. Relny skończył Hogwart i zajmował się smokami, więc nie zdziwiło mnie, kiedy w kopercie znalazłam smoczą łuskę i karteczkę „To twojej ulubienicy”. Uśmiechnęłam się biorąc do ręki metaliczno zieloną łuskę. Po czym wpakowałam ją znów do koperty i razem z innymi przesyłkami wsadziłam je do torby. Sowa spojrzała na mnie niezadowolona, podeszła do mnie i dzióbnęła. Przecież powinna mieć nagrodę za to, że w deszczu i mrozie doleciała z przesyłką. Pogłaskałam ją jednakże ta odwdzięczyła się kolejnym dzióbnięciem. Sowa wiedziała, co chce. Zajrzałam do torby i dałam jej garść ziarenek gdyż moja torba zawierała wszystko. Dyrektorka powstała i rozkazała rozejść się do klas. Moją pierwszą lekcją okazały się być eliksiry a po nim muzykologia, lecz z zajęciami bardziej praktycznymi niż sama teoria a przynajmniej ta mówiła Vincenta. Wierzyłam jej, bo w końcu, kto nie chciałby się wykazać, jeśli ma jakiś talent muzyczny na przykład, jeśli gra na fortepianie lub innym instrumencie. Jednakże zanim nastać miała lekcja muzykologii przed mną była lekcja eliksirów, na którą zbytnio nie miała ochoty iść. Szłam do lochów sama, co oczywiście zauważyły dziewczęta oraz dziewczyny z gazetki szkolnej. „Może w końcu znajdą jakiś sensowny temat?” pomyślałam chodź strona z najprzystojniejszymi chłopakami szkoły zawsze była ciekawa na przykład te urocze komentarze, jak „Kiedy na niego patrzę tracę dech w piersiach” czy też „Nogi mi miękną, to anioł nie człowiek” chodź to niczego nie pobije komentarz ten „Świeżo upieczony singiel tylko brać i jeść, bo gorące”. Koło mnie zauważyłam znaną mi twarz.
- Cóż tak powolnym krokiem zmierzasz ku eliksirom Amy? –spytał i wyszczerzył się Daniel.
- No może ty chcesz iść pod miecz kata, ale ja jeszcze się cieszę tymi chwilami wolności. –powiedziałam, po czym zaczęłam nucić jakąś melodię z francuskiej kołysanki śpiewanej małym dzieciom. Znana była ta melodia oj znana, bo chyba prawie każdemu się to śpiewało, kiedy był mały.
- No to… -zaczął a ja spojrzałam na niego unosząc lewą brew. Chłopak założył ręce na piersiach. –Tłumacz się. Znaczy… Nie musisz, jeśli nie powinienem być wtajemniczony, ale czuję się urażony…
- Sprawy bardzo rodzinne –skwitowałam krótko. Chłopak przygryzł wargę jakby wiedząc, że prawdopodobnie mu to odpowiem. Przewróciłam oczami. – Ej nie bycz się. Dan… Daniel. Danieluuu. Bo się fochnę. Daniel. Jeśli cię to tak ciekawi to mogę ci zdradzić całe moje wakacje.
- A cóż może być w wakacjach ciekawego? –spytał. Czyżby się obraził? No ej! To ja miałam być ta obrażona. –Zostawiłaś, porzuciłaś bez niczego.
- Ale patrz na to z tej strony –uśmiechnęłam się. Czyżbyśmy się charakterami zamienili? To ja zazwyczaj zachowuję się jak Kłapeuchy a nie on. –Byłeś mi oddany mój kamracie. Mam nadzieje, że interesujesz się bardziej niebezpiecznymi zwierzątkami niż woźny, bo może kiedyś uproszę kuzyna abym mogła ciebie zabrać do Rumuni do jego pracy. A propozycja, jeśli się zgodzi jest nie do odrzucenia. Co ty na to by pomagać przy smokach?
Chłopak zamrugał i już chciał coś odpowiedzieć, kiedy przerwał nam dźwięk dzwonka, który uświadomił nas jak daleko jesteśmy od klasy i jak dawno powinniśmy tam być.
[Daniel?]

środa, 28 stycznia 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Vako

Stałem jak wryty, patrząc na tę całkiem zmienioną, a jednak znajomą i ukochaną twarz. Avalon patrzyła mi w oczy bez wstydu. I już wiedziałem, że nie zawiniła. Podszedłem do niej. Chciałem wykrzyczeć jej swoją złość i swoją radość, czemu zniknęła, i że tęskniłem. Ale nie mogłem. Nie patrząc w jej oczy. Zamiast tego wydusiłem najgorsze z możliwych słów:
-Spóźniłaś się.
Amy się uśmiechnęła.
-Przez ten czas zdążyłeś urosnąć. Ale nadal jesteś tak samo brzydki, jak cię zapamiętałam.
Uśmiechnąłem się.
-Wata cukrowa ci przylgła do głowy.-skomentowałem jej nową fryzurę.
-Nos ci ktoś złamał? Jakiś taki krzywy jest?
-Mnie ktoś nos złamał, a tobie ktoś zwymiotował na głowę!
-Nienawidzę cię!
-To peszek, bo ja cię kocham!
Dookoła nas zebrał się tłumek spragnionych atrakcji uczniów. Avalon spuściła oczy i szepnęła:
-Tak po namyśle... to chyba ja ciebie też.
Uśmiechnąłem się i za podbródek skierowałem jej spojrzenie na siebie.
-Czemu odeszłaś? Gdzie byłaś?
-Na to przyjdzie czas.-powiedziała cicho i pocałowała mnie.
-Mówił ci ktoś, że jesteś okropna?
-Ty, wiele razy.
Jeszcze raz ją pocałowałem i weszliśmy do przedziału. Po chwili wpadł Vako.
-Już mogę?-spytał nieco pretensjonalnym tonem.
Amy podwinęła nogi na fotel i oparła się o moje ramię.
-Jesteście niepojęci.-stwierdził.-Dziewczyna ci znika na pół roku i nagle się pojawia, a ty nie gniewasz się, nie krzyczysz tylko mizdrzysz!
Zaśmiałem się i wskazałem kumplowi miejsce naprzeciw mnie.
-Kazałbym ci siąść po mojej prawej ręce, ale niestety, to miejsce zajęło już okno.
Vako przedrzeźnił mnie, ale usiadł. Po chwili Stefan wypadł z mojej kieszeni i przytulił do szyi Amy.
-Stefcio!-zawołała na widok gekona z ukontentowaniem liżącego się po gałkach ocznych.-Uciekaj, bo Cece jest w pobliżu.
Na dźwięk złowieszczego imienia syjama Amy, gad schował się czym prędzej w jedyną znaną mu oazę- w moją kieszeń.
~~~*~~
Na ceremonii przydziału dołączyło do nas paru pierwszaków, ale ja jakoś nie wiwatowałem z resztą. Siedziałem wpatrzony w stół Luniaków i patrzyłem, jak głowa w kolorze kolorowej waty cukrowej podrywa się przy każdym nowym zielonym. Vako też jakoś odpłynął, ale on patrzył gdzie indziej. A konkretnie na rudowłosą u Orlaków i jej porąbane przyjaciółki. Tak właściwie to wszystkie trzy są porąbane, ale w naszych "męskich rozmowach" porąbane są tylko jasnowłose kumpele, bo Vinylii NIE WOLNO obrazić. Hmm... mam na ten temat swoją teorię i się jej trzymam.
Kiedy uczta się skończyła, od razu pociągnąłem Vako do kolorowej głowy, on z kolei ciągnął do głowy płonącej. Wygrałem, nawiasem mówiąc.
-Co u ciebie, śliczna?-zagadnąłem.
Amy się zaśmiała i, nim porwał ją prąd ludzi w zielonych krawatach, pocałowała mnie w policzek.
-I tak oto odpływa moja dziewczyna.-westchnąłem.

wtorek, 27 stycznia 2015

Uczennica Domu Ombrelune: Avalon Nelisse

Avalon


Imię: Avalon
Pseudonim/Ksywka: 
Nazwisko: Nelisse
Krew: Mugolak 
Rok: Trzeci
Data Urodzenia: 17 Maja
Dom: Ombrelune
Drużyna Quidditch'a: Interesuje się tym sportem jednakże nie jest w drużynie 
Chłopak: Daniel
Rodzina:  Mugole Matthias i Liesel (chodź tak naprawdę nie są jej 
prawdziwymi rodzicami)


Sowa: Puchacz - Evelym


Towarzysz:  Syjam - Cese




Różdżka: różdżka machoniowa, o długości 12 i 3/4 cala, z Piórem feniksa.
Ciekawostki:
~ Bogin - 13 letni chłopiec o białej cerze i brązowymi oczami oraz nożem w dłoni.
~ Patronus - młoda sarna
~ Genetyka - Metamorfomag
~Zdolności - 
~ Inne - 
Z prawdziwymi rodzicami nie miała żadnego kontaktu ponad 14 lat. 
Ma straszliwe łaskotki. 
Jest wegetarianką. 

Ulubiony Przedmiot: OPCM i ONMS
Znienawidzony Przedmiot: Mugoloznastwo
~ Stajnia - I
Właściciel - ♥Joanne♥



Zainteresowania: Zawsze ciągnęło ją do koni, śpiewa ale NIE przy ludziach, 
po odkryciu kim Jest bardzo interesuje ją latanie na miotle.

Aparycja: Av jest Wysoką, szczupłą o długich nogach dziewczyną. Jej włosy 
ze względu na to że jest matemorfomagiem są różne chodź kiedyś często 
widziano ją w czarnych włosach to teraz eksperymentuje w kolorach.
Jej Oczy mają dość wyjątkowy Niebiesko-zielono-złoty kolor. Ma baladą jak 
kościotrup karnacje. Na ramieniu Ma znamię w kształcie Łapy.

Charakter: Amy często jest rozpieszczoną dziewczyna która zawsze stawia na swoim. 
Nienawidzi gdy ktoś ja wyzywa i wtedy możne użyć swoich pazurków. Jest przyjacielska 
TYLKO dla Tych którzy dla niej są przyjacielscy lecz umie "wyniuchać" "Przyjaciela" 
który jest miły ze względu na jej rodzinę.Jest inteligentna lecz Tego nie okazuje.
Dla popularności może udawać że jest pusta i chodź myślą niektórzy chłopcy że może 
mieć ją każdy to grubo się mylą gdyż Amy jest nieprzystępna. Bardzo łatwo ignoruje 
innych. Lecz pod Tą Płachta "top model" Chowa się uczuciowa, delikatna dziewczyna 
która trudno odkryć.

Historia:  Jako małe dzieciątko została porzucona i podrzucona pod drzwi młodego 
małżeństwa. Żona okazała się być modelką a mąż projektantem. Cieszyli się że 
dostali taki skarb jak ona. Od urodzenia zmieniały jej się kolor włosów dlatego 
miała indywidualne nauczanie. Rodzice chcieli jej dać wszystko do współpracy 
najlepsze. Rozpuszczali ją ... ale przecież mogli. Dziewczyna rosła jak na drożdżach. 
Jako że jej matką byłą modelką jej dieta różniła się niż u innych Dzieci. Została 
wegetarianką. Miała mnóstwo blond włosych przyjaciółek które miały wygląd 
modelki ale pustkę w głowie. Pewnego dnia dostała list z akademii. Jej rodzice 
cieszyli się z jej szczęścia lecz tak naprawdę bali się że tam sobie nie poradzi.








Papillonlisse: Od Vako Cd. Daniela

- Ja... ja.. - Zająknąłem się i mocno zarumieniłem - Vinylia..
- Ha! Wiedziałem. - Uśmiechnął się triumfalnie - Więccc...?
- Ee... Co więc? - Zapytałem patrząc wszędzie indziej omijając go wzrokiem.
- No czy masz już jakiś plan podboju! - Podekscytował się.
- Eee.. co? Ja.. Nie! Oczywiście, że nie! - Powiedziałem.
- Ale czemu? - Wyglądał na niepocieszonego.
- Bo nie chce takiego czegoś planować... Chcę być szczery i uczciwie a nie
planować na zaś.. Po za tym takie plany często idą w diabli... No i coś mi podpowiada,
żeby robić coś spontanicznie... A tak serio to jeśli coś zaplanuje i będę to wcielał
w życie to.. Mogę mieć wizje.. Jest to bardziej prawdopodobne.. A ja nie chce wiedzieć
co powie, jak zareaguje... Chce mieć tą niepewność.. . - Dodałem ciszej.
Zapadła między nami cisza którą postanowiłem jakoś przerwać.
- Za 2 dni jedziemy do Akademii spakowany już jesteś?
- Taaaa... A ty?
- Muszę tylko dopakować kilka rzeczy i też już wszystko będzie git - Uśmiechnąłem się.
- To dawaj trza coś porobić! - Powiedział Dan - Nie będziemy chyba smutać
przez ostatnie dni wolne od szkoły!?
- Oczywiście, że nie. - Uśmiechnąłem się - Wiesz zawsze można coś wywinąć tym
pustym lalką co siedzą obecnie u mnie w domu lub w ogrodzie - Dodałem uśmiechając
się złośliwie..
- I to ja rozumiem! - Ucieszył się Dan...

~*~

- ORION!
- TO NIE JA PRZYSIĘGAM!
- ZABIJĘ CIĘ!
- ALE TO NIE JA!!
- OCZYWIŚCIE, ŻE NIE TY. GNOMY TO ZROBIŁY!
- PRZYSIĘGAM. TO NIE JA!
- NIE KŁAM! TY MAŁY SKURRrrrrrrrryyy.. eee.. Trrooolluu..? - dokończyłem
uśmiechając niewinnie widząc srogie spojrzenie ojca i matki.
- O co tym razem znowu poszło? - Usłyszałem zdenerwowany głos matki.
Obydwoje ucichliśmy. A zaczęło się od tego że...

~Retrospekcja~

  W pokoju było cicho. Vako właśnie korzystał z ostatnich minut zanim będzie musiał
zejść na dół i razem z rodzicami i bratem na peron. Cieszył się tą ciszą i spokojem
leżąc na łóżku i czytając książkę. Leżał oczywiście w poprzek a głowa zwisała mu lekko
z łóżka. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie... Gdyby oczywiście nie jego super-hiper
braciszek z piekła rodem! A tak właściwie to było to także... Tą ciszę przerwał nagle
świst spadającego... Czegoś, okropny trzask, pękającego drewna, a także chlupot..
Vako zainteresowany co się mogło stać, z wielkim ciążeniem spełzł, z łóżka rzucając
zamkniętą książkę na poduszki. Podszedł do okna i wychylił się patrząc w górę,
oczywiście najpierw szeroko otwierając okno.
  Tak, więc gdy już wyjrzał przez nie, trzymając się parapetu i spojrzał w górę. Śmignęło
mu coś ciemnego, a myśl jaka mu przeszła przez głowę to tylko tyle, że to piętro wyżej
z korytarza obok pokoju jego brata. Vako wzruszył ramionami i już miał się wycofać gdy
nagle jego spojrzenie powiodło w dół.
  W tej ciszy która zapadła na cały dom po tym, trzasku, chlupocie, i świście....
  Następnym zakłócającym wdziękiem zakłócającym ją...
Było głośnie, stanowcze i aż za bardzo nie pożądane przez najmłodszego DeMackor'a
mieszkającego w owym domu..
A konkretniej mówiąc. Wyrażający bezwzględną nienawiść, wściekłość oraz nieokiełznaną
 żądze mordu
- ORION! ZABIJĘ CIĘ TY MAŁY WSTRĘTNY ROBALU CO ZWEM MYM BRATEM!
- ALE TO NIE JA NAPRAWDĘ!
Odpowiedziało Vako przerażony krzyk młodego Oriona.
A w domu już po chwili rozpoczął się wyścig na śmierć i życie.
  Śmierć - Gdy Panicz ''Wkurwiony Starszy Brat" Vako dogoni Młodszego Panicza
"Szykujcie Mi Trumnę" Oriona DeMackor'a.
  Życie - Jeśli Młodszemu Paniczowi "Jestem Za Młody by Umirać" Orionowi, uda się schronić
pod bezpiecznymi skrzydłami rodziców przed Starszym Paniczem "I tak Zginiesz Gadzie" Vako.
Oczywiście nie obyło się bez słów skierowanych do Oriona, niestety by zadbać o wasze
zdrowie psychiczne nie możemy udzielić informacji na temat wymienionych słów.

~ Koniec~

- Matka o coś się zapytała. Jak ktoś pyta, kultura nakazuje odpowiedzieć. - Powiedział
mój ojciec. A ja się gotowałem od środka. By się uspokoić wziąłem głęboki wdech-wydech
zaciskając mocno dłonie w pięści, aż mi knykcie pobielały.
- Ponieważ, wasz młodszy syn, był tak uprzejmy, że stwierdził, że moja deska nie leży tam
gdzie trzeba, jest o ciut za długa i ma nie właściwy kolor. - Zakończyłem. Cały czas mówiłem
przez zaciśnięte zęby, łypiąc groźnie na brata, który aż się kulił wciskając w bok matki...
Która oczywiście stała ciut za ojcem - na wojnie dobre i mocne schronienie to podstawa...
- Nie rozumiem dokładniej mi powiedz. - Odpowiedział zimnym głosem, zaś na twarzy zobaczyłem
nikłą ulgę. No tak ona nigdy nie lubiła, że jeżdżę na desce.. Normalnie wybawienie dla niej...
'Jeszcze kup mu za to medal najlepiej!' pomyślałem zły.
- Otóż to ojcze, że leżę sobie spokojnie na łóżku czytając książkę a nagle świst, trzask i chlupot!
Wychylam się przez okno a TAM CO?!? MOJA DESKOROLKA! ROZTRZASKANA!
W dodatku wpół wpadła, wpół przewróciła tą Pie.... Ee.. Znaczy... ..sszoową.. farbę! Tą różową!
Co mama miała nią pomalować w sypialni waszej, łazienkę i...
- CO?! - Wydarła się matka.. Aż musiałem sobie uszy zatkać zaś Orion od razu odskoczył od
matki i skulił się bliżej ojca jak najdalej od nas... Hehe Punkt dla mnie!
- Cisza! To nie żaden kłopot. O takie coś robicie awantury! Dawaj tą deskę naprawię ci ją
i wyczyszczę a ty się nie denerwuj jak będę wracać to wezmę nową farbę, problem z głowy
a teraz szykować się zaraz będziemy wychodzić!

~*~

- Orion, rusz że dupę swoją przenajświętszą i pośpiesz się! - Zawołałem do niego.
Właśnie wchodziliśmy na peron... No i tu jest pies pogrzebany.. Orion tak się wlekł!
Ojciec już gdy tylko podeszliśmy do peronu pożegnał się z nami i poszedł po farbę dla matki.
Eh.. A ja mam się z tym małym gnojkiem użerać!
- Dobra Ori ty leć do swoich kumpli w swoim przedziale a ja do swoich, to narka!
 Zawołałem i zostawiłem go a sam poszedłem na poszukiwania Daniela.
- DAN! - Zawołałem gdy zobaczyłem go wchodzącego do ekspresu. Pomachałem mu.
- Vako! - Zawołał i też mi pomachał.
Już po chwili przechadzaliśmy się wspólnie między wagonami, szukając wolnego...
Wtedy ni z owego, ni z tamtego drzwi jednego, przy którym szliśmy otworzyły się a z niego...
A z niego wyszła Avalon! TA AVALON! Co złamała serce memu kumplowi znikając od tak
bez pożegnania! Listu! Czego kol wiek!
- Cześć - Bąknąłem gdy stanęliśmy jak wryci... - To ja może pójdę... To ja was może zostawię
samych co? - I wykonałem taktyczny odwrót..

< Dan?? Avalon?? :) aaa i zaraz dodam avalon więc się dan ni bujaj :p>