Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianna(Bianka) Fiodorow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianna(Bianka) Fiodorow. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2015

Bellefeuille: Od Bianki CD Lili

~ Obudź się śpiące Brzydkie Kaczątko. ~ warknął niemiły, kobiecy głos.
- Co ? - mruknęłam zaspana. Przekręciłam się na prawą stronę, skąd dobiegał odgłos nerwowego tupania stopą.
~ G*wno. ~ Majestatyczna odpowiedź została dodatkowo zaopatrzona w pełne dezaprobaty westchnięcie. Próbowałam zobaczyć coś przez egipskie ciemności panujące w pomieszczeniu, lecz nie dało to żadnego efektu. W powietrzu czuć było charakterystyczny zapach medykamentów.
- Emm... Kim jesteś ? - zapytałam drżącym głosem.
~ Twoim koszmarem. ~ parsknęła. Ostrożnie przesunęłam dłoń w kierunku szafki nocnej. W ciemności rozległ się szyderczy chichot. ~ Biedactwo... Gdzie mogła się podziać twoja różdżka ?
- Człowieku, KIM ty jesteś i czego CHCESZ ?! - krzyknęłam, czy raczej pisnęłam ze strachu. Skuliłam sie na łóżku. Nagle usłyszałam odgłos szeleszczącego materiału i do pokoju wlał się strumień jasnego światła.
- Panno Fiodorow, nic pani nie jest ? - zapytała pani Petersen opuszczając różdżkę. - Słyszałam krzyki.
- Ja.... Nie, wszystko dobrze. Czy tu ktoś był ?
- Dziecko drogie, mamy środek nocy. - Jakby na potwierdzenie tych słów ziewnęła. - Kto miałby tutaj przychodzić ? Może ci się śniło? Pójdę po Eliksir Słodkiego Snu.
- A czy mogłaby mi pani przynieść moją różdżkę ? Nie mogę jej znaleść.
- Oczywiście. - powiedziała i wyszła zostawiając uchyloną zasłonę. Po cichu wyjrzałam za nią. Zobaczyłam szereg szpitalnych łóżek, z których tylko parę było zajmowane przez poszkodowanych uczniów. W całym Skrzydle panowała niesamowita cisza, a z dużych okien sączyło się blade światło księżyca. Stałam tak kilka minut, dopóki nie wróciła pani Petersen. Wypiłam eliksir i zasnęłam na resztę nocy. Obudziłam się rano kiedy przyniesiono mi śniadanie. Jedzenie w samotności zdecydowanie ma dużo plusów, ale najważniejsze jest brak wszechobecnego mlaskania i odgłosów głośnego przełykania ( Jest tu ktoś chory na mizofonię oprócz mnie ? ;-; ). Yyyych obrzydlistwo. Wzięłam do ręki podręcznik Zaklęć mając zamiar się pouczyć. Co jak co, ale natura Orlaczki wzywa. Po lekcjach do Smoka przyszli Rycerz ze swoją Księżniczką.
- I jak tam ? - krzyknęła podekscytowana Lili rzucając się na łóżko. - Petersen mówi, że jutro będziesz mogła wrócić na lekcje.
- Naprawdę ? Merlinowi niech będą dzięki ! - Uśmiechnęłam się szczerze. - Jest tu tak nudno, że nawet zaczęłam czytać Historię Magii.
- Uuuu... Nie zazdroszczę. - powiedziała Vi. - A teraz na dokładkę przyniosłyśmy ci notatki z WSZYSTKICH lekcji.
- O nieeee... - jęknęłam i ostentacyjnie osunęłam się na poduszki. Nieoczekiwanie zaczęłam się śmiać. Nie wiem nawet z czego, tak poprostu. Po chwili moje towarzyszki dołączyły do wspólnego brechtania.
~ Takie to śmieszne ? ~ Zachłysnęłam się powietrzem. Znowu ten głos, ale tym razem nie mogłam śnić. Chyba.
- Słyszałyście ? - spytałam przyjaciółki. Spojrzały na mnie ocierając oczy.
- Niby co ?
- No głos... - Dziewczyny patrzyły na mnie nic nie rozumiejąc. Nagle Vinyl zachichotała.
- Dobre. Prawie nas nabrałaś. - powiedziała. Kiedy przetworzyłam to w myślach wymusiłam uśmiech i pokiwałam głową. Miałam nadzieję, że nie wyglądało to sztucznie. One jednak nie wydawały się przejęte. Kilka minut później musiały wyjść, żeby na jutro napisać esej z Zaklęć. Ja zostałam sam na sam z moimi myślami i porcją eliksirów.
< Vi? Li? Nawet nie wiem co to jest ;-; Przypadkowe zlepki zdań. Btw. Lili i Vinyl NIE wiedzą o ''głosie'' :3 >

niedziela, 19 kwietnia 2015

Bellefeuille: od Lili CD Vi



Zrezygnowane skierowałyśmy się na lekcje, które ciągnęły się w nieskończoność. Nie mogłam się skupić nawet na historii magii, a Papandreu uczy świetnie. Była właśnie mowa o udziale chochlików w wojnie stuletniej i ich sabotażach na broni Brytyjczyków.
-Vinylia, Lilianne, słuchacie mnie w ogóle!?-zirytowała się nauczycielka. Rzadko się irytowała. Musiałyśmy wyglądać NAPRAWDĘ nieobecnie.
-Bianka w skrzydle szpitalnym leży, prze pani-odezwał się ktoś z końca sali. Nie wiedziałam, czy mam do niego wysłać kwiaty za usprawiedliwienie, które nam nie przeszłoby przez gardło, czy rzucić na niego urok za głębsze uświadomienie nam smutnej prawdy.
Twarz nauczycielki znacznie jednak złagodniała. Wiedziała o naszej przyjaźni, jak chyba zresztą cała szkoła. Plotka o naszej nocnej gonitwie w "pelerynach niewidkach" prędko się rozniosła i przez jakiś czas byłyśmy nazywane "Piżamowym Trio", a niektórzy chłopcy wołali "Hej, co tam kryjecie pod tymi pelerynami, dziewczyny?"
-OK. Wracając od chochlików, generał Jarelstone postanowił wytępić francuskie zjawy za pomocą środka na komary...
Dała nam spokój do końca lekcji.

Wparowałyśmy do skrzydła szpitalnego. Bianka już nie spała, ale wyglądała blado. To znaczy, bardziej niż zwykle. Na bandażach na jej przedramieniu była czerwona plama. Rana musiała być głęboka...
-BIANA!-zawołałyśmy i rzuciłyśmy się w jej stronę, przytulając.
-Auauau...-skrzywiła się.
-Ojej...przepraszam. Biana, tak się martwiłyśmy!-zawołałam.
-Wszystko z nią będzie OK, pani Petersen?-spytała Vinylia.
-A jakże! Szpony hipogryfa to i się wolniej goi, ale za parę dni zaklajstruje się na cacy!-odpowiedziała dziarsko pielęgniarka, a my odetchnęłyśmy z ulgą.
-Dobra, dajcie spokój, przecież żyję. Jeszcze, ale żyję-wyszczerzyła się Biana.
-Jeśli jeszcze raz będziesz bliska śmierci to cię zabiję-ostrzegłam, po czym razem z przyjaciółkami wybuchłam śmiechem, zdawszy sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało. Pianka się jednocześnie skrzywiła.
-Czyżbym nie powiedziała, że masz stłuczone żebra?-zdziwiła się życzliwie lekarka.

Vi? Bianka?

sobota, 11 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Vinyl cd. Lili

Nauczyciel ONMS'u podszedł pospiesznie do białowłosej, sprawdził jej tętno na szyi i podniósł na ręce.
- Wszyscy do szkoły! - krzyknął. - Lekcje odwołane!
Cały tłum uczniów ruszył w stronę akademii, a Trich dosłownie biegł z Bianką na rękach. Ja i Lili dogoniłyśmy profesora i truchtałyśmy równo z nim.
- Co z nią? - zapytałam przerażona. Właściwie to nie trzeba było nawet pytać, bo od razu można się zorientować, że jest źle. Bardzo źle... Na przedramieniu przyjaciółki znajdowała się rana, z której powoli sączyła się ciemnoczerwona krew i spływała po rękach Tricha. W każdym bądź razie nikt mi nie odpowiedział. Nie pytałam ponownie, znałam odpowiedź.
Chwilę później znaleźliśmy się już w skrzydle szpitalnym. Trich delikatnie położył nieprzytomną Biankę na pierwszym wolnym łóżku, a ja od razu zawołałam panią Petersen.
- Psze pani! Moja koleżanka... szybko!
Kobieta przybiegła za mną do łóżka, na którym leżała Piana i od razu zrobiła to co każdy lekarz robi, by zapoznać się z poszkodowanym: sprawdziła jej tętno na prawym nadgarstku. Rzuciła okiem na całe jej ciało i szybko pobiegła po kilka jej zabawek pielęgniarskich. Dosłownie po dwóch sekundkach wróciła z całą tacą przyrządów. W tempie błyskawicznym założyła na ręce białe rękawiczki i delikatnie zaczęła ciąć rękaw na jej rozszarpanym ramieniu.
- Co się jej stało? - zapytała.
- Fipogryf... i jej głupota. - odparł nauczyciel opierając się o kant łóżka.
- No dobrze. Dalej sobie sama poradzę, możecie wrócić na lekcje.
- Będzie z nią dobrze, prawda? - zapytała lekko drżącym głosem Lilianne.
- Na pewno będzie dobrze. - odpowiedziała pielęgniarka. - A teraz już lećcie na lekcje kochane.
W dramatycznym humorze ruszyłyśmy w stronę wspólnego dormitorium.

<Lili? Piana? :3 Sorki, że tak długo ._. >

wtorek, 31 marca 2015

Bellefeuille: od Lili CD Bianki

Vija i ja patrzyłyśmy w przerażeniu jak nasza przyjaciółka spada bezwładnie do lasu, upuszczona przez Kłębolota, który dla odmiany zapikował za nią. Cała klasa pobiegła w tamtą stronę, pomimo okrzyków Tricha.
Piana leżała jak dziwnie powykręcana pod pniem wielkiego dębu. Hipogryf krążył dokoła niej jak wilk wokół ofiary. Co mu strzeliło...
Niewiele myśląc (wcale nie myśląc, mówiąc ściślej) podbiegłam do niego. Zakrakał i wspiął się na tylne nogi, wymachując szponami.
"To tylko koń" uspokajałam się "Tylko taki ze szponami i dziobem zdolnym rozerwać mnie na strzępy"
-Ciiii, dobry Kłębolotek. Zostaw dziewczynkę. Zostaw.-mówiłam łagodnie, ale stanowczo.
Stwór popatrzył na mnie, przekrzywiając łeb. Opadł na wszystkie łapy i zakrakał pytająco.
-Taak, dokładnie. Zostaw dziewczynkę, fe. Ona jest niestrawna, będziesz miał wzdęcia i rozwolnienie. A fe. Poza tym jest gorzka w smaku. Martwe fretki są sto razy lepsze. Ćśśś...
Starałam się nie myśleć, że ten potwór usiłował zabić mi przyjaciółkę, bo dałabym mu niechybnie w dziób. Skupiałam się na tym, jaki jest piękny, jakie ma lśniące pióra i bursztynowe oczy.
-Bardzo ładnie. Odejdź tam, a ja zabiorę stąd dziewczynkę. Ona też śmierdzi, ble. Zaśmierdną ci twoje piękne piórka.
Zakrakał z przerażeniem i odkłusował, patrząc z odrazą na nieruchomą Biankę.
Natychmiast do niej podbiegłam, a Trich zajął się Kłębolotem.
-Trzeba ją zabrać do skrzydła szpitalnego!


Biana? Vi? Boże, ale krótkie ;-;

środa, 18 marca 2015

Bellefeuille: Od Bianki CD Lili

- Oki doki, do roboty! - zasalutowałam i zanim dziewczyny się zorientowały, poleciałam do łazienki. No cóż, życie. Uśmiechnęłam się do zamkniętych drzwi, które zaczęły się podejrzanie trząść. Zza nich dobiegały odgłosy przypominające jakieś ryki godowe niedźwiedzi czy jeleni. W każdym razie szybko się odświeżyłam i ostrożnie wyszłam. Dziewczyny siedziały na łóżkach. Kiedy mnie zobaczyły, warknęły tylko i powlokły się do łazienki. Ja wzięłam swoją błękitną pelerynę i ruszyłam coś zjeść. Na schodach prawie zaliczyłam glebę, odwracając się do biegnących przyjaciółek.
- Karma? - mruknęła Lili ze złośliwym uśmiechem. Vinyl nie była za to taktowna:
-Dobrze ci tak debilu, przez ciebie prawie się spóźniłyśmy się na śniadanie.
- Prawie. - skwitowałam. Z racji, iż dogoniły mnie przy Wielkiej Sali, wkroczyłyśmy do niej wspólnie. Ja - jak zawsze - zjadłam mleko z płatkami, przy czy uwaliłam sobie koszulę. Blondi ciągle powtarzała coś o karmie, a ruda jej wtórowała. Jeśli dalej tak dalej pójdzie to znajdę się w szpitalu. Gdy skończyłyśmy jeść, podczas którego nie obeszło się bez oblania sokiem ruszyłyśmy na pierwszą lekcję tego dnia.
- No szlag by to wziął - westchnęłam. Byłyśmy niemal w połowie drogi do chatki Trich'a i dopiero teraz się zorientowałam, że nie wzięłam wakacyjnego wypracowania o jednorożcach. - Muszę się wrócić do dormitorium.
- Karma! - wykrzyknęły naraz dziewczyny. Wywróciłam oczami i pobiegłam w kierunku zamku. To była jedna z tych rzadkich chwil, w których przeklinałam fakt, iż nasze domitorium jest tak wysoko oraz mój lęk przed miotłami. Hasałam po schodach, omijając zdziwionych uczniów. Ile ja bym dała, żeby móc się zmienić w moją animagiczną formę, ale nie - nie wiadomo z jakiego powodu, po prostu przestałam się przemieniać, choćbym nie wiem jak chciała. Docierając do drzwi dormitorium byłam mocno zadyszana, a moje mięśnie, które jeszcze się nie rozciągnęły po nieciekawym poranku, wyły z bólu.
- Uważaj jak łazisz! - krzyknęłam na jakiegoś pierwszaka, który wychodził z różdżką w ręce. To wcale nie była moja wina, że na niego wpadłam wbijając sobie kawałek drewna w brzuch. Wcale. Tego dnia cały świat był przeciwko mnie, nawet ja sama, wtedy bowiem zrozumiałam, jaka ze mnie idiotka.
- Accio wypracowanie o jednorożcach.
Tak. Naprawdę, nie ma co się rozpisywać. Trzymając kartki w dłoni niemal zleciałam ze schodów, ale po jakimś czasie dobiegłam na lekcję, która trwała już jakiś czas. Od razu skierowałam się do profesora.
- Ja przepraszam za spóźnienie. - wydyszałam, przepychając się przez tłum uczniów. Gdzieś w tle mignęły mi przyjaciółki. Kilka metrów dalej stał Trich. Ruszyłam do niego machając dłonią. - Zapomniałam z mojego pokoju wypracowania i ...
- Uwag... ! - Reszta jego słów utonęła w pisku jakiejś dziewczyny. Nagle padł na mnie cień. Szybko odwróciłam się, chcąc zobaczyć co to. Na szczęście odruchowo osłoniłam się ręką. Poczułam na niej mocny uścisk, a potem ból, jakby wyrywali mi ramię. Chwilę później straciłam grunt pod nogami. Wrzasnęłam i zaczęłam się rzucać niczym w furii. Adrenalina dodała mi niesamowitej trzeźwości. Kątem oka zarejestrowałam pióra i sierść. To przecież jest cho!erny hipogryf. W dole słyszałam stłumione okrzyki, chyba nawet gwizdek gajowego. W pewnym momencie to wszystko stało się tak odległe i nie ważne, a ja poczułam na twarzy relaksujący pęd powietrza - jakby moja dusza oddzieliła sie od mojego ciała. No i prędko to zaje uczucie poszło się chędożyć (razem z moim Wenem :C), bo oto przedemną wyrosły drzewa i prościuteńko w te drzewa zostałam zrzucona przez przeklętą ulubioną kreaturę Trich'a zwaną Kłębolotem (czy jak mu tam było). Jedyne co jeszcze zdążyłam sobie uświadomić to myśl: ''No to jestem w ....''.

<Lili? Vija?>

piątek, 6 lutego 2015

Bellefeuille: Od Vinyl cd. Bianki

- Behemot! - krzyknęłam. Kiciuś wyszedł zza tobołu Piany i zaczął łasić się wokół mojego brzucha, aż w końcu położył się przy moim boku. - Jak ja się za tobą stęskniłam!
- Jak ty go możesz kochać?! Przecież to diabeł wcielony!
- Ohh! Jaki diabeł? To przecież najsłodsze, najpiękniejsze i w ogóle najcudowniejsze zwierzątko pod słońcem... nooo nie licząc pufków pigmejskich. - przytuliłam się do kotka.
Po chwili kotka Shanti znalazła się przy Lilianne i ciekawym wzrokiem przyglądała się jak tarmoszę jej mena.
- Kolejna słodka! - uśmiechnęłam się.
Posiedziałam chwilę w ciszy, po czym oznajmiłam:
- Wiecie co...?
- Hm?
- Ja to chyba jestem kociarą...
- No co ty?! - krzyknęły obie na raz i wszystkie się roześmiałyśmy.
Prawdę mówiąc przez całą drogę opowiadałyśmy sobie, co ciekawego robiłyśmy w wakacje. Żartowałyśmy, chichrałyśmy się, a nawet grałyśmy w karty (XD). Po jakichś dwóch godzinach bardzo zachciało mi się spać, więc postanowiłam zdrzemnąć się na jakiś czas. Przytuliłam się do oparcia i zasnęłam.

~*~

- Vija! - usłyszałam głos koleżanki. - RUDA! Wstawaj, bo już wszyscy wysiedli!
Otworzyłam oczy i rzeczywiście pociąg już stał w miejscu, a większość uczniów stała już przed ekspressem. Zerwałam się na równe nogi, wzięłam bagaż i ruszyłam za dziewczynami. Stacja była już prawie pusta. Zostały tylko pojedyncze osoby, które dziwnie nam się przyglądały. Po kilkunastu minutach nareszcie wspięłyśmy się do dormitorium Belle.
- Brakowało mi tego miejsca. - powiedziała Lili.
- Niom. Mi też. - Bianka odstawiła bagaż gdzieś na bok i dała nura na łóżko. Położyła się na plecach i wpatrywała w sufit szczerząc ząbki w uśmiechu. Lili postąpiła podobnie. Nagle Pianka gwałtownie wstała i okryła sobie plecy kołdrą. - Chyba najbardziej z tego miejsca to brakowało mi łóżka i peleryny niewidki, ale widokami też nie pogardzę. - dodała podchodząc do okna.
Zaczęłam się rozpakowywać. Ubrania z walizką wtryniłam w jeden kąt, a miotłę z szatą Belle właśnie zanosiłam do szafy, kiedy to obie dziewczyny spojrzały na mnie z przerażeniem. Zdziwiona ich zachowaniem zapytałam:
- Co wam?
Bianka szybko z powrotem odwróciła głowę do okna, a Lili tylko odpowiedziała:
- Nic. - i spuściła głowę.
Nie zwracając uwagi na ich zachowanie otworzyłam szafę i włożyłam do niej moje rzeczy. Kiedy miałam już ją zamykać, odruchowo spojrzałam w lustro...
- KTO TO ZROBIŁ! - wrzasnęłam.
- Ale co? - zapytała niewinnie Piana chichrając się pod nosem.
- KTO NAMALOWAŁ MI WĄSY SIĘ PYTAM! HĘĘĘ?!
- O czym ty mówisz? Jakie wąsy? - Lilianne zrobiła maślane oczka.
- No jakie?! - podeszłam bliżej niej. - TE wąsy!
- Aaaaa! Te wąsy... Nooo wiesz... jak tak sobie spałaś to... too jakiś koleś przyszedł... i namalował - wyszczerzyła się dziewczyna.
- Taa jasne. Bo jeszcze wam uwierzę. Kłamczuchy! - wzięłam poduszkę i rzuciłam w białowłosą, która za nic nie mogła przestać się śmiać. Ta od razu spoważniała, z pełną powagą podniosła poduszkę i spokojnie podeszła do Lili. Patrzyła tak na nią przez chwilę i w najmniej spodziewanym momencie rzuciła się na przyjaciółkę.

Liliiii? Piangoo?

niedziela, 1 lutego 2015

Bellefeuille: Od Bianki cd. Lili

Kiedy skończyłyśmy się śmiać, natychmiast zjadłam resztę pianek z miski i wskoczyłam na łóżko Lili, zrzucając przy okazji parę zbędnych kilogramów ( czyt. Vinyl ).
- Podłoga to lawa! - krzyknęłam. Dziewczyny niemal od razu zareagowały wskakując na cokolwiek.
- Vija, musimy dostać się do zamku. - zawołała Lil, wskazując łóżko.
- Em zamek? Aa no jasna sprawa. - odparła Vija z morderczym uśmiechem.
- Powodzenia. - wyszczerzyłam zęby. - Zginiecie marnie w odmętach lawy! Muahuahua...!
- To się jeszcze okaże.
Moi najlepsi wrogowie wymienili porozumiewawcze spojrzenia i ruszyli. Niestety nie doceniłam ich. Mimo rzucania w nie wszystkim co miałam pod ręką, nie spadły. W momencie rozglądania się za czymś stosunkowo twardym, poczułam jak coś mnie uderza. Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć jak rudowłosa skacze i leci na mnie. Po prostu zamieniłam się w kamień, nie wiedząc co zrobić. Ból spadł na mnie razem z ciężkim cielskiem rycerza.
- Chyba... złamałam tyłek. - jęknęłam z podłogi. Przyjaciółki zaczęły lać ze śmiechu, a ja nie potrafiłam nie chichotać. Po około 10 minutach do pokoju wpadła zaniepokojona mama Lilianne.
- Dziewczynki niec wam nie jest? - spytała. W odpowiedzi dostała jeszcze głośniejszy śmiech, czy raczej już rechot. Pokręciła głową i wyszła. Ten dzień spędziłyśmy ogólnie na gadaniu oraz planowaniu przygód na tym roku akademii. Dopiero późnym wieczorem wróciłyśmy z Vinyl do domów, żeby wyspać się przed dniem następnym, czyli 1 września.

~~ Na peronie ~~

Wstałam wcześnie, co jest do mnie nie podobne, lecz chciałam czym prędziej iść na dworzec i spotkać się z przyjaciółkami. Szybko zjadłam byle jakie śniadanie i z kufrem zapakowanym po brzegi ruszyłam do kominka. Po chwili wyszłam z magicznego ognia już na peronie. I to centralnie za blondwłosą. Zakryłam jej oczy i powiedziałam grubym głosem:
- Witaj madame.
- Biana, i tak wiem, że to ty - powiedziała Lili.
- No i cały misterny plan poszedł w ... - zaczęłam.
- Aaaa siemaaa!!! - wrzasnęła ruda, rzucając się na nas. Ludzie wokół zaczęli się dziwnie na nas patrzeć, więc zdecydowałyśmy już zająć przedział. Wybrałyśmy taki, który był najbliżej wyjścia.
- Kurcze, ale się jaram. - westchnęłam.
<Vija? Lili?>

sobota, 24 stycznia 2015

od Lilianne do Bianki i Viji

Rozejrzałam się jeszcze, czy w pokoju wszystko gotowe. Przekąski,
poduchy, picie... Shanti odpicowana, co jej się nie spodobało...
-Och, daj spokój...-skarciłam kotkę.-Przyjdzie przecież Behemot, a ty go uwielbiasz.
Gdyby koty tak mogły, Shanti by się zarumieniła.
-Lili! Już się zbliżają, chodź się przywitać!-zawołała mama z dołu, a ja wypadłam
z pokoju jak strzała, zjechałam po schodach i wybiegłam na podwórko. Na górze
było widać dwie ciemniejsze plamki na tle nieba, które zbliżały się w naszą stronę.
-Pegazy? Poważnie?-zaśmiałam się do przyjaciółek.
-Miotłami lepiej nie... no wiesz, Edzio.-zmarszczyła się Bianna Fiodorow, moja
 jedna z moich dwóch najlepszych przyjaciółek, wyglądająca jak śniegowa rzeźba
wybitnego artysty. No, i ubrana.
-Mówiłam jej, że byłby grzeczny, ale to jest cykor i uparła się na pegazy Karo.-dodała
Vija, lądując. Vija z kolei przypominała nieco kogoś, kto wybiegł z płonącego
budynku z ogniem na głowie. Do niej rodzice byli nieco sceptycznie nastawieni, gdyż
jej nagie w tej chwili ramiona zdobiły tatuaże.
Dziewczyny zeskoczyły z wierzchowców.
-Możecie je ulokować z Issuny. Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko.
Rozległo się protestujące rżenie Issuny.
~~*~~
-A pamiętacie, jak wyszłyśmy z Pokoju Wspólnego w pelerynach-niewidkach?
Zaśmiałyśmy się we trzy. Nigdy nie zapomnę nocy w drugiej czy pierwszej klasie,
jak z kołdrami na głowach wyszłyśmy na korytarz, gdzie przyłapał nas Trich.
Każda z nas trzymała swoje ulubione danie i napój. Pianka miała miskę pianek
 i colę z guaraną, Vija koktajl truskawkowy i truskawki z bitą śmietaną, a ja sok
pomarańczowy i musli z owocami i jogurtem.
-Albo jak u Pianki maltretowałyśmy Narwala!-krzyknęła Vi.
-Wtedy to została Piankozaurusem!-dodałam. Kiedy się wyśmiałyśmy, powiedziałam szczerze.
-Tęsknię za tymi czasami. Ale wiecie... kiedy Luke zniknął śmiech mi przychodzi
znacznie trudniej.
-Spoko, nie przejmuj się. Będę cię strzec przed zgubnym wpływem przystojnych
chłopców. Każdego z osobna, kopnę tam, gdzie boli.-przysięgło obute w glany smoczydło.
-Ej, a ja!?-zaprotestowała urażona Vi.
-A ty? Ty skończysz jako konserwa, rycerzu.-warknęła, a ja spojrzałam na obie
z wdzięcznością.
-Jesteście kochane. Biorąc pod uwagę jednak, w jakim tempie przyciągam płeć brzydką,
przydacie się obie.
-Skromność skarb dziewczęcia.-mruknęła Biana, na co się roześmiałyśmy.

Pianka? Vi? Lub naraz?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Uczennica Domu Bellefeuille: Bianna(Bianka) Fiodorow

 Bianna(Bianka) Fiodorow

Imię: Bianna (Bianka)
Pseudonim/Ksywka: Pianka, Piana
Nazwisko: Fiodorow
Krew: Czysta
Rok: Trzeci
Data Urodzenia: 28 lipca
Dom: Bellefeuille
Drużyna Quidditch'a: brak
Chłopak: szuka / brak
Rodzina:  ojciec Aleksander Fiodorow (†), matka Rose Chouette-Fiodorow, 
ciocia Karoline Chouette


Sowa: Phantom - płomykówka 


Towarzysz: Behemot - kuguchar




Różdżka:  Jasna różdżka z drzewa laurowego. Ma 13 cali, a jej rdzeń to 
pióro ze skrzydła pegaza. Dobra do uzdrawiania i zaklęć.
Ciekawostki:
~ Bogin - Brak.
~ Patronus - Brak.
~ Genetyka -  brak (na razie )
~Zdolności -  brak
~ Inne - 
- Jej przyjaciółki to Vinylia i Lilianne <3
- Boi się mioteł ( a w szczególności jednej :') )
- Wygląda jak albinos, ale nim niespecjalnie jest :v

Ulubiony Przedmiot: ONMS, Eliksiry, Zielarstwo, Zaklęcia i inne 
Znienawidzony Przedmiot: zdecydowanie Latanie na miotle oraz Wróżbiarstwo
*~ Stajnia - nje... ;-;
Właściciel - E_KARA


Zainteresowania: Zwierzęta bez różnicy czy magiczne, czy zwykłe, skrzypce 
i harfa, książki, niekiedy śpiewa/wyje (najczęściej w łazience)

Aparycja: Bianka jest szczupłą dziewczyną, dość niską jak na swój wiek. 
Ma naturalnie białe włosy, sięgające do pasa oraz bardzo jasną skórę. 
Jej oczy są koloru szarego. Poza Akademią nosi luźne i wygodne ubrania, 
nie stosuje makijażu.

Charakter: Bianka praktycznie zawsze chodzi uśmiechnięta, wesołą 
i pełna energii, Jest miła, inteligentna, uparta, lecz często lubi wkur... ekhem 
denerwować pewne osoby :3. Można powiedzieć, że jest chodzącą 
encyklopedią na temat roślin i zwierząt, ponieważ to dwa z najbardziej 
interesujących ją przedmiotów. Ciężko ją rozzłościć, ale gdy już się to uczyni 
to niech Merlin ma was w swojej opiece :*, za to bardzo łatwo można 
urazić jej dumę.

Historia: ( W bardzo, bardzo skrócie, bo mi się nie chce rozpisywać. 
Jeżeli chcesz coś wiedzieć jeszcze to pisz na howrse )
Bianka urodziła się w Rosji. Mieszkała tam 5 lat. Na piąte urodziny 
z rodzicami poszła do teatru. Tego dnia jej tata kopnął w kalendarz 
z powodu samobójcy, któremu wybuchła bomba. Bianka dostała od matki 
zaklęciem Oblivate, bo uznała, że jej dziecko nie powinno pamiętać takiej 
skazy na jej życiu. Potem oddała ją pod opiekę swojej siostrze do Francji, 
a sama uciekła nie wiadomo gdzie. I tak sobie Bianka żyła dopóki nie 
dostała listu z Akademii.