Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Violetta Rudd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Violetta Rudd. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 kwietnia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego cd. Violetty

Nie mogłem znieść tego, co zobaczyłem.
Jane.
Weszła do Sali. Ale nawet na mnie nie spojrzała.
Nie mogłem znieść tego i zacząłem dłubać widelcem w talerzu.
Poczułem jej wzrok na sobie i podniosłem oczy.
Lecz ona w tym samym czasie, odwróciła wzrok.

" - A mówiłeś, że nie wróci. - Pomyślałem mimowolnie, jedna łza popłynęła
mi po policzku. Lecz szybko ją starłem. Już dość się po niej napłakałem. - Pomyślałem.
- I tu masz racje. - Czułem jak uśmiecha się, paskudnie. Agh.. 
- Mówiłeś, że nie wróci!
- Ale, wróciła. Nic na to nie poradzisz. Olej ją. - Dodał po chwili, Szachar.''

Uniosłem wzrok znów, patrzyłem się na nią, lecz ona nie zwracała już na mnie uwagi.
Jakbym nie istniał. Bolało.
I to bardziej, niżeli by się mogło zdawać.

" - Widzisz. Nie istniejesz, już dla niej. Pewnie znalazła sobie jakiegoś przystojnego,
macho i gdzieś ma takie nijakie, chuchro. Prymusa, który 2/3 swojego czasu spędza
w bibliotece. Olała cię i nie wróciła na 2 półrocze szkolne, przez wakacje nie odzywała
się i teraz gdy zbliża się kolejny bal, już zima tak blisko ona nagle się pojawia
i nawet nie jesteś godzien by na ciebie spojrzała. Zamiast podejść do ciebie, przeprosić,
wyjaśnić! Ona woli gawędzić z koleżankami...
- Zamknij się.."

Nie miałem ochoty, by tego słuchać. A on mówił mi to, co czuje.
I to było najgorsze, że to były moje obawy, a ten mówił je głośno,
podczas gdy ja chciałem strącić je na samo dno umysłu.
Kiedy zjadłem coś - czego akurat zbyt dużo nie było, z racji tego, że straciłem apetyt.
Szybko skierowałem się do wyjścia. Chciałem być jak najdalej od wiewióre... Znaczy Jane.
Chodź tak samo jak chciałem być od niej z dala, to tak samo chciałem by do mnie podeszła.
By rozwiała moje wątpliwości i... I właśnie nie wiem, czego się po niej miałem spodziewać.
Czego chciałem.
Przy wyjściu wpadłem na Viole.
Była lekko zdziwiona, i chciała coś powiedzieć.
Lecz tym razem to ja zrobiłem coś, Pocałowałem ją.
- Przyjdź po lekcjach na korytarz, na drugim piętrze przy nie używanej sali od transmutacji.
Powiedziałem i poszedłem.
Nie wiem czemu chciałem, żeby tam przyszła.
Najprawdopodobniej chciałem tym podnieść swoją dumę, samoocenę czy cokolwiek innego.

~*~

Stałem na korytarzu czekając na Violę, widziałem też Jane... Miałem ochotę podejść do
niej albo się wycofać do siebie. Lecz wtedy podeszła Violetta. A niech to! Niech zobaczy co straciła!
Na własne życzenie! Miała czas by podejść i się wytłumaczyć. Mogła to zrobić na śniadaniu,
mogła to zrobić na lekcji lub pomiędzy nimi. Nie chciała? Bała się? Ma mnie gdzieś?
Mam to gdzieś! Czekałem na nią ponad pół roku! Jak nie prawie rok, licząc rzecz jasna od balu,
przez wakacje aż do teraz gdzie zbliża się bal.
Z taką myślą zwróciłem się do Violetty.
- Cześć, chciałabyś pójść ze mną na randkę? Moglibyśmy pójść do Herbaciarni? - Zapytałem
a ona wydawała się zdziwiona... Wtedy też Szachar podsuną mi myśl zajrzenia do jej myśli.
Co rzecz jasna zrobiłem. I w mik wiedziałem o co chodzi..
Jane...
Myślałem, że zabije Davida! Ale z drugiej strony i dobrze się stało.
- Jest coś o czym musisz wiedzieć. - Powiedziałem. Wyprzedziłem ją ponieważ, już otwierała
usta. - Miałem kiedyś dziewczynę, nazywała się Jane Star. Już od pierwszego roku ze sobą
świrowaliśmy, a także i chodziliśmy. Rok temu znikła, tak po prostu po balu, nie wróciła po feriach
do szkoły, nikt nie chciał mi nic powiedzieć, nikt nic nie wiedział, nie zostawiła nawet żadnego listu.
Cierpiałem, i to bardzo przez resztę roku szkolnego, a także i wakacje. Dziś widziałem jak weszła
do Sali na śniadanie.. Nawet na mnie nie spojrzała, nie podeszła, ani słowem się nie odezwała,
także przez lekcje, które nam razem minęły. Tak jesteś do niej podobna, i dlatego tak dziwnie
się w ekspresie zachowywałem. Lecz potrafię rozróżnić ciebie od niej. Choćby dlatego, że
macie inne charaktery a także są rzeczy, które ją charakteryzują w wyglądzie. Nie rozmawiałem
z nią, nawet do niej nie podszedłem. Rozumiesz? Skończyłem z nią miała pół dnia by do mnie
zagadać i wyjaśnić. Olała mnie, więc ja nie będę się nią przejmował. - Skończyłem i spojrzałem
na nią. - Umówisz się ze mną?

<Violetta? xD>

czwartek, 16 kwietnia 2015

Ombrelune: Od Violi Cd. Davida (Do Petty'ego)

Historia Petty'ego była dla mnie czymś innym. Byłam zmieszana, nie umiałam odpowiedzieć nic Davidowi. W pewnym momencie podniósł na mnie swój wzrok, jednak nie umiał odgadnąć emocji targających moim sercem i moimi myślami. Czułam się dosłownie, jak zmieszana z błotem. Bo jak może się czuć osoba, która zyskała sympatię przeciwnej płci tylko dlatego, że przypominała mu jego byłą dziewczynę? Jak śmieć, jak powietrze.
- Czyli zainteresował się mną tylko dlatego, że przypominałam mu rudą przyjaciółkę, nie... dziewczynę, z wyglądu? - zapytałam, gdy ułożyłam sobie to wszystko w glowie.
- Na to wygląda...
- A ja mam jutro poznać jego znajomych... no. Jednego już poznałam. - usmiechnęłam się szczerze do Dave'a. Z początku nie wiedział czy ponowić mój ruch, jednak ostatecznie na jego twarzy zagościł tak samo szczery i szczęśliwy uśmiech.
- Poczekaj, aż poznasz Adama i Ell! Ci to dopiero mają nierówno pod sufitem! - parsknął śmiechem. - Przedstawię ci jeszcze Clary, Les, Percy'ego, Avalon, Daniela... na pewno nie będziesz się nudzić!
Jego pozytywne nastawienie przelało się też na mnie - po chwili śmiałam się razem z nim z jakiegoś nieudanego żartu o różdżkach i szalonym, mugolskim fryzjerze.

Nie wiem ile tam siedzieliśmy, ale gdy na zegarze wybiła północ postanowiliśmy pójść spać. Pożegnaliśmy się i po chwili byłam w moim dormitorium, gdzie zastałam moją współlokatorkę, smacznie śpiącą na kanapie.
- Levicorpus... - szepnęłam i przeniosłam ją na jej łóżko. Przykryłam ją tylko kocem, gdyż noc była bardzo ciepła. Do tego paliło się w kominku. Zamknęłam książkę do transmutacji, którą najwyraźniej czytała i sama otworzyłam własną, o tytule "Atlas Chmur". Była to książka mugolskiego autora, jednak zaczęłam ją czytać jeszcze w wakacje i bardzo mi się spodobała.
Po przeczytaniu pierwszych pięciu zdań wiedziałam, że nie mam ochoty na czytanie. Rysowanie... to było coś, co mogłam robić zawsze i wszędzie. Podeszłam do mojego łóżka, na ktorym była moja torba. Szukałam w niej szkicownika, jednak zeszytu tam nie było. Sprawdziłam dosłownie wszędzie. Już miałam użyć zaklęcia, gdy przypomniałam sobie która jest godzina. Kilka minut po pierwszej. Szelest kartek mógłby obudzić Avalon. Dałam sobie spokój z rysowaniem i skierowałam się na korytarz.
Pokój Wspólny był dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę. Mogłam więc siedzieć w nim ile tylko chciałam. Usiadłam w fotelu i patrzyłam w ogień - uspokajał mnie widok płomieni tańczących w kominku. Zanim się obejrzałam, wybiła czwarta. Dzień zaczynał się za dwie godziny - tak wstawały wszystkie Luniaki.

Z mojego dormitorium wzięłam ubranie na nadchodzący dzień i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Włosy spięłam w koka, a usta pomalowałam na jasny czerwony. Na sobie miałam jeansy, bluzkę z ogromną ilością napisów i białą marynarkę. Na łóżku czekała już na mnie przygotowana czarna szata z godłem Ombrelune. Pośpiesznie ją ubrałam, żeby zdążyć na poranne otwarcie biblioteki.Miałam do przejścia prawie cały zamek, co wiązało się z dużą ilością krętych korytarzy i kilka pięter ruchomych schodów. Wyszłam z dormitorium, a po chwili znalazłam się obok zbroi rycerza. Przywitałam się z rycerzem Hierordem, jak to miałam w zwyczaju i zaczęłam iść w stronę biblioteki.

Kilka minut po szóstej byłam już w świecie książek - moim świecie. W tym roku miałam zamiar zakończyć rok co najmniej z połową Wybitnych, a resztą Powyżej Oczekiwań. Żeby to osiągnąć, musiałam wziąć się do pracy od początku roku szkolnego, a nie czekać do ostatniej chwili.
Weszłam między dwa regały opisane "Mugolska literatura", a w oczy od razu rzuciła mi się książka o tytule "Rywalki". Nie spotkałam się jeszcze z książką o takiej tematyce, więc ułożyłam ją na stosie innych książek, które miałam zamiar przeczytać. Miałam za bardzo ambitne plany, jeśli chodzi o siłę moich ramion. Na szczęście, na pomoc przyszła mi bibliotekarka - pani Harrado, która wzięła ode mnie część książek.
Przy jej biurku, gdy notowała które książki pożyczam, rzuciłam na nie wszystkie zaklęcie 'Reducio'. Wszystkie zmniejszyły się do rozniaru pudełka zapałek. Spakowałam je do kieszeni i wyszłam z biblioteki.

Byłam chwilę spóźniona na śniadanie, ale tylko kilkanaście minut. Usiadłam na swoim miejscu i wzięłam się za jedzenie rogalika z dżemem. Nalałam kawy do filiżanki i szybko skończyłam posiłek.
Wstałam od stołu, jednak gdy wychodziłam z Wielkiej Sali, wpadłam na kogoś, kim okazał się Petty.

~~~
Pett? Dłuuuuuugie :) Poranne natchnienie  xd

Ombrelune: Od Violi Cd. Petty

- Ach... nic takiego. - zarumieniłam się przez jego pytanie. Na ogół nie dzieliłam się chętnie swoimi rysunkami, a teraz nie zamierzałam robić wyjątku. Zamknęłam szkicownik zbyt gwałtownie, żeby nie wzbudziło to podejrzeń chłopaka.
- Nie bądź taka... pokaż! - starał się wyrwać z moich rąk, jednak bezskutecznie. Zrobił obrażoną minę i odwrócił się w przeciwną stronę.
Chcąc zapomnieć o jego obecności, wstałam z ławki i odeszłam trochę w prawo. Zrobiło mi się żal Petty'ego, więc odwróciłam się w jego stronę.
- Petty, idziesz? - zapytałam półgłosem. Nie widząc żadnej reakcji, szłam dalej, rozmyślając. Po chwili usłyszałam swoje imię i zatrzymałam się. Chłopak biegł w moją stronę.
- Viola, mam dla ciebie propozycję... - uśmiechnął się szarmancko. - Czy jeśli przedstawię ci moich przyjaciół, to ty pokażesz mi swoje rysunki?
Przeanalizowałam szybko sytuację, w której się znalazłam: mam pokazać moje prywatne rzeczy Petty'emu? Wprawdzie widział ich już kilka... ba! Widział ich większą większość, a ja nie grzeszyłam ilością przyjaciół...
- Zgoda. - powiedziałam i uścisnęliśmy sobie dłonie.
- No to pokaż, co tam masz!
Podałam mu szkicownik i razem zaczęliśmy oglądać moje prace. Nie obyło się bez komentarzy pozytywnych, jak i lekko negatywnych, na przykład na temat moich niedokończonych rysunków, bądź rysunków nie w stylu Petty'ego. Powiedział nawet "ładna" na portret Jennifer Lawrence, na co się zaśmiałam. Doszliśmy do końca zeszytu i jednocześnie do końca naszego spotkania.
- Widzimy się we wtorek w Pokoju Wspólnym o siedemnastej! - powiedział na odchodne.
Pożegnałam się z chłopakiem i udałam się w stronę zamku, a Pett poszedł w przeciwną stronę.

KONIEC

~~~
Krótkie :c Dłużej tego nie pociągnę...

piątek, 10 kwietnia 2015

Ombrelune: Od David'a Do Violetta

Siedziałem w PW Luniaków i właśnie kończyłem zadanie domowe, a po chwili byłem
już spakowany. Było już po 21, Diabeł znów gadał z Ell, wolę nie wiedzieć czy się
kłócili czy co. On i Ona to mieszanka wybuchowa! Naprzeciw mnie zaś siedziała jakaś
ruda dziewczyna, głowiąc się nad zadaniem z eliksirów. Patrząc na temat, musiała być
o rok młodsza. Właściwie z nudów, nie z dobrych chęci, postanowiłem do niej zagadać
i pomóc jej w nim.
- Hej, jestem David. - Przedstawiłem się wyciągając do niej rękę. Ona zaś oderwała
wzrok od pergaminu i uśmiechnęła się lekko, przyjmując dłoń.
- Violetta.
- Pomóc Ci może, w tym zadaniu? - Zapytałem, a gdy na mnie zaskoczona spojrzała
dodałem. - Jestem prefektem, moim obowiązkiem jest ci pomóc. -Uśmiechając się.
- Chętnie. Nie mam już siły na to, głowię się nad tym od..
- Wiem, przecież tu byłem, cały czas. - Mrugnąłem do niej siadając bliżej.
Po dwudziestu minutach zadanie było już zrobione, i to i następne z OPCM.
Przez ten czas również gadaliśmy o różnych głupstwach, dopóki nie wspomniałem o Wilczku.
- Skąd znasz Petty'ego? - Zapytała się.
- A ty, zdradzisz mi pierwsza? -Spytałem się.
- Poznaliśmy się w tym roku w ekspresie, siedzieliśmy w jednym przedziale...
- A więc tam się skurczybyk schował! - Zaśmiałem się, lecz po chwili dodałem, wyjaśniając
jej . - Szukałem go, lecz później się poddałem. Wiesz Petty to mój kuzyn, nasi ojcowie są
przyrodnimi braćmi. Mieli tą samą matkę, bo babcia 2 razy zamężna była. - Dodałem.
- On... Zawsze jest taki.. - Zaczęła, lecz zawahała się.
- Jaki? - Zmarszczyłem brwi.
- No... Sztywny lekko, markotny, jak go poznałam było widać w nim smutek chodź
oczy miał zimne i puste.
- Bo widzisz... W tamtym roku po Balu bożonarodzeniowym... Wiesz Petty, zawsze był
delikatny... Ale proszę nie mów mu, że ci powiedziałem.. ok? - Zapytałem zmieszany,
nie chciałem mówić jej o nim za plecami. Tym bardziej, że.. Była trochę do niej podobna..
Więc wiem czemu, on zwrócił na nią uwagę... Nie powinienem się wtrącać.. Lecz gdy
pokiwała głową na zgodę powiedziałem... Powinna wiedzieć czemu Pett, zwrócił na nią
uwagę. - Był też zamknięty w sobie. Chodź zawsze miły i otwarty na wszystkich to nigdy
też nie dopuszczał do siebie osób bliżej niż na relacje, koleżeńskie czy przyjacielskie.
Ja jestem jedną z osób którą dopuszcza do siebie. I także jeszcze jedna osoba była...
Jane, Petty był w niej zakochany po uszy. Była jego dziewczyną, był z nią blisko nawet
mieli dormitorium obok siebie, wiesz i ona i on, byli naczelnymi.
- On nadal jest..
- Tak... Lecz po balu w zeszłym roku, ona.. Nie wróciła do szkoły. Pojechała do domu
i nie wróciła jak reszta uczniów. Petty bardzo się niepokoił. Pisał listy, wypytywał nauczycieli,
nawet do Dyrektorki regularnie chodził. Nic niestety tym nie wskórał, nikt nic nie wiedział
lub nie chciał powiedzieć. A on.. Bardzo źle to przyjął, przestał się uczyć a zawsze był
prymusem, opuszczał lekcje, nie chodził na posiłki. Całe lato przesiedział w łóżku..
I tak jest z nim o wiele lepiej niż było. Teraz czasem się uśmiecha.. Gada z nami, znów jest
prymusem i znów bierze udział w życiu szkolnym. W końcu jest jedynym w tym roku naczelnym
i prefektem swojego domu... Myślę, że on przyjął już z goryczą to, że ona nie wróci...
A ty jesteś do niej trochę podoba wiesz? - Dodałem po chwili. - Myślę, że tym zwróciłaś
jego uwagę. Lecz on nie jest głupi i wie, że ty nie jesteś nią i nigdy nie będziesz... Lecz sam
fakt, że przypominasz... On chyba szuka jakiegoś oparcia na tym..
Po tej mojej wypowiedzi między nami zapadła cisz. Po chwili spojrzałem na nią....

<Viola?>

środa, 4 marca 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Cd. Violetty

Kiedy otworzyłem oczy, pierwsze co zobaczyłem była Violetta.
Wstałem od razu a ona poinformowała mnie, że dojeżdżamy.
I prawda już po kwadransie tłoczyliśmy się na stacji.


"- Oh, patrz, twój kuzynek tam jest. Idziemy do niego?
- Nie. - Odpowiedziałem mu i wszedłem do pierwszego lepszego powozu.
- Oh, no cóż ty taki... Taki?
- Jaki?
- No Taaaaaki!
-Sprecyzuj się.
-  Obojętny, ja tu się staram, a ty mnie chcesz zbywać! Nie przyzywam cię
o grzecznie pytam a ty co? Nie, Jaki?, Sprecyzuj się. - Zaczął przedrzeźniać
mnie - I nic więcej pogadaj ze mną!
- Po co?
- BO JA tak chce!
- A idź się utop.
- Chętnie, tylko rusz zadek i możesz z klifu skoczyć, lub z powozu wyskoczyć
co wybierasz? - Zapytał przymilonym głosem.
- Wkurzasz mnie nawet jak, strasz się być uprzejmy.''


Nagle ktoś wszedł, a tym kimś okazała się być Viola.
- Cześć - Uśmiechnęła się lekko, niepewnie... - Można?
- Oczywiście - Powiedziałem z wymuszonym uśmiechem.

"- Uuuuuuuu... Hehe, pacz coś jej zrobił, nietaktowcu! - Zaśmiał się
- Czego znowu?!
- Noo nic.. Po prostu.. Zastanawiam się czy tym razem też się na nią rzucisz,
Panie Całuśny, by zaraz znów póść w kimono! Hehehe...
- A odwal się.."

Cóż ale w jednym musiał mu przyznać racje...
Był w cholerę nie taktowny...
BO JAK MOŻNA POCAŁOWAĆ DZIEWCZYNĘ I ZARAZ PO TYM ZASNĄĆ?!
To było głupie.
I ona, dziwnie się przy nim czuje..
Lekko denerwuje. Czuć to w powietrzu..
A on ma bardzo wrażliwy nosek...

~*~

Do końca 'podróży' nie zamienili ani słowa, później tylko wymienili krótkie 'cześć'
I się rozdzielili.
Teraz siedząc w Wielkiej sali wlepiał w jej plecy swój wzrok.
Mało go obchodziło co się dzieje dookoła.
Klaskał gdy ktoś dochodził do ich domu ale tylko dlatego, że łatwo było się domyślić,
z czego się cieszą osoby koło niego.
Po Ceremonii przyszedł czas na jedzenie.
Gdy zjedli wszyscy się rozeszli lecz on czekał przed Salą i zgarniał Pierwszoroczne Harpie.

~~~

Gdy pierwszaki się zebrały on jak na Prefekta, nie wspominając już o tym,
 że jest naczelnym a w dodatku jest SAM, i on całkiem SAM musi się zając
tą bandą nadpobudliwych bachorów, bo nikt mu nie pomoże, bo po co...
Sam będzie ich prowadzał tera do pokoju pilnując by, żaden się nie zabłąkał,
a jutro będzie musiał im pomóc dojść do odpowiednich sal bo się pewnie pogubią..
i będzie musiał za nimi biegać po całym zamku a także za innymi z innych
domów bo on jest naczelnym i musi tych bachorów pilnować!
A drugiego naczelnego też nikogo nie mianowali!
I jak tu kurwicy nie dostać???
- Dobra bach.. - W porę się na szczęście opamiętałem... - Ba... Bardzo miło mi was poznać.
Nie ma to jak wyjść z opresji z twarzą. Strzelamy uśmieszek.!
- Nazywam się Petty Rua i  Jestem Prefektem Naczelnym. Zawsze jest dwóch lecz
w tym roku jestem jedynym Prefektem Harpii, ale także i jedynym Naczelnym
także pamiętajcie, że w razie problemów nie bójcie się do mnie przyjść i po prosić
o pomoc. Może być to problem w nauce lub też taki który zagraża waszemu życiu czy
zdrowiu, jeśli ktoś wam dokucza, czy źle się czujecie. A ja postaram się wam pomóc
jeśli to będzie coś małego to sam postaram się pomóc w innym wypadku na pewno
powiadomię o tym także naszego opiekuna. - Boże! Dopomóż mi by te bachory
od razu szły do opiekuna czy pielęgniarki! Jeszcze niańczenia ich mi brakuje...
Postanowiłem dalej kontynuować swój monolog prowadząc ich w stronę PW Harpii
przy okazji pilnując by nikt się nie odłączył. - Jak wiecie... Lub nie wiecie. Naszym
opiekunem Domu jest Profesor Kyoko Ishimura Nauczycielka Numerologii.
Kolorami domu Żółć, brąz oraz granat, Symbolem Bóbr który symbolizuje naszą
pracowitość czyli jedną a także Najważniejszą cechę naszego domu. Uczniów domu
Héroiqueors nazywa  się Harpiami...
- A dlaczego? - Przerwała mi jakaś dziewczynka w kitkach... Boże! Nie możesz mi
dać skończyć ten monolog bym mógł się już walnąć na łóżko??? Nie muszą zadawać
pytania! Ale niestety inni też chyba byli tym zainteresowani.
- Właśnie czemu? przecież symbolem jest bóbr a w nazwie domu nie ma nic o...
-Bo tak się nas nazywa. Ktoś dawno temu tak wymyślił i tak się przyjęło.
My jesteśmy Harpiami, Z Ombrelune są Luniakami, z Bellefeuille są Orlakami
a z Papillonlisse są Papilonami. A teraz pozwólcie, że dokończę. Nasz Pokój
Wspólny znajduje się na Piątym piętrze, gdzie zaraz dojdziemy.
- O już jesteśmy. Zatrzymajcie się. A więc tak, aby wejść do PW trzeba mieć hasło,
osoby z innych domów nie wiedzą gdzie znajduje się wejście chyba, że się komuś
pokaże, powie. Są na hasła które może zmienić tylko i wyłącznie Prefekt lub Opiekun
bądź sama dyrektora czy jeśli taka zajdzie potrzeba wicedyrektor. Obecne Hasło
brzmi Pracowite serce - W tym momencie otworzyło się przejście do PW -... I znajduje
się właśnie za tym obrazem. Jeśli zmieni się hasło pojawi się odpowiednia notka na
tablicy w PW mnie zaś znajdziecie w osobnym dormitorium przeznaczonym dla
Naczelnych Prefektów znajduje się na siódmym piętrze za Posągiem Upadłego Anioła
I tam mnie można też znaleźć. A teraz zanim wejdziecie każdy niech podejdzie po
swój plan lekcji!

~*~

Wreszcie!
Po rozdaniu go pierwszakom musiałem rozdać też starszym klasom plany lekcji.
A że niestety jestem jedynym prefektem nie mogłem zrzucić tej pracy na kogoś innego.
Szybko poszedłem się umyć a następnie przygotować na jutrzejsze lekcje.
Powtórzyłem materiał i wreszcie ułożyłem się spać.
Ah. Tak. W tym wszystkim, dodatkowo powtórzyłem materiał. Czemu?
Mimo wszystko dalej jestem Petty Cygnus Rua Pierwszy! A się pochwale... Ten
pracowity, mądry, inteligentny, bystry Harpii prymus który zawsze musi mieć wszystko
dopięte na ostatni guzik! O tak w poprzednim roku, w drugim półroczu się opuściłem
lecz nie mogę pozwolić by moja reputacja padła! O co to, to nie!

~*~

Następny dzień zaczął się normalnie.
Siedziałem teraz na lekcji Transmutacji. Czwarta to już.
I strasznie mi się nudzi już od pierwszej lekcji a Szachar to tylko utrudniał.
Oczywiście mimo tych utrudnień, szło mi idealnie.
Ręka w górę, odpowiedzi zawsze poprawne, zaklęcia rzucane idealnie,
bez pomyłek, za pierwszym razem udane.

~*~

Postanowiłem iść na Błonie.
Lekcje się skończyły, więc miałem wolne.
Zauważyłem przy jeziorku Violę, więc się do niej przysiadłem.
Przy okazji chciałem trochę sprostować nasze relacje..
- Witaj. - Przywitałem się, gdy usiadłem - Co rysujesz? - Zapytałem bo przerwałem
jej właśnie tą czynność.


<Viola? Dziś to nabazgrałam.. Godzinę może półtorej to pisałam! xD A tera Dobranoc :P>

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ombrelune: Od Violetty Cd. Americi

- Lubisz fasolki wszystkich smaków? - zapytała America, wyciągając paczkę słodyczy z torby.
- Zależy jaki smak się wylosuje - zachichotałam, kiwając głową.
- To co? Ty pierwsza. - podała mi paczkę kolorowych fasolek.
Włożyłam jedną do ust i skrzywiłam się lekko, czując dziwny smak. Mer musiało to trochę zaintrygować, bo popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Zgniłe jajko. - szepnęłam i ostatkami sił wyplułam fasolkę na wewnętrzną stronę dłoni. Podeszłam do okna i wyrzuciłam niedobrą rzecz na zewnątrz pociągu. Wróciłam na swoje miejsce i podałam Ami saszetkę z resztą smaków. Ostrożnie wzięła do ust bladoróżową fasolkę, lecz po chwili się uśmiechnęła.
- Truskawka. - powiedziała i znowu podała mi paczkę.
- Jabłko.
- Karma dla psów.
- Cafe latte.
- Czekolada.
- Pomarańcza.
Wymieniałyśmy smaki non stop, przez dobre pół godziny. Później zabrałyśmy się za jedzenie czekoladowych żab, które kupiłyśmy u miłej pani z wózkiem pełnym słodyczy. Poza czekoladą, w mojej torebce znalazły się żelki i woda. Jadłyśmy wspólnie, śmiejąc się z niczego.
Bardzo dobrze czułam się w towarzystwie Mer. Jednak aby się upewnić, postanowiłam poznać jej intencje względem mnie samej.
Na moje szczęście, dziewczyna nie miała założonej blokady na myśli, więc spokojnie mogłam czytać z jej umysłu, jak z otwartej księgi.
Uspokoiłam się, mając pewność co do jej pokojowych zamiarów. Wyobrażała sobie nas jako dwie najlepsze przyjaciółki, spędzające ze sobą dużo czasu, opowiadające sobie nawzajem nasze tajemnice.
Musiałam przyznać - brakowało mi osoby, z którą mogłabym porozmawiać o moich problemach, zarówno w szkole, jak i poza nią. Wydawało mi się, że wreszcie znalazłam osobę bliską mojemu sercu, jednak w sposób czysto koleżeński.
- Violetta? - usłyszałam. - Viola...
Ami pomachała mi ręką przed twarzą. Dopiero ten ruch sprowadził mnie na ziemię.
- Zawiesiłaś się, nie wiedziałam co robić...
- Jest okej. - powiedziałam szybko. Może aż za szybko.


~**~
Mer? Sorry, że tak krótko, ale mam już dość fasolek... #Fasolkowato #Duh

Ombrelune: Od Violetty Cd. Petty'ego

Pocałował mnie gwałtownie. Nie trwało to długo, po chwili odsunął się
ode mnie i został w jednym miejscu, czekając na moją reakcję. Miał
schyloną głowę - widać było, że walczy sam ze sobą, ze swoimi myślami.
Postanowiłam dać mu chwilę, lecz nie za długo.
Moimi rękami oplotłam jego ramiona, przyciągając go do uścisku. Ludzie,
którzy mają mętlik w głowie nie potrzebują słownego pocieszenia, tylko gestów,
które dowiodą, że mogą zaufać. Nauczył mnie tego mój brat.
Nie wiem, ile tak stałam, ale po dłuższej chwili poczułam silne ramiona Petty'ego
oplatające mnie pod żebrami. Udało mi się zakończyć jego wojnę z myślami, co
było moim celem. W środku cieszyłam się z sukcesu, jednak głębiej wiedziałam,
że to jeszcze nie koniec.
- Petty?
Mruknął coś niezrozumiale.
- Wszystko ok?
Jego uścisk przybrał na sile, a z jego ust wydobyło się ciche chrapanie. Zasnął.
- Petty... chodź, połóż się.
Starałam się wyrwać z jego ciasnych objęć, lecz po kilku próbach zaprzestałam
tego działania. Jak najdelikatniej starałam się położyć go na sofie, co udało mi się
z trudem. Jedynym problemem były jego ręce wokół mojej talii.
Lekko pogładziłam jego włosy, policzek, starając się, żeby usunął mocnym snem.
Po krótkiej chwili całe jego ciało było przykryte bordowym kocem, który zabrałam
ze sobą do Akademii.
- Dobranoc. - powiedziałam na odchodne i wróciłam na swoje miejsce.
Poczułam nagłe natchnienie, więc wyciągnęłam szkicownik i zaczęłam przelewać
 na papier moje myśli, które jakoś dziwnie w tym momencie zmierzały w stronę
jednej, wyjątkowej osoby...



<Petty>
~Ps.od Dino  A nie mówiłam, że mam idealnie pasując gif  ^o^
Może być ?;3

sobota, 31 stycznia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego C.D. Violetty

Zabawa.. Hym.. Była nawet w porządku, uśmiechałem się, lekko ale szczerze.
Chodź później po tym jak wróciła i pozwoliła mi oglądać dalej swoje dzieła,
skompletowałem ją. Oh.. No przecież nie będę taki wredny...

''- Ciekawe o czym Myśli. - W pewnej chwili odezwał się Szachar. - Jak
myślisz? - Spytał mnie.
- Nie wiem. - Odpowiedziałem i zaraz powróciłem do oglądania.
- I nie jesteś ciekaw Ru? Przecież wiem, że jesteś! - Powiedział podekscytowany.
Oczywiście by zaraz dodać - W końcu, Czuję to co ty...
- Świetnie! Czego chcesz?
- Nie czego ja chce, Czego MY chcemy.
- To czego MY chcemy? - Miałem dość użerania się z nim.. A poznałem go
całkiem nie dawno!
- Hehehe... - Zaśmiał się szyderczo.. No tak przecież on mi siedzi w głowie..
- MY chcemy dowiedzieć się czemu była taka zamyślona jak wchodziła...
Plus to że się tak słodko zarumieniła. - Powiedział. - Zupełnie jak ta twoja...
- ZAMKNIJ SIĘ! - Zdenerwowałem się. - Eh.. No dobra, jazda..''

Więc, zacząłem penetrować jej umył. Nie było to zbyt trudne co oznacza, że nie
potrafi oklumencji chodź możliwe, że umie Legilimencje..
Trochę się dowiedziałem kilku rzeczy.. Może Szach...

" - A nie mówiłem??? - Przerwał moje rozmyślanie. Jest wkurwiający. - Sam jesteś
wkurwiający, młocie! - No tak siedzi w mojej głowie.. - Więc nie zapominaj! I pamiętaj!
Ja zawsze mam racje!
- Oczywiście..."

W pewniej chwili poczułem, że ktoś mi chce się wedrzeć do umysłu. Przez moją
nie uwagę, odsłoniłem się, lecz szybko wzniosłem mur i wypchnąłem ją.

"- To przez ciebie!
- To ty nie potrafisz skupić się na kilku rzeczach! - Zaprzeczył mojemu oskarżeniu.
Po chwili jednak dodał spokojnym, złośliwy jak zawsze, głosem - Musimy popracować
nad twoją podzielnością uwagi, chłopcze. - Prychnąłem"

Spojrzałem na Violette z uniesioną brwią, dziewczyna się zarumieniła lekko.
Cóż pewnie nie myślała, że się tak szybko zorientuje, albo że w ogóle się zorientuję i co więcej
wyrzucę ją ze swojej głowy. Dobra moja, że niektóre 'rzeczy' mam tam pozamykane na siódmy
spust.. Chodź mogła się zorientować, że grzebię w jej myślach..
Eh... no cóż..

"- Musimy się jakoś wykręcić...
- MY nic nie musimy, JA muszę dla twojej wiadomości Sir. Szach-Mat.
- Bardzo śmieszne, młody. Uśmiałem się po wsze czasy. Ha. Ha. Ha.
- Och, dziękuję.
- Dobra powtarzaj za mną! Tylko mnie słuchaj, młotku! Mimo wszystko siedzimy w tym razem...
- Chyba ja siedzę z tobą w sobie..
- Nie ważne! Powtarzaj za mną, młody!"

Odchrząknąłem na początek, bo zrodziła się, niezręczna cisza...

" No, no, no, Violu. I uśmiechnij się, najlepiej złośliwie.. - Powiedział. Prychnąłem"

Ale się go posłuchałem. Ułożyłem się wygodniej na siedzeniu. Założyłem nogę, na nogę
i położyłem na nich, moje splecione dłonie.
- No, no, no Violu. - Oczywiście nie zapomniałem posłać jej złośliwego uśmieszku.
Dziewczyna się zmieszała, ale pokazując, że jest ślizgonką wyprostowała się i spojrzała mi w oczy.

"- Kto by się spodziewał, że w trzeciej klasie jesteś i już potrafisz Legilimencje."

- Kto by się spodziewał, że w trzeciej klasie jesteś i już potrafisz Legilimencje.
- Obroniłeś się. - Mruknęła, chodź wyraźnie dumna, że powiedziałem jej taki 'niby komplement'.

"- Tak, w trzeciej klasie to ja już miałem znakomicie, opanowane sztuki Legilimencje
jak i oklumencji.
- A ty skąd kurw..
- Mów!"

- Tak, w trzeciej klasie to ja już miałem znakomicie, opanowane sztuki Legilimencje jak i oklumencji.
Wiadomo z czym to się spotkało. Duże oczy. Hehe. Ty jej nie umiesz.

"- Rozproszyłem się przy tobie, z lekka, i całkowicie zatraciłem w tobie, że nie 
zorientowałem się gdy mój mur lekko się.. Mój mur osłab na tyle byś mogła do 
niego na chwilkę, się wkradnąć. 
- Nie powiem tego!
- Powiesz. I uśmiechnij się jakoś czarująco!
- Nie będę jej tak, kijowo podrywał! - zezłościłem się. - Słyszysz?! - Odpowiedziała
mi tylko cisza. - A niech Cię szlak traf!"

- Rozproszyłem się przy tobie, z lekka i całkowicie... - Przerwałem. Jak mogę
tak prostacko podrywać ledwo poznaną dziewczynę?! Głupi kundel!

"- Sam jesteś kundlem! Nie zapominaj, że ja tu ciągle jestem!
- Oh królewna się obudziła! - Parsknąłem ironicznie.
- Ty mi nie parskaj, tylko bierz się do roboty Romeo! Zapomnij o tej Rudej łasicy
i zajmij się damom naprzeciw!
- WIEWIÓRECZKA JAK JUŻ! Sam jesteś łasicą, draniu! I wcale o niej nie myl..!
- Taaa.. oczywiście nie zapominaj, że siedzę ci w głowie, młotku! - A teraz Powtarzaj!
Całkowicie zatraciłem się, podziwianiem ciebie, że zapomniałem o murze...
-Co ty pieprzysz?! Było inaczej!
- Ale teraz będzie inaczej! Za Karę!"

- Jaa... Całkowicie.. zatraciłem się. Podziwiając twą urodę.. Zupełnie zapominając murze,
Przez co osłab na tyle, byś mogła się wedrzeć. Lecz od razu to wyczułem, wybacz za lekka
brutalność tego.. Lecz naprawdę nie chciałem byś zobaczyła moje myśli.. Wiesz podobasz
mi się...

"- Kurwa, brawo, młotku! A jednak potrafisz sobie poradzić! I skąd ty wytrzasnąłeś
te rumieńce na twarzy?? - Powiedział. No cóż trza było się zarumienić..
- Właśnie powiedziałem, że mi się podoba! Przecież musiałem coś zrobić by wzięła
to na poważnie!
- No już dobra, dobra Romeo. Nie musisz się tak unosić!
- Idiota!"

- Violetta? - Zapytałem cicho. Patrząc w dół. Dopiero po chwili zorientowałem się, że
przez cały ten czas... Kiedy to mówiłem patrzyłem się tylko na swoje ręce a byłem zbyt
po chłonięty konwersacją z Szacharem, by zwrócić uwagę na to, że ona prawdopodobnie
jest zaskoczona, i to bardzo bo dalej trwaliśmy w ciszy, którą przerwał tylko mój
cichy głos wymawiający jej imię.
Postanowiłem nie robić z siebie, cioty i....

"- Jesteś ciotą, żebym ja musia..!
- Oh stul, wreszcie ten pysk i daj mi pomyśleć! - Nie no Dave będzie dumny,
takie słownictwo, to zawsze u mnie rzadkość była... A niedawno co dowiedziałem się
o Szacharze a już mi się morda do niego, bez chociaż jednego 'nie kulturalnego' słowa
się nie otworzy..
- Oh, ja też jestem dumny! Wreszcie robisz, tiptopki z cioty do mężczyzny!
- Czy ty wiesz co to znaczy ZAMKNIJ PYSK?!"

Wnerwiony zacząłem go zagłuszać swoimi rozmyśleniami.
Jane nie ma i nie będzie i z tym trzeba się w końcu pogodzić, co do tego nie ma wyjścia.
A Violetta, przypomina mi ją.. Może w miarę, dni, miesięcy, lat mógłbym pokochać ją
jak wiewióreczkę? Albo przynajmniej spróbować przy niej zapomnieć?
Westchnąłem i spojrzałem na cichą dziewczynę.
Wstałem.
Śledziła mnie wzrokiem, a ja do niej podszedłem.
Pochyliłem się, by mieć jej oczy na równi ze swoimi.
Dłonie oparłem po oby dwóch, stronach jej głowy.
Jej oczy były... Pełne różnych uczuć.
Moje były zimne, puste. Wiem to. Bo były takie od zniknięcia Jane.
Teraz pozwoliłem wyjść, na zewnątrz ich nadziei.
Niech myśli, że chcę... Że to nadzieja, że nie odrzuci mnie.. .
Ale tak naprawdę to nadzieja na zapomnienie.
Ale ona tego nie musi wiedzieć.. I nie ma jak się dowiedzieć.
Lekko przymknąłem oczy, i bardziej się pochyliłem.
Najpierw lekko, delikatnie musnąłem, jej usta swoimi.
By móc po chwili mocniej i stanowczo zawładnąć, jej ustami.
Zatraciłem się lekko w pocałunku jakim ją obdarzyłem.
Gwałtownym acz kol wiek w namiętnym.
Nie trwało to jednak za długo, bo już po chwili oderwałem się od jej ust.
Nie uciekłem. Co to, to nie.
Nie wyprostowałem się, dalej byłem pochylony tak, że jej twarz była na równi z moją.
Zabrałem tylko jedną rękę, lecz drugą dalej opierałem obok jej głowy.
Mój wzrok jednak już nie patrzył się w jej oczy.
Patrzyłem w dół.
Czułem się okropnie.
Wstrętnie.
Czułem się jakbym zdradził Jane. Kosztem ledwo poznanej dziewczyny.
Tylko dlatego, że ją przypominała... Przypomina.
Nie byłem wstanie na nią spojrzeć.
Ts.. Przynajmniej ona uzna, że boję się jej reakcji.
Bo czekałem na jej reakcję.
Czekałem aż wreszcie ucieknie.
Może mnie uderzy?
Albo jedno i drugie?
Może także udawać, że nic się nie stało.
Albo olać mnie a później po wyjściu z ekspresu unikać mnie..
Nie zdziwiłbym się gdyby zrobiła kilka z wymienionych reakcji.
Albo jeszcze inną reakcję...

Postanowiłem jednak stawić czoło temu co mnie osłabia.
Nie mogę być słaby.
Słabi przegrywają.
Giną, zapomniani.

Podniosłem na nią wzrok.

"- Dobry, chłopak."

<Violetta?>

czwartek, 29 stycznia 2015

Papillonlisse: Od Ameriki do Violetty

Poczułam ucisk w brzuchu.
Przed pociągiem do Beauxbatons piętrzyły się tłumy moich rówieśników.
Uczniowie w większości byli uśmiechnięci i weseli. Rozmawiali ze sobą, żegnali się
z rodzicami. Lecz moi nie mogli przyjechać, dla nich liczy się tylko praca.
Widziałam starszych z szóstego i siódmego roku, ale i pierwszaków, w większości
bladych jak ściana. Ja też byłam zdenerwowana. Ale nie przestraszona. Kurczę,
byleby nie palnąć jakichś głupstw i nie być spalonym do końca nauki. A ja tak potrafię.
Pierwszego dnia potknąć się na prostej drodze i tym wywołać szydercze śmiechy na
twarzach innych. Chciałabym znaleźć przyjaciół, a przynajmniej kogoś kto chciałby
się ze mną zadawać. Z takimi myślami, kilka minut później weszłam do pociągu
i szukałam wolnego przedziału. Wolałam na początku usiąść sama. Ktoś nadepnął
mi na nogę. Jęknęłam. Spojrzałam w prawo, w poszukiwaniu sprawcy mojego bólu.
- Przepraszam! - powiedziała jakaś dziewczyna, chyba w moim wieku, o włosach
w kolorze zbliżonym do moich.
- Nie szkodzi. - machnęłam ręką. - Tak w ogóle to jestem America... Trzeci rok, Papillonlisse.
- Violetta, również trzeci, Ombrelune. - uśmiechnęła się serdecznie.
Zdziwiłam się, że Luniaczka mnie przeprosiła. To nie leży w zwyczajach tego domu.
- Masz już przedział?
Pokiwała głową. Ech, szkoda.
- Ale jeśli chcesz, to później do ciebie przyjdę. Gdzie siadasz?
- Tam - wskazałam szybko na miejsce w jednym z przedziałów po lewej stronie.
Siadłam tam, a Viola poszła w swoją stronę. Cóż.
***
Byliśmy w połowie drogi i nikt się do mnie nie dosiadł. Przez cały czas czytałam
 książkę. Już straciłam nadzieję, że moja nowa znajoma przyjdzie, kiedy ktos
zapukał w drzwi przedziału. Podniosłam wzrok.
- Mogę się dosiąść? - zapytała Violetta.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i poklepałam ręka miejsce obok siebie. Dziewczyna
usiadła tam. Schowałam książkę do torby.
Przez chwile milczałyśmy, ale w końcu ona odezwała się.
- Słyszę, że masz jakiś dziwny akcent. Nie jesteś stąd?
- Nie, nie jestem. Lubisz fasolki wszystkich smaków? - zapytałam, wyciągając
paczkę słodyczy z torby.
- Zależy jaki smak się wylosuje - zachichotała.
Przytaknęłam.
- To co? Ty pierwsza. - podałam jej paczkę.

Violetta? Przepraszam, że nudne, ale nie mam talentu do pisania opowiadań początkowych ; )

Ombrelune: Od Violetty Cd. Petty'ego

- Chcesz się pobawić w zjadanie fasolek? Mam tu też inne słodycze... może w zmienianie głosu? Wiesz, te wszystkie ryki albo odgłosy, jakie wydają zwierzęta i rzeczy. Będzie fajna zabawa.
Po tych słowach Petty dosiadł się do mnie i rozpoczęliśmy grę w rozpoznawanie smaków fasolek. Wzięłam pierwszą do ust.
- Malinowy? Tak, chyba tak. - uśmiechnęłam się do chłopaka. - Teraz ty.
Petty też wziął jedną do buzi, ale już po chwili ją wypluł. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Gluty ogra. - powiedział niechętnie.
Jak na zawołanie zaczęłam chichotać, co później przerodziło się w czysty śmiech. Dopiero po chwili zauważyłam, że tylko ja się śmieję.
- Przepraszam. - powiedziałam od razu. - Przepraszam, nie powinnam... - położył mi dłoń na ustach.
- Nic się nie stało... - zreflektował się momentalnie. - Gramy dalej? - lekko kiwnęłam głową.
Petty wziął kolejną fasolkę, ale po chwili znowu ją wypluł.
- Chyba nie mam dzisiaj szczęścia... kwaśna ziemia. - tym razem i on się zaśmiał. Byłam zadowolona, bo z początku wydawał się lekko podłamany.
Graliśmy dalej, śmiejąc się, kiedy ktoś z nas miał szczęście i trafił na dziwny smak.

- Idę po wodę. - ogłosiłam. - Przynieść ci coś? - zapytałam.
- Nie, dzięki. Mam swoją. - wskazał na wodę stojącą na małym stoliku.
- Okej. - wyszłam z przedziału, przesuwając masywne drzwi. Korytarz był pusty. Szłam przed siebie, czasami potykając się o własne nogi lub podtrzymując się ścian, gdy pociąg skręcał.
Nagle wpadłam na jakąś dziewczynę. Miała fioletowo-różowe włosy. Upadłam.
- Przepraszam! - powiedziała nagle, co trochę zbiło mnie z tropu. Podała mi rękę, dzięki której mogłam wstać.
- Spoko, nic się nie stało. - uśmiechnęłam się. - Jestem Violetta.
- Ell. - odpowiedziała szybko i z tajemniczym uśmiechem weszła do przedziału obok.
Poczułam się trochę nieswojo... nie chciałam używać na niej swojej zdolności, więc dziękowałam sobie, że jednak tego nie zrobiłam. Co by było, gdyby i ona umiała czytać w cudzych myślach? Ja chciałam, żeby pozostało tak, jak jest. Nikt nie wie o mojej zdolności, ani się nie domyśla.
Zanim się obejrzałam, stałam przed wózkiem ze słodyczami i napojami. Zdecydowałam się na sok pomarańczowy - zapłaciłam i ruszyłam w drogę powrotną.

- Jestem z powrotem. - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia.
Zauważyłam Petty'ego z zeszytem w ręku, ale nie przejęłam się tym za bardzo. Usiadłam na swoim miejscu. Już miałam wyciągnąć szkicownik, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie ma go w mojej torbie. Zaczęłam dokładnie ją przeszukiwać, jednak zrozumiałam, że to nie ma sensu.
Wtedy coś mi się przypomniało...
Spojrzałam na Petty'ego i zobaczyłam mój skarb w jego rękach. Jak na zawołanie poderwałam się z miejsca i zabrałam mu plik kartek z najróżniejszymi rysunkami. Zorientował się dopiero po chwili, jednak mi już udało się odzyskać własność. Wróciłam na swoje miejsce i przeglądnęłam szybko kartki, sprawdzając czy wszystkie są na swoich miejscach...
Roztargniona, nie zauważyłam nawet, gdy obok mnie usiadł brunet, prosząc ruchem ręki o pokazanie zeszytu.
- Viola, proszę... pozwól mi. - poprosił.
Po krótkich namowach zgodziłam się, nie mogąc dłużej wytrzymać przenikliwego spojrzenia Petty'ego. Podałam mu zeszyt, a on od razu zaczął go przeglądać.
- Są piękne.
Jego bezpośredniość mnie zaskoczyła, ale nie dałam tego po sobie poznać. Zarumieniłam się wszystkimi odcieniami czerwieni i różu. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze.
- Dzięki. - wyszeptałam.
Nie wiem co mnie naszło, ani skąd się wzięło, ale coś kazało mi użyć mojej zdolności. Jaka byłam zdziwiona, gdy okazało się, że i on systematycznie monitoruje moje myśli...


~**~
Pett? Sorki, jeśli są jakieś błędy, ale o trzeciej w nocy mnie natchnęło... myślę, że może być  ;)

wtorek, 27 stycznia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Do Violetty

Wszedłem na peron, później do ekspresu by skierować się w stronę przedziału.
Odkąd Jane nagle zniknęła... Tak nagle.. Nic nie miało dla mnie sensu.
A na myśl o powrocie do Akademii aż rzygać mi się chciało..
Jej płomienne, rude włosy... Które tak kochał!
Zresztą wszystko w niej kochał!
A ona, ona tak nagle znikła!
Bez słowa... Bez Listu... Bez Pożegnania...
Szedłem dalej rozpaczając nad tym... Jak zresztą od czasu kiedy zniknęła...
Pochłonięty we własnych myślach i wspomnieniach otworzyłem pierwsze lepsze
drzwi do przedziału by wejść lecz w tym samym momencie ktoś wychodził co sprawiło,
że się zderzyliśmy.
- Aj! - Zawołałem odskakując. I spojrzałem. Na NIĄ. I zamarłem.
Nie. Nie. Spokojnie czytelniku, nie chodzi o moją słodką, rudą wiewióreczkę.
- Wybacz. - Powiedziała dziewczyna.
Zamarłem bo patrząc na nią.. Przypominała mi moją Rudą księżniczkę!
Nie przypominała jej całkowicie ale... Na przykład, rude włosy, tak samo płomienne..
Miałem nawet w pewnym momencie ochotę...
Dotknąć, czy są tak samo miękkie jak jego wiewióreczki?
Powąchać... Może pachną tak samo pięknie jak Jane?
Boże Nie! NIE!
Postanowiłem się ogarnąć. To nie jest Jane. ŻADNA jej nie zastąpi i zastąpić nie będzie mogła.
Chodź patrząc na moją desperacje to.. Tonący brzytwy się chwyta nie?
- Ee.. Hejka, Jestem Violetta. - Uśmiechnęła się... Tak bardzo przy... - Rudd.
 PETTY OGARNIJ SIĘ!
- Cześć - Uśmiechnąłem się wymuszenie.. Cóż od 'jakiegoś' czasu z trudem mi przychodzi
robić co kol wiek szczerze... Bo SZCZERZE to nic mi się nie chce.. Nawet czytać. Uczyć się.
Wychodzić z domu. Leżeć. Nawet spać! Wszystko jest nie tak! - Ja Nazywam się Petty Rua.
Jestem Prefektem naczelnym. Z Héroiqueors. Jestem na Czwartym roku. - Niestety nie miała
mundurka bym mógł zobaczyć jaki ma dom - A ty?
- Ja jestem luniakiem z trzeciego roku - Miała miły głos - Wejdziesz? - Zapytała robiąc miejsce.
- Chętnie - Powiedziałem i wszedłem - Miałem właśnie wejść zobaczyć czy wolne i zapytać
czy mogę jeśli by nie było - Uśmiechnąłem się znów wymuszenie.

*''-Oj Petty, Petty, Petty... Staczasz się chłopie, staczasz się! Żeby tak kłamać 
jawnie w oczy przyznaj się, że miałbyś wyjebane czy wolne czy nie! A gdy by nie 
to pewnie byś wypieprzył dzieciaka stąd.. Niestety wilczuś zaczął rozmowę więc 
nie wypada - Zaczęło gadać moje wewnętrzne ''Ja'' dziwny, lekko zachrypnięty 
głos, ale mocny i stanowczy chodź jednocześnie złośliwy i arogancki.
- Zamknij się!''

Szybko ogarnąłem rzeczy swoje a także i samego siebie, a następnie wziąłem
książkę i usiadłem przy oknie udając, że czytam.. Nie mogłem się skoncentrować!
Jane.. Tak mi jej brakowało..
A ona tak mi ją przypominała!

''- To ją poderwij cioto, a nie, ukrytkiem podglądasz! - Znów ten wkurwiający 
w głowie głos!
- Sam Jesteś wkurwiający, z tym całym biadoleniem na temat jak ci jest źle 
bo cię laska rzuciła!
- Ona wcale mnie nie rzu..!
- Tylko sobie pojechała do chonolulu i nie wróciła! Ogarnij się! ZAPOMNIJ!
- SAM SE KURWA ZAPOMNIJ!''

Zacisnąłem mocno palce na książce, którą przed chwilką czytałem i z głośnym
trzaskiem ją zamknąłem. Dziewczyna siedząca, do tej pory cicho na przeciw mnie aż
lekko podskoczyła na ten niespodziewany mój atak na książkę.
- Coś się stało? - zapytała lecz ja po odłożeniu książki na bok patrzyłem się tylko w swoje ręce.
Minęło kilka minut zanim podniosłem na nią wzrok...

'' - A może.. Ten mój, dziwny, wewnętrzny głos ma racje? Może jednak lepiej zapomnieć
i iść na przód? Nic nie wskóram siedząc i płacząc nad rozlanym mlekiem.. A dziewczyna
na przeciw może mi pomóc iść do przodu.. Nie koniecznie jako moja dziewczyna ale 
może jako przyjaciółka chociażby?
- Widzisz! Ja zawsze mam racje!
- A zamknąłbyś się już, ty.. No zamknij się już!
- Szachar.
- Eee.. co?
- Mów mi Szachar.
- Dobra Szachar. ''

- Tak stało się. - Odpowiedziałem jej. - Lecz chyba wiem jak to wyprostować. I ty możesz
mi w tym pomóc.
- A jak mogę ci pomóc? - Zapytała marszcząc brwi . Ja zaś się uśmiechnąłem tylko.
- Wszystko w swoim czasie.
I usiadłem opierając się, otworzyłem książkę i czekałem aż ruszymy.
Tym razem zacząłem czytać.
Nawet na nią nie spojrzałem ukrytkiem, tak jak wcześniej.
Nic mnie już nie rozpraszało.

~*~

"- Zagadaj do niej, cioto!
- Sam jesteś ciotą, a teraz zamknij się.
- A jeśli nie to co mi zrobisz?
...
- Jesteś tam?
...
- Ej! Petty!
...
- SUKINSYNIE NIE IGNORUJ MNIE GDY DO CIEBIE MÓWIĘ!
- Będę robił co mi się podoba."

W tym momencie drzwiczki się otworzyły a przez nie wyjrzała starsza pani, już jechaliśmy..
- Chcecie coś dzieciaczki?
- Ja poproszę 2 paczki Fasolek i 4 czekoladowe żaby... - Wymieniłem jeszcze kilka rzeczy
uśmiechając się przemile do pani. Także Viola coś do niej powiedziała. Nie słuchałem.
I pierwszy raz od tego mojego "Wszystko w swoim czasie" spojrzałem i odezwałem się
do Violetty. - Chcesz się pobawić w zjadanie fasolek? Mam także inne tu słodycze.. może
w zmienianie głosu? Wiesz te wszystkie ryki albo odgłosy jakie zwierzęta wydają a tarze rzeczy.
Będzie fajna zabawa. - Powiedziałem i usiadłem obok niej biorąc słodycze.

"-Wreszcie się do rzeczy Ru, zabrałeś.
- Szachar. Czasem mógłbyś nie przeszkadzać."

< Violetta??? XD
* A Tera tłumacze o co chodzi! Wyszło mi to w opo. ten Szachar [z Hebrajskiego - Brzask]
To jest tak jakby 'głos' jego wilka który w nim siedzi nie pytajcie skąd to wziełam bo samo mnie
natchnęło! Wybacz Viola trochę zmienimy postanowiłam że i petty się zmieni nie będzie już
taki jak kiedyś xD>

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Violetty Do ...?...

- Dzień dobry! - przywitałam się ze sprzedawcą stojącym za ladą w Księgarni Esy i Floresy. Mężczyzna w podeszłym wieku odpowiedział mi tylko skinieniem głowy i wrócił do rozmowy z klientami.
Weszłam pomiędzy dwa regały z książkami, chcąc znaleźć brakujące mi książki do trzeciej klasy. Zobaczyłam 'Podręcznik do Zaklęć i Uroków, część 3' i od razu wzięłam go do ręki. Zabrałam ze sobą jeszcze 'Dawne i w ludzkiej niepamięci pogrążone zaklęcia i uroki', 'Poradnik uzdrawiacza', 'Przygody Martina Miggsa, szalonego mugola' i 'Najważniejsze współczesne odkrycia magiczne', ot tak, dla zabicia nudy panującej aktualnie w moim życiu. Po ocenieniu książek, które ze sobą wzięłam, uśmiechnęłam się do siebie wiedząc, że nie będę się już nudzić. Szybko zapłaciłam za nie pięćdziesiąt sykli sprzedawcy i wyszłam z księgarni.
Nadeszła pora na wizytę u Madame Malkin. Zamówiłam u niej czerwony płaszcz i pospiesznie wyszłam ze sklepu, udając się do pobliskiej lodziarni. Myśli wszystkich osób przechodzących obok mnie zaprzątały mi głowę. Rozum podpowiadał mi, żebym nie słuchała, co myślą, bo mogę mieć przez to ogromne kłopoty, ale zbyłam go, zamawiając dużą porcję lodów czekoladowych z bitą śmietaną i dalej rozkoszowałam się myślą, że wiem co mają w swoich głowach inni.
Po skończonym pucharku lodów postanowiłam udać się do fryzjera. Na Placu Horkruksów znalazłam jeden zakład fryzjerski, więc postanowiłam wstąpić do niego na chwilę.
Rozległ się dźwięk dzwonków, zwiastujący przybycie nowego klienta. Usiadłam wygodnie na jasnobrązowej sofie, czekając na swoją kolej.
Po dziesięciu minutach zostałam zaproszona na fotel, na którym moje włosy miały być obcięte. Pod moimi włosami znalazł się specjalny materiał, po którym włosy rzekomo miały spadać na podłogę.
- Co zamierza pani zrobić z tak długimi włosami? - zapytał mnie fryzjer.
- Ściąć. Najlepiej do łokci. - powiedziałam bez głębszego zastanowienia.
Mężczyzna wziął się za rozplątywanie warkocza, w którego moje włosy dzisiaj były spięte. Po wykonaniu tej czynności włosy sięgały mi do ziemi, a nawet trochę dalej. "Raz kozie śmierć" - szepnęłam do siebie i dosłownie po chwili nie czułam już ciężaru włosów.
- Gotowe. - powiedział uprzejmie mężczyzna. - Należy się dziesięć sykli.
Wręczyłam mu daną kwotę i zeszłam z fotela. To, co zobaczyłam w lustrze bardzo mi się spodobało. Było mi do twarzy w krótszych włosach.
Z uśmiechem na ustach wyszłam z budynku i udałam się do sklepu z odzieżą Madame Malkin, żeby odebrać swój płaszcz. Wręczyła mi go urocza blondynka. Podziękowałam i udałam się do sklepu z kociołkami, ale nie, żeby kupić kociołek. Mieli tam jedyny czynny kominek sieci Fiuu.

- Jestem! - krzyknęłam wyłaniając się z kominka i wchodząc do salonu.
Jak zwykle odpowiedziała mi cisza - rodzice byli w pracy. Położyłam wszystkie zakupione przeze mnie rzeczy na podłodze, ale wzięłam tylko jedną z książek, nawet nie patrząc na okładkę. Wbiegłam po schodach na piętro i wpadłam do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam czytać książkę, jak się później okazało o zaklęciach, mając w głowie obraz szkoły, za którą tak bardzo tęskniłam.
- Trzpiotko!!! - zawołałam moją skrzatkę domową. Po chwili pojawiła się obok mojego łóżka z uśmiechem na ustach.
- Tak, Madame?
- Mam ogromną ochotę na krem brulee. Proszę, zrobiłabyś go dla mnie?
- Oczywiście, Madame. Nie musi się pani pytać. Wystarczy powiedzieć, Madame.
- Nie Madame, a po prostu Viola. - uśmiechnęłam się do skrzatki, która po chwili zniknęła, pozostał po niej tylko ledwo widoczny pył. Powróciłam do czytania, czyli czynności, którą robiłam od ponad trzech godzin.
Po dwudziestu minutach zjawiła się skrzatka z tacą i kremem. Zjadłam go szybko, chcąc napełnić mój żołądek i znów wróciłam do czytania, jednak coś mi nie pasowało.
Z kominka umieszczonego na przeciwko mojego łóżka zaczął wydobywać się proszek Fiuu, a w środku zapłonął zielony ogień. Zauważyłam wyłaniającą się z płomieni postać, która nie była mi znana....


~**~
Chce ktoś dokończyć?

Uczennica Domu Ombrelune: Violetta Rudd

Violetta Rudd



Imię: Violetta
Pseudonim/Ksywka:  Viola, Lettie, Lola
Nazwisko: Rudd
Krew: Czysta
Rok: Trzeci
Data Urodzenia: 08.02
Dom: Ombrelune
Drużyna Quidditch'a: Ścigająca - Rezerwujący Szukający
Chłopak / Dziewczyna: Jest Bi, ale nie znalazła jeszcze drugiej połówki.
Rodzina: mama - Marie, tata - François, brat - nie żyje


Sowa: Agilité, płomykówka.

Towarzysz: Douceur, biały pufek pigmejski.


Różdżka: pióro z ogona feniksa, wiąz, 12,25 cala, idealnie giętka.
Ciekawostki:
~ Bogin - Wilkołak
~ Patronus - Feniks
~ Genetyka - brak
~Zdolności - legilimencja
~ Inne - 


- Umie czytać w myślach od szóstego roku życia. Jej dar wziął się znikąd, 
nie odziedziczyła go (przynajmniej tyle nam wiadomo). Wykorzystuje 
go TYLKO w awaryjnych sytuacjach.
- Jej zwierzęta mają na imię: Agilité - zwinność, Douceur - słodycz 
i Victoire - zwycięstwo.
- Nienawidzi wilkołaków, gdyż zabiły jej jedynego brata - Daniela, 
który miałby w tej chwili 18 lat.

Ulubiony Przedmiot: Lubi wszystkie
Znienawidzony Przedmiot: brak
*~ Stajnia - Victoire
Właściciel - believeindreamshs



Zainteresowania: Nauka, gra na skrzypcach, rysowanie abstrakcyjnych 
wręcz rzeczy i zwierząt.

Aparycja: Ma rude włosy, których nie cierpi, gdyż wszyscy się z nich śmieją. 
Jej czarno-niebiesko-zielone oczy przenikają duszę i stają się ciemniejsze 
lub jaśniejsze, gdy ktoś ma dobre lub złe myśli. Jest bardzo szczupłą 
dziewczyną o śnieżnej cerze - jest w połowie albinosem (po mamie). 
Nie jest wysoka - ma całe 154 centymetry, ale pnie się w górę! Zawsze 
maluje usta czerwoną szminką, ale w sytuacjach kryzysowych jest w stanie 
sobie odpuścić. Lubi chodzić w rzeczach mugoli, lecz w akademii nie jest to
za bardzo dozwolone.


Charakter: Trudno go określić, gdyż jest stuprocentowym przykładem 
stwierdzenia "Kobieta zmienną jest." Na ogół zamknięta w sobie, stwarza 
pozory niedostępnej, ale tak na prawdę jest miła, zabawna i towarzyska. 
Nie otwiera się przed byle kim i to najbardziej cechuje jej charakter.

Historia: Wychowała się w rodzinie czarodziejskiej, jej brat został zabity 
na jej oczach gdy miała jedynie dziesięć lat.