Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Petty Rua. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Petty Rua. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 kwietnia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego cd. Violetty

Nie mogłem znieść tego, co zobaczyłem.
Jane.
Weszła do Sali. Ale nawet na mnie nie spojrzała.
Nie mogłem znieść tego i zacząłem dłubać widelcem w talerzu.
Poczułem jej wzrok na sobie i podniosłem oczy.
Lecz ona w tym samym czasie, odwróciła wzrok.

" - A mówiłeś, że nie wróci. - Pomyślałem mimowolnie, jedna łza popłynęła
mi po policzku. Lecz szybko ją starłem. Już dość się po niej napłakałem. - Pomyślałem.
- I tu masz racje. - Czułem jak uśmiecha się, paskudnie. Agh.. 
- Mówiłeś, że nie wróci!
- Ale, wróciła. Nic na to nie poradzisz. Olej ją. - Dodał po chwili, Szachar.''

Uniosłem wzrok znów, patrzyłem się na nią, lecz ona nie zwracała już na mnie uwagi.
Jakbym nie istniał. Bolało.
I to bardziej, niżeli by się mogło zdawać.

" - Widzisz. Nie istniejesz, już dla niej. Pewnie znalazła sobie jakiegoś przystojnego,
macho i gdzieś ma takie nijakie, chuchro. Prymusa, który 2/3 swojego czasu spędza
w bibliotece. Olała cię i nie wróciła na 2 półrocze szkolne, przez wakacje nie odzywała
się i teraz gdy zbliża się kolejny bal, już zima tak blisko ona nagle się pojawia
i nawet nie jesteś godzien by na ciebie spojrzała. Zamiast podejść do ciebie, przeprosić,
wyjaśnić! Ona woli gawędzić z koleżankami...
- Zamknij się.."

Nie miałem ochoty, by tego słuchać. A on mówił mi to, co czuje.
I to było najgorsze, że to były moje obawy, a ten mówił je głośno,
podczas gdy ja chciałem strącić je na samo dno umysłu.
Kiedy zjadłem coś - czego akurat zbyt dużo nie było, z racji tego, że straciłem apetyt.
Szybko skierowałem się do wyjścia. Chciałem być jak najdalej od wiewióre... Znaczy Jane.
Chodź tak samo jak chciałem być od niej z dala, to tak samo chciałem by do mnie podeszła.
By rozwiała moje wątpliwości i... I właśnie nie wiem, czego się po niej miałem spodziewać.
Czego chciałem.
Przy wyjściu wpadłem na Viole.
Była lekko zdziwiona, i chciała coś powiedzieć.
Lecz tym razem to ja zrobiłem coś, Pocałowałem ją.
- Przyjdź po lekcjach na korytarz, na drugim piętrze przy nie używanej sali od transmutacji.
Powiedziałem i poszedłem.
Nie wiem czemu chciałem, żeby tam przyszła.
Najprawdopodobniej chciałem tym podnieść swoją dumę, samoocenę czy cokolwiek innego.

~*~

Stałem na korytarzu czekając na Violę, widziałem też Jane... Miałem ochotę podejść do
niej albo się wycofać do siebie. Lecz wtedy podeszła Violetta. A niech to! Niech zobaczy co straciła!
Na własne życzenie! Miała czas by podejść i się wytłumaczyć. Mogła to zrobić na śniadaniu,
mogła to zrobić na lekcji lub pomiędzy nimi. Nie chciała? Bała się? Ma mnie gdzieś?
Mam to gdzieś! Czekałem na nią ponad pół roku! Jak nie prawie rok, licząc rzecz jasna od balu,
przez wakacje aż do teraz gdzie zbliża się bal.
Z taką myślą zwróciłem się do Violetty.
- Cześć, chciałabyś pójść ze mną na randkę? Moglibyśmy pójść do Herbaciarni? - Zapytałem
a ona wydawała się zdziwiona... Wtedy też Szachar podsuną mi myśl zajrzenia do jej myśli.
Co rzecz jasna zrobiłem. I w mik wiedziałem o co chodzi..
Jane...
Myślałem, że zabije Davida! Ale z drugiej strony i dobrze się stało.
- Jest coś o czym musisz wiedzieć. - Powiedziałem. Wyprzedziłem ją ponieważ, już otwierała
usta. - Miałem kiedyś dziewczynę, nazywała się Jane Star. Już od pierwszego roku ze sobą
świrowaliśmy, a także i chodziliśmy. Rok temu znikła, tak po prostu po balu, nie wróciła po feriach
do szkoły, nikt nie chciał mi nic powiedzieć, nikt nic nie wiedział, nie zostawiła nawet żadnego listu.
Cierpiałem, i to bardzo przez resztę roku szkolnego, a także i wakacje. Dziś widziałem jak weszła
do Sali na śniadanie.. Nawet na mnie nie spojrzała, nie podeszła, ani słowem się nie odezwała,
także przez lekcje, które nam razem minęły. Tak jesteś do niej podobna, i dlatego tak dziwnie
się w ekspresie zachowywałem. Lecz potrafię rozróżnić ciebie od niej. Choćby dlatego, że
macie inne charaktery a także są rzeczy, które ją charakteryzują w wyglądzie. Nie rozmawiałem
z nią, nawet do niej nie podszedłem. Rozumiesz? Skończyłem z nią miała pół dnia by do mnie
zagadać i wyjaśnić. Olała mnie, więc ja nie będę się nią przejmował. - Skończyłem i spojrzałem
na nią. - Umówisz się ze mną?

<Violetta? xD>

niedziela, 19 kwietnia 2015

Papillonlisse: Od Jane-c.d. Petty'ego

Osoby które znałam tylko z widzenia zaczęły być dla mnie bardzo miłe kiedy usiałam po raz pierwszy od prawie roku przy stole papillonów. Czyżby to była sprawa dyrektorki? Jakaś dziewczyna zaczęła mi nadawać o tym jak niektórzy czarodzieje zabawnie reagują na mugolskie rzeczy takie jak gumowa kaczuszka. Było to miłe z jej strony jednakże czułam się za bardzo nieswojo zwłaszcza że nawet nie pamiętałam jak ma na imię. Mimowolnie spojrzałam na stół harpii przy którym siedział Petty. Serce zabiło mi szybciej jednakże kiedy on uniósł wzrok na mnie szybko odwróciłam się do dziewczyny która zaczęła gadać o mugolskich przesądach.
- Jeden nawet zwalił winę na mojego kota. No bo czarny i przed pójściem do pracy facetowi przeszedł. I wiesz co? Stracił pracę -powiedziała i wzięła kęs grzanki a ciągnący się ser opadł jej na talerz. -Ja nie wychowana. Florencee jestem, a ty Jane. To się już znamy. Opowiedzieć ci o tym jak to mały chłopiec wyrwał mi kiedyś czterolistną koniczynę bo myślał że w ten sposób zda sprawdzian poprawkowy z angielskiego? Logika mugoli. 
-Może kiedyś -uśmiechnęłam się specjalnie po czym znów spojrzałam na stół harpii.Chłopak z kimś rozmawiał. Może nawet mnie nie zauważył?  Zachowywałam się jak tchórz który boi podejść i chodź powiedzieć "Hej". -Ogólnie to coś się zmieniło? Znaczy się... Ktoś doszedł ale nie z pierwszaków?
- Parę osób -przytaknęła Flo i sięgnęła po zapiekankę. -Na przykład ten blondyn. No i  tamta dziewczyna i... No nie pamiętam wszystkich. Oczekujesz od mnie pamięci godnej orlaka.
Nie odpowiedziałam. Wszyscy zaczęli wychodzić z sali by skierować się na zajęcia. Spojrzałam na kartkę którą wyciągnęłam z kieszeni. Teraz mieliśmy mieć historię magii więc poszłam w stronę klasy tyle, że zupełnie inną drogą żeby na niego nie w paść. Wtedy zaczęłyby się te niekomfortowe pytania typu "Dlaczego?". Kiedy weszłam do klasy to prawie wszystkie ławki były zajęte. Usiadłam koło jakiejś orlaczki która studiowała książkę o magicznych stworzeniach. Nie była zbyt rozmowna. Lekcja zaczęła się od tego pewna uczennica doszła do klasy i byłam nią ja. Wsadziłam kosmyki włosów za uszy po czym podeszłam do nauczycielki, a ta zaczęła mnie odpytywać z trzech wojen, 2 magicznych i 1 mugolskiej w której udział mieli czarodzieje czy też magiczne stworzenia i mogłam wybrać dowolną którą omawialiśmy w ciągu tych lat spędzonych w akademii. Nie było źle bo po odpowiedzi dostałam parę kartek z notatkami z ostatnich lekcji żebym nie była w tyle. Wzięłam je po czym wróciłam do ławki spoglądając na chwilę w stronę Petty'ego ale tak by nie zauważył. Orlaczka z którą siedziałam przez całą lekcję zaproponowała mi nawet korki żebym nadrobiła materiał. Była miła, a nie przemądrzała jak te wszystkie orlaki i to było miłe z jej strony. Po lekcji w końcu powiedziałam sobie że podejdę. Co mi szkodzi. No właśnie... A może jednak zaszkodzi. Zobaczyłam go na jednym z korytarzy. Wzięłam głęboki wdech. Już miałam podejść zagadać kiedy... Kiedy nagle koło niego pojawiła się luniaczka, rudowłosa nie za wysoka. Nawet nie zauważyłam, a po policzkach zaczęły mi ściekać łzy. "Weź się w garść Jane. To nie koniec świata. Koniec nadejdzie jak wybuchnie super wulkan albo rąbnie kometa, albo nadlecą kosmici i pozabijają nas laserem śmierci". Spojrzałam na kartkę. Trochę czasu mi pozostało do kolejnej lekcji, a dokładnie do zaklęć. Wyszłam na błonia, a potem pod postacią setera zaczęłam biec i zatrzymałam się dopiero w jakimś zacisznym miejscu nad rzeką. Było tylko słychać jej szum co mnie uspokajało. Można się było tego domyśleć, przecież zostawiłam samego na ponad pół roku. Ale ja przynajmniej miałam coś na wyjaśnienie. Mnie jednak ciekawi co on ma jakieś sensowne alibi czy denne wyjaśnienie. Usłyszałam chichot dziewczęcy niedaleko mnie. Cisza została przerwana przez grupkę pierwszorocznych harpii. Wstałam było jeszcze jedno miejsce gdzie będę mogła spokojnie myśleć i odizolować się chodź na chwilę. I była to wieża astronomiczna ponieważ nikt w tych godzinach na nią nie wchodził. Więc ruszyłam w stronę szkoły. Przechodząc korytarzem los tak chciał abym go minęła. Dlaczego akurat patrzył na mnie wtedy kiedy na chwilę się do niego odwróciłam. Opuściłam szybko głowę. Może pomyśli że to nie ja?
[Petty? ^-^] 

czwartek, 16 kwietnia 2015

Ombrelune: Od Violi Cd. Davida (Do Petty'ego)

Historia Petty'ego była dla mnie czymś innym. Byłam zmieszana, nie umiałam odpowiedzieć nic Davidowi. W pewnym momencie podniósł na mnie swój wzrok, jednak nie umiał odgadnąć emocji targających moim sercem i moimi myślami. Czułam się dosłownie, jak zmieszana z błotem. Bo jak może się czuć osoba, która zyskała sympatię przeciwnej płci tylko dlatego, że przypominała mu jego byłą dziewczynę? Jak śmieć, jak powietrze.
- Czyli zainteresował się mną tylko dlatego, że przypominałam mu rudą przyjaciółkę, nie... dziewczynę, z wyglądu? - zapytałam, gdy ułożyłam sobie to wszystko w glowie.
- Na to wygląda...
- A ja mam jutro poznać jego znajomych... no. Jednego już poznałam. - usmiechnęłam się szczerze do Dave'a. Z początku nie wiedział czy ponowić mój ruch, jednak ostatecznie na jego twarzy zagościł tak samo szczery i szczęśliwy uśmiech.
- Poczekaj, aż poznasz Adama i Ell! Ci to dopiero mają nierówno pod sufitem! - parsknął śmiechem. - Przedstawię ci jeszcze Clary, Les, Percy'ego, Avalon, Daniela... na pewno nie będziesz się nudzić!
Jego pozytywne nastawienie przelało się też na mnie - po chwili śmiałam się razem z nim z jakiegoś nieudanego żartu o różdżkach i szalonym, mugolskim fryzjerze.

Nie wiem ile tam siedzieliśmy, ale gdy na zegarze wybiła północ postanowiliśmy pójść spać. Pożegnaliśmy się i po chwili byłam w moim dormitorium, gdzie zastałam moją współlokatorkę, smacznie śpiącą na kanapie.
- Levicorpus... - szepnęłam i przeniosłam ją na jej łóżko. Przykryłam ją tylko kocem, gdyż noc była bardzo ciepła. Do tego paliło się w kominku. Zamknęłam książkę do transmutacji, którą najwyraźniej czytała i sama otworzyłam własną, o tytule "Atlas Chmur". Była to książka mugolskiego autora, jednak zaczęłam ją czytać jeszcze w wakacje i bardzo mi się spodobała.
Po przeczytaniu pierwszych pięciu zdań wiedziałam, że nie mam ochoty na czytanie. Rysowanie... to było coś, co mogłam robić zawsze i wszędzie. Podeszłam do mojego łóżka, na ktorym była moja torba. Szukałam w niej szkicownika, jednak zeszytu tam nie było. Sprawdziłam dosłownie wszędzie. Już miałam użyć zaklęcia, gdy przypomniałam sobie która jest godzina. Kilka minut po pierwszej. Szelest kartek mógłby obudzić Avalon. Dałam sobie spokój z rysowaniem i skierowałam się na korytarz.
Pokój Wspólny był dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę. Mogłam więc siedzieć w nim ile tylko chciałam. Usiadłam w fotelu i patrzyłam w ogień - uspokajał mnie widok płomieni tańczących w kominku. Zanim się obejrzałam, wybiła czwarta. Dzień zaczynał się za dwie godziny - tak wstawały wszystkie Luniaki.

Z mojego dormitorium wzięłam ubranie na nadchodzący dzień i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Włosy spięłam w koka, a usta pomalowałam na jasny czerwony. Na sobie miałam jeansy, bluzkę z ogromną ilością napisów i białą marynarkę. Na łóżku czekała już na mnie przygotowana czarna szata z godłem Ombrelune. Pośpiesznie ją ubrałam, żeby zdążyć na poranne otwarcie biblioteki.Miałam do przejścia prawie cały zamek, co wiązało się z dużą ilością krętych korytarzy i kilka pięter ruchomych schodów. Wyszłam z dormitorium, a po chwili znalazłam się obok zbroi rycerza. Przywitałam się z rycerzem Hierordem, jak to miałam w zwyczaju i zaczęłam iść w stronę biblioteki.

Kilka minut po szóstej byłam już w świecie książek - moim świecie. W tym roku miałam zamiar zakończyć rok co najmniej z połową Wybitnych, a resztą Powyżej Oczekiwań. Żeby to osiągnąć, musiałam wziąć się do pracy od początku roku szkolnego, a nie czekać do ostatniej chwili.
Weszłam między dwa regały opisane "Mugolska literatura", a w oczy od razu rzuciła mi się książka o tytule "Rywalki". Nie spotkałam się jeszcze z książką o takiej tematyce, więc ułożyłam ją na stosie innych książek, które miałam zamiar przeczytać. Miałam za bardzo ambitne plany, jeśli chodzi o siłę moich ramion. Na szczęście, na pomoc przyszła mi bibliotekarka - pani Harrado, która wzięła ode mnie część książek.
Przy jej biurku, gdy notowała które książki pożyczam, rzuciłam na nie wszystkie zaklęcie 'Reducio'. Wszystkie zmniejszyły się do rozniaru pudełka zapałek. Spakowałam je do kieszeni i wyszłam z biblioteki.

Byłam chwilę spóźniona na śniadanie, ale tylko kilkanaście minut. Usiadłam na swoim miejscu i wzięłam się za jedzenie rogalika z dżemem. Nalałam kawy do filiżanki i szybko skończyłam posiłek.
Wstałam od stołu, jednak gdy wychodziłam z Wielkiej Sali, wpadłam na kogoś, kim okazał się Petty.

~~~
Pett? Dłuuuuuugie :) Poranne natchnienie  xd

Ombrelune: Od Violi Cd. Petty

- Ach... nic takiego. - zarumieniłam się przez jego pytanie. Na ogół nie dzieliłam się chętnie swoimi rysunkami, a teraz nie zamierzałam robić wyjątku. Zamknęłam szkicownik zbyt gwałtownie, żeby nie wzbudziło to podejrzeń chłopaka.
- Nie bądź taka... pokaż! - starał się wyrwać z moich rąk, jednak bezskutecznie. Zrobił obrażoną minę i odwrócił się w przeciwną stronę.
Chcąc zapomnieć o jego obecności, wstałam z ławki i odeszłam trochę w prawo. Zrobiło mi się żal Petty'ego, więc odwróciłam się w jego stronę.
- Petty, idziesz? - zapytałam półgłosem. Nie widząc żadnej reakcji, szłam dalej, rozmyślając. Po chwili usłyszałam swoje imię i zatrzymałam się. Chłopak biegł w moją stronę.
- Viola, mam dla ciebie propozycję... - uśmiechnął się szarmancko. - Czy jeśli przedstawię ci moich przyjaciół, to ty pokażesz mi swoje rysunki?
Przeanalizowałam szybko sytuację, w której się znalazłam: mam pokazać moje prywatne rzeczy Petty'emu? Wprawdzie widział ich już kilka... ba! Widział ich większą większość, a ja nie grzeszyłam ilością przyjaciół...
- Zgoda. - powiedziałam i uścisnęliśmy sobie dłonie.
- No to pokaż, co tam masz!
Podałam mu szkicownik i razem zaczęliśmy oglądać moje prace. Nie obyło się bez komentarzy pozytywnych, jak i lekko negatywnych, na przykład na temat moich niedokończonych rysunków, bądź rysunków nie w stylu Petty'ego. Powiedział nawet "ładna" na portret Jennifer Lawrence, na co się zaśmiałam. Doszliśmy do końca zeszytu i jednocześnie do końca naszego spotkania.
- Widzimy się we wtorek w Pokoju Wspólnym o siedemnastej! - powiedział na odchodne.
Pożegnałam się z chłopakiem i udałam się w stronę zamku, a Pett poszedł w przeciwną stronę.

KONIEC

~~~
Krótkie :c Dłużej tego nie pociągnę...

piątek, 10 kwietnia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Do Clarisse

Szedłem szybko korytarzem, nie bacząc na nikogo, potrącając czasem kogoś.
W pewnym momencie tak, uderzyłem o kogoś, że wylądowałem na ścianie zaś
tamta osoba o mało nie upadła.
- Cholera - Syknąłem, rozmasowując sobie bolące ramię. Podniosłem wzrok na 'tego kogoś'
i od razu tego pożałowałem... Ponieważ spojrzałem w oczy najgorszej jędzowatej, krowy
na świecie. Dokładnie mówiąc Pannie Clarisse La Rue, dla której jestem tylko, łagodnie
mówiąc, Szlamowatym Futrzakiem.
Do dziś żałuję, że była jedną z osób, którym powiedziałem o swojej likantropii.
Niestety ale jak powiedziałem wszystkim z paczki kuzyna i wiewióreczce to i ona do tej
paczki należy, chodź jak nie miałem nic by wiedzieli Percy, Adam, Ell.. To cóż jej bym
najchętniej nie mówił.. Lecz cóż nie wszystko można mieć...
- Pacz jak chodzisz, Szlamo! - Krzyknęła zła.
Ja tylko westchnąłem i chciałem iść, gdy nagle... Usłyszałem to.

''- Chyba nie dasz jej się tak poniżać młody!? - Zabrzmiał mi w głowie, oburzony 
głos Szachara. - Nie możesz dawać jej sobą tak pomiatać! Co ty Ciota czy facet?
  - Zapytał kpiąco.
- Nie twoja sprawa! - Ofuknąłem go.
- A właśnie, że moja! Jakbyś nie pamiętam ja jestem..
- Mną a ja tobą, tam gdzie ja tam i ty. - Mruknąłem dokończając jego ulubiony tekst.
- Oh jak miło, że pamiętasz. - Powiedział przemiłym głosem.
- Powtarzasz mi to za każdym razem, gdy chcę byś się nie wtrącał, więc to chyba
oczywiste, że umiem to już na pamięć!
- O Jezu, nie bulwersuj się tak. Po prostu wygarnij jej co o niej myślisz i będzie spokój.''

- Wybacz, jędzo lecz nie zwracam uwagi na takie, durne Krowy jak ty! - Zawołałem zły.
Nie na nią. Byłem po prostu zły na Szachara. Cóż czasem trzeba się na kimś wyżyć.
A kłótnia z La Rue jest na to najlepszą opcją.

< Clar? :D>

środa, 4 marca 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Cd. Violetty

Kiedy otworzyłem oczy, pierwsze co zobaczyłem była Violetta.
Wstałem od razu a ona poinformowała mnie, że dojeżdżamy.
I prawda już po kwadransie tłoczyliśmy się na stacji.


"- Oh, patrz, twój kuzynek tam jest. Idziemy do niego?
- Nie. - Odpowiedziałem mu i wszedłem do pierwszego lepszego powozu.
- Oh, no cóż ty taki... Taki?
- Jaki?
- No Taaaaaki!
-Sprecyzuj się.
-  Obojętny, ja tu się staram, a ty mnie chcesz zbywać! Nie przyzywam cię
o grzecznie pytam a ty co? Nie, Jaki?, Sprecyzuj się. - Zaczął przedrzeźniać
mnie - I nic więcej pogadaj ze mną!
- Po co?
- BO JA tak chce!
- A idź się utop.
- Chętnie, tylko rusz zadek i możesz z klifu skoczyć, lub z powozu wyskoczyć
co wybierasz? - Zapytał przymilonym głosem.
- Wkurzasz mnie nawet jak, strasz się być uprzejmy.''


Nagle ktoś wszedł, a tym kimś okazała się być Viola.
- Cześć - Uśmiechnęła się lekko, niepewnie... - Można?
- Oczywiście - Powiedziałem z wymuszonym uśmiechem.

"- Uuuuuuuu... Hehe, pacz coś jej zrobił, nietaktowcu! - Zaśmiał się
- Czego znowu?!
- Noo nic.. Po prostu.. Zastanawiam się czy tym razem też się na nią rzucisz,
Panie Całuśny, by zaraz znów póść w kimono! Hehehe...
- A odwal się.."

Cóż ale w jednym musiał mu przyznać racje...
Był w cholerę nie taktowny...
BO JAK MOŻNA POCAŁOWAĆ DZIEWCZYNĘ I ZARAZ PO TYM ZASNĄĆ?!
To było głupie.
I ona, dziwnie się przy nim czuje..
Lekko denerwuje. Czuć to w powietrzu..
A on ma bardzo wrażliwy nosek...

~*~

Do końca 'podróży' nie zamienili ani słowa, później tylko wymienili krótkie 'cześć'
I się rozdzielili.
Teraz siedząc w Wielkiej sali wlepiał w jej plecy swój wzrok.
Mało go obchodziło co się dzieje dookoła.
Klaskał gdy ktoś dochodził do ich domu ale tylko dlatego, że łatwo było się domyślić,
z czego się cieszą osoby koło niego.
Po Ceremonii przyszedł czas na jedzenie.
Gdy zjedli wszyscy się rozeszli lecz on czekał przed Salą i zgarniał Pierwszoroczne Harpie.

~~~

Gdy pierwszaki się zebrały on jak na Prefekta, nie wspominając już o tym,
 że jest naczelnym a w dodatku jest SAM, i on całkiem SAM musi się zając
tą bandą nadpobudliwych bachorów, bo nikt mu nie pomoże, bo po co...
Sam będzie ich prowadzał tera do pokoju pilnując by, żaden się nie zabłąkał,
a jutro będzie musiał im pomóc dojść do odpowiednich sal bo się pewnie pogubią..
i będzie musiał za nimi biegać po całym zamku a także za innymi z innych
domów bo on jest naczelnym i musi tych bachorów pilnować!
A drugiego naczelnego też nikogo nie mianowali!
I jak tu kurwicy nie dostać???
- Dobra bach.. - W porę się na szczęście opamiętałem... - Ba... Bardzo miło mi was poznać.
Nie ma to jak wyjść z opresji z twarzą. Strzelamy uśmieszek.!
- Nazywam się Petty Rua i  Jestem Prefektem Naczelnym. Zawsze jest dwóch lecz
w tym roku jestem jedynym Prefektem Harpii, ale także i jedynym Naczelnym
także pamiętajcie, że w razie problemów nie bójcie się do mnie przyjść i po prosić
o pomoc. Może być to problem w nauce lub też taki który zagraża waszemu życiu czy
zdrowiu, jeśli ktoś wam dokucza, czy źle się czujecie. A ja postaram się wam pomóc
jeśli to będzie coś małego to sam postaram się pomóc w innym wypadku na pewno
powiadomię o tym także naszego opiekuna. - Boże! Dopomóż mi by te bachory
od razu szły do opiekuna czy pielęgniarki! Jeszcze niańczenia ich mi brakuje...
Postanowiłem dalej kontynuować swój monolog prowadząc ich w stronę PW Harpii
przy okazji pilnując by nikt się nie odłączył. - Jak wiecie... Lub nie wiecie. Naszym
opiekunem Domu jest Profesor Kyoko Ishimura Nauczycielka Numerologii.
Kolorami domu Żółć, brąz oraz granat, Symbolem Bóbr który symbolizuje naszą
pracowitość czyli jedną a także Najważniejszą cechę naszego domu. Uczniów domu
Héroiqueors nazywa  się Harpiami...
- A dlaczego? - Przerwała mi jakaś dziewczynka w kitkach... Boże! Nie możesz mi
dać skończyć ten monolog bym mógł się już walnąć na łóżko??? Nie muszą zadawać
pytania! Ale niestety inni też chyba byli tym zainteresowani.
- Właśnie czemu? przecież symbolem jest bóbr a w nazwie domu nie ma nic o...
-Bo tak się nas nazywa. Ktoś dawno temu tak wymyślił i tak się przyjęło.
My jesteśmy Harpiami, Z Ombrelune są Luniakami, z Bellefeuille są Orlakami
a z Papillonlisse są Papilonami. A teraz pozwólcie, że dokończę. Nasz Pokój
Wspólny znajduje się na Piątym piętrze, gdzie zaraz dojdziemy.
- O już jesteśmy. Zatrzymajcie się. A więc tak, aby wejść do PW trzeba mieć hasło,
osoby z innych domów nie wiedzą gdzie znajduje się wejście chyba, że się komuś
pokaże, powie. Są na hasła które może zmienić tylko i wyłącznie Prefekt lub Opiekun
bądź sama dyrektora czy jeśli taka zajdzie potrzeba wicedyrektor. Obecne Hasło
brzmi Pracowite serce - W tym momencie otworzyło się przejście do PW -... I znajduje
się właśnie za tym obrazem. Jeśli zmieni się hasło pojawi się odpowiednia notka na
tablicy w PW mnie zaś znajdziecie w osobnym dormitorium przeznaczonym dla
Naczelnych Prefektów znajduje się na siódmym piętrze za Posągiem Upadłego Anioła
I tam mnie można też znaleźć. A teraz zanim wejdziecie każdy niech podejdzie po
swój plan lekcji!

~*~

Wreszcie!
Po rozdaniu go pierwszakom musiałem rozdać też starszym klasom plany lekcji.
A że niestety jestem jedynym prefektem nie mogłem zrzucić tej pracy na kogoś innego.
Szybko poszedłem się umyć a następnie przygotować na jutrzejsze lekcje.
Powtórzyłem materiał i wreszcie ułożyłem się spać.
Ah. Tak. W tym wszystkim, dodatkowo powtórzyłem materiał. Czemu?
Mimo wszystko dalej jestem Petty Cygnus Rua Pierwszy! A się pochwale... Ten
pracowity, mądry, inteligentny, bystry Harpii prymus który zawsze musi mieć wszystko
dopięte na ostatni guzik! O tak w poprzednim roku, w drugim półroczu się opuściłem
lecz nie mogę pozwolić by moja reputacja padła! O co to, to nie!

~*~

Następny dzień zaczął się normalnie.
Siedziałem teraz na lekcji Transmutacji. Czwarta to już.
I strasznie mi się nudzi już od pierwszej lekcji a Szachar to tylko utrudniał.
Oczywiście mimo tych utrudnień, szło mi idealnie.
Ręka w górę, odpowiedzi zawsze poprawne, zaklęcia rzucane idealnie,
bez pomyłek, za pierwszym razem udane.

~*~

Postanowiłem iść na Błonie.
Lekcje się skończyły, więc miałem wolne.
Zauważyłem przy jeziorku Violę, więc się do niej przysiadłem.
Przy okazji chciałem trochę sprostować nasze relacje..
- Witaj. - Przywitałem się, gdy usiadłem - Co rysujesz? - Zapytałem bo przerwałem
jej właśnie tą czynność.


<Viola? Dziś to nabazgrałam.. Godzinę może półtorej to pisałam! xD A tera Dobranoc :P>

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ombrelune: Od Violetty Cd. Petty'ego

Pocałował mnie gwałtownie. Nie trwało to długo, po chwili odsunął się
ode mnie i został w jednym miejscu, czekając na moją reakcję. Miał
schyloną głowę - widać było, że walczy sam ze sobą, ze swoimi myślami.
Postanowiłam dać mu chwilę, lecz nie za długo.
Moimi rękami oplotłam jego ramiona, przyciągając go do uścisku. Ludzie,
którzy mają mętlik w głowie nie potrzebują słownego pocieszenia, tylko gestów,
które dowiodą, że mogą zaufać. Nauczył mnie tego mój brat.
Nie wiem, ile tak stałam, ale po dłuższej chwili poczułam silne ramiona Petty'ego
oplatające mnie pod żebrami. Udało mi się zakończyć jego wojnę z myślami, co
było moim celem. W środku cieszyłam się z sukcesu, jednak głębiej wiedziałam,
że to jeszcze nie koniec.
- Petty?
Mruknął coś niezrozumiale.
- Wszystko ok?
Jego uścisk przybrał na sile, a z jego ust wydobyło się ciche chrapanie. Zasnął.
- Petty... chodź, połóż się.
Starałam się wyrwać z jego ciasnych objęć, lecz po kilku próbach zaprzestałam
tego działania. Jak najdelikatniej starałam się położyć go na sofie, co udało mi się
z trudem. Jedynym problemem były jego ręce wokół mojej talii.
Lekko pogładziłam jego włosy, policzek, starając się, żeby usunął mocnym snem.
Po krótkiej chwili całe jego ciało było przykryte bordowym kocem, który zabrałam
ze sobą do Akademii.
- Dobranoc. - powiedziałam na odchodne i wróciłam na swoje miejsce.
Poczułam nagłe natchnienie, więc wyciągnęłam szkicownik i zaczęłam przelewać
 na papier moje myśli, które jakoś dziwnie w tym momencie zmierzały w stronę
jednej, wyjątkowej osoby...



<Petty>
~Ps.od Dino  A nie mówiłam, że mam idealnie pasując gif  ^o^
Może być ?;3

sobota, 31 stycznia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego C.D. Violetty

Zabawa.. Hym.. Była nawet w porządku, uśmiechałem się, lekko ale szczerze.
Chodź później po tym jak wróciła i pozwoliła mi oglądać dalej swoje dzieła,
skompletowałem ją. Oh.. No przecież nie będę taki wredny...

''- Ciekawe o czym Myśli. - W pewnej chwili odezwał się Szachar. - Jak
myślisz? - Spytał mnie.
- Nie wiem. - Odpowiedziałem i zaraz powróciłem do oglądania.
- I nie jesteś ciekaw Ru? Przecież wiem, że jesteś! - Powiedział podekscytowany.
Oczywiście by zaraz dodać - W końcu, Czuję to co ty...
- Świetnie! Czego chcesz?
- Nie czego ja chce, Czego MY chcemy.
- To czego MY chcemy? - Miałem dość użerania się z nim.. A poznałem go
całkiem nie dawno!
- Hehehe... - Zaśmiał się szyderczo.. No tak przecież on mi siedzi w głowie..
- MY chcemy dowiedzieć się czemu była taka zamyślona jak wchodziła...
Plus to że się tak słodko zarumieniła. - Powiedział. - Zupełnie jak ta twoja...
- ZAMKNIJ SIĘ! - Zdenerwowałem się. - Eh.. No dobra, jazda..''

Więc, zacząłem penetrować jej umył. Nie było to zbyt trudne co oznacza, że nie
potrafi oklumencji chodź możliwe, że umie Legilimencje..
Trochę się dowiedziałem kilku rzeczy.. Może Szach...

" - A nie mówiłem??? - Przerwał moje rozmyślanie. Jest wkurwiający. - Sam jesteś
wkurwiający, młocie! - No tak siedzi w mojej głowie.. - Więc nie zapominaj! I pamiętaj!
Ja zawsze mam racje!
- Oczywiście..."

W pewniej chwili poczułem, że ktoś mi chce się wedrzeć do umysłu. Przez moją
nie uwagę, odsłoniłem się, lecz szybko wzniosłem mur i wypchnąłem ją.

"- To przez ciebie!
- To ty nie potrafisz skupić się na kilku rzeczach! - Zaprzeczył mojemu oskarżeniu.
Po chwili jednak dodał spokojnym, złośliwy jak zawsze, głosem - Musimy popracować
nad twoją podzielnością uwagi, chłopcze. - Prychnąłem"

Spojrzałem na Violette z uniesioną brwią, dziewczyna się zarumieniła lekko.
Cóż pewnie nie myślała, że się tak szybko zorientuje, albo że w ogóle się zorientuję i co więcej
wyrzucę ją ze swojej głowy. Dobra moja, że niektóre 'rzeczy' mam tam pozamykane na siódmy
spust.. Chodź mogła się zorientować, że grzebię w jej myślach..
Eh... no cóż..

"- Musimy się jakoś wykręcić...
- MY nic nie musimy, JA muszę dla twojej wiadomości Sir. Szach-Mat.
- Bardzo śmieszne, młody. Uśmiałem się po wsze czasy. Ha. Ha. Ha.
- Och, dziękuję.
- Dobra powtarzaj za mną! Tylko mnie słuchaj, młotku! Mimo wszystko siedzimy w tym razem...
- Chyba ja siedzę z tobą w sobie..
- Nie ważne! Powtarzaj za mną, młody!"

Odchrząknąłem na początek, bo zrodziła się, niezręczna cisza...

" No, no, no, Violu. I uśmiechnij się, najlepiej złośliwie.. - Powiedział. Prychnąłem"

Ale się go posłuchałem. Ułożyłem się wygodniej na siedzeniu. Założyłem nogę, na nogę
i położyłem na nich, moje splecione dłonie.
- No, no, no Violu. - Oczywiście nie zapomniałem posłać jej złośliwego uśmieszku.
Dziewczyna się zmieszała, ale pokazując, że jest ślizgonką wyprostowała się i spojrzała mi w oczy.

"- Kto by się spodziewał, że w trzeciej klasie jesteś i już potrafisz Legilimencje."

- Kto by się spodziewał, że w trzeciej klasie jesteś i już potrafisz Legilimencje.
- Obroniłeś się. - Mruknęła, chodź wyraźnie dumna, że powiedziałem jej taki 'niby komplement'.

"- Tak, w trzeciej klasie to ja już miałem znakomicie, opanowane sztuki Legilimencje
jak i oklumencji.
- A ty skąd kurw..
- Mów!"

- Tak, w trzeciej klasie to ja już miałem znakomicie, opanowane sztuki Legilimencje jak i oklumencji.
Wiadomo z czym to się spotkało. Duże oczy. Hehe. Ty jej nie umiesz.

"- Rozproszyłem się przy tobie, z lekka, i całkowicie zatraciłem w tobie, że nie 
zorientowałem się gdy mój mur lekko się.. Mój mur osłab na tyle byś mogła do 
niego na chwilkę, się wkradnąć. 
- Nie powiem tego!
- Powiesz. I uśmiechnij się jakoś czarująco!
- Nie będę jej tak, kijowo podrywał! - zezłościłem się. - Słyszysz?! - Odpowiedziała
mi tylko cisza. - A niech Cię szlak traf!"

- Rozproszyłem się przy tobie, z lekka i całkowicie... - Przerwałem. Jak mogę
tak prostacko podrywać ledwo poznaną dziewczynę?! Głupi kundel!

"- Sam jesteś kundlem! Nie zapominaj, że ja tu ciągle jestem!
- Oh królewna się obudziła! - Parsknąłem ironicznie.
- Ty mi nie parskaj, tylko bierz się do roboty Romeo! Zapomnij o tej Rudej łasicy
i zajmij się damom naprzeciw!
- WIEWIÓRECZKA JAK JUŻ! Sam jesteś łasicą, draniu! I wcale o niej nie myl..!
- Taaa.. oczywiście nie zapominaj, że siedzę ci w głowie, młotku! - A teraz Powtarzaj!
Całkowicie zatraciłem się, podziwianiem ciebie, że zapomniałem o murze...
-Co ty pieprzysz?! Było inaczej!
- Ale teraz będzie inaczej! Za Karę!"

- Jaa... Całkowicie.. zatraciłem się. Podziwiając twą urodę.. Zupełnie zapominając murze,
Przez co osłab na tyle, byś mogła się wedrzeć. Lecz od razu to wyczułem, wybacz za lekka
brutalność tego.. Lecz naprawdę nie chciałem byś zobaczyła moje myśli.. Wiesz podobasz
mi się...

"- Kurwa, brawo, młotku! A jednak potrafisz sobie poradzić! I skąd ty wytrzasnąłeś
te rumieńce na twarzy?? - Powiedział. No cóż trza było się zarumienić..
- Właśnie powiedziałem, że mi się podoba! Przecież musiałem coś zrobić by wzięła
to na poważnie!
- No już dobra, dobra Romeo. Nie musisz się tak unosić!
- Idiota!"

- Violetta? - Zapytałem cicho. Patrząc w dół. Dopiero po chwili zorientowałem się, że
przez cały ten czas... Kiedy to mówiłem patrzyłem się tylko na swoje ręce a byłem zbyt
po chłonięty konwersacją z Szacharem, by zwrócić uwagę na to, że ona prawdopodobnie
jest zaskoczona, i to bardzo bo dalej trwaliśmy w ciszy, którą przerwał tylko mój
cichy głos wymawiający jej imię.
Postanowiłem nie robić z siebie, cioty i....

"- Jesteś ciotą, żebym ja musia..!
- Oh stul, wreszcie ten pysk i daj mi pomyśleć! - Nie no Dave będzie dumny,
takie słownictwo, to zawsze u mnie rzadkość była... A niedawno co dowiedziałem się
o Szacharze a już mi się morda do niego, bez chociaż jednego 'nie kulturalnego' słowa
się nie otworzy..
- Oh, ja też jestem dumny! Wreszcie robisz, tiptopki z cioty do mężczyzny!
- Czy ty wiesz co to znaczy ZAMKNIJ PYSK?!"

Wnerwiony zacząłem go zagłuszać swoimi rozmyśleniami.
Jane nie ma i nie będzie i z tym trzeba się w końcu pogodzić, co do tego nie ma wyjścia.
A Violetta, przypomina mi ją.. Może w miarę, dni, miesięcy, lat mógłbym pokochać ją
jak wiewióreczkę? Albo przynajmniej spróbować przy niej zapomnieć?
Westchnąłem i spojrzałem na cichą dziewczynę.
Wstałem.
Śledziła mnie wzrokiem, a ja do niej podszedłem.
Pochyliłem się, by mieć jej oczy na równi ze swoimi.
Dłonie oparłem po oby dwóch, stronach jej głowy.
Jej oczy były... Pełne różnych uczuć.
Moje były zimne, puste. Wiem to. Bo były takie od zniknięcia Jane.
Teraz pozwoliłem wyjść, na zewnątrz ich nadziei.
Niech myśli, że chcę... Że to nadzieja, że nie odrzuci mnie.. .
Ale tak naprawdę to nadzieja na zapomnienie.
Ale ona tego nie musi wiedzieć.. I nie ma jak się dowiedzieć.
Lekko przymknąłem oczy, i bardziej się pochyliłem.
Najpierw lekko, delikatnie musnąłem, jej usta swoimi.
By móc po chwili mocniej i stanowczo zawładnąć, jej ustami.
Zatraciłem się lekko w pocałunku jakim ją obdarzyłem.
Gwałtownym acz kol wiek w namiętnym.
Nie trwało to jednak za długo, bo już po chwili oderwałem się od jej ust.
Nie uciekłem. Co to, to nie.
Nie wyprostowałem się, dalej byłem pochylony tak, że jej twarz była na równi z moją.
Zabrałem tylko jedną rękę, lecz drugą dalej opierałem obok jej głowy.
Mój wzrok jednak już nie patrzył się w jej oczy.
Patrzyłem w dół.
Czułem się okropnie.
Wstrętnie.
Czułem się jakbym zdradził Jane. Kosztem ledwo poznanej dziewczyny.
Tylko dlatego, że ją przypominała... Przypomina.
Nie byłem wstanie na nią spojrzeć.
Ts.. Przynajmniej ona uzna, że boję się jej reakcji.
Bo czekałem na jej reakcję.
Czekałem aż wreszcie ucieknie.
Może mnie uderzy?
Albo jedno i drugie?
Może także udawać, że nic się nie stało.
Albo olać mnie a później po wyjściu z ekspresu unikać mnie..
Nie zdziwiłbym się gdyby zrobiła kilka z wymienionych reakcji.
Albo jeszcze inną reakcję...

Postanowiłem jednak stawić czoło temu co mnie osłabia.
Nie mogę być słaby.
Słabi przegrywają.
Giną, zapomniani.

Podniosłem na nią wzrok.

"- Dobry, chłopak."

<Violetta?>

czwartek, 29 stycznia 2015

Ombrelune: Od Violetty Cd. Petty'ego

- Chcesz się pobawić w zjadanie fasolek? Mam tu też inne słodycze... może w zmienianie głosu? Wiesz, te wszystkie ryki albo odgłosy, jakie wydają zwierzęta i rzeczy. Będzie fajna zabawa.
Po tych słowach Petty dosiadł się do mnie i rozpoczęliśmy grę w rozpoznawanie smaków fasolek. Wzięłam pierwszą do ust.
- Malinowy? Tak, chyba tak. - uśmiechnęłam się do chłopaka. - Teraz ty.
Petty też wziął jedną do buzi, ale już po chwili ją wypluł. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Gluty ogra. - powiedział niechętnie.
Jak na zawołanie zaczęłam chichotać, co później przerodziło się w czysty śmiech. Dopiero po chwili zauważyłam, że tylko ja się śmieję.
- Przepraszam. - powiedziałam od razu. - Przepraszam, nie powinnam... - położył mi dłoń na ustach.
- Nic się nie stało... - zreflektował się momentalnie. - Gramy dalej? - lekko kiwnęłam głową.
Petty wziął kolejną fasolkę, ale po chwili znowu ją wypluł.
- Chyba nie mam dzisiaj szczęścia... kwaśna ziemia. - tym razem i on się zaśmiał. Byłam zadowolona, bo z początku wydawał się lekko podłamany.
Graliśmy dalej, śmiejąc się, kiedy ktoś z nas miał szczęście i trafił na dziwny smak.

- Idę po wodę. - ogłosiłam. - Przynieść ci coś? - zapytałam.
- Nie, dzięki. Mam swoją. - wskazał na wodę stojącą na małym stoliku.
- Okej. - wyszłam z przedziału, przesuwając masywne drzwi. Korytarz był pusty. Szłam przed siebie, czasami potykając się o własne nogi lub podtrzymując się ścian, gdy pociąg skręcał.
Nagle wpadłam na jakąś dziewczynę. Miała fioletowo-różowe włosy. Upadłam.
- Przepraszam! - powiedziała nagle, co trochę zbiło mnie z tropu. Podała mi rękę, dzięki której mogłam wstać.
- Spoko, nic się nie stało. - uśmiechnęłam się. - Jestem Violetta.
- Ell. - odpowiedziała szybko i z tajemniczym uśmiechem weszła do przedziału obok.
Poczułam się trochę nieswojo... nie chciałam używać na niej swojej zdolności, więc dziękowałam sobie, że jednak tego nie zrobiłam. Co by było, gdyby i ona umiała czytać w cudzych myślach? Ja chciałam, żeby pozostało tak, jak jest. Nikt nie wie o mojej zdolności, ani się nie domyśla.
Zanim się obejrzałam, stałam przed wózkiem ze słodyczami i napojami. Zdecydowałam się na sok pomarańczowy - zapłaciłam i ruszyłam w drogę powrotną.

- Jestem z powrotem. - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia.
Zauważyłam Petty'ego z zeszytem w ręku, ale nie przejęłam się tym za bardzo. Usiadłam na swoim miejscu. Już miałam wyciągnąć szkicownik, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie ma go w mojej torbie. Zaczęłam dokładnie ją przeszukiwać, jednak zrozumiałam, że to nie ma sensu.
Wtedy coś mi się przypomniało...
Spojrzałam na Petty'ego i zobaczyłam mój skarb w jego rękach. Jak na zawołanie poderwałam się z miejsca i zabrałam mu plik kartek z najróżniejszymi rysunkami. Zorientował się dopiero po chwili, jednak mi już udało się odzyskać własność. Wróciłam na swoje miejsce i przeglądnęłam szybko kartki, sprawdzając czy wszystkie są na swoich miejscach...
Roztargniona, nie zauważyłam nawet, gdy obok mnie usiadł brunet, prosząc ruchem ręki o pokazanie zeszytu.
- Viola, proszę... pozwól mi. - poprosił.
Po krótkich namowach zgodziłam się, nie mogąc dłużej wytrzymać przenikliwego spojrzenia Petty'ego. Podałam mu zeszyt, a on od razu zaczął go przeglądać.
- Są piękne.
Jego bezpośredniość mnie zaskoczyła, ale nie dałam tego po sobie poznać. Zarumieniłam się wszystkimi odcieniami czerwieni i różu. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze.
- Dzięki. - wyszeptałam.
Nie wiem co mnie naszło, ani skąd się wzięło, ale coś kazało mi użyć mojej zdolności. Jaka byłam zdziwiona, gdy okazało się, że i on systematycznie monitoruje moje myśli...


~**~
Pett? Sorki, jeśli są jakieś błędy, ale o trzeciej w nocy mnie natchnęło... myślę, że może być  ;)

wtorek, 27 stycznia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Do Violetty

Wszedłem na peron, później do ekspresu by skierować się w stronę przedziału.
Odkąd Jane nagle zniknęła... Tak nagle.. Nic nie miało dla mnie sensu.
A na myśl o powrocie do Akademii aż rzygać mi się chciało..
Jej płomienne, rude włosy... Które tak kochał!
Zresztą wszystko w niej kochał!
A ona, ona tak nagle znikła!
Bez słowa... Bez Listu... Bez Pożegnania...
Szedłem dalej rozpaczając nad tym... Jak zresztą od czasu kiedy zniknęła...
Pochłonięty we własnych myślach i wspomnieniach otworzyłem pierwsze lepsze
drzwi do przedziału by wejść lecz w tym samym momencie ktoś wychodził co sprawiło,
że się zderzyliśmy.
- Aj! - Zawołałem odskakując. I spojrzałem. Na NIĄ. I zamarłem.
Nie. Nie. Spokojnie czytelniku, nie chodzi o moją słodką, rudą wiewióreczkę.
- Wybacz. - Powiedziała dziewczyna.
Zamarłem bo patrząc na nią.. Przypominała mi moją Rudą księżniczkę!
Nie przypominała jej całkowicie ale... Na przykład, rude włosy, tak samo płomienne..
Miałem nawet w pewnym momencie ochotę...
Dotknąć, czy są tak samo miękkie jak jego wiewióreczki?
Powąchać... Może pachną tak samo pięknie jak Jane?
Boże Nie! NIE!
Postanowiłem się ogarnąć. To nie jest Jane. ŻADNA jej nie zastąpi i zastąpić nie będzie mogła.
Chodź patrząc na moją desperacje to.. Tonący brzytwy się chwyta nie?
- Ee.. Hejka, Jestem Violetta. - Uśmiechnęła się... Tak bardzo przy... - Rudd.
 PETTY OGARNIJ SIĘ!
- Cześć - Uśmiechnąłem się wymuszenie.. Cóż od 'jakiegoś' czasu z trudem mi przychodzi
robić co kol wiek szczerze... Bo SZCZERZE to nic mi się nie chce.. Nawet czytać. Uczyć się.
Wychodzić z domu. Leżeć. Nawet spać! Wszystko jest nie tak! - Ja Nazywam się Petty Rua.
Jestem Prefektem naczelnym. Z Héroiqueors. Jestem na Czwartym roku. - Niestety nie miała
mundurka bym mógł zobaczyć jaki ma dom - A ty?
- Ja jestem luniakiem z trzeciego roku - Miała miły głos - Wejdziesz? - Zapytała robiąc miejsce.
- Chętnie - Powiedziałem i wszedłem - Miałem właśnie wejść zobaczyć czy wolne i zapytać
czy mogę jeśli by nie było - Uśmiechnąłem się znów wymuszenie.

*''-Oj Petty, Petty, Petty... Staczasz się chłopie, staczasz się! Żeby tak kłamać 
jawnie w oczy przyznaj się, że miałbyś wyjebane czy wolne czy nie! A gdy by nie 
to pewnie byś wypieprzył dzieciaka stąd.. Niestety wilczuś zaczął rozmowę więc 
nie wypada - Zaczęło gadać moje wewnętrzne ''Ja'' dziwny, lekko zachrypnięty 
głos, ale mocny i stanowczy chodź jednocześnie złośliwy i arogancki.
- Zamknij się!''

Szybko ogarnąłem rzeczy swoje a także i samego siebie, a następnie wziąłem
książkę i usiadłem przy oknie udając, że czytam.. Nie mogłem się skoncentrować!
Jane.. Tak mi jej brakowało..
A ona tak mi ją przypominała!

''- To ją poderwij cioto, a nie, ukrytkiem podglądasz! - Znów ten wkurwiający 
w głowie głos!
- Sam Jesteś wkurwiający, z tym całym biadoleniem na temat jak ci jest źle 
bo cię laska rzuciła!
- Ona wcale mnie nie rzu..!
- Tylko sobie pojechała do chonolulu i nie wróciła! Ogarnij się! ZAPOMNIJ!
- SAM SE KURWA ZAPOMNIJ!''

Zacisnąłem mocno palce na książce, którą przed chwilką czytałem i z głośnym
trzaskiem ją zamknąłem. Dziewczyna siedząca, do tej pory cicho na przeciw mnie aż
lekko podskoczyła na ten niespodziewany mój atak na książkę.
- Coś się stało? - zapytała lecz ja po odłożeniu książki na bok patrzyłem się tylko w swoje ręce.
Minęło kilka minut zanim podniosłem na nią wzrok...

'' - A może.. Ten mój, dziwny, wewnętrzny głos ma racje? Może jednak lepiej zapomnieć
i iść na przód? Nic nie wskóram siedząc i płacząc nad rozlanym mlekiem.. A dziewczyna
na przeciw może mi pomóc iść do przodu.. Nie koniecznie jako moja dziewczyna ale 
może jako przyjaciółka chociażby?
- Widzisz! Ja zawsze mam racje!
- A zamknąłbyś się już, ty.. No zamknij się już!
- Szachar.
- Eee.. co?
- Mów mi Szachar.
- Dobra Szachar. ''

- Tak stało się. - Odpowiedziałem jej. - Lecz chyba wiem jak to wyprostować. I ty możesz
mi w tym pomóc.
- A jak mogę ci pomóc? - Zapytała marszcząc brwi . Ja zaś się uśmiechnąłem tylko.
- Wszystko w swoim czasie.
I usiadłem opierając się, otworzyłem książkę i czekałem aż ruszymy.
Tym razem zacząłem czytać.
Nawet na nią nie spojrzałem ukrytkiem, tak jak wcześniej.
Nic mnie już nie rozpraszało.

~*~

"- Zagadaj do niej, cioto!
- Sam jesteś ciotą, a teraz zamknij się.
- A jeśli nie to co mi zrobisz?
...
- Jesteś tam?
...
- Ej! Petty!
...
- SUKINSYNIE NIE IGNORUJ MNIE GDY DO CIEBIE MÓWIĘ!
- Będę robił co mi się podoba."

W tym momencie drzwiczki się otworzyły a przez nie wyjrzała starsza pani, już jechaliśmy..
- Chcecie coś dzieciaczki?
- Ja poproszę 2 paczki Fasolek i 4 czekoladowe żaby... - Wymieniłem jeszcze kilka rzeczy
uśmiechając się przemile do pani. Także Viola coś do niej powiedziała. Nie słuchałem.
I pierwszy raz od tego mojego "Wszystko w swoim czasie" spojrzałem i odezwałem się
do Violetty. - Chcesz się pobawić w zjadanie fasolek? Mam także inne tu słodycze.. może
w zmienianie głosu? Wiesz te wszystkie ryki albo odgłosy jakie zwierzęta wydają a tarze rzeczy.
Będzie fajna zabawa. - Powiedziałem i usiadłem obok niej biorąc słodycze.

"-Wreszcie się do rzeczy Ru, zabrałeś.
- Szachar. Czasem mógłbyś nie przeszkadzać."

< Violetta??? XD
* A Tera tłumacze o co chodzi! Wyszło mi to w opo. ten Szachar [z Hebrajskiego - Brzask]
To jest tak jakby 'głos' jego wilka który w nim siedzi nie pytajcie skąd to wziełam bo samo mnie
natchnęło! Wybacz Viola trochę zmienimy postanowiłam że i petty się zmieni nie będzie już
taki jak kiedyś xD>

środa, 31 grudnia 2014

Uczeń Domu Héroiqueors: Petty Cygnus Rua

Petty Cygnus Rua


.Szachar.

Imię: Petty Cygnus Ignatius Tomas
Pseudonim/Ksywka: [Pett, Ru , Rua, Wilczur] Szachar.
Nazwisko: Rua
Krew: Pół Krwi.
Rok: Czwarty
Data Urodzenia: 30 Kwietnia
Dom: Héroiqueors
PrefektHéroiqueors
Prefekt Naczelny: Akademii Beauxbatons
Drużyna Quidditch'a: Obrońca, Kapitan Drużyny.
Dziewczyna: Miał kiedyś dziewczynę Jane Star którą kochał bezgranicznie.
Lecz ta nagle znikła. Obecnie robi 'działania' w stronę Violetty Rudd
Rodzina:  ~ Ojciec Amycius Rua 
~ Matka [Zmarła] Elena 
~ Macocha - Hestia Rua zd. Carvor
~ Młodsze Rodzeństwo - W drodze xc
~ Kuzynostwo; David Martínes 
Hesper Lothbork-Martínes
Hestylia Martínes
~Wujek [starszy brat przyrodni ojca] Orcus Martínes
~Ciotka Irma Martínes zd. Lothbork
~Babcia Karwina Rua [wcześniej Martínes] zd. Lemino
~Dziadek Tomas Rua
~Wójek - Emiliano Martínes kuzyn jego ojca i wujka - Nauczyciel w Akademii OPCM


Sowa: Puchacz - Shika

Towarzysz:  Kameleon - Sam


Różdżka: Głóg, Szpon Hipogryfa, 13 i 3/4 cala, Sztywna. 
Przydatna najbardziej w klątwach i urokach oraz w magii leczniczej.
Ciekawostki:
~ Bogin - Dementor
~ Patronus - Wilk
~ Genetyka - Wilkołak
~Zdolności -  Legilimencja, Oklumencja
~ Inne - 
- Wilkołakiem jest od 6 roku życia.
- Nie boi ani nie wstydzi się swojej Likantropi lecz ma też problemy
z mówieniem o tym, ponieważ nie chce być odrzucany.

- Zmienił się po zniknięciu swojej ukochanej 'wiewióreczki'
Od balu gdy zniknęła nic mu się nie chciało, wszystko miał gdzieś,
wszystko olewał. Lecz gdy jechał pociągiem na 4 rok 'coś' się zmieniło.

- Tym 'cosiem' okazał się być jego 'wewnętrzny' głos który słyszy.
Krze on mu się nazywać Szachar, a także chce by i do Petty'ego się tak
inni zwracali bo jak mu kiedyś wspomniał po ujawnieniu się w ekspresie
gdy zaczął z nim rozmawiać - "Ty i Ja jesteśmy sobą nawzajem, gdzie ja
tam i ty'' Szachar - znaczy Brzask po Hebrajsku. A ten 'głos' to jego wilkołak
który w nim drzemie.

- Od tamtej [poznania Szachara] pory jego charakter zupełnie się zmienił.

- Jego ojciec ani on nie zostali odrzuceni przez swoją rodzinę
mimo iż jego matka była Mugolaczką a jego rodzina ze strony ojca,
jest negatywnie nastawiona do Mugoli - Ale kochają go.
- Po śmierci Matki, która zmarła przy jego narodzinach, jego ojciec
często żenił się i to po krótkim czasie znajomości - Później często rozwodził się
z nimi i zostawiał z niczym lub one co dziwniejsze umierały na różne choroby 
a on zgarniał majątek ich, przez co są bardzo majętną rodziną.
- Ze wszystkich małżonek ojca [nie licząc swojej matki] tylko
była tylko jedna kobieta z którą się ożenił i która, nie kochała czy bardzo
lubiła ale akceptowała Petty'ego od początku do końca, mimo że jego matka 
była mugolką a on sam jest wilkołakiem. Była także siostrą jego obecnej 
macochy oraz  była jedyną jego żoną którą lubił od początku.
- Najbardziej nienawidził ([od samego początku] i tylko jej to okazywał) swojej
teraźniejszej macochy Hestii [chodź ich relacje ciut, ciut poprawiły się].
- W przyszłości chciałby pracować jako łamacz zaklęć.
- Jego plan b) to badać magiczne istoty i stworzenia.
- Tłumacząc czemu jego boginem jest Dementor odpowiada zawsze 
''Uważam, że strach to jedynie wytwór naszej wyobraźni, często wyolbrzymiamy
i przypisujemy czarne scenariusze i to budzi w nas strach bardziej niż
osoba, stwór, zwierz czy rzecz której to przypisujemy. Ja boję się samego
strachu a Dementor to reprezentuje.
Ulubiony Przedmiot: Lubi wszystkie [prócz 1], chodź najbardziej lubi
Obronę przed Czarną Magią, Zaklęcia, Zielarstwo oraz ONMS.
Znienawidzony Przedmiot: Wróżbiarstwo.
~ Stajnia - Flo
Właściciel - Dinoteria



Zainteresowania: Petty interesuje się przede wszystkim Quidditch'em, nauką,
lekcjami z Obroną przed Czarną magią, Zaklęciami a także z ONMS i Zielarstwa.
Interesuje się Roślinami i stworzeniami chodź bardziej interesuje się
Zaklęciami - Chciałby być kiedyś Łamaczem Zaklęć lecz jeśli nie wyjdzie
mu to, to chciałby zostać przeprowadzać badania istot magicznych oraz stworzeń.
Mimo jego zmiany 'osobowości' nie zmieniło się jego zainteresowania.

Aparycja: Petty jest wysokim [niektórzy uważają że aż za wysoki - Czytaj David]
i mierzy 188cm. - przez co jest wyższy o 2-3 cm od kuzyna. Ma brązowe włosy
i oczy koloru ciemnego niebieskiego które gdy przybliża się pełnia zmieniają
się na miedziane. Jest smukły chodź jak na kapitana drużyny przystało
wysportowany i posiada bardzo dobrą kondycje, a także posiada widoczny
zarys mięśni brzucha. Resztę widać na zdjęciach xD
Trochę się zmieniło w Pettym po 'poznaniu' Szachara. Jego osobowość ale także i postawa. 
Stał się złośliwy, wredny i to także zaczął pokazywać jego uśmiech.
Swoją postawą zaczął pokazywać wyższość, na innymi i arogancję.
A jego oczy pewną dozę nienawiści do świata z nie opisaną rządzą czegoś..
ale czego? Tego nie wie nikt.

Charakter: {Pett to bardzo miły, dobrze wychowany, taktowny i pracowity
a także mądry chłopak. Lubi się uczyć i często przesiaduje w bibliotece.
Jest miły i przyjaźnie nastawiony do ludzi, jest też dowcipny i towarzyski.
Lubi rozmawiać i poznawać nowych ludzi. Jest także bardzo uparty,
chodź potrafi przyznać się do porażki czy tego że nie ma racji.
Dla osób których nie lubi lub go wkurzy potrafi być chamski i wredny.
Jak on to mów '' Upartość mam w krwi, tak samo jak to że dla osób które mi
podpadną jestem wredny i chamski. To wszystko wina więzów krwi. Bo jak tu nie 
mieć w sobie chodź krzty wredoty czy chamstwa mając w rodzinie Davida?''
Ma też tą inną stronę - Tajemniczą i zamkniętą na obcych.
Ma problemy w mówieniu o likantropi chodź nie boi ani nie wstydzi się jej,
niestety z powodu przeszłości gdzie był odrzucany przez innych 
[Prócz najbliższej rodzinny], i nie chce [Nie mylić ze Strachem o to] by go
odrzucano dlatego woli to przemilczeć i w odpowiedniej chwili powiadamiać
o tym. A także tak samo jak u Davida trudno u niego wykryć gdy coś
go gryzie, boli bo chowa to pod uśmiechem zamykając w sobie i tylko
nie liczni potrafią dostrzec, że coś jest nie tak.}
Taki Był przed powstanie 'Szachara' i chodź w głębi duszy dalej taki jest
to zachowuje się inaczej - a także sam wierzy, że tamten 'Petty ''Pół Szlama'' Rua'
- odszedł. I narodził się nowy.
Wredny, złośliwy, arogancki, nieszczery, fałszywy.
Przed wybranymi udający miłego chłopca który dalej skleja swoje złamane serduszko..
A za plecami chłodny, wredny, arogancki.
Z Pomocą Szachary stał się samolubny i egoistyczny. Wszystko co mogło
dać mu korzyści, wykorzystywał i starał się nie tracić okazji.
Jeżeli mu się coś nie opłacała. Olewał to.
Zaczął być obojętny na innych. Przestało go obchodzić co inni myślą, a także ich problemy.
Ogólnie mówiąc większość jego cech charakteru została odwrócona do góry nogami.
A niektóre jego problemy [np. z tym odrzucaniem] przestały mieć znaczenie
wręcz przeciwnie postanowił przestać się z tym ukrywać chodź przed
jedną dziewczyną postanowił zataić tą informację z pewnego powodu...

Historia: Petty jest pół krwi i był wychowywany tylko przez ojca, ponieważ jego matka, mugolka, 
zmarła przy jego narodzinach. Z racji że jego ojciec jest czarodziejem, co więcej Czystej krwi, od zawsze wiedział o magii. Także, mimo iż jego ojciec ożenił się z mugolką, a on sam nie jest czystej krwi to jego najbliższa rodzina ze strony ojca nie wyparła się ich ani ich nie wydziedziczyli chodź dalsza ich rodzina nie patrzyła na nich przychylnie i dopiero po pewnym czasie przestali zwracać na to uwagę. Jego ojciec jest miły i wyrozumiały nie patrzy krzywo na mugoli tak jak np. jego przyrodni starszy brat czy szwagierka - chodź oni nie lubią mugoli nie byli przeciw nim, a jego ojciec jest inny niż jego brat - interesuje się nim chodź zdawałoby się, że nie widzi albo nie chciał widzieć jak jest traktowany przez jego kolejne żony. Petty gdy był mały mieszkał z ojcem przy lasie, mieli tam domek było to taka wieś ala miasteczko, spokojne, miłe, ładne okolice i jak najbardziej zamieszkane przez czarodziei - chodź i też nie daleko znajdowały się domostwa mugoli. Jego ojciec rozwodził się wtedy z kolejną małżonką i zamkną się w gabinecie nad dokumentami myśląc, że jego już śpi, chłopak jak najbardziej nie spał lecz bawił się pod kołdrą zabawkami. Chodziło o to, że była wtedy pełnia - A on często wtedy zabezpieczał dom a także kilkanaście razy sprawdzał czy Petty śpi i czy wszystko w porządku. W pewnym momencie chłopiec usłyszał wycie - jego ojciec zawsze mu mówił że to tylko wilki mieszkające w lesie, by mały się nie bał, że to wilkołaki - Ba! Nawet mu kiedyś pokazał w dzień wilka w lesie! Był miły i merdał ogonkiem i Petty chciał go pogłaskać ale tatuś mu nie pozwolił. Chłopak uśmiechną się i wstał by podejść do okna by zobaczyć dużego pieska - jak to on gdy był dzieckiem nazywał wilki. Niestety było widać tylko cień i coś błyskało - jego oczy. Dziecko chcąc zobaczyć go dokładniej zeszło na dół i zakładając kapcie, otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Gdy stanęło przed domem zaczęło wołać 'pieska' by podszedł. Jego ojciec nie usłyszał tego mimo że miał otwarte okno a z jego gabinetu miał idealny widok na syna przed domem i las. A nie usłyszał bo spał i dopiero po którymś wołaniu dziecka do wilka obudził się chodź nie zwrócił uwagi na to że obudziło go wołanie ponieważ petty przestał już wołać i wpatrywał się w zwierze które podchodziło do niego coraz bliżej. W pewnym momencie, zawył okropnie stając na dwóch nogach idealnie przy blasku księżyca ukazując mu czym jest naprawdę. Chłopiec krzykną przestraszony i to właśnie ocuciło jego ojca który odrazu zerwał się i wyjrzał przez okno, by zabrać różdżkę i szybko zbiegając na dół lecz zanim wybiegł z domu, on zdążył już pisnąć ze strachu i nagłego ataku i zanim zdołał zobaczyć jak jego ojciec powala wilkołaka on zemdlał z przypływu bólu i krwi jakiej utracił.
Po tym wydarzeniu przez jakiś czas jego ojciec poświęcał tylko mu uwagę a także
wyprowadzili się z tamtą, lecz od tamtego czasu partnerki jego ojca odrzucały do nie tylko
przez krew ale także i likantropię i chętnie dzieliły się z nim tym co myślą o tym, chodź
nigdy przy jego ojcu. Wtedy stał się zamknięty w sobie i ponieważ czuł się nie chciany
przez partnerki ojca jak i przez ich rodziny a także i przyjaciół ojca czy współpracowników,
których przyprowadzał do domu. Przeważnie przy żonach ojca udawał, że go nie ma
i Hestia jego obecna macocha była jedyną narzeczoną z którą 'darł koty' chodź 
od wesela mają 'zawieszenie broni'.

Inna część jego Historii:

Po balu na trzecim roku jego ukochana z Papillonlisse Jane, Nagle zniknęła.
Petty był zrozpaczony. Zaczął wszystko olewać i mieć gdzieś.
Nic nie miało dla niego sensu. Nic mu się nie chciało.
Jedyne co robił to rozpaczał po ukochanej i tylko tylko go obchodziło.
Wszystko co robił było byle jakie. 
Uśmiechy, słowa - sztuczne bardziej niż kiedy kol wiek.
Tak spędził resztę trzeciego roku oraz wakacje.
Gdy wchodził do ekspresu i chciał wejść do pierwszego lepszego wagonu,
zderzył się z dziewczyną, Violettą Rudd, która strasznie mu jego ukochaną
przypominała. Porównywał ją z jego wiewióreczką i szukał ich cech wspólnych.
Wtedy odezwało się w jego głowie 'coś' Głos który opisał jako 
''[...] Zaczęło gadać moje wewnętrzne ''Ja'' dziwny, lekko zachrypnięty 
głos, ale mocny i stanowczy chodź jednocześnie złośliwy i arogancki.  [...]''
Klik
Zaczął mu gadać by się ogarnął i ją po prostu poderwał a o Jane zapomniał.
Petty zaś mu odpowiadał żeby się zamknął.
W końcu dał za wygraną i przyznał mu racje i tu się w nim zmieniło.
Przestał rozpaczać. I stało się w nim zmiana... Dziwna, stanowcza, złośliwa
nawet można powiedzieć egoistyczna i zupełnie zmieniając jego dotychczasowy
miły, skromny, delikatny charakter.
Ten Głos kazał siebie nazywać Szachar.
Kazał mu by i inni nazywali ich Szachar.
Bo on jest jego Wilkiem. A Petty jego Nosicielem.
"Ty i Ja, jesteśmy sobą nawzajem, gdzie ja tam i ty''