Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Coaspartoux. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Coaspartoux. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Avalone

-Wiem, demonie mój najdroższy - rzuciłem kumplowi przepraszające spojrzenie i pocałowałem dziewczynę, co nieco ostudziło piekielny ogień - Ale ja chcę.
Westchnęła, jednak prędko spojrzała na mnie wściekle.
-Jeśli myślisz, że takie ignorowanie mnie ujdzie ci na sucho po kilku całusach...
-To mam zdecydowanie rację - wyszczerzyłem się i ponownie pocałowałem Amy - A co uchodzenia, może ujdziemy po lekcjach na spacerek? No wiesz, Vako wyrusza zdobywać Vinylię, więc na ten czas jestem wolny.
Spojrzała na mnie ciężko, jednak z błyskami podekscytowania w oczach. Dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy.
-OK. Postanowię ci wybaczyć ten jeden raz, tak z dobroci serca.
Odwróciła się i odeszła.
-DOBROCI serca? Jesteś pewna, że nie chcieli cię w niebie?-zawołałem za nią.
Powróciłem do kumpla. Był wyraźnie zniesmaczony.
-OK, rozumiem. Dzień bez podlizania dzień stracony, ale aż tak LIZAĆ to ty nie musiałeś.
Wyszczerzyłem się.
-Chodź, ofermo. Trza się odpicować.
~~*~~
Vako z Lilianne, a ja i Amy poszliśmy Pod Trzy Różdżki. Znaleźliśmy wolny stolik w tyle lokalu i siedliśmy. Od razu zamówiłem dwa piwa kremowe i ciasta z kajmakiem. Na mój koszt. Dodałem nawet napiwek dla kelnerki!
Avalone patrzyła na mnie czujnie. Nawet, kiedy ja zabrałem się do jedzenia, zerkała na mnie znad ciastka.
-No co?-zdziwiłem się.
-Są trzy możliwe wyjaśnienia dla tej skrajnie dziwnej sytuacji: odziedziczyłeś spadek albo wygrałeś na loterii, podoba ci się ta kelnerka albo NAPRAWDĘ chcesz mnie przeprosić za twoją fatalną ignorancję.
Nie odpowiadałem długo. Napiłem się. Zjadłem jeszcze ciacho. Napiłem się znów. Już miałem coś powiedzieć, gdy Amy nachyliła się nad stolikiem i mnie pocałowała. Nie protestowałem, ale gdy skończyła spojrzałem na nią zdziwiony.
-Sorry, nie mogłam się powstrzymać - otarła twarz wierzchem dłoni - Miałeś wąsy - wyjaśniła.
-Hm... w sumie mogłaś mi powiedzieć to bym wytarł serwetką, ale ten sposób chyba bardziej mi się podoba.
Zaśmiała się i wygodniej rozsiadła.
-Mnie też - przyznała - W ten sposób higiena też potrafi być przyjemna. Ale tyłka ci tak nie zamierzam wycierać - uzupełniła. Dostałem ataku. Zacząłem się śmiać, zwijać na krześle, aż obecni w pubie posyłali mi potępiające spojrzenia, jednak ja śmiałem się nadal.
-No co? Co w tym takiego zabawnego, mówię całkiem poważnie - obraziła się.
-Ta, wiem. Po prostu... sobie to wyobraziłem...
Zakrztusiłem się i pacnąłem twarzą w stół i prosto w ciastko z karmelem i bitą śmietaną, ale i tak się tym nie przejąłem.
W końcu i Amy nie mogła powstrzymać śmiechu i chichraliśmy się tak oboje, ciepłe piwo stygło.
-Kurcza, niepotrzebnie to powiedziałam - Amy otarła łzy.
-Nie rycz, bo ci tapeta spłynie - poradziłem jej.
-Choroba, faktycznie - przeciągnęła palcami wskazującymi po dolnych powiekach, a ja się zaśmiałem ponownie - Co? No co? Zwykła maskara, nie kilo fluidu.
-Maskara... czy masakra? - wykrztusiłem.
-Wiesz, mam wszelkie powody żeby obrazić się ponownie - zirytowała się.
-OK, OK, już mi lepiej - odetchnąłem i trzasnąłem się w policzek. Zabolało. Roześmiałem się znowu - Nie, jednak nie!
-Czekaj, poprawię - warknęła i dała mi z liścia.
-Ej! - uspokoiłem się momentalnie - No wiesz, przez tydzień z twoją łapą na poliku będę chodził! Taką urodę rujnować, grzech!
Jakaś blądincia, która akurat przechodziła obok zachichotała i puściła mi oczko.
-No, grzech - zgodziła się szeptem. Amy odprowadziła ją morderczym spojrzeniem.
-Ja nie rujnuję. Ja znaczę terytorium.
Ponownie wybuchłem śmiechem.
~~*~~

-Hejloł, serce moje! - zawołałem do Avalone po drugiej stronie biblioteki. Bibliotekarka spojrzała na mnie krzywo i położyła palec na ustach. Podbiegłem do dziewczyny - Zgadnij co?
-Hmmm... - udała, że myśli - Vinylia fatalnie dała Vakonowi kosza, który załamał się psychicznie i postanowił rozpocząć nowe życie na farmie jeżozwierzy w Wąchocku?
Prychnąłem śmiechem.
-Zła odpowiedź! Nasza metoda na zazdrość zadziałała jak złoto?
Uniosła brew.
-Coś ci nie wierzę. Zadziałał na sto procent?
-No... nie do końca... - wyjaśniłem jej jak to było z tym, jak Lilianne i Vinylia przejrzała nasz genialny, oryginalny i pionierski plan.
-No i poszli w pierony, a wieczorem Vako był totalnie nieprzytomny. Ej, co co? Coś cię bawi?
-Miałam rację! - zawołała Amy radośnie i zaklaskała w ręce jak mała dziewczynka - Było do niej normalnie podejść i poprosić, a nie wydziwiać! I to my jesteśmy skomplikowane!? HA!
-ĆŚŚŚŚ! - syknęła cała biblioteka. Avalone zeszła z tonu.
-Jestem genialna!
Odtańczyła taniec zwycięstwa. Zaśmiałem się cicho i przytuliłem ją do siebie.
-A wiesz co to oznacza? - szepnąłem jej we włosy.
-Nie? - pytająco uniosła wzrok.
-Vako ustawiony...
-Aha
-Już nie muszę go popychać do działania...
-Aha...
-Czyli jestem wolny...
-Aha...? Brzmi obiecująco...
-A że jestem wolny, a my się długo nie widzieliśmy odkąd zaczęły się te jego rozterki, to wypadałoby spędzić trochę więcej czasu razem.
Westchnęła.
-Fajny plan, chyba najlepszy z twoich.
-Wszystkie moje plany są fenomenalne

Amy? :3

niedziela, 26 kwietnia 2015

Bellefeuille: Od Vi cd Daniela i Lili [do Vako]

Usiadłam koło chłopaka. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest kompletnie zdezorientowany, więc postanowiłam mu to wszystko jeszcze raz powoli wyjaśnić.
- Więc tak: jak tylko twój przyjaciel przyszedł do Lilianne i prosił w twoim imieniu o randkę, od razu zorientowałyśmy się o co chodzi. Dlatego Lili się zgodziła. Uznałyśmy, że skoro wy knujecie takie rzeczy, to my wam w tym z chęcią pomożemy - uśmiechnęłam się lekko. - Lili udawała, że jest w tobie baardzo zakochana, a kiedy ona zaczęła cię całować, ja wparowałam do cukierni. Tak, to wszystko było zaplanowane. Wiem, zabawiłyśmy się troszkę twoim kosztem, ale chyba wyszło dobrze, hm? - uśmiechnęłam się ponownie.
- Raczej tak - Vako również się uśmiechnął. - Ale naprawdę nie chciałem żeby tak wyszło z tą Lili.
- Nie ma sprawy. Może przejdziemy się do Wijącego Tunelu, tak jak za dawnych czasów? - Rozejrzałam się wokoło i dodałam. - Według mnie jest tu za dużo ludzi.
- Jasne, chodźmy.
Cukiernię pozostawiliśmy za sobą, a po paru minutach również Écuelle. Szliśmy po błoniach kierując się w stronę tunelu.
- Tak dla pewności... następnym razem, jeśli będziesz chciał zaprosić mnie na randkę, nie musisz tyle kombinować - spojrzałam na chłopaka. - Przyznam, że to było słodkie, ale wystarczy poprosić, na pewno bym się zgodziła.
- Wiesz jaki jestem, troszkę się przy tobie... zawstydzam. Ale kolejnym razem sam poproszę. Tylko bądź pewna, że tych kolejnych razy będzie więcej niż ci się może wydawać - uśmiechnął się chłopak.
- No mam nadzieję. - zaśmiałam się. Po chwili ciszy poczułam, jak jego ręka delikatnie muska wewnętrzną część mojej dłoni. Bez zastanowienia powoli wplotłam palce w jego dłoń.
W Wijącym Tunelu jak zawsze nie było ani jednej żywej duszy. Byłam tylko ja i on. Vako. Odwróciłam się do chłopaka tak, że staliśmy idealnie zwróceni do siebie. Dzieliło nas może i niecałe piętnaście centymetrów. Czułam jego miarowy oddech.
- Zależy mi na tobie - szepnął.
Spojrzałam w jego cudowne, intensywnie niebieskie oczy. Pod wpływem impulsu wsunęłam palce w szlufki jego spodni i lekko pociągnęłam do siebie. Chłopak zrobił krok w moją stronę i złapał mnie za szyję. Nasze usta nareszcie się spotkały. Uczucie niewyobrażalnie cudowne: delikatny pocałunek, pełen czułości. Rozpływałam się z rozkoszy.

<Vako? :3>

czwartek, 23 kwietnia 2015

Papillonlisse: od Daniela [i Lili] CD Vako

-Sprawa wygląda tak: mój przyjaciel Vako DeMackor jest tobą zainteresowany, ale wrodzona nieśmiałość zakłada mu swego rodzaju blokadę mentalną przed mówieniem o tym otwarcie, dlatego niniejszym w jego imieniu zapraszam cię na ciacho do Ecuelle w najbliższą sobotę.
Blondynka uniosła brwi.
-Chyba...-prędko się obejrzała na Vinylię, wychylającą się na kanapie i patrzącą na nas ciekawie. W oczach Lilianne pojawił się błysk zrozumienia-Chyba się skuszę. Bardzo chętnie. O drugiej? O drugiej. Pa!
Zatrzasnęła nam drzwi przed nosem.
-Jakoś poszło, Vakonie. Jakoś poszło. Zgodziła się-poinformowałem kumpla. Nieprzytomnie pokiwał głową.

[oczami Lilianne]

-Czego chcieli?-spytała od razu Vi. Wzruszyłam ramionami.
-Ten twój Vako właśnie mnie zaprosił na ciastko w sobotę. Dziwne, nie?
-Nie mów, że się zgodziłaś-powiedziała, z gniewem brzmiącym w głosie. Ponownie wzruszyłam ramionami.
-Zgodziłam się.
Rzuciła mi wściekłe spojrzenie. Było wiadome, że Vinylia lubi Vako. A ja nie jestem głupia: chłopcy wymyślili fatalny plan polegający na wzbudzeniu zazdrości. To nie zadziała. Ale niech im będzie.
-Pomimo Luke'a? Już nie pozostajesz mu wierna.
Westchnęłam.
-Vijka, błagam cię. Poważnie, nie domyśliłaś się o co im w tym chodzi?
Wyszczerzyła się.
-Pewnie, że się domyśliłam. Po prostu wczuwałam się w rolę.
Spojrzałam na nią pytająco.
-Oni sobie konspirują, to i my też.-uśmiechnęła się szatańsko i nachyliła mi do ucha, a w miarę jak mówiła mój uśmiech także się poszerzał.

[oczami Daniela]

-Spoko, stary! Jak to się w końcu mówi, do dwóch razy sztuka, a teraz sztuka została wyjątkowo precyzyjnie wybrana! Dasz radę! Będę przy tobie. Ale wiesz, tak z odległości. Dasz se radę!
Klepnąłem go między łopatki i odbiegłem prędziutko.

[oczami Lili]

Uśmiechnęłam się szeroko na widok Vako.
-Cześć. Wchodzimy?-spytałam.
Kiwnął głową niemrawo i weszliśmy do cukierni. Siedliśmy do stolika, zamówiliśmy sobie po kremówce i na mnie spadł obowiązek podtrzymywania rozmowy.
-No... Jesteś Papilonem. Zawsze myślałam, że oni są raczej tępi, a tu się okazuje, że bywają wśród nich wyjątki.
Uśmiechnęłam się słodko.
-Ta... nie tylko ty tak uważałaś-uśmiechnął się krzywo-Luke'a też uważałaś za tępego?
Pominęłam tę uwagę milczeniem, chociaż zapewne w innych okolicznościach wcisnęłabym chłopakowi kremówkę w twarz. Tylko świadomość tego, co go dzisiaj spotka upewniała mnie, że nie warto. Dostanie jeszcze za swoje.
Gadaliśmy jeszcze przez około dziesięć minut. Starałam się jak najbardziej okazywać, że Vako mi się "podoba". Kiedy już stwierdziłam, że starczy powiedziałam:
-Wiesz... może do dziwne, że to mówię dopiero na pierwszym spotkaniu, ale... nigdy nie czułam się tak przy żadnym chłopaku.
Zakrztusił się.
-Taa?
-Tak, no wiesz-zarumieniłam się, starając powstrzymać śmiech-Mam na myśli taka wyjątkowa. Słuchasz mnie tak uważnie, jakby naprawdę interesowało cię to, co mówię. To takie... niezwykłe.
-Taak... chyba faktycznie. Tylko wiesz, to nie do końca...
Nie dałam mu skończyć, bo przycisnęłam swoje usta do jego warg, przewracając wazonik z kwiatami. Na szczęście nie było w nim wody.
Zmusiłam się, żeby trzymać oczy zamknięte. Zaraz miała wejść Vi. Musi wypaść przekonywująco.
W tej chwili weszły Vinylia z Bianką, gadając o czymśtam. Vinylia spojrzała na nas zszokowana i podbiegła do stolika. Oderwałam się od Vako.
-Jak mogłeś!? Jak mogliście oboje!?
Doskonale sfingowane łzy. A może nie sfingowane?
-Naprawdę myślałam, że ci na mnie zależy, a ty się umawiasz z moją przyjaciółką! Wszyscy chłopcy są tacy sami!-chlipnęła i skierowała się do wyjścia. Papilon zerwał się, potykając o nogę stołu. Klienci cukierni spojrzeli na nas. Doskonale.
-Vinyl, zaczekaj! To nie tak! Ta randka jest tylko dla ciebie!-zawołał za Rudą. Teraz moja kolej.
-CO!?-zerwałam się i ja-To całe spotkanie to tylko szopka mająca na celu zwrócenie uwagi Vinylii!? Faktycznie, wszyscy chłopcy są tacy sami!-przywaliłam mu z liścia.
-Co nie!?-zawtórowała mi Vija i ona także podeszła i uderzyła chłopaka. Wyszłyśmy równym krokiem z cukierni.
-Tak profilaktycznie-zwróciła się do chłopaka Biana po czym i ona walnęła Vako.
Kiedy wyszłyśmy, uśmiechnęłyśmy się do siebie i przybiłyśmy potrójną piątkę.
-Długo tego nie zapomni!-wykrztusiłam, trzymając się za brzuch.
-Co prawda, to prawda. Ale nie musiałaś go całować AŻ TAK długo i mocno-zwróciła się do mnie Vinylia, na co roześmiałam się jeszcze głośniej i pocałowałam obie w policzki.
-Chodźcie. Teraz część planu druga: uświadomienie.
Z szerokimi uśmiechami weszłyśmy z powrotem do cukierni, gdzie nadal siedział Vako, z twarzą ukrytą w dłoniach. Podeszłyśmy od niego od tyłu. Piana popukała go lekko w ramię. Zerwał się i zszokowany spojrzał na nas.
-Następnym razem, kiedy będziesz chciał zaprosić dziewczynę na randkę, po prostu ją poproś-zaleciłam grzecznie-A nie kombinuj z zazdrością.
Nadal nie rozumiał.
-Domyśliłyśmy się, o co chodzi-wyjaśniła Piana.-I postanowiłyśmy ci dać nauczkę za tego typu szatańskie sztuczki.
-Jak dla mnie to i tak było słodkie-Vija uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do chłopaka.
-Chodź, Biana. Zostawmy ich samych-powiedziałam do Białej i wyciągnęłam ją z cukierni.

Vako? Vija? default smiley :)

środa, 22 kwietnia 2015

Papillonlisse: Od Vako cd. Daniela

- No nie daj się prosić!
- POWIEDZIAŁEM NIE! - Krzyknąłem
- Ale Vinyli będzie zazdrosna! Będziesz mógł częściej być przy niej. I w dodatku...
- Czy ja mówię po chińsku?! - Zapytałem.. Nie chciałem... Właściwie, sam już nie wiedziałem
co robić. Spojrzałem jeszcze raz na Dana, ten zrobił zbitą minkę ale jego oczy namawiały bym
się zgodził. Westchnąłem głęboko i wzniosłem oczy i ręce ku górze. - Niech ci będzie, mendo!
- Tak! - Zawołał. - Wiedziałem, że się zgodzisz!
- Ty przeklęty Brutusie!
- Oj tam nie marudź! Szykuj się idziemy do Belle!
- Co?! - Zawołałem zrywając się na nogi. On już stał. - Że jak.. Że teraz?! - Zrobiłem duże oczy.
- Nooo... A kiedy ty chcesz to zacząć? - Zapytał się, jakby to było coś oczywistego.
- Trzeba c-co-oś wymyśle! No żeby się zgodziła-a! - Zacząłem panikować.
- Nie panikuj! - Machnął ręką. - Zostaw to mnie i z uśmiechem zaczął wychodzić z pokoju.
Ja szybko się zebrałem i wybiegłem za nim.

~*~

Przez całą drogę trułem mu, że to nie wypał, że się nie zgodzi, że to, że tamto.. I tak w kółko.
W końcu i on się zirytował i kazał mi się zamknąć, i to zrobiłem.
Akurat wtedy dochodziliśmy już do PW Orlaków.
- Ale jesteś pewien... - Zapytałem jeszcze. On wywrócił oczami.
- TAK. - Odpowiedział i zapukał..
Po chwili wyłoniła się jakaś orlaczka, a Dan poprosił by zawołała Lilianne.
Po chwili i ona wyłoniła się, a mnie... Jakby piorun trzasnął nie potrafiłem, nawet powiedzieć
głupiego ''Cześć", Tylko stałem jak ten idiota. Jezu co ona se o mnie pomyśli, jak ten zacznie
mu gadać o tym! Myślałem, że nie wytrzymam..


<Dan? > XD

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ombrelune: Od Avalone -c.d. Daniela

Chłopcy zaczęli się chichrać nie wiadomo z jakiego powodu. Założyłam ręce na piersiach i westchnęłam. Ja chyba nigdy ich nie ogarnę podobnie jak oni nas(kobiet). Spojrzałam to na Dan'a to na jego przyjaciela
- Jeśli już przestaliście się chichrać dziewczątka. To skądś się mi obiło o uszy że twój koleżka ma problemy sercowe -powiedziałam, a Vako spiorunował Daniela tak jakby to on mi to zdradził.
- A co Amy? Masz dla niego jakiś okaz? Chodź przykro mi to mówić ale on już ma jedną na oku -powiedział i spojrzał na przyjaciela który bezgłośnie mówił "Nie słuchaj go. Nie brał dziś leków".
- Ma jedną na oku a ta ma go wysoko w poważaniu?-uniosłam brew a koleżka przytaknął -Cóż i z takimi przypadkami się spotkałam. Mam tylko nadzieję że nie zachował się bądź ty go nie naprowadziłeś żeby zachowywał się jak ci piękni i młodzi z melodramatów i nie chciał wzbudzić w niej zazdrości...
Chłopcy nie odpowiedzieli. Podłamałam się i straciłam wiarę w chłopców. Chwyciłam jednego i drugiego za ucho i zaczęłam ciągnąć na dziedziniec by tam posadzić ich na ławce i zaserwować im wykład o tym jacy to są głupi i że takim sposobem to poderwie jedynie hipopotama.Oraz narzekałam im że to tak nie działa.
- No to pani psycholog -powiedział Vako nadal trzymając się za ucho. -Co proponujesz?
- Na pewno nie powinieneś umawiać się z dziewczynami myśląc tylko o tym że twoja wybranka zauważy cię i będzie ci zazdrościć -powiedziałam i zmroziłam wzrokiem Dana który zaczął mnie przedrzeźniać.-Możesz też dowiedzieć się co nieco zanim się z jakąś umówisz bo może się okazać że to psychopatka i no cóż przywiąże się do stołu po czym zacznie się skórować albo przyjdzie na randkę z siekierą.
- A ja mam pomysł! -powiedział Dan z uśmiechem od ucha do ucha. Coś czułam że to nie skończy się dobrze. -Vako to jest Amy. Amy to jest Vako. Znaczy się... Już was wam przedstawiałem. Co ty na to koleżko abyś się umówił z nią ale tylko po to żaby wzbudzić w niej zazdrość. Znam ją na wylot i wiem że jest ciupkę sadystyczna ale raczej nie wybiegnie z siekierą. Po za tym...
- Czy ty kochany przespałeś cały wykład o tym co przed chwilą ci mówiłam? -warknęłam. -Nie działajmy na zazdrość bo może powiedzieć sobie "Ojej. Jest zajęty więc po co w ogóle się nim interesować". Po za tym... Czy ty chcesz mnie SWOJĄ DZIEWCZYNĘ umówić ze SWOIM KUMPLEM tylko w celu zirytowania pewnej dziewczyny by ta poczuła się zazdrosna? To takie dziecinne!
- A co masz jakąś dla niego na oku? -spojrzał na mnie spod łba. Wiedział że obracam się najczęściej w towarzystwie tych wytapetowanych lalek. -Dziewczyny "Och jaka ja piękna i w ogóle" się nie liczą. Nie dam swojego kumpla na pożarcie tym... TYM... Blondynkom.
- Oj bo niektóre orlaczki mogą się poczuć urażone -prychnęłam. Nie lubiłam jeśli ktoś żył stereotypami.- Ale czy ja mówię że chodzi mi tylko o Luniaczki? Wiesz mi jest tyle dziewcząt które nie są wytapetowane a na pewno się zgodą pójść z tobą nawet i na spacer po błoniach a będą w siódmym niebie.
- Dobra... Dobra. Ogólnie wiesz o którą chodzi? -spytał koleżka. Przytaknęłam.-I naprawdę chcesz nam pomóc?
- Ja i pomoc? -parsknęłam śmiechem. Jestem luniakiem a nie harpiom. -Chcę was tylko naprowadzić nawet jeśli zaraz za to olewanie mnie dostanie każdy was książką po łbie. Po za tym jestem chodź może nie zauważaliście dziewczyną i chyba lepiej wiem jak wam... Ygh... Pomóc. Znaczy się jeśli nie chcecie pomocy to może... Przemycicie mnie do biblioteki? Rozumiecie inaczej złapią mnie te... Jak wy to mówicie? Plastiki. No i może akurat znajdziesz swoją wybrankę serca i NORMALNIE  z nią porozmawiasz?
- Nie znasz sprawy tak jak my-powiedział Dan po czym zerwał się z ławki. -To jak kiedy cię odprowadzić do biblioteki?W tym momencie za godzinkę? Za tydzień? Rok? Poczekam!
- Dlaczego ja nie mogę mieć takiego szczęścia? -spytał podłamany chłopak. Chciałam być naprawdę miła co samą mnie przerażało ale uprzedził mnie Dan.
- Tam na górze siedzi sobie kupidynek i strzela tymi durnymi strzałami najczęściej po pijaku. Dlatego na razie jeszcze twoja druga połówka nie wie -powiedział wyszczerzając się. -Po za tym. Wiesz jak długo musiałem się ubiegać o serce tej zimnej do szpiku kości kobiety?
- Oj bo się czerwienię kochany -machnęłam ręką. -Zasypywać kobietę tyloma ko komplementami. O! Mam coś jeszcze co powinno ci się przydać! Nie używaj tekstów na podryw typu "Gdybyś była kanapką w Mcdonald's nazywałabyś się Mcbeauty" no chyba że ma specyficzne poczucie humoru.Masz małe szanse że uzna iż jesteś uroczy możliwe że stwierdzi że nigdy takiej gadki na podryw nie słyszała albo będzie się z ciebie śmiała ale raczej nie serdecznie. Podobnie błagam tylko nie tekst "Bolało? Jak spadłaś z nieba?" to takie suche i dobijające... Bądź oryginalny... Czy któryś z was mnie w ogóle słucha?
- Oczywiście Amy -przestają bawić się w kółko i krzyżyk które narysowali na ziemi. Może to po prostu nie miało sensu. Chcesz pomóc olewają, a jak już nie masz zamiaru pomóc to przybiegają i błagają o pomoc.
- Proście minie o coś a zobaczycie -prychnęłam i zaczęłam odchodzić ale w powie drogi do krużganków złapał mnie Dan. Zrobił minkę zbitego pieska. -Co chcesz?  Moja cierpliwość się skończyła z zakończeniem waszej zabawy w kółko i krzyżyk. A ja to nie Caritas i wiecznie pomagać nie będę.
- Ale czy ja proszę o pomoc? -uśmiechnął się a jego koleżka nie śpiesząc się doszedł do nas. -Oczywiście skarbie że będziemy brać twoje rady pod uwagę. A tak w ogóle to... Bolało jak spadłaś z nieba?
- Przecież wiesz, że wyszłam z  piekła więc co za pytanie? W niebie nie chcieli takiego aniołka jak ja. -zatrzepotałam rzęsami.
[Dan? A może Vako? ^-^]

Papillonlisse: od Daniela do Vako



-I jak? Jak poszło?
Tutaj wyrzucił z siebie wiązankę przekleństw, o których istnieniu nawet nie wiedziałem.
-Ah... czyli źle?
-Fatalnie! Z początku było nawet OK, ale potem wparował jakiś kolo i, klęcząc przed nią zaczął deklamować poematy o ich miłości, że go porzuciła albo co! Wyobrażasz sobie?
-Oj tak. I musiało to wyglądać źle.
-A żebyś wiedział!-westchnął i klapnął ciężko na kanapę-Może to znak od niebios, że powinienem się odczepić od Vi, bo ktoś inny jest jej pisany?
-Musiało być naprawdę źle, zaraz ty mi tu zaczniesz deklamować-jęknąłem i usiadłem obok kumpla-Czyli Summery nie? Pomyślmy...
-Daj już spokój, Dan! Nie widzisz, że próbuję się załamywać!?-jęknął w odpowiedzi Vako.
-Nie dam spokoju i widzę, że próbujesz, ale usiłuję tego nie dostrzegać! Może w takim razie Lilianne Lavali? Jest przyjaciółką Vinylii, a ja kumplowałem się z jej chłopakiem Zgodzi się udawać zakochaną w tobie, dla szczęścia przyjaciółki...
-Żartujesz!?-prychnął.-Ona jest niezrównoważona psychicznie. One latały pod kołdrami po korytarzu, udając, że to peleryny-niewidki!
-Latały razem z Vinylią-uzupełniłem.
-Pewnie czuła się głupio, ale nie chciała robić przykrości przyjaciółkom.-uciął rozmowę.
-Czyli nie Lilianne?
-Nie Lilianne.
-A może jednaaak...
-Nie.
-No weź, to ma sens, bodziec dla Vinylii będzie mocniejszy, jeśli zaprosisz jej przyjaciółkę...
-Nie-e.
-Nadal sądzę, że to dobry pomysł.
-Nie!
-Eej...
-NIE!!!

Vako? Sam dialog ;-;

piątek, 10 kwietnia 2015

Papillonlisse: Od Vako cd. Daniela [Do Summer]

Siedziałem przez 10 min. na błoniach i...
I właśnie... Można by powiedzieć, że się czaiłem. Na kogo?
Dziewczynę z 2 roku, Summery Thewlis... Czemu?
Ponieważ, osobnik płci męskiej, który znajduje się obok mnie i na siłę
próbuje przekonać bym już podszedł do niej i zaprosił ją na... RANDKĘ!
Czemu? By wzbudzić zazdrość w osobniku [tym razem] płci Pięknej, która siedzi
ze swoimi dwoma przyjaciółkami kawalątek dalej od Summery.
Czemu Summery Thewlis? Ponieważ zna ją mój brat i jej jakiegoś brata, podobno się
z nim przyjaźni, nie wiem i nie obchodzi mnie to, szczerze mówiąc. W końcu nie o jej
brata chodzi, więc nie muszę wiedzieć kim on jest.
- No idź już do niej! VAKO! Wóz albo przewóz!
- Ale, ale!
- Nie ma ale! Ale są dwie, jedna ma kota, a druga nie! - Powiedziała już pod irytowany.
  - Jeśli zaraz tego nie zrobisz to Vinylia sobie pójdzie i będzie kicha!
- No dobra! Już idę, idę! - Powiedziałem i ruszyłem w stronę dziewczyny.
Widziałem jak Vinylia patrzy na mnie, chwilę jej się przyglądałem lecz po chwili spojrzałem
na ładną blondynkę, która siedziała z koleżankami na trawie pod drzewem.
Spojrzała na mnie, a ja się zacząłem denerwować... ''Jesteś Papillonem do Cholery!"
Powtarzałem sobie dla otuchy...
- Cześć.- Uśmiechnąłem się najbardziej czarująco jak tylko potrafiłem. Gdy młodsze
dziewczyny zwróciły na mnie uwagę, od razu zaczęły się ze mną witać. Może nie będzie
tak, źle? W końcu jestem starszy, brzydki wcale też nie jestem... A młodsze zawsze zabiegają
o zainteresowanie starszych chłopaków... Rozluźniłem się i z lekkim uśmiechem spojrzałem
na dziewczynę, która najbardziej mnie w tej chwili interesowała. - Jestem Vako, trzeci rok,
Papillon, a ty zdradzisz mi swoje imię, miła? - Spytałem na co ta lekko się zarumieniła, słodko.
- Summery, drugi z Bellefeuille. Mogę wiedzieć, czemu do nas podszedłeś?
- Ah, tak zapomniałbym o najważniejszym! - Zawołałem z lekkim śmiechem. - Czy zgodziłabyś
się Summy, pójść ze mną.. zjeść jutro obiad Madame Bovary? Zgodzisz się pójść ze mną na Randkę?


<Summery? XD>

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Papillonlisse: od Daniela do Vako

-Uśmiechnęła się do mnie! I zarumieniła, kiedy się odwzajemniłem! Coś powiedziała do przyjaciółek! Kurde, ona jest SUPER!
Mój kumpel opadł na pościel i westchnął głęboko. Jeszcze nigdy nie widziałem go w takim stanie, jednak dobrze go rozumiałem. Zakochał się chłopak.
-Skoro jest taka super, to z łaski swojej weź jej to powiedz, a mnie oszczędź tych wyznań.
-Co ty!?
Vako się poderwał, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie wierzył, że powiedziałem to, co powiedziałem.
-Da mi prztyczka i każe spadać! Ty jej nie znasz! Dałaby mi kosza, a ja bym się już nie pozbierał. Nie znasz kobiecej okrutności! Ona jest super...
Ponownie opadł. Wywróciłem oczami i podszedłem do kumpla.
-Zapewniam, że znam kobiecą okrutność. Dziewczyna mnie na praktycznie rok zostawiła. A co do ciebie, jeśli się wstydzisz Vinylii, to odpuść. W naszym domu też jest dużo fajnych dziewczyn. Taka Amanda...
-Krzywe zęby.-przerwał mi.
-No... tak, ale uśmiecha się urzekająco. OK, nie Amanda to nie Amanda. Dajmy na to... Chelsea z Hero?
-Chelsea mówi z amerykańskim akcentem i ciągle gada o USA-wywrócił oczami.-Poza tym nie chcę żadnej innej dziewczyny. Może się kiedyś zbiorę na odwagę, ale jeszcze nie dziś. Może w przyszłym roku.
Aż mnie zatkało. Podszedłem do kumpla i potrząsnąłem nim za ramiona.
-Facet! Ty jesteś Orlakiem czy Papilonem!? Zamierzasz się schować w bibliotece i popaść w zgłębianie wiedzy wszelakiej! Baczność! Dziewczynę masz do zdobycia i nie pozwalam, żebyś mi się czaił do przyszłego roku. Zrozumiano?
-Tajes-odpowiedział instynktownie.
-Spocznij-kiwnąłem głową.
-To co robimy?-spytał Vako. Z zadowoleniem zauważyłem, że wziął sobie moją mowę do serca i naprawdę postanowił zawalczyć o Vinylię.
-Wypadałoby wzbudzić jej zazdrość. Znasz jakąś dziewczynę, którą można by wtajemniczyć, żeby udawała zakochaną w tobie?

Vako? Krótkie, ale na początek myślę może być :D

niedziela, 15 marca 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Avalone (do Vako)

Pobiegliśmy mrocznym korytarzem do sali eliksirów. Kiedy profesor nas zobaczył, spojrzał na mnie srogo.
-Coaspartoux, spóźnienie. Minus dziesięć punktów dla Papillonlisse. Siadaj.-warknął. Amy spojrzała na mnie bezradnie i usiadła obok jednej ze swoich koleżanek. Skierowałem się smętnie na miejsce obok Vako.
-Gratuluję, kochasiu. Dzięki tobie mamy minus dziesięć na start- burknął.
-I stracicie kolejne dziesięć, jeśli pan De Mackor nie raczy zamknąć jadaczki- zauważył zgryźliwie nauczyciel. Pomyślałem, że ten facet musi mieć słuch absolutny. Jak wąż, lis czy jeszcze inne okropieństwo od Luniaków.
Zamilkliśmy i zabraliśmy się za miażdżenie korzonków. Co chwila zerkałem na drugą stronę klasy, gdzie Luniacy bezkarnie rozmawiali. Wśród nich i luby Kolorowy Łeb, który także raz na jakiś czas zwracał się w moim kierunku. Uśmiechałem się wtedy do niego i wracałem do milczącego i wielce filozoficznego zadania krojenia szczurzych flaków.
~~*~~
-Nie ogarniam tego gościa. Strasznie was faworyzuje.-poskarżyłem się Avalone.
-Łatwo zrozumieć jego motywy. Chce, żebyśmy wygrali Puchar Domów, jak co roku zresztą. Poza tym, reszta nauczycieli to was traktuje ulgowo. Z jakiegoś powodu, Luniacy nie cieszą się ogólnym szacunkiem wśród reszty nauczycieli i uczniów. Craxi nam to rekompensuje, choć nie mówię, że za nim szaleję.
-Mów jak wolisz. Dla mnie Craxi to wredny, stary...
-VAKO!-zawołaliśmy chórem w obawie, że on tu gdzieś jest.
-Co?-wzruszył ramionami.-Kłamię?
-Siedź cicho, młotku!-syknąłem.-Może on tu jest.
-Craxi?-prychnął mój kumpel.-Jest przewredny, ale nie ma mocy pojawiania się znikąd.
-Zdziwiłbyś się, De Mackor.-rozległ się głos profesora tuż nad naszymi głowami. Odwróciliśmy się gwałtownie. Nauczyciel stał za nami i uśmiechał się drwąco, choć oczy miał lodowate.-Cała trójka. Za mną!-warknął i skierował się po schodach na górę, a nam już było wiadomo, że idziemy ku zgubie, bo do gabinetu Madame Maxime.
~~*~~
-I po co gadałeś, ty ciołku?-warknąłem na Vako w gabinecie dyrektorki. Olbrzymka patrzyła na nas z zatroskaniem, wysłuchując zeznań Craxi'ego.
-Och, panie Craxi, nie wierzę, by te słodkie aniołki mogły mówić takie okropne rzeczy o panu!-zaprotestowała.
-Niech pani zatem lepiej uwierzy, madame. W szczególności pan De Mackor, jednak pozostała dwójka nie paliła się, by bronić mego dobrego imienia.
-Nauczyciel potrzebuje, żeby uczniowie mu dobrego imienia bronili?-mruknąłem.
-Coś mówił, Coaspartoux!?-nauczyciel gdyby mógł, zapłonąłby.
-Ja nic, panie profesorze. To znaczy dziwi mnie, że przejmuje się pan, co o panu uczniowie gadają, jakby to miało wpłynąć na pańską osobowość.
"Która zasadniczo jest celnie oceniana przez wracających z eliksirów uczniów" dodałem w myślach, ale tylko w myślach, na szczęście.
-Och, to celne słowa, mój drogi! Mój drogi panie Antonio, ten chłopiec ma rację! Czyżbyś potrzebował zdania swych uczniów do osądu samego siebie? I tak chodzi głównie o to, jak uczysz, a sądząc po obecnych wynikach naszych uczniów, jesteś najlepszy od czasów słynnego Pierre'a Priuscher. Puść te dzieciaczki. Przykładową karą dla nich niech będzie, hmm... po minus jeden punkt dla ich domów. Tak, to rozsądne rozwiązanie.
Au revoir, kochani!
Gestem wygoniła nas za drzwi, a nam nie trzeba było powtarzać, czy przynaglać. Wystrzeliliśmy z gabinetu jak z procy.

Vako? Amy?

czwartek, 19 lutego 2015

Ombrelune: Od Avalone -c.d. Daniela


Pierwszy dzień w szkole zapowiadał się już od samego początku nie za kolorowy. Za oknem lało a mi pękała głowa. Chwyciłam list od mamy Liesel oczywiście chodź obok niej leżał list od mojej mamy biologicznej. Spojrzałam na idealne pismo oraz ten przyjemny zapach wrzosów, którymi zawsze spryskiwała listy bym pamiętała nawet w szkole od domu. Wsadziłam list po między strony książki do transmutacji, po czym pakując książki do podręcznej torby ruszyłam na śniadanie. Usiadła przy stole Luniaków wdając się w konwersację z niejaką Vincentą. Zagryzając chlebem z miodem próbowałam nadrobić wszystkie te zaległości, co mnie ominęło, skandale i tym podobne, a było ich trochę. Dziewczyna z przejęciem energicznie machała dłońmi, kiedy coś było ważniejszego od reszty. Raczej nic mnie nie zdziwiło i każdy opowiedziany skandal przesłuchałam z grobową miną albo z delikatnie uniesionym kącikiem ust. Odwróciłam się by spojrzeć na stół Papilonów. Opierający się na łokciu Daniel uśmiechnął się i pomachał mi energicznie. Odmachałam jednakże na tyle skromnie, że raczej nikt nie zauważył. Chłopak prychnął, po czym zajął się owsianką zagryzając chlebem z dżemem malinowym. Gar rozmów przerwały sowy, które przemoczone opadły na stoły, na których nagle nie było już potraw a ci któryż dotychczas jeszcze nie zdążyli zjeść mieli zdegustowane miny. Evelyn wylądowała przed mną z paroma listami jak zwykle od rodziców i od rodziców. Oraz o dziwo od kuzynki oraz od Renly’iego siostrzeńca mojej mamy, którego miałam szczęście poznać właśnie podczas nieobecności w szkole. Relny skończył Hogwart i zajmował się smokami, więc nie zdziwiło mnie, kiedy w kopercie znalazłam smoczą łuskę i karteczkę „To twojej ulubienicy”. Uśmiechnęłam się biorąc do ręki metaliczno zieloną łuskę. Po czym wpakowałam ją znów do koperty i razem z innymi przesyłkami wsadziłam je do torby. Sowa spojrzała na mnie niezadowolona, podeszła do mnie i dzióbnęła. Przecież powinna mieć nagrodę za to, że w deszczu i mrozie doleciała z przesyłką. Pogłaskałam ją jednakże ta odwdzięczyła się kolejnym dzióbnięciem. Sowa wiedziała, co chce. Zajrzałam do torby i dałam jej garść ziarenek gdyż moja torba zawierała wszystko. Dyrektorka powstała i rozkazała rozejść się do klas. Moją pierwszą lekcją okazały się być eliksiry a po nim muzykologia, lecz z zajęciami bardziej praktycznymi niż sama teoria a przynajmniej ta mówiła Vincenta. Wierzyłam jej, bo w końcu, kto nie chciałby się wykazać, jeśli ma jakiś talent muzyczny na przykład, jeśli gra na fortepianie lub innym instrumencie. Jednakże zanim nastać miała lekcja muzykologii przed mną była lekcja eliksirów, na którą zbytnio nie miała ochoty iść. Szłam do lochów sama, co oczywiście zauważyły dziewczęta oraz dziewczyny z gazetki szkolnej. „Może w końcu znajdą jakiś sensowny temat?” pomyślałam chodź strona z najprzystojniejszymi chłopakami szkoły zawsze była ciekawa na przykład te urocze komentarze, jak „Kiedy na niego patrzę tracę dech w piersiach” czy też „Nogi mi miękną, to anioł nie człowiek” chodź to niczego nie pobije komentarz ten „Świeżo upieczony singiel tylko brać i jeść, bo gorące”. Koło mnie zauważyłam znaną mi twarz.
- Cóż tak powolnym krokiem zmierzasz ku eliksirom Amy? –spytał i wyszczerzył się Daniel.
- No może ty chcesz iść pod miecz kata, ale ja jeszcze się cieszę tymi chwilami wolności. –powiedziałam, po czym zaczęłam nucić jakąś melodię z francuskiej kołysanki śpiewanej małym dzieciom. Znana była ta melodia oj znana, bo chyba prawie każdemu się to śpiewało, kiedy był mały.
- No to… -zaczął a ja spojrzałam na niego unosząc lewą brew. Chłopak założył ręce na piersiach. –Tłumacz się. Znaczy… Nie musisz, jeśli nie powinienem być wtajemniczony, ale czuję się urażony…
- Sprawy bardzo rodzinne –skwitowałam krótko. Chłopak przygryzł wargę jakby wiedząc, że prawdopodobnie mu to odpowiem. Przewróciłam oczami. – Ej nie bycz się. Dan… Daniel. Danieluuu. Bo się fochnę. Daniel. Jeśli cię to tak ciekawi to mogę ci zdradzić całe moje wakacje.
- A cóż może być w wakacjach ciekawego? –spytał. Czyżby się obraził? No ej! To ja miałam być ta obrażona. –Zostawiłaś, porzuciłaś bez niczego.
- Ale patrz na to z tej strony –uśmiechnęłam się. Czyżbyśmy się charakterami zamienili? To ja zazwyczaj zachowuję się jak Kłapeuchy a nie on. –Byłeś mi oddany mój kamracie. Mam nadzieje, że interesujesz się bardziej niebezpiecznymi zwierzątkami niż woźny, bo może kiedyś uproszę kuzyna abym mogła ciebie zabrać do Rumuni do jego pracy. A propozycja, jeśli się zgodzi jest nie do odrzucenia. Co ty na to by pomagać przy smokach?
Chłopak zamrugał i już chciał coś odpowiedzieć, kiedy przerwał nam dźwięk dzwonka, który uświadomił nas jak daleko jesteśmy od klasy i jak dawno powinniśmy tam być.
[Daniel?]

środa, 28 stycznia 2015

Papillonlisse: od Daniela CD Vako

Stałem jak wryty, patrząc na tę całkiem zmienioną, a jednak znajomą i ukochaną twarz. Avalon patrzyła mi w oczy bez wstydu. I już wiedziałem, że nie zawiniła. Podszedłem do niej. Chciałem wykrzyczeć jej swoją złość i swoją radość, czemu zniknęła, i że tęskniłem. Ale nie mogłem. Nie patrząc w jej oczy. Zamiast tego wydusiłem najgorsze z możliwych słów:
-Spóźniłaś się.
Amy się uśmiechnęła.
-Przez ten czas zdążyłeś urosnąć. Ale nadal jesteś tak samo brzydki, jak cię zapamiętałam.
Uśmiechnąłem się.
-Wata cukrowa ci przylgła do głowy.-skomentowałem jej nową fryzurę.
-Nos ci ktoś złamał? Jakiś taki krzywy jest?
-Mnie ktoś nos złamał, a tobie ktoś zwymiotował na głowę!
-Nienawidzę cię!
-To peszek, bo ja cię kocham!
Dookoła nas zebrał się tłumek spragnionych atrakcji uczniów. Avalon spuściła oczy i szepnęła:
-Tak po namyśle... to chyba ja ciebie też.
Uśmiechnąłem się i za podbródek skierowałem jej spojrzenie na siebie.
-Czemu odeszłaś? Gdzie byłaś?
-Na to przyjdzie czas.-powiedziała cicho i pocałowała mnie.
-Mówił ci ktoś, że jesteś okropna?
-Ty, wiele razy.
Jeszcze raz ją pocałowałem i weszliśmy do przedziału. Po chwili wpadł Vako.
-Już mogę?-spytał nieco pretensjonalnym tonem.
Amy podwinęła nogi na fotel i oparła się o moje ramię.
-Jesteście niepojęci.-stwierdził.-Dziewczyna ci znika na pół roku i nagle się pojawia, a ty nie gniewasz się, nie krzyczysz tylko mizdrzysz!
Zaśmiałem się i wskazałem kumplowi miejsce naprzeciw mnie.
-Kazałbym ci siąść po mojej prawej ręce, ale niestety, to miejsce zajęło już okno.
Vako przedrzeźnił mnie, ale usiadł. Po chwili Stefan wypadł z mojej kieszeni i przytulił do szyi Amy.
-Stefcio!-zawołała na widok gekona z ukontentowaniem liżącego się po gałkach ocznych.-Uciekaj, bo Cece jest w pobliżu.
Na dźwięk złowieszczego imienia syjama Amy, gad schował się czym prędzej w jedyną znaną mu oazę- w moją kieszeń.
~~~*~~
Na ceremonii przydziału dołączyło do nas paru pierwszaków, ale ja jakoś nie wiwatowałem z resztą. Siedziałem wpatrzony w stół Luniaków i patrzyłem, jak głowa w kolorze kolorowej waty cukrowej podrywa się przy każdym nowym zielonym. Vako też jakoś odpłynął, ale on patrzył gdzie indziej. A konkretnie na rudowłosą u Orlaków i jej porąbane przyjaciółki. Tak właściwie to wszystkie trzy są porąbane, ale w naszych "męskich rozmowach" porąbane są tylko jasnowłose kumpele, bo Vinylii NIE WOLNO obrazić. Hmm... mam na ten temat swoją teorię i się jej trzymam.
Kiedy uczta się skończyła, od razu pociągnąłem Vako do kolorowej głowy, on z kolei ciągnął do głowy płonącej. Wygrałem, nawiasem mówiąc.
-Co u ciebie, śliczna?-zagadnąłem.
Amy się zaśmiała i, nim porwał ją prąd ludzi w zielonych krawatach, pocałowała mnie w policzek.
-I tak oto odpływa moja dziewczyna.-westchnąłem.

wtorek, 27 stycznia 2015

Papillonlisse: Od Vako Cd. Daniela

- Ja... ja.. - Zająknąłem się i mocno zarumieniłem - Vinylia..
- Ha! Wiedziałem. - Uśmiechnął się triumfalnie - Więccc...?
- Ee... Co więc? - Zapytałem patrząc wszędzie indziej omijając go wzrokiem.
- No czy masz już jakiś plan podboju! - Podekscytował się.
- Eee.. co? Ja.. Nie! Oczywiście, że nie! - Powiedziałem.
- Ale czemu? - Wyglądał na niepocieszonego.
- Bo nie chce takiego czegoś planować... Chcę być szczery i uczciwie a nie
planować na zaś.. Po za tym takie plany często idą w diabli... No i coś mi podpowiada,
żeby robić coś spontanicznie... A tak serio to jeśli coś zaplanuje i będę to wcielał
w życie to.. Mogę mieć wizje.. Jest to bardziej prawdopodobne.. A ja nie chce wiedzieć
co powie, jak zareaguje... Chce mieć tą niepewność.. . - Dodałem ciszej.
Zapadła między nami cisza którą postanowiłem jakoś przerwać.
- Za 2 dni jedziemy do Akademii spakowany już jesteś?
- Taaaa... A ty?
- Muszę tylko dopakować kilka rzeczy i też już wszystko będzie git - Uśmiechnąłem się.
- To dawaj trza coś porobić! - Powiedział Dan - Nie będziemy chyba smutać
przez ostatnie dni wolne od szkoły!?
- Oczywiście, że nie. - Uśmiechnąłem się - Wiesz zawsze można coś wywinąć tym
pustym lalką co siedzą obecnie u mnie w domu lub w ogrodzie - Dodałem uśmiechając
się złośliwie..
- I to ja rozumiem! - Ucieszył się Dan...

~*~

- ORION!
- TO NIE JA PRZYSIĘGAM!
- ZABIJĘ CIĘ!
- ALE TO NIE JA!!
- OCZYWIŚCIE, ŻE NIE TY. GNOMY TO ZROBIŁY!
- PRZYSIĘGAM. TO NIE JA!
- NIE KŁAM! TY MAŁY SKURRrrrrrrrryyy.. eee.. Trrooolluu..? - dokończyłem
uśmiechając niewinnie widząc srogie spojrzenie ojca i matki.
- O co tym razem znowu poszło? - Usłyszałem zdenerwowany głos matki.
Obydwoje ucichliśmy. A zaczęło się od tego że...

~Retrospekcja~

  W pokoju było cicho. Vako właśnie korzystał z ostatnich minut zanim będzie musiał
zejść na dół i razem z rodzicami i bratem na peron. Cieszył się tą ciszą i spokojem
leżąc na łóżku i czytając książkę. Leżał oczywiście w poprzek a głowa zwisała mu lekko
z łóżka. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie... Gdyby oczywiście nie jego super-hiper
braciszek z piekła rodem! A tak właściwie to było to także... Tą ciszę przerwał nagle
świst spadającego... Czegoś, okropny trzask, pękającego drewna, a także chlupot..
Vako zainteresowany co się mogło stać, z wielkim ciążeniem spełzł, z łóżka rzucając
zamkniętą książkę na poduszki. Podszedł do okna i wychylił się patrząc w górę,
oczywiście najpierw szeroko otwierając okno.
  Tak, więc gdy już wyjrzał przez nie, trzymając się parapetu i spojrzał w górę. Śmignęło
mu coś ciemnego, a myśl jaka mu przeszła przez głowę to tylko tyle, że to piętro wyżej
z korytarza obok pokoju jego brata. Vako wzruszył ramionami i już miał się wycofać gdy
nagle jego spojrzenie powiodło w dół.
  W tej ciszy która zapadła na cały dom po tym, trzasku, chlupocie, i świście....
  Następnym zakłócającym wdziękiem zakłócającym ją...
Było głośnie, stanowcze i aż za bardzo nie pożądane przez najmłodszego DeMackor'a
mieszkającego w owym domu..
A konkretniej mówiąc. Wyrażający bezwzględną nienawiść, wściekłość oraz nieokiełznaną
 żądze mordu
- ORION! ZABIJĘ CIĘ TY MAŁY WSTRĘTNY ROBALU CO ZWEM MYM BRATEM!
- ALE TO NIE JA NAPRAWDĘ!
Odpowiedziało Vako przerażony krzyk młodego Oriona.
A w domu już po chwili rozpoczął się wyścig na śmierć i życie.
  Śmierć - Gdy Panicz ''Wkurwiony Starszy Brat" Vako dogoni Młodszego Panicza
"Szykujcie Mi Trumnę" Oriona DeMackor'a.
  Życie - Jeśli Młodszemu Paniczowi "Jestem Za Młody by Umirać" Orionowi, uda się schronić
pod bezpiecznymi skrzydłami rodziców przed Starszym Paniczem "I tak Zginiesz Gadzie" Vako.
Oczywiście nie obyło się bez słów skierowanych do Oriona, niestety by zadbać o wasze
zdrowie psychiczne nie możemy udzielić informacji na temat wymienionych słów.

~ Koniec~

- Matka o coś się zapytała. Jak ktoś pyta, kultura nakazuje odpowiedzieć. - Powiedział
mój ojciec. A ja się gotowałem od środka. By się uspokoić wziąłem głęboki wdech-wydech
zaciskając mocno dłonie w pięści, aż mi knykcie pobielały.
- Ponieważ, wasz młodszy syn, był tak uprzejmy, że stwierdził, że moja deska nie leży tam
gdzie trzeba, jest o ciut za długa i ma nie właściwy kolor. - Zakończyłem. Cały czas mówiłem
przez zaciśnięte zęby, łypiąc groźnie na brata, który aż się kulił wciskając w bok matki...
Która oczywiście stała ciut za ojcem - na wojnie dobre i mocne schronienie to podstawa...
- Nie rozumiem dokładniej mi powiedz. - Odpowiedział zimnym głosem, zaś na twarzy zobaczyłem
nikłą ulgę. No tak ona nigdy nie lubiła, że jeżdżę na desce.. Normalnie wybawienie dla niej...
'Jeszcze kup mu za to medal najlepiej!' pomyślałem zły.
- Otóż to ojcze, że leżę sobie spokojnie na łóżku czytając książkę a nagle świst, trzask i chlupot!
Wychylam się przez okno a TAM CO?!? MOJA DESKOROLKA! ROZTRZASKANA!
W dodatku wpół wpadła, wpół przewróciła tą Pie.... Ee.. Znaczy... ..sszoową.. farbę! Tą różową!
Co mama miała nią pomalować w sypialni waszej, łazienkę i...
- CO?! - Wydarła się matka.. Aż musiałem sobie uszy zatkać zaś Orion od razu odskoczył od
matki i skulił się bliżej ojca jak najdalej od nas... Hehe Punkt dla mnie!
- Cisza! To nie żaden kłopot. O takie coś robicie awantury! Dawaj tą deskę naprawię ci ją
i wyczyszczę a ty się nie denerwuj jak będę wracać to wezmę nową farbę, problem z głowy
a teraz szykować się zaraz będziemy wychodzić!

~*~

- Orion, rusz że dupę swoją przenajświętszą i pośpiesz się! - Zawołałem do niego.
Właśnie wchodziliśmy na peron... No i tu jest pies pogrzebany.. Orion tak się wlekł!
Ojciec już gdy tylko podeszliśmy do peronu pożegnał się z nami i poszedł po farbę dla matki.
Eh.. A ja mam się z tym małym gnojkiem użerać!
- Dobra Ori ty leć do swoich kumpli w swoim przedziale a ja do swoich, to narka!
 Zawołałem i zostawiłem go a sam poszedłem na poszukiwania Daniela.
- DAN! - Zawołałem gdy zobaczyłem go wchodzącego do ekspresu. Pomachałem mu.
- Vako! - Zawołał i też mi pomachał.
Już po chwili przechadzaliśmy się wspólnie między wagonami, szukając wolnego...
Wtedy ni z owego, ni z tamtego drzwi jednego, przy którym szliśmy otworzyły się a z niego...
A z niego wyszła Avalon! TA AVALON! Co złamała serce memu kumplowi znikając od tak
bez pożegnania! Listu! Czego kol wiek!
- Cześć - Bąknąłem gdy stanęliśmy jak wryci... - To ja może pójdę... To ja was może zostawię
samych co? - I wykonałem taktyczny odwrót..

< Dan?? Avalon?? :) aaa i zaraz dodam avalon więc się dan ni bujaj :p>

sobota, 24 stycznia 2015

od Daniela CD Vako

Stałem jakby taki trochę w szoku. Vako zrobił minę, jakbym właśnie podnosił
na niego rękę, żeby mu przywalić.
-Łoooo... Ale jasnowidz, że jasnowidz? Taki jasno widzący nawet, kiedy jest ciemno?
-No... mniej więcej.
-Facet! Ty wiesz jakie to nam daje perspektywy!?
Mój przyjaciel posmutniał.
-Aha... sory.. nie, że chcę cię brutalnie wykorzystywać twoje zdolności, albo co,
po prostu... no wieesz...
-Spoko, rozumiem.-pokiwał głową.
-Ty, a weź, zemścimy się na Zuzi za jej plugawe kłamstwa! Mam nawet pewien pomysł.
Nachyliłem się do ucha Vako i wyszeptałem mu pomysł. Z każdym słowem
chłopak uśmiechał się coraz szerzej.
~~*~~
Oddzieliliśmy Zuzkę od grona jej kumpelek i zaprowadziliśmy na skraj lasu.
-Zuzanno.-odezwałem się oficjalnie.-I ja, i mój druh Vako kochamy cię bezgranicznie,
dlatego urządzimy walkę o twe serce.
Biedna dziewczynka stała rozkojarzona, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego.
-Wybierz sposób walki- zaklęcia czy broń biała?
-Broń biała...-powiedziała słabo. Vako z krzaków wyjął dwie szpady, które znalazł na strychu.
-En garde!-krzyknął i zaczęliśmy z góry ustawioną walkę. W miarę pojedynku
cofaliśmy się w stronę lasu. Za osłoną zieleni zostawiliśmy szpady w krzakach
i wyszliśmy, wesoło rozmawiając.
-Ej, a pamiętasz, jak Raeni zaatakowały te kilogramowe ropuchy!?
Zaśmialiśmy się wychodząc z lasu i mijając zszokowaną Zuzę.
-I co? Kto wygrał?
-Kilogramowe ropuchy, a kto!-prychnąłem-Raeni ma słabe nerwy.
-Ale... w tym pojedynku o mnie... tym na szpady.
-Jaki pojedynek o ciebie? Na szpady?-zdziwił się Vako.-Dziecko, może
ty się przegrzałaś? Chcesz lemoniady?
Dziewczynka pokręciła głową i na sztywnych nogach wróciła do przyjaciółek
podczas gdy my zwijaliśmy się ze śmiechu.
-Jej mina... bezcenna...-wykrztusiłem.
-Jesteś geniuszem!
-Przez grzeczność nie przeczę!
Nawet Stefan, ukryty dotychczas w mej kieszeni dał oznakę życia.
-No... teraz pozostaje unikać gniewu ciotek i pociotków.-stwierdziłem.
~~*~~
-Masz jakąś dziewczynę na oku? No wiesz... odkąd znikła Amy.-spytał
niezręcznie mój kumpel. Na wspomnienie dziewczyny niebezpiecznie zwilgotniały mi oczy.
-Nie ma drugiej takiej.-westchnąłem. Zapadła niezręczna cisza, którą postanowiłem przerwać.
-A ty? czy wdychasz na jakąś?
-No... jest taka jedna, strasznie ładna...
-Hm... nie gadaj.-udałem zdziwienie-Co za jedna? Ta, której dałeś przyspieszony
kurs jazdy na deskorolce? Wiesz, ta płomiennowłosa Orlaczka? Taka prowadzająca
się w glanach?

Vako? Cenię szybkość odpowiedzi :3

czwartek, 22 stycznia 2015

Od Vako Cd. Daniela

-Mówię ci, obaj są we mnie zakochani po uszy! Jak ten Daniel na mnie patrzy,
jakby mnie chciał zjeść, a Vako wcale nie gorzej... Tylko ja nie wiem którego wybrać.
No wiesz, obaj są uroczy, ale wybierając jednego, złamałabym serce drugiemu.
-A to żmija...-mruknął Daniel.
- A czyś nie mówiłem? - Burknąłem.
- Ledwo ją poznałem jakim cudem mam być w niej zakochany???
- A bo ja wiem? Jak ja ją poznałem to już po 10 minutach było gadane przez naszych
rodziców jaką to my piękną parą byśmy nie byli! A ona leciała w moją stronę jak muchy
do gówna! I te teksty booooż.... A ojciec jeszcze....!
- Ekmm.. 
- Eeee.. - Odwróciłem się w stronę.... Ojcaa.
,,No to klops''
- Powiesz mi co zrobiłem synu.? - Spytał jak zawsze surowym głosem, wyprostowany
jak struna... I jeszcze tym surowym spokojem wypisanym na twarzy... Aż mnie ciarki przeszły.
- Niiicccc... Tato. - Podniósł brew. Taaaaa na ogół jest Ojcem, starym.... A kiedy trza go
udobruchać robi się ładne oczka zbitego szczeniaczka i jest wtedy Tatem, Tatusiem...
Żeby to jeszcze na niego działaaało... Nie stop! Działa!
Ale tylko wtedy kiedy robi to Orion....!
Kurde! Co on takiego ma czego ja nie mam, że udaje mu się słodką minką udopruchać tego
starego surowego pryka! Nie żebym go nie kochał, szanował czy coś ale... Ta jego codzienna
postawa... Ta surowość mnie wkuur.... Przyprawia o nagły atak migreny co ma także w skutkach
załamanie psychiczne!
- No ja myślę. - Powiedział po czym zmierzył Daniela srogim, oceniającym.. Krytycznym!
Spojrzeniem po czym odwrócił się i odszedł w stronę mojej babci.
- Mam dość. - Skapitulowałem. Dobrze, że nic nie powiedział tylko popatrzył na niego... 
Eh... Nie powiedział bo dostałby od matki po łbie torebką... 
A wiecie.. 
TO KOBIETA!
A one to chyba tam mają wszystko!
Kosmetyki, nie kosmetyki, jakieś pierdoły, klucze, notatniki, długopisy, coś na przekąskę czy picia
też się znajdzie... Normalnie mini supermarket, biurowiec i salon odnowy pięknej, salon kosmetyczny..!
I to wszystko w jednej małej torebeczce... A moja matka to szczególnie! 
Ona to tam nawet Ren nosi!
Jakby co to Ren to taki mały trzęsidupa... A konkretniej Chihuahua.
Ciekawe czy i cegły tam noszą...?
- To może pójdziemy już do pokoju? - Spytał Dan
- Oczywiście! - Uśmiechnąłem się, ale zaraz mi spełznął z twarzy niemal tak szybko jak się na niej
pojawił - Obiecałem ci przecież wyjaśnić moje 'zacięcia' oraz ciągłe problemy ze snem...

~*~

- No dobra. Jesteśmy kumplami, co nie? - Pokiwał głową. - Ufam, że to co ci powiem nie wyjdzie
za ściany tego pokoju, ok? - Znów pokiwał głową. - Jestem Jasnowidzem.
- Eeee.... .Co? - Zapytał. ,,Chyba zbyt szybko zacząłem... powinienem chyba wszystko po kolei.. ?''
- Znaczy... Ale mi nie przerywaj ok?! Bo widzisz.. Zaczęło się jak byłem mały..
Najpierw to były głupie rzeczy, małe ostrzeżenia czy coś... Przewidywałem sytuacje które się
zdarzały bo nikt nie zważał na słowa małego dziecka... Najpierw od spalonego jedzenia, przez
roztłuczony wazon aż po spadnięcie z miotły. Moja rodzina niby coś podejrzewała ale nigdy
nie była pewna.. Bo ja zawsze tylko po troszku, mówiłem tylko skutki ale z czasem zacząłem
dokładniej mówić nie tylko co się stanie ale także i przez co i kiedy. Co nie znaczy, że zawsze
wiem kiedy, co i gdzie... Byli pewni kiedy przewidziałem co się stanie kuzynowi i ostrzegłem go
dokładnie kiedy, gdzie i przez co a także jaki będzie tego skutek. - Zrobiłem pauzę. Nie wiedziałem
co mam powiedzieć... - Wtedy zaczęło się moje małe piekło. Rodzina, dalsza także wiedziała
o moim darze... Wiesz jak to jest.. Powie się komuś ten ktoś komuś innemu i tak dalej.. .
Często mnie zaczepiano, zagadywano a także rodzina, bliższa czy dalsza, częściej zaczęła mnie
odwiedzała i.. Wszyscy wręcz wymuszali na mnie to.. Przez to zaczynałem wariować. Potrafiłem
zawieszać się na cały boży dzień i siedzieć na kanapie, łóżku czy gdzieś tam i patrzeć tylko w jeden
punkt nie reagując na nic... W między czasie co jakiś czas miałem różne... e...wizje? Wiesz
mój ojciec nie jest fanem mugoli..
- Zdążyłem to zauważyć... - Mruknął, a ja się lekko uśmiechnąłem do niego.
- Taaa... Ale kocha mamę a ona uwielbia waszą technologię. - Powiedziałem i uśmiechnęliśmy się.
- Dlatego od zawsze mieliśmy na przykład telewizor czy radio. I moja moc.. ten dar zaczął
tak jakby szaleć... Gdy tak siedziałem i gapiłem się w jeden punkt te sprzęty wariowały przy
mnie same się włączały i przełączały nic nie dało by je wyłączyć, ani po wyciągnięcie wtyczek
ani nawet to, kiedy mój stary się wkurzył i walnął w niego kilkanaście razy pałką od Quiddicka!
- Zaśmialiśmy się - Przeważnie było na różnych wiadomościach czy coś... Ja miałem wtedy
tak, że wystarczyło, że usłyszę głos prezentera a już miałem wizję o czymś... jakimś sukcesie,
nieszczęściu, to co mu się przytrafi, nocami nie mogłem spać... To było najgorsze kiedy to
wszystko, ten dar stał się przekleństwem i myślałem, że gorzej być nie może.. było..
Pojawiły się nocne sny.. Wiesz mój ojciec był niemieckim aurorem.. Zawsze surowym.
Był tam najlepszy nienawidził siedzieć za biurkiem mimo, iż był szefem biura Aurorów. Został
niestety ranny, jakaś klątwa i nie mógł wrócić do 'czynnej' pracy i teraz siedzi za biurkiem lecz tu
we Francji, w Ministerstwie ale już nie jako auror.. Była w nocy ok. 3 wylądował w szpitalu,
mieli pościg za jakimś czarodziejem. Tej nocy też miałem sen.. TEN sen.. Widziałem jak ojciec,
walczy a potem te chwile kiedy trafia go jedna klątwa a po niej następne, jak ledwo żywy
leży na ziemi... I wtedy to się urwało. Bałem się, byłem przerażony.. Mimo wszystko kocham
go i wiem, że on też kocha nas. Była wtedy około druga w nocy. Krzyczałem, wołałem nawet
uciekłem od matki i ruszyłem do ministerstwa do biura Aurorów, próbowałem im przemówić,
żeby coś zrobili cokolwiek.. Ale no sam wiesz. Kto posłucha.. Dziecka.? Później było znów
gorzej bo ojciec gdy wyzdrowiał musiał im wytłumaczyć to, że wiedziałem co się dokładnie
tam stało, mimo że nawet nie miałem prawa wiedzieć bo niby jak? Mały dzieciak który wie
tylko to, że ojciec ściga złych czarodziei i tylko to co powie tata na dobranoc dziecku... Jakim
cudem..? Czemu..? te pytania i później także w ministerstwie to się rozniosło, że jestem
jasnowidzem i że przewidziałem co się ojcu przytrafi.. Ba! Gdyby nie moja wizja ojciec by
umarł bo to ja im powiedziałem jakimi klątwami i innymi zaklęciami dostał dzięki czemu
zdążyli go uratować. Wiesz wzięli to oznaczono mnie tam jako dobry, korzystny 'zysk'..
Wiesz dziecko co mogłoby im powiedzieć, pomóc w chwytaniu różnych czarodziei.
Za małe by protestować, by stawiać opory tym bardziej że nie wiele mi było wtedy trzeba
to tych moich wizji.. I oni tego chcieli Ale ojciec się wkurzył i wyprowadziliśmy się tu, do Francji
gdzie moja babcia od strony matki też ma ten dar. To ona pomogła mi go 'uspokoić', opanować
i zamaskować. Dała mi ulgę. A rodzice od tamtej pory pilnują by osoby niepożądane się o tym
 nie dowiedziały... Nie chcą powtórki z rozrywki. Wiesz.. Wiedzą tylko nieliczni, moja rodzina,
Dyrektorka, nasz opiekun no i nauczycielka wróżbiarstwa.. No i chyba reszta opiekunów
domów też, no przynajmniej wicedyrektor na pewno.. Ale nie jestem pewien nigdy nie pytałem..
No i oczywiście najbliżsi przyjaciele, ee... A tak właściwie tylko ty.. Nikomu jeszcze nie mówiłem..
 - Dokończyłem, spuszczając wzrok. Trochę to się o tym rozgadałem ale no cóż.. Nie
wiedziałem jak ja mam mu to powiedzieć... Co mam powiedzieć... To było dla mnie trudne..
Zapadła cisza i nie wiedziałem co teraz będzie.. Nie chciałem tracić tej znajomości. Był
moim pierwszym przyjacielem.. No i jedynym.. Mam znajomych, kolegów lecz wszyscy
uważają, że jestem dziwny. Te wszystkie zawiechy no i jestem w drużynie Quidditcha!
Często się obawiają że dostane za wiechy na boisku...  Dlatego dużo osób trzymało mnie...
Na dystans.. Uniosłem głowę i wzrok na Daniela trochę tak jakby z nadzieją...
Teraz to chciałbym mieć wizje.. Tego czy będzie dobrze czy źle...
Trochę się przestraszyłem.
Bo jeżeli uzna mnie za świra?
Albo wyśmieje?
Czy też rozgada i znów będzie 'powtórka z rozrywki'?
Może też być gorzej.. W końcu jeszcze chodzę do szkoły
w tedy nie chodziłem bo byłem za mały..
Jakby na to zareagowali moi rówieśnicy?
No i czemu mam te czarne myśli?
Powinienem mu zaufać, co nie?
To przecież mój przyjaciel..
Najlepszy i jedyny..
Ale moja własna rodzina chciała mnie wykorzystywać...
Czym są przyjaźnie wobec więzów krwi?
Te drugi powinny być mocniejsze prawda?
Chodź życie tego nie pokazuje... Ale jednak prawda?
Skoro rodzina nie była fer to czemu 'obcy' człowiek miałby być?
Zważywszy tylko na to, że obcy znaczy nie powiązany krwią...
Potrząsnąłem głową by wywalić myśli.
Co ma być, to będzie.
- Daniel?


<Daaaaaaniel? XD Boż co mi tu wyszło > 

sobota, 10 stycznia 2015

Od Daniela cd Vako

-Spoko, w końcu jesteśmy kumplami, nie? PAULA! Cho no tu.-zawołałem na siostrunię.
-Idę Danielku!
Mała była rozanielona. Kupiłem jej pufka, uratowałem przed wiedźmami i czarnoksiężnikami, zabrałem ją na lody i do zaczepistego sklepiku z gadżetami. Musiała być kochana.
-Wybrałaś sobie coś?
-TAK!-Paula zrobiła dumną minę i przedstawiła mi fiolkę w kształcie serduszka z bladoróżowym płynem.
-Co to? Eliksir miłosny?-zdziwił się Vako.
-Nooo! Super, nie?-dziewczynka westchnęła.-Wyobrażasz sobie? Tak podać to wszystkim chłopakom i patrzeć, jak się za tobą uganiają...
-Co ty!? Masz nas za zwierzęta, które wessą byle czekoladkę od jakiejś podejrzanej małolaty!?
-Nie. Mam was za niesamowitych łakomczuchów. Poza tym... to nie koniecznie ja muszę im dać... to może być byle soczek przy śniadaniu...
-Oż ty...-ruszyłem w stronę bezczelnie uśmiechniętej blondynki, ale Vako mnie przytrzymał.
-Spokojnie, Dan, ona żartuje.
Paula wystawiła mi język. Wstrętna, ohydna...
-Widzisz go, Ignasiu? To właśnie przykład człowieka niezrównoważonego psychicznie i niebezpiecznego dla otoczenia. Takimi jak on są wypełnione szpitale psychiatryczne.
-Elokwentna.-stwierdził z mimowolnym podziwem Vako.
-Inteligencję ma po mnie.-burknąłem, na co mój "przyjaciel" parsknął śmiechem.
-Ignasia bym posądzał o większą inteligencję niż twoja.
Stefan kwiknął w mojej kieszeni.
-Po czyjej ty niby jesteś stronie, ty gadzie!?-zawołałem do kieszeni. Stefan wystawił łebek i oblizał lewe oko.
-Świat się ode mnie odwrócił...
~~*~~
Oczywiście, rodzice byli zachwyceni, że zaproszono mnie na uroczystość czarodziejów i chcieli, żebym prezentował się jak najlepiej. Dali mi garnitur, tylko tacie udało się wybłagać, żebym nie miał krawatu, tylko "zawadiacko" rozpięty górny guzik. Chcieli też, żebym wziął ze sobą wielki, cudowny bukiet egzotycznych kwiatów i bombonierę Cadbury, ale skończyło się na białej róży i kremowej bombonierce.
Kiedy dotarłem do posesji DeMackorów. W ogrodzie pod dużą willą stała cała oprawa, stoły suto zastawione, girlandy z kwiatami w kształcie serc. Na spotkanie wybiegł mi sam Vako.
-Aleś się, stary, odpicował! Dobrze, że jesteś! Zuzanna już przybyła i mnie torturuje.
-Vako! Vako, gdzie uciekłeś. O? To twój kolega?
Za Vakiem stała dziewczynka w wieku Pauli, może starsza. Wcale nie przypominała morsa, w ogóle nie była szczególnie brzydka. Była... przeciętna. Ale, powiem nieskromnie, że z Paulą równać się nie mogła. Miała przeciętne, brązowe włosy. Żaden dziki kasztan, tylko takie płowe. Przeciętne, szare oczy, nie jak niebo przed letnią burzą.
-Ta... przyjaciel właściwie.
-Jest...?-poruszyła wargami w słowo "czarodziejem"
-Tak, jestem czarodziejem. Dużo o tobie słyszałem.-postanowiłem pognębić kumpla.
-Och?-zarumieniła się i zrobiła ruch głową, jakby próbowała wyglądać uroczo i spojrzała na Vako ze spuszczoną głową, co sprawiło, że wyglądała jak Samara z "The Ring". -A co mówił?
-E, takie tam. Że się znacie długo, dużo czasu spędzacie razem.
Zachichotała i wtedy zrozumiałem, czemu Vako nazwał ją morsem. Podczas śmiania się chrząkała, a z jej ust ciekła ślina.
-Ta... to my pójdziemy, no wiesz... męskie sprawy.-powiedział Vako i popchnął zwijającego się ze śmiechu mnie w stronę domu.
-U-u-urooooczaa...-wydusiłem.
-Tja... chodź, pokażę ci okolice.
Poszliśmy na spacer po lesie, nad strumyk i w ogóle. Kiedy wracaliśmy, wzdłuż gęstego i wysokiego żywopłotu usłyszeliśmy niepowtarzalny głos Zuzanny:
-Mówię ci, obaj są we mnie zakochani po uszy! Jak ten Daniel na mnie patrzy, jakby mnie chciał zjeść, a Vako wcale nie gorzej... Tylko ja nie wiem którego wybrać. No wiesz, obaj są uroczy, ale wybierając jednego, złamałabym serce drugiemu.
-A to żmija...-mruknąłem.

Vakoo? Hahah, a ja dostaję weny podczas pisania xD

Od Vako Cd. Daniela

Przyglądałem się z boku, cóż... Daniel nigdy nie wydawał się taki... Przerażony?
No i zdezorientowany kiedy mała zniknęła tak nagle..
Kiedy zaproponował lody małej poparłem, że to będzie dobry pomysł... Dzieci kochają
lody.. I słodycze nie? Cóż też je niby lubię chodź może tak nie do końca... .
- A może po lodach pójdziemy do Magicznych Dowcipów? - Zapytałem się i uśmiechnąłem
lekko do siostry Daniela. - Jest tam dużo fajnych i śmiesznych w skutkach rzeczy - Dodałem
ale już z zadziornym uśmiechem... O tak! Muszę znowu kupić Zamazywacz siniaków bo przez
deskorolkę sobie znów kilka nabiłem a wystarczy, że matka i tak na moje cudeńko
nie przychylnie patrzy. Wracają do rodzeństwa... Paulina uśmiechnęła się szeroko.
- A co tam takiego jest? - Zapytała
- Oh i wcześniej możemy iść do tego sklepu są tam słodycze różne! Zonek nie?!
 - Przypomniałem sobie, sklep którego szyld widziałem niedaleko dowcipów
- Ale on nie jest przypadkiem w Écuello? - Zapytał Daniel marszcząc brwi.
- Tak! Ale słyszałem od kuzyna że otworzyli drugi na Palcu tu! Można by kupić jakieś
słodycze...
- Hym.. Dobry pomysł - Uśmiechnął się Daniel i przepuścił siostrę w drzwiach ~ Sam się
nie zoriętowałem kiedy właściwie doszliśmy i zaczęliśmy stać przed Lodziarnią
  W Lodziarni spędziliśmy ponad pół godziny, zajadając się lodami aż dziw, że miałem taką
ochotę na nie! Oczywiście spędziliśmy tam długo by móc kupować dokładki najróżniejsze
smaki a i Paula się rozweseliła całkowicie, no przynajmniej tak na pierwszy rzut oka, jakby
zapominając o całym zdarzeniu które miało miejsce jakiś czas temu i znów była dziewczynką
co chce wszystko zobaczyć, pewnie też byłbym ciekawy wszystkiego gdybym jak oni mieszkał
w mugolskim świecie a później nagle wylądował... Tu.
- To idziemy do tych Dowcipów?? - Moje 'błądzenie' w niebieskich migdałach przerwała siostra
Daniela.. Chyba znudziły jej się lody.
- Pewnie! Daniel? Co sobie kupisz.. no i trza też coś wymyślić by mała niektórych rzeczy
nie tykała... Sam rozumiesz.. - mruknąłem w jego stronę bo mimo wszystko są tam różne
dziwactwa i może coś pomylić.. jakieś jedzenie na przykład... - Ja sobie muszę kupić
te zamazywacze siniaków..
- Oh... Co ty nie powiesz? Znudziła ci się twoja kolekcja siniaków nabitych przez deskorolkę?
Uśmiechnął się.
- No niby nie... Ale wystarczy już że matka wstydzi się ze mną pokazać wśród tych jej
koleżaneczek! - Parsknąłem na myśl o przyjęciu jaki ma moja matka zrobić z okazji 20 rocznicy
ślubu jej i ojca... Boże! Może być coś gorszego od tłumu ludzi, rozchichotanych córek przyjaciół
moich rodziców i ich ciągle prychających na wszystko , gardzących wszystkim co uważają
za gorsze od siebie, synów, no i w końcu 'przyjaciółek' matki - Plotkarskie Flądry! 'Przyjaciele'
ojca - ''Grube ryby'' czyli fury kasy, jedni wielkości wielorybów i reszta nafaszerowana eliksirami
by być 'pięknymi i wiecznie młodymi' tylko patrzeć jak się zestarzeją i będą od tego pomarszczeni!
Dopiero będą piękni i młodzi.. Pff.. No i najważniejsza! BRAK MOJEJ DESKI! No i normalnych
ludzi [nie licząc babci... Nooo i po dłuższym zastanowieniu to przy tej zgrai 'przyjaciół moich
rodziców i ich rodzin' + moja rodzina to normalny wydaje się nawet Orion! Ha! On??
On jak najbardziej nie jest normalny a to już wyczyn, że mi w ogóle na myśl przyszedł..]
I tu pojawia się ma piekielna inteligencja i mądrość! Przecie ja powinienem być normalnie
w Bellefeuille z taką inteligencją!
- DANIEL!
- Nie drzyj mi się do ucha Lycor! -Zawołał zatykając uszy Dan.
-Eeee soreczka...? - I wyszczerzyłem się durnie, drapiąc się prawą ręką po potylicy
- Eh... Co ja z tobą mam?? - Zapytał wznosząc ręce do nieba - I widzisz - Powiedział
do siostry wskazując na mnie kciukiem - I ja z nim muszę mieszkać!
- Oh,.. no przestań! Mam do ciebie sprawę! Aee... Paula może pójdziesz... Eee tam za
tym regałem są pióra różne które są samooczyszczające, samoodpowiadające,
samosprawdzające czy też samopiszące! Do wyboru do koloru! Wybierz sobie to ci
kupię jeden - Uśmiechnąłem się a kiedy zostaliśmy sami zapytałem - Chciałbyś do mnie
przyjść za dwa dni na noc? - Spytałem niewinnie...
- Eee.. No wiesz twój ojciec chyba za mną nie przepada.. - Powiedział nie pewnie
Eh.. no tak w końcu, CZYSTA vs MUGOLSKA panie i panowie zapraszam do pierwszego
rzędu! No to klopsss..... - Phiii! Co ty mówisz... To, że rzucił ci kilka nie przyjemnych spojrzeń
gdy żegnaliśmy się na peronie nic nie znaczy! - Chyba go nie przekonałem bo po patrzył się
na mnie litościwie ja na jakieś 5 letnie dziecko które nic nie kuma... - Za to moja mama cię lubi!
Próbowałem się obronić.. Eh... Mój stary to były niemiecki Auror jeszcze zanim się
przeprowadziliśmy był tam szefem i zawsze był.. surowy no ale miał wypadek przy łapaniu
jednego z czanoksiężników i musiał zrezygnować...
A babcia [od strony ojca] zawsze mu mówiła, że się kiedyś doigra! I jaki z tego morał?
Że zawsze trzeba słuchać mamy! No i z akcji łapania tych czarnych męd teraz musi siedzieć
w biurze.. przy stołku, grzecznie, spokojnie... I tylko wyżywać się na biednych pracownikach
biura aurorów... Za to matka z babcią zawsze mówiły, że trzeba być tolerancyjnym bo czarodziej
czy nie to też człowiek, tak samo myśli i czyje - Ojciec że mugole to karaluchy co zatruwają ten
świat. I którego tu rodzica słuchać???
- Ale nie wiem czy to dobry pomysł.. - Przerwał moje rozmyślania.
- Ej... noo! Błaaaagam! Moja matka wyprawia przyjęcie z okazji 20 rocznicy i nie chce być
tam saaaam! Znowu zlecą się te jej przyjaciółeczki ze swoimi syneczkami i córeczkami
i przyjaciele ojca.. A matka mi jeszcze skonfiskowała deskorolkę! cytując; ''Nie będziesz mi
tu latał cały w sińcach i zadrapaniach! I ani mi się śni byś miał jeździć tym czymś na moim przyjęciu!''
 Ja tam zdechnę w męczarniach.. I jeszcze ta Zuzanna!! - Na to Dan się roześmiał... No tak
opowiadałem mu o niej to walnięta córeczka najlepszej psiapsióły mojej mamy...
TO ZŁO WCIELONE! Nie dość że leci do mnie jak ćma do światła, robi wielkie maślane oczy
i myśli, że jest słodka i na nią polecę! W dodatku moja mama z jej matką gadały PRZY NAS
i ojcach że jaką byśmy to nie byli słodką PARĄ!??? To już bym wolał z mopsem się ożenić!
Nawet one przy niej to Najpiękniejsza Miss Świata! Nawet chcieli mnie w randkę wrobić...
- To jaaaak Daaany???? PROOOSZĘ! Zrobię wszystko! Mogę nawet błagać na kolanach tylko
nie zostawiaj mnie na pastwę tego... Morsa!
- Ppf...pHahaha! - Zaczął się śmiać zemnie... Jak to się można śmiać z ludzkiego nieszczęścia???
- Dobra ale...
-DZIĘKI, DZIĘKI! - Przytuliłem go a następnie odsuwając się poklepałem po plecach
- Jesteś The Best!
- Wiem, wiem ale pod jednym warunkiem!
- Eeee.. jakim.?
- Powiesz mi przed, w trakcie, po przyjęciu, nie ważne w którym momencie ale masz mi
powiedzieć czemu zawsze jak się zawieszasz to mam cię chlapać wodą? I dlaczego właściwie
się zawieszasz? No i te wszystkie noce kiedy się co chwila przebudzasz, czemu masz problemy
ze snem? - Tyle pytań a takie... Niewygodne...
- Jaa.. Bo... Nie mogę ci powiedzieć - Powiedziałem spuszczając głowę...
- Czemu? Jesteśmy kumplami nie? Przyjaciółmi...?
- ... - Kurde!
- Spoko rozumiem.. - Powiedział i się odwrócił.. FACK!
- Nie! Stop! Czekaj! Powiem..ci..! Tylko musisz przyrzec, że nikomu nie powiesz i nie zmieni
to relacji między nami! Ani... Ani w ogóle, że będzie tak jak było ok? Powiem ci po tym przyjęciu,
gdy będziemy już w pokoju. - Powiedziałem niepewnie - To przyjdziesz do mnie..?


<Daniel? Miałam wenę.. zn. nie tak miało być - kilka razy dopisywałam bo ciągle mi
ktoś przerywał pisanie i w ogóle miało to być inaczej na początku xD >

niedziela, 4 stycznia 2015

od Daniela do Vako

Plac Horkruksów zawsze wydawał mi się wspaniałym miejscem.
Jednak jego piękno było przyćmione przez moją 11-letnią siostrzyczkę Paulę.


Pomimo oczywistego uroku i urody małej Pauline (jest podobna do mnie, więc
musi być śliczna, nie?) nadal była irytującym dzieckiem, które po prostu paliło
się do Akademii. Taki już mój los, że nasza praprapraprababcia była czarownicą,
wyszła za mugola, a czarodziej w rodzinie zdarza się co któreś tam pokolenie.
Jesteśmy pierwszymi czarodziejami od czasów chwalebnej naszej 4xpra babki
Edelisse Coaspartoux z domu Evrentsen. Myślałem, że czarodziejem będę tylko
ja, a tutaj moja maleńka siostrusia wykazała umiejętności czarodziejskie
objawiające się w regularnym kichaniu płatkami złota i róż. Takie to, dziecko piękna.
Paula ma też dziwny zwyczaj noszenia ciężkich, wełnianych czapek nawet w lecie.
Oprócz nich jest zawsze doskonale i elegancko ubrana, o czym nie omieszkają
się wspominać rodzice.
-Paula! Gdzie ty lecisz, gó... góro złota moja?
-Och, Daniel, Daniel, patrz jakie słodziaki!
Mała podbiegła do witryny magicznej menażerii. Na wystawie było kilka
puchatych zwierzątek we wszystkich odcieniach różu, fioletu i beżu.
-No co? Pufki pigmejskie.
-Och, kup mi takiego, Danielku! Proszę cię, braciszku!
Spojrzała na mnie błagalnym spojrzeniem a'la zbity pies. Mama kazała mi kupić
małej jakieś niezbyt kosztowne zwierzątko i pokazać jej świat, do którego za rok dołączy.
-Ech... OK, ale tylko jednego.-zastrzegłem, bo widziałem bo wyrazie jej twarzy,
że chętnie wybiłaby szybę, wskoczyła tam i przytuliła je wszystkie.
-Ojeju, Danieluś, jesteś najlepszym braciszkiem na świecie!
Maluszek podbiegł do mnie. Ja się schyliłem, a Paula wycałowała oba moje policzki.
-Chodź, chodź, ja sobie kupię takiego kremowego, one są śliczne!
Moja siostrzyczka kocha kremowy i beżowy.
Wszedłem za dziewczynką do sklepu. Nie mogła wybrać zwierzątka, albo po prostu
chciała przedłużyć czas zabawy z nimi, bo cały czas je tuliła, całowała i głaskała,
a kiedy ją poganiałem, odpowiadała, że nie może się zdecydować. W końcu wybrała
kremowego potworka i podeszła z nim do lady.
-To chłopiec czy dziewczynka?-zapytała.
-To chłopczyk, kochanie.-odpowiedziała rozczulona sprzedawczyni.
-Danielku, możesz płacić.-przyzwoliła z miną wielkiej pani. Grr...
Dałem należność za pufka (10 galeonów za takiego farfocla!?) i wyszliśmy z menażerii.,
-Chcesz wiedzieć jak go nazwę?-spytała Paula.
-Jakoś nie bardzo.
-Pasowałoby mu Stefan...
-ANI MI SIĘ WAŻ!-obudziłem się nagle-Stefan jest jedyny w swoim rodzaju,
prawda mordko?-zwróciłem się do żółtego gekona w mojej kieszeni.
W odpowiedzi wystawił Łebek i polizał się po oku.
-Czyż nie rozkoszny?-rzuciłem pytanie retoryczne.
-Nie bardzo... błyy...
-To jak nazwiesz tego potwora?-zniecierpliwiłem się.
-Odezwał się miłośnik jaszczurek-mruknęła, ale zaraz ją jakby oświeciło.- IGNACY!
Ignacy Coaspartoux.
-Puknij się! Jedynym zwierzakiem, który ma prawo nosić nasze nazwisko jest Stefcio!
Nagle zauważyłem, że jakiś chłopak patrzy na nas i zwija się ze śmiechu. Kiedy się
wyprostował, było wiadomo, że to mój kolega z dormitorium- Vako.
-Co cię tak bawi, DeMackor?-spytałem, choć sam się uśmiechałem od ucha
do ucha, bo stwierdziłem, jak nasza kłótnia musi głupio wyglądać.
-Bawi mnie twoja jaszczurka, Coaspartoux. Mój młodszy brat też ma jaszczurkowego hysia.
-Ależ, ja nie mam hysia. Ja tylko bronię interesów pupila przed postronnymi.-tu
znacząco spojrzałem na Paulę.
-Co to znaczy "postronnymi"?-zmarszczyła groźnie śliczną twarzyczkę.
Trza przyznać, dziecko jak z obrazka.-Własną siostrę za "postronną" uznajesz?
Vako znów się śmiał.
-Noo, idź ty z tym swoim Ignasiem coś zjedz, a ja i Vako poszwędamy się.
-Mama będzie zła.-zagroziła mi.
-Dan, weź ją. Nie będzie przeszkadzać, bo będzie zajęta Ignacym.
-Zaraz.-zaniepokoiłem się- A gdzie twoja małpa?
-Kto, Gaamaru?-zaśmiał się-Boisz się demimoza?
-Wiesz, od incydentu z jajami...
Vako zakrztusił się śmiechem, na wspomnienie chwili, kiedy jego małpa rozbiła
mi na głowie 10 jaj.
-Chodźże coś zjemy. A mała zaraza też może iść. Paula, chodź... Paula... Paula?
Małej ślicznotki przy mnie nie było.
-Vako, MUSIMY ją znaleźć.-powiedziałem załamany. Może i była upierdliwa,
złośliwa, irytująca, wredna, ciekawska etc. ale to była moja siostra. MUSIAŁA
się znaleźć.

*****oczami Pauli*****

Czemu ten Daniel jest taki okropny!? Kiedy zaczęli gadać o tej małpie
wymknęliśmy się cichaczem, ja i Ignaś. Biegłam ze łzami w oczach. Zauważyłam
jakąś zapyziałą uliczkę. Świetne miejsce, żeby się wypłakać. Przeczytałam napis
"Ulica Ślepej Jędzy". Średnio zachęcające, ale właśnie o to chodzi. Daniel pomyśli,
że bałabym się tam wejść i tam mnie nie będzie szukał. Zresztą... pewnie kiedy tylko
zobaczy, że mnie nie ma, ucieszy się i pójdzie z tym swoim kumplem...
Wbiegłam w uliczkę, siadłam za węgłem i zaczęłam płakać. Ignaś pisnął zatroskany
i zaczął się tulić do mojego policzka.
-Ojejku, Ignasiu... czemu ten Daniel tak nas nie lubi.
-A CO tu robi taka słodka dziewczynka jak ty?-zza zakrętu wyłoniła się wstrętna
wiedźma o szarek skórze i ogromnej, włochatej brodawce na równie pokaźnym nosie.
-Ach!-pisnęłam.
-Noo, Urszulo, zaopiekujmy się nią.-zawtórował jej chrapliwy, męski głos.
-Danieeeeel!-krzyknęłam.-Danieeeeelkuuuuu!

*****oczami Daniela*****

Nagle usłyszałem krzyk Pauli, którego nie da się pomylić z niczym innym.
-O nie...-powiedziałem cicho-To od Ulicy Ślepej Jędzy!-zwróciłem się do
Vako i pobiegliśmy do strefy zakazanej. Na szczęście, nie zabrnęła za daleko.
Paula była tuż przy wejściu.
-Daaaanieeeel!-krzyczała cieniutko. Nie widziałem jej z powodu małego tłumu,
który się nad nią pochylał.
-Cofnąć się!-ostrzegłem, wyciągając różdżkę. Spojrzeli na mnie niechętnie i się
rozeszli. Nie byli chyba szczególnie biegli w czarowaniu.
-Daniel! Danielek!-chlipała.
-Już dobrze, Pauluś, już dobrze. Podbiegłem do niej i przytuliłem ją.
-Ja nie chciałam... bo ty na mnie krzyczałeś i... nie chciałam...
-Ćśś... to moja wina, nie płacz.
-Ej, Daniel? Może już chodźmy.-powiedział Vako niepwenie.
-Racja. Chodź, kaczątko, pójdziemy na lody.-otarłem łzy z jej zapuchniętej buzi.
Mówiłem do niej kaczątko tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Vako?

piątek, 2 stycznia 2015

Uczeń Domu Papillonlisse: Daniel Coaspartoux

 Daniel Coaspartoux

Imię: Daniel
Pseudonim/Ksywka: Dan, dla niektórych Eiffel
Nazwisko:  Coaspartoux (czt. kaspartu)
Krew: Mugolak 
Rok: Trzeci
Data Urodzenia: 23.06
Dom: Papillonlisse
Drużyna Quidditch'a: 
Dziewczyna: Avalon
Rodzina:  Rodzice mugole, starszy kuzyn-czarodziej, młodsza siostra 
czarodziejka, ale jeszcze nie doszła.


Sowa: Płomykówka - Eleni


Towarzysz: Gekon - Stefan


Różdżka: dąb, włókno ze smoczego serca, 13 cali, giętka, daje radę
ze wszystkim, jednak najlepsza w pojedynkach
Ciekawostki:
~ Bogin - Brak.
~ Patronus - Brak.
~ Genetyka - Animag - Ryś
~Zdolności - legilimencja i oklumencja
~ Inne - 

Ulubiony Przedmiot: OPCM, ONMS,
Znienawidzony Przedmiot:  numerologia
*~ Stajnia - Brak.
Właściciel - juda



Zainteresowania: muzyka, sport

Aparycja: Dan to wysoki chłopak (ok. 180 cm) o blond włosach i czarujących 
niebieskich oczach. Często się uśmiecha. Jest dobrze zbudowany i bardzo silny. 
Zazwyczaj nosi koszule w kratkę i jeansy. 

Charakter: Dan jest chłopakiem o silnym charakterze. Nie da sobą pomiatać, 
ani sobie rozkazywać. Kocha muzykę, to jego pasja. Czasami zdarza się, że 
romantyczny. Nie jest podrywaczem i wierzy, że istnieje przyjaźń damsko-męska, 
więc nie każda dziewczyna, do której zagada musi mu się od razu podobać. 
Jest raczej miły i zabawny, żartowniś. Zdarza mu się coś palnąć bez zastanowienia, 
ale zawsze potrafi przeprosić. Jest honorowy, nie da sobie w kasze dmuchać. 
Jeśli się go wkurzy, nie zawacha się przed daniem w zęby. Nigdy jednak nie 
uderzy dziewczyny. Rozsądny, podejmuje z reguły dobre decyzje. Szarmancki 
i błyskotliwy, lubi przebywać w towarzystwie. Zdarzają mu się "fazy" kiedy 
jest bardzo smutny, bardzo zły lub bardzo szczęśliwy i nieogarnięty. Mądry, 
dobrze się uczy, ale nie jest kujonem i nie zakuwa non stop

Historia: Urodził się na przedmieściach Paryża. Rodzice czuli, że coś z nim nie tak.
A gdy poszli do lekarza, który szczęśliwie był czarodziejem zaczęło się:
zdenerwowanie, strach przed własnym synem, niepewność. 
Okazało się jednak, że czarodziej w rodzinie nie jest zły. Wysłano go do AMB 
i zaczął się uczyć, najlepiej jak umie...