Statystyka

Październik! ~~~

Październik
Nauka, nauka i nauka!
Powoli Robi Się Coraz chłodniej. Weekendy uczniowie spędzają w miasteczku.


Punkty przyznawane SĄ dopiero od roku szkolnego AŻ zrobić Początku wakacji - wtedy na Początku piszecie nazwę domu :. Od ... do / CD ...]
W WAKACJE Piszcie TYLKO od kogo ma kogo! Bez domu ponieważ nie nie SA przyznawane wtedy Punkty! :)

Opowiadania DO DOKOŃCZENIA!


Od Ell cd Rosalie - Czy Rosalie


Od Jonasza zrobić ... - Trzecioroczniaka Z Belle.
Od Lili cd. Jonasza - Do Jonasza
, Od Vinyli cd Lili - Czy Bianki i Lili



Od Avalone cd Daniela - CZY Daniela & Vako

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clarisse La Rue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clarisse La Rue. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2015

Ombrelune: Od Adama cd. Clarisse

- Może to lesby - skrzywiłem się z niesmakiem. - Albo patrzą na ten metrowy kawałek srajtaśmy, który ciągnie ci się za nogą.
- Jezu, gdzie?! - Clary natychmiast wstała i uniosła nogę, chcąc dokładnie obejrzeć but. W tym momencie nie wytrzymałem i zacząłem pokładać się ze śmiechu, omal nie tracąc równowagi na miotle. - Adamie Brooksie! Zejdź no tylko z tego badyla, a stanę się twoim najgorszym koszmarem! - krzyknęła, robiąc groźną minę, gdy zorientowała się, że żartuję.
- Już biegnę - zaśmiałem się, robiąc w powietrzu korkociąg.
Warknęła na mnie z najwyższą irytacją i pogardą dla mej osoby.
- Dla separacji od takich właśnie ludzi Clarisse nigdy nie opuszczała biblioteki - wycedziła przez zęby głosem lektora deklamującego fragment książki.
- Hm? - Uniosłem brew ze zdziwieniem.
- Nie, nic...
- Nudzi ci się, mała? - zapytałem po chwili zastanowienia.
- Nie. Właściwie to miałam już wra... Au, Bastet! - Kotka wpiła pazurki w nogę swojej pani. - No dobrze, dobrze. Niech będzie. Nudzę się. I co?
- Może gdzieś wyskoczymy? - zaproponowałem, ubierając swoją twarz w jeden z najczarowniejszych uśmiechów.
- Nie wiem, czy mi się chce - odparła, spoglądając na swojego pupila ostrożnie.
- Nie wiem, czy mi się chce - przedrzeźniłem ją. - A co będziesz robić, siedzieć w bibliotece?
- Może - bąknęła.
- No, dawaj, ruszmy się gdzieś! - Zamaszyście uniosłem ręce, składając je w proszącym geście. Gwałtowność ruchu sprawiła, że niebezpiecznie zachybotałem się na miotle, tracąc równowagę, którą jednak w trymiga odzyskałem.
- Matko! Nie rób tak... - Clary autentycznie się przeraziła. Wiedziałem, że od czasu wypadku z dzieciństwa ma fobię przed upadkiem.
- Nic mi nie jest - wzruszyłem ramionami.
- Ale mogłoby być.
- Ale nie jest!
Po tej krótkiej wymianie zdań zdecydowaliśmy się opuścić boisko. Ja na swojej Błyskawicy pomknąłem prosto do szatni, by napić się i mało wiele ogarnąć, Clary natomiast pozwoliłem powoli i spokojnie zejść z trybun, nawet nie śmiąc proponować jej podwózki.
Kilka minut później już byliśmy w drodze do Écuelle. Jesień w południowej Francji nie jest z reguły dokuczliwa, pogoda była naprawdę piękna. Aż chciało się tańczyć i fikać koziołki! Co zresztą robiłem. Całą drogę.
- Przestaniesz?! - Clary w pewnym momencie nie wytrzymała.
- Matko, jesteś totalnie aspołeczna przez tą bibliotekę. Książki szkodzą - rzuciłem.
- Tobie poważnie zaszkodzą, jak dostaniesz takim tomem "Historii Hogwartu" przez łeb - burknęła.
- Ale się boję - zadrwiłem, wykrzywiając twarz w dziwnym grymasie.

Clary?
Krótkie. Nudne. Pisane przez dwa jebane miesiące.
Co jest ze mną?

piątek, 10 kwietnia 2015

Héroiqueors: Od Petty'ego Do Clarisse

Szedłem szybko korytarzem, nie bacząc na nikogo, potrącając czasem kogoś.
W pewnym momencie tak, uderzyłem o kogoś, że wylądowałem na ścianie zaś
tamta osoba o mało nie upadła.
- Cholera - Syknąłem, rozmasowując sobie bolące ramię. Podniosłem wzrok na 'tego kogoś'
i od razu tego pożałowałem... Ponieważ spojrzałem w oczy najgorszej jędzowatej, krowy
na świecie. Dokładnie mówiąc Pannie Clarisse La Rue, dla której jestem tylko, łagodnie
mówiąc, Szlamowatym Futrzakiem.
Do dziś żałuję, że była jedną z osób, którym powiedziałem o swojej likantropii.
Niestety ale jak powiedziałem wszystkim z paczki kuzyna i wiewióreczce to i ona do tej
paczki należy, chodź jak nie miałem nic by wiedzieli Percy, Adam, Ell.. To cóż jej bym
najchętniej nie mówił.. Lecz cóż nie wszystko można mieć...
- Pacz jak chodzisz, Szlamo! - Krzyknęła zła.
Ja tylko westchnąłem i chciałem iść, gdy nagle... Usłyszałem to.

''- Chyba nie dasz jej się tak poniżać młody!? - Zabrzmiał mi w głowie, oburzony 
głos Szachara. - Nie możesz dawać jej sobą tak pomiatać! Co ty Ciota czy facet?
  - Zapytał kpiąco.
- Nie twoja sprawa! - Ofuknąłem go.
- A właśnie, że moja! Jakbyś nie pamiętam ja jestem..
- Mną a ja tobą, tam gdzie ja tam i ty. - Mruknąłem dokończając jego ulubiony tekst.
- Oh jak miło, że pamiętasz. - Powiedział przemiłym głosem.
- Powtarzasz mi to za każdym razem, gdy chcę byś się nie wtrącał, więc to chyba
oczywiste, że umiem to już na pamięć!
- O Jezu, nie bulwersuj się tak. Po prostu wygarnij jej co o niej myślisz i będzie spokój.''

- Wybacz, jędzo lecz nie zwracam uwagi na takie, durne Krowy jak ty! - Zawołałem zły.
Nie na nią. Byłem po prostu zły na Szachara. Cóż czasem trzeba się na kimś wyżyć.
A kłótnia z La Rue jest na to najlepszą opcją.

< Clar? :D>

czwartek, 9 kwietnia 2015

Ombrelune: Od Clary do Adama

„Clarisse będąc sobą, siedziała w bibliotece zatapiając smutki w książkach.” Gdyby istniała książka opisująca moje życie w każdym rozdziale to zdanie było by gdzieś na początku. Siedziałam w ciszy w najbardziej oddalonym dziale w całej bibliotece, gdzie nikt nie zagląda, przedstawiam wam dział ksiąg z podpisem dzieła naukowe. Oczywiście że tu nikt nie zagląda, kto normalny czyta książki o fizyce… Dobra ja jestem wyjątkiem. Oczywiście po reszcie wesołej kompanii nigdzie nie było widać. Zapewne Adam i Eli poddają się romansowi, David ucieka od Leslie, a mój kochany „braciszek” ucieka przed fankami… nie wróć psycho-fankami. Książka którą czytałam była.. no cóż wymagająca w pewnym stopniu, a było to „Cierpienia młodego Wertera” autorstwa Johann Wolfgang von Goethe, która nie dość że po wydaniu wzniosła ilość samobójstw w Europie, to zmieniła modę na nowego bohatera w jego czasach, choć większość zna go z dramatu „Faust”. Nagle ktoś oderwał mnie od mojej lektury, moja kochana kotka zapragnęła mnie podręczyć.
-I ty Brutusie przeciwko mnie?!- jednak Bastat spojrzała się na mnie z miną „chodź ty szalony kapeluszniku i wyjdź na dwór. Na dwór, powiadam!”. Przyznam że zawsze się słucham jej sugestii. Nie wiem czemu, ale jakoś czasem ona jest moim głosem rozsądku. Gdy wyszłam z biblioteki i ruszyłam w stronę błoni, ludzie którzy kłębili się na korytarzach rozstąpili się jak Morze Czerwone przed Mojżeszem. Nie powiem popularność wśród wszystkich jako nadzwyczajna piękność czy największy wróg wszystkich pół-krwi i mugoli była mi na rękę. Chodź nie w święta te chrześcijańskie czy kobiet, a już najgorsze były walentynki. Dostaje tyle kwiatów że mogę otworzyć zakład pogrzebowy! Boże, jeśli istniejesz, to spraw żeby nie dowiedzieli się o moich urodzinach, bo chyba wtedy urządzą paradę! Już i tak miałam dosyć atrakcji na cały rok. Jednak nie dotarłam do błoni, moja kotka poprowadziła mnie na boisko Quidicha, na którym był sparing po między Luniakami, a Orlakami. Mój dom jak zwykle dawał nauczkę wszystkim drużyną, ale dziś to przeszli samych siebie, nawet ten rezerwowy, który grał zamiast Percy’ego był dobry, ale nie dorównywał poziomowi reszcie drużyny. Ha, nawet rezerwowy jest lepszy od innych zawodników z innych domów. Oczywiście mecz skończył się tak szybko jak się zaczął. Usiadłam na trybunach AM gdzie było wolne, ale oczywiście zaraz wszyscy na trybunach spojrzeli na mnie, jak no nie wiem… ciastko z kremem. Rozumiem czym sobie zasłużyłam na uwagę płci przeciwnej, ale nadal nie wiem dlaczego dziewczęta patrzą na mnie jak na siódmy cud świata? Oczywiście zaraz podleciał do mnie Adam, który jak zwykle wyglądał jak tania trapezopodobna wersja elfa św. Mikołaja.
- Witam, a cóż do na anioła sprowadza?
-Nic. Bastet zapragnęła Świerzego powietrza i sama tu ciągnęła.
-ma dobry gust.
-Słuchaj mam takie pytanie, może jest trochę ono dziwne, ale nie wiesz może za co mnie podziwiają te zacne niewiasty, bo ja bladego pojęcia nie mam.


TANIA TRAPEZOPODOBNA PODRUBO ELFA ŚW.MIKOŁAJA?
PS. Na mą duszę jak dawno nie pisałam opowiadania
PS.PS. Ombrelune musi wygrać puchar, bo jak nie to wam wszystkie kości porachuje :D

niedziela, 15 lutego 2015

Ombrelune: Od Adama cd. Clary

- Co panienka taka niemiła, milady? - zaśmiałem się. Clarisse nie odezwała się. Mało tego, nie odwróciła nawet głowy.
- Rozbicie? - zapytał Percy troskliwie. Dziewczyna wydała z siebie twierdzący pomruk i odwróciła się od okna.
- No co tak stoicie? Siadajcie.
Zajęcie miejsc w przedziale nie należało do łatwych. I nie chodzi tu o żaden bzdurny brak miejsc czy coś... Raczej wyglądało na to, że całe towarzystwo trochę się posprzeczało. Ell na przykład posłała mi tak nieżyczliwe, litościwe spojrzenie, że przeczuwałem, iż niezbyt życzy sobie mojego sąsiedztwa. Leslie natomiast była naburmuszona i cały czas trzymała ręce skrzyżowanie na piersi. Miałem nadzieję, że mój kumpel przejrzał na oczy i po prostu ją rzucił, jednak szybko porzuciłem ułudę, widząc jak przymila się i próbuje ją udobruchać. Obserwując, jak usiłuje ją pocałować, a ona wykręca zawzięcie głowę, prychnąłem z dezaprobatą. Że też taki inteligentny i, wydawać by się mogło, niezależny facet tak bardzo pajacuje do dziewczyny. I to jeszcze jakiej! Starszy to on będzie, ale mądrzejszy...
- Co tam, laleczko? - zapytałem Clary, kiedy wszyscy jakoś jednak usiedli i starali się na siebie nie patrzeć. Spojrzała na mnie z mieszaniną zaskoczenia i niezadowolenia, słysząc określenie na swą osobę. Ruszyłem brwiami w górę i w dół. Prychnęła.
- Nic ciekawego. Nudziłam się jak mops, a żadne z was nie wpadło na pomysł, by do mnie przyjść. - Zrobiła minę zbitego psa.
- Przecież jesteśmy, kochanie - uśmiechnąłem się szeroko.
- Kochanie? - Zmarszczyła czoło. - Skąd ci się to nagle wzięło?... Aha! Za pamięci! Dlaczego powiedziałeś dzisiaj, że będziemy małżeństwem?
- Co? - parsknął David. - Jakim małżeństwem? Noo, Diabeł, warto mieć marzenia.
- Mój ojciec - podkreśliłem dwa pierwsze słowa, patrząc znacząco na zwijającego się ze śmiechu Smoka - stwierdził, że bylibyśmy znakomitą parą. Poza tym uważa, że panienki, które zwykłem sprowadzać do jego domu prezentują dość żałosny poziom. - Wyrecytowałem, patrząc bezczelnie wprost na siedzącą naprzeciw mnie Elliezabeth. Zacisnęła usta i nie pisnęła słówka.
- My znakomitą parą?
- Noo... Głupie, nie?
- Tak właściwie... - zaczęła Clary ostrożnie, patrząc na mnie onieśmielona. - Od zawsze wydawało mi się, że może coś między nami być. Chciałam ci powiedzieć... - westchnęła. - Żartuję, palancie! Fuj! - Sprzedała mi kuksa w ramię.
- Wiedziałem!
- Jasne, jasne. Już ci stał! - zaśmiał się David.
- Śnisz!
Przechyliłem się przez stół i pacnąłem kumpla w twarz. On natychmiast mi oddał. Zmrużyłem oczy i podciągnąłem rękawy.
- Adam, zostaw go! - zapiszczała Leslie rozpaczliwie, jakbym nie wiadomo co miał mu zrobić.
- Jebło cię? My się wygłupiamy - popukałem się w czoło.
- No, Les, zluzuj - mruknął David.
- Ale... ale... - Młoda złapała buraka i spojrzała na Dave'a ze zmieszaniem, które po chwili ustąpiło miejsca gniewowi. - Ja już się mogę w ogóle nie odzywać!
- Okej, będzie spokój - parsknął kumpel i przybiliśmy sobie piątkę.
- Fajnie, nara. - Wkurwiona siostra opuściła szybko przedział, nie oglądając się za siebie.
- Jezu, ja żartowałem - mruknął David.
- Nie lecisz za nią? - spytał Percy.
- Eee... Nie. Nic jej nie będzie.

Clary? Albo ktoś kto siedzi w przedziale z nami :D

poniedziałek, 9 lutego 2015

Ombrelune: Od Clary do?

Wakacje minęły wyjątkowo szybko, że to aż przerażające. Znowu kolejny nudny rok w akademii. Eh... Może coś namaluje? Nie, malowałam przez całe wakacje w Walii.To może poczytam książkę? Nie mam nic ciekawego, ani nowego na mojej liście do przeczytania. Żyję w świecie którym nic już nie jest ciekawe.Siedząc sama w przedziale pociągu prze co najmniej jedną godzinę, sądząc wallijską gorącą czekoladę z rumem i z nutą ziół , nie mając co robić z nudów zaczęłam sobie śpiewać wallijską piosenkę willa, którą zawsze mu śpiewałam Níl Sé'n Lá.

Chuaigh mé isteach i dteach aréir
is d'iarr mé cairde ar mhnaoi an leanna.
Is é dúirt sí liom "Ní bhfaighidh tú deor.
Buail an bóthar is gabh abhaile

I came by a house last night 
And told the woman I am staying
I said to her:
"The moon is bright and my fiddles tuned for playing"

Tell me that the night is long
Tell me that the moon is glowing
Fill my glass I'll sing a song
And will start the music flowing

Never mind the rising light
There's no sign of day or dawning
In my heart it's still the night
And we'll stay here till the morning

Níl sé ina lá, níl a ghrá,
níl sé ina lá is ní bheidh go maidin,
níl sé ina lá is ní bheidh go fóill,
solas ard atá sa ghealaigh.

It's not day nor yet awhile
I can see the starlight shining
Níl sé ina lá is ní bheidh go fóill,
solas ard atá sa ghealaigh.

Fill the glasses one more time
And never heed the empty bottle
Turn the water into wine 
And turn the party up full throttle

Don't go out into the cold
Where the wind and rain are blowing
For the fire is flaming gold
And in here the music's flowing

Tell me that the night is long
Tell me that the moon is gleaming
Fill my glass, I’ll sing a song
And we'll keep the music streaming
Until all the songs are sung

Niestety dla mnie, ktoś musiał mnie usłyszeć i to oczywiście musiał być Adam, Eli, David Lesie, Percy, który dawno nie słyszał mojego głosu.
-Co podsłuchujecie?- spytałam nie patrząc na nich, a kierując mój wzrok tęsknię w okno za zielonymi wzgórzami mojej ukochanej Walii...

Kto dokończy?

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Adama cd. Clary

- Co ty tu robisz?! - zapytałem gówniarę z wyrzutem. Demoniczny uśmiech zadowolenia z racji wprowadzenia mej jakże delikatnej osoby w stan irytacji nie schodził jej z twarzy.
- Stoję sobie.
- Skąd ty się tu wzięłaś? Kto ci pozwolił psuć mi weekend?
- Sama sobie pozwoliłam - wzruszyła ramionami. - Co ja, małe dziecko?
- Tak, właśnie tak!
- Niech zostanie - nie wiadomo z jakiej przyczyny włączył się David. - W domku mam dość miejsca dla całej hordy olbrzymów.
- I tak nie poruchasz - rzuciłem, szczerząc się w niebo, gdyż nadal wisiał na miotle tuż nade mną. Spostrzegłem, że Leslie zrobiła się czerwona.
- Dobra, słuchajcie - odezwała się Clarr ugodowym tonem - nie ma co psuć sobie wyjazdu...
- Ktoś już chyba ma popsuty - zauważył Percy, spoglądając na mnie z ukosa. Rzeczywiście spochmurniałem, dostrzegłszy nadlatującą na miotle Ell. Jasne, wiedziałem, że ona też tu będzie, jednak nie wyobrażałem sobie spędzenia tych trzech dni w jej towarzystwie. Upokorzyła mnie na maksa i, choć żadnemu z przyjaciół o tym słowem nie wspomniałem, czułem, że cały świat wie.
- Co masz, stary, taką kwaśną minkę? - spytał David z przesadną troską w głosie. - Już nadlatuje twoje kochanie, ona cię rozweseli.
- Jakie znowu kochanie? - warknąłem z rozdrażnieniem.
- A co, może nie rozpaczałeś za nią przez ostatnie miesiące? - parsknął.
- Wcale nie rozpaczałem. Ona nic dla mnie nie znaczy i się wal!  - krzyknąłem. - Do mnie!
Miotła, która do tej pory bezładnie latała nad naszymi głowami, posłusznie pomknęła w moją stronę. Wpadła w moją otwartą dłoń. Dopiero wtedy zdecydowałem się wstać z soczystej trawy. Stopy Ellie akurat uderzyły o grunt.
- Clarisse, Percy! - dziewczyna rzuciła się przyjaciołom na szyje. Tymczasem David wreszcie wylądował. Błysnął ząbkami, a Ell natychmiast wtuliła się w jego spoconą koszulkę.
- Dave, tak tęskniłam...
Cierpliwie poczekałem na koniec tej łzawej scenki. Całuśne to było. Cukierki i inne słodkości normalnie.
- Cześć, Adam - westchnęła cicho, kiedy wyściskała już całe towarzystwo i nie mogła dłużej odwlekać momentu przywitania się ze mną.
- Uuu... Powiało chłodem - odezwał się Percy.
- Zostawimy was... samych? - zaproponował Petty ostrożnie.
- Nie! Ym... nie - mruknąłem.
- Okej... To co, gramy? - David szybko zmienił temat, zacierając ręce. - Mamy zawodników. Składy trzyosobowe.
Cała grupka radośnie podążyła w stronę boiska z miotłami. Leslie najwyraźniej sądziła, że skoro na chwilę odwróciłem od niej uwagę, to dałem za wygraną i może sobie zostać. Szybko pomknęła w ślad za Davidem.
- Zaraz, a ty dokąd?
- Jak to "dokąd"? Dołożyć ci - prychnęła.
- Wracasz na Rue du Renard. W tym momencie.
- Nigdzie się nie wybieram! Albo powiem rodzicom, że tu jesteś i wrócimy we dwójkę - powiedziała z przebiegłą miną.
- Więc oni - zacząłem powoli - nie mają pojęcia, że tu jesteśmy, tak?
- Żartujesz? Dam głowę, że nie zauważą tego aż do naszego powrotu.
- Mojego powrotu - poprawiłem ją. - Ty zaraz wskakujesz do kominka i lecisz do domu.
- I mówię staruszkom, gdzie baluje ich synalek? Tak, to ciekawa propozycja - odparła niby od niechcenia, oglądając obgryzione paznokcie.
- Czego chcesz za milczenie? - zapytałem całkowicie poważnie. Jeżeli myśli, że tak szybko pożegnam się z prawdopodobnie najlepszym wyjazdem tych wakacji, grubo się myli.
- To proste. Zostać.
- Ani mi się śni!
- Hej, Les! - David wcisnął się między nas i objął moją siostrę ramieniem. - Chodź, będziesz moją ścigającą.
- Właśnie wychodzi - burknąłem.
- W zasadzie mogę jeszcze zostać - rzuciła i dała się poprowadzić blondynowi na boisko. Odchodząc, odwróciła się i pokazała mi język. Odpowiedziałem jej środkowym palcem.
- Wszystko gra? - Na ramieniu poczułem dłoń Clarisse. Ona nie gra. Od wypadku panicznie boi się latania, choć słyszałem, że była świetna.
- Oczywiście - odpowiedziałem, nadal martwo wpatrując się w punkt przed sobą. Nie zdawałem sobie sprawy, bądź też nie chciałem zdawać, iż tym punktem była oddalająca się Ell, chichocząca z żartów Davida.
- Przecież widzę...
- Diabeł! Cho! - Usłyszałem krzyk blondyna, który kiwał na mnie ręką, bym dołączył do grających.
- Pogadamy później. - Dyskretnie wskazałem na drącego ryjca przyjaciela i przewróciłem oczami. - Pójdziesz ze mną na spacer wokół jeziora, jak skończymy? Obiecuję, żadnych kaczek - dodałem z uśmiechem.

Clary?
Miej na uwadze, że możemy tak gierzyć, póki będziemy widzieć piłkę xD

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Clary do Trapezowatego Dumbo (czytaj Adam)

- Jeśli cię to uszczęśliwi... – Kiedy wypowiedział te słowa w tej dziwnej i nietypowej pozycji, stwierdziłam, że On musi być szurnięty, dzień się tak pięknie zapowiadał, ale nie, ten trapezowaty dumbo musiał mi to spieprzyć. Zobaczyłam ruch na jeziorze.
- David, czy tu są... hmm... kaczki?
- Często się tu je spotyka, a bo co?
- Nie, nic.- zjeżyły mi się włosy na skórze. Kaczki, te małe istoty z otchłani piekieł, chcące ci zabrać duszę i zanieść ją tam, skąd przybyły, te małe krwiożercze kanibalskie kaczki!!!
- Słuchaj, da się je jakoś przegonić?- spytał ostrożnie Percy
- No nie wiem.., Stop, stop! Któreś z was… się boi…- David urwał próbując powstrzymać śmiech- … kaczek?!!!!
- Jak można się bać kaczek?! - powiedział Adam, którego to ze ktoś się boi kaczek jest jakimś żartem.
- Masz coś do tego, że się boję tych kanibali!- powiedziałam ostro
- Ty się boisz kaczek?!
- Słuchaj, gdybyś był w połowie tak zabawny, za jakiego się uważasz, mój chłopcze, byłbyś dwa razy bardziej zabawny, niż jesteś. Spójrz na Percy’ego, on jest przykładem dla tej reguły.
- Ej!- wrzasnął Misiek.
- A czy nie jest to prawdą?
- No jest… ale to nie zmienia faktu że mogę być przykładem! Nie chce być przykładem!
- To zabrzmiało trochę po wariacku...- powiedział Adam
- No, nie wiem. W ciągu ostatnich miesięcy moja definicja wariactwa stała się dość elastyczna. - skwitował Percy.
- A więc oddasz mi tę książkę!?
- Nie - Nadal wisiał w powietrzu machając nogami jak trzylatek.’Faceci…’
- Coś jest z tobą zdecydowanie nie tak - powiedziałam.- W sensie umysłowym.
- Dopiero teraz to zauważyłaś - powiedziała oburzona Leslie.
- Wiesz, moja mama zwykle mówi że mężczyźni to przekleństwo w życiu kobiet. I nie powiem, że w niektórych przypadkach ma rację! Frank!- nagle przy mnie pojawił się skrzat ubrany w dość elegancki strój. - mam do ciebie prośbę, widzisz tamtego chłopaka - skrzat spojrzał się na mnie z oczekiwaniem na ciąg dalszy - możesz mu zrobić wszystko, tylko żeby nic się nie stało książce i żeby trafiła w moje ręce. - Frank pstrykną palcami i książka znalazła się w moich rękach, natomiast diabeł nagle puścił się miotły i upadł na ziemię - Dobra robota Frank, dziękuję, to wszystko, jestem ci wdzięczna.
- Jeśli panienka by czegoś potrzebowała, proszę zawołać - Skrzat zniknął, mamrocząc coś o niewychowanym Adamie. Podeszłam do Diabła który był rozłożony na ziemi i był w wielkim szoku że spadł.
- Uroczy nieprawdaż? - Spodziewałam się ze mi odpowie, natomiast ten nie spojrzał na mnie tylko na swoją młodszą siostrę z pogardą.

Adam?

Od Adama do Clary

- Bierzesz Leslie.
- Ani mi się śni!
- Adam!
- Co Adam?! Co?! Sami se ją weźcie. Ja jadę do znajomych i nie mam zamiaru pilnować tej gówniary. Możecie sobie zwalić!
Rozeźlony wstałem od stołu, rzucając srebrne sztućce na talerz. Patrzyłem na rodziców pełen gniewu, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego. Prychnąłem z pogardą i odszedłem od stołu.
- Wracaj tu natychmiast! - zawołała za mną matka.
- Jeszcze nie skończyliśmy - zawtórował jej ojciec.
- Za to ja tak - oznajmiłem, wspinając się na schody. Puściłem mimo uszu ich dalsze mamrotanie. Wyjebane w nich. Rzuciłem się na łóżko, chwyciłem leżącą nań poduszkę i rzuciłem z całej siły w ścianę. Obraz z dwójką czarodziejek robiących zakupy na targu, który tam wisiał, spadł z hukiem i przełamał się, a przerażone postacie uciekły do innych ram, wymyślając mi od niemądrych. Uderzyłem pięścią w kołdrę, po czym wstałem i taki sam cios wymierzyłem ścianie. Ta się wgniotła. Głupia mugolska tandeta. Miałem taki żal do nich wszystkich. Czułem się w tej rodzinie potrzebny jak piątą noga u testrala. Adaś dobry, jak robi wszystko, co jaśnie państwo sobie zażyczą. O, niedoczekanie! Ten weekend miał być okazją do spotkania się z przyjaciółmi. Po powrocie Ell zdałem sobie sprawę, jak bardzo zaniedbałem moją potrzebę zabawy. A teraz, kiedy wreszcie miałem to nadrobić, oni wyjeżdżają mi ze swoją córeczką. Dobre sobie. W sumie im się nie dziwię, że chętnie pozbyliby się tego wrzodu na dupie, ale nie moim kosztem. Nie i nie.
- Coś ty zrobił? - Do pokoju weszła matka, rozglądając się uważnie.
- Nic - wzruszyłem ramionami.
- Dziura w ścianie?! Jesteś niepoważny?!
- Nie bardziej niż wasze propozycje. Nie biorę Leslie ze sobą nad to jezioro i już. Dotarło czy mam przeliterować?
- Nie bierzesz, ponieważ nigdzie się nie wybierasz, Adam. Podjęłam decyzję. Jesteś najgorszym gówniarzem świata, bezczelnym i pyskatym. Takie zachowanie trzeba karać. Masz co chciałeś.
Ha! Proszę, proszę. Wielką mamuśkę teraz z siebie robi? No szybko jej się przypomniało, winszuję. I jeszcze ona niby jest ofiarą, a ja to ten zły i wyrodny? A gdzie byłaś, mamusiu, przez piętnaście lat? Co robiłaś, kiedy po raz pierwszy wsiadałem do pociągu do Beauxbatons? Wtedy chyba też byłem najgorszym gówniarzem świata, to by tłumaczyło, czemu zawsze patrzyłaś, jak by tu się mnie pozbyć.
- Wynocha - wycedziłem przez zęby. Kobieta otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać?!
-  Wynocha - powtórzyłem, sięgając do kieszeni, w której trzymałem różdżkę. Dostrzegła ten ruch. Widziałem w jej oczach iskierkę paniki. Jej mina zdradzała niezdecydowanie, jakby zastanawiała się, czy jej własny syn jest w stanie rzucić na nią zaklęcie, w dodatku poza szkołą, gdzie wszelkie użycie magii przez niepełnoletnich czarodziejów grozi poważnymi sankcjami. Jest w stanie. Oj, tak.
- A-adamie Brooks. Masz natychmiast...
- A może magiczne słowo dla odmiany?
W tej samej chwili drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich mój ojciec. Spojrzał na mnie jak na obrzydliwego robaka. Robaka, którego należy się jak najszybciej pozbyć.
- Nigdzie się nie wybierasz. Mamy ciebie dość. Chodź, kochanie.
- Sram na to, co mówicie! - zawołałem za nimi. - Totalnie!
Krążyłem po pokoju jak rozjuszony hipogryf w klatce. I tak polecę. Nawet nie zauważą...
Nie schodziłem na dół przez cały dzień, aż nadeszła umówiona godzina. Chwyciłem pod pachę, Błyskawicę, dłoń zacisnąłem na plecaku z potrzebnymi rzeczami, a w drugą rękę nabrałem proszku Fiuu. Chwilę potem już stałem w salonie drewnianego domku. Blondas akurat zbiegał po schodach. Dojrzawszy mnie, uśmiechnął się serdecznie.
- Diable, dobrze cię widzieć! Na razie jesteśmy tylko my z Pettym. Chodź na dwór. Będziemy gierzyć w quidditcha.
Rzuciłem plecak i wybiegłem za przyjacielem na ganek. Przede mną roztaczał się wspaniały widok na ogromne jezioro o krystalicznie czystej wodzie. Brzeg jego stanowiła czysta piaszczysta plaża. Na jeziorze można było dostrzec kilka wysepek. Po prawej stronie domku było trawiaste boisko do quidditcha, a dalej, aż po horyzont rozciągał się las.
- Postrzelacie mi? - zaproponowałem.
Pomysł został ciepło przyjęty, wobec czego wzbiliśmy się w powietrze. Zająłem stałe stanowisko przy obręczach. Już po kwadransie byłem upocony jak prosię. Właśnie miałem obronić banalny rzut Davida, kiedy usłyszałem krzyk "Smokuu!". Zdezorientowany odwróciłem głowę w stronę, z której dobiegał głos. Dostrzegłem Percy'ego i Clarisse rozglądających się wokół. Kafel świsnął mi koło ucha.
- Ha! Zwycięstwo! - krzyknął David.
- Ej! Nie byłem gotowy!
- Jasne, jasne. Gadaj zdrów, Diabełełełku - wyszczerzył się.
Jak strzała pomknąłem ku ziemi i wylądowałem prosto przed Clary, która aż podskoczyła.
- Debil - warknęła, spoglądając na mnie spode łba.
- A może zaczniesz od "dzień dobry"?
- Dobry? Odkąd cię tu zobaczyłam, jakby mniej.
- Urocza jesteś - powiedziałem i zwróciłem się do Percy'ego: - Gramy?
- No mowa! Dajcie mi piłkę!
Kiedy Jackson wrócił się do domu po miotłę, zagadnąłem do Clarisse: - A ty nie chcesz z nami zagrać?
- Przecież wiesz, że nie mogę... - mruknęła. - Poza tym nie chcę was wszystkich rozwalić, bo będziecie płakać - uśmiechnęła się triumfalnie.
- Ach tak?
- Jak najbardziej.
- Udowodnij!
- Nie zmusisz mnie do wejścia na miotłę, Adam!
- Ma rację, nie zmusisz jej - powiedział Percy przez ramię, przechodząc za mną.
- Założymy się? - zapytałem złowieszczo i, nie czekając na odpowiedź, pognałem do chłopaków.

- Adam, oddawaj mi to! - wrzasnęła Clary. Przeleciałem nisko nad nią i wyrwałem jej z dłoni książkę, po czym poszybowałem z powrotem w niebo.
- Chodź i weź ją sobie! - Pokazałem dziewczynie język i zrobiłem salto w powietrzu.
- Zachowujesz się jak pięcioletni bachor!
- Może nim jestem? - zapytałem, przypominając sobie naraz słowa matki.
- Mam traktować cię jak dziecko?
- Jeśli cię to uszczęśliwi... - Zawisłem na miotle nogami, głową w dół.

Clary? :3

środa, 31 grudnia 2014

Uczennica Domu Ombrelune: Clarisse Charlotte Le Rue

Clarisse Charlotte La Rue


Imię: Clarisse Charlotte Cecily Cahan Caireann
Nazwisko: La Rue
Krew: Czysta Krew
Rok: Czwarty
Data Urodzenia: 16 Listopad
Dom: Ombrelune
Drużyna Quidditch'a: Choć kochała grac i jest zażarta fanką 
tego sporu, nie gra od czasu wypadku.
Chłopak / Dziewczyna: "wytnie mu serce i podepcze je butami na szpilkach. 
Właśnie tak postępuje z chłopcami ..." ~ Percy
Rodzina:   Matka Bevin, Ojciec Sébastien, Brat Will (nie żyje), 
jej bratem można nazwać Percy’ego.
 W dalsze szczegóły zagłębiać się nie musimy.


Sowa: Wanderer (irl. Wędrowiec), puchacz 

Towarzysz:  Imię: Kotka Bastet często nazywana Sechmet 
(gdy jest niegrzeczna)  
Gatunek: Kot  
Rasa: Kot Ashera


Różdżka: Długość-15 cali, drzewo-Mahoń, rdzeń - Łuska Hippokampa
Ciekawostki:
~ Bogin - Garboróg i Kaczki
~ Patronus - Lew


~ Genetyka - Potomek Willi (w 1/4)
~Zdolności - Zaklęcia Bezróżdżkowe
~ Inne - Ma wrażliwy słuch, dlatego też nienawidzi burzy

Ulubiony Przedmiot: Muzykologia, Eliksiry, ONMS, OPCM, Transmutacja.
Znienawidzony Przedmiot: MUGOLOZNAWSTWO TO KATORGA
~ Stajnia - Ariel i Saris
Właściciel - justiole98



Zainteresowania:  Jeździectwo, Czarna magia (nie używa non stop), 
eliksiry oraz muzyka, sztuka i malarstwo, ale też ... Tajemnica ..

Aparycja: Ma Długie, ciemnobrązowe włosy i szaroniebieskie oczy 
otoczone zasłona gęstych rzęs. Blada skóra kontrastuje z Ich ciemną linią. 
Pełne wargi, nos wąski w mostku i wysokie kości policzkowe dopełniają dzieła. 
Ogólnie jest niska choć żeby powiedzieć o osobie która ma metr 168 
kurdupel, to już lekka przesada. Często jest mylona ze swoją matka lub 
jak ktoś nie zna ich obu zawsze biorą je za bliźniaczki.

Charakter:  Jest indywidualistką w każdym Calu. Ceni swą wolność 
osobistą. nie cierpi gdy ktoś lituję się nad nią. Nie lubi mówić 
dużo osobie. Śpiewać i na grać różnych instrumentach. 
Bardzo lubi czytać Książki. Jej ulubione gatunki to .. hmmm ... WSZYSTKIE. 
Jeżeli czegoś pragnie bezwzględnie do tego dąży. Clarisse nigdy 
nikogo nie nie słucha. Ma poczucie humoru, ale nie takie jak dawniej, 
po za tym jest arogancka, odważna i porywcza

Historia: Dziewczyna przeżyła w życiu trochę. Urodziła się w Bogatej 
rodzinie z wysokim statusem społecznym. Ojciec jest jednym z najlepszych 
Aurorów, natomiast matka sławną i cenioną kompozytorką i dyrygentką. 
Z powodu pracy wykonywanej przez oboje rodziców rzadko ich widuje. 
Dawniej była dziewczyną pełna życia i energii, zawsze uśmiechnięta, 
no cóż była... Przeszła załamanie nerwowe i ciężką depresje, co odbiło się na 
jej psychice. Wszystko to spowodowała śmieć brata, z którym była z nim 
mocno zżyta. Chodziła do terapeuty i psychologa, chodź nic to nie pomagało. 
Mimo to próbuje udawać że nic się nie stało, choć wie że niektórzy z jej bliższych 
i starych znajomych to widzą. Kiedyś przed śmiercią brata, spadła z bardzo 
wysoka z mioty, od tej pory ma lęk wysokości.


Beautiful Girl, Winter